-
Posts
5623 -
Joined
-
Last visited
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by kinga
-
MOJŻESZ-Żory-o 16-30 odszedł zaTM:(:(:(
kinga replied to marmar's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
słuchajcie, ja mam taką ogromną prośbę do Was wszystkich, mimo, ze nie współpracowałam nigdy osobiście z żadnym z Was, i właściwie nie mi się wtrącać w ten i tak trudny wątek Wątek Mojzesza sledzę od początku, a Dorotę znam, gdyż jej Hossa jest z koszalińskiego schroniska i sama ją wyadoptowałam Dorocie nie będę się mieszała w Wasze finansowo-prawne niuanse - to sprawa nie dla osób trzecich rozumiem dramat sytuacji - naprawdę - mam w koszalińskim schronisku podobną, starszą i schorowaną sukę, której przyblokowałam inną adopcję, gdyż zarezerwowali ją ludzie ok. pół roku temu -a teraz zamilkli jak kamień w wodę mam prośbę - jeśli nawet jesteście na Dorotę wściekli -nie róbcie na nią nagonki Myślę, ze nie przez własne widzimisię Dorota wycofuje sie z adopcji Mojżesza - po prostu ilośc psów, które wzięła, zdecydowanie ją przerosła. To bardzo niesprawiedliwe - wiem - ale tak bywa. Bardzo, bardzo was proszę -wysuchajcie również drugiej strony, czyli argumentów Doroty. Ona ma do tego prawo, nawet jeśli jesteście na nią wściekli. I moze wspólnymi siłami uda się wam wszystkim znaleźć jakieś choćby czasowe wyjście? -
no wiesz Kasia - to nie jest takie proste :placz: widzisz, jak ta niedobra kobieta Camara się zachowuje:shake: - żebym nie upomniała się czasem o ten obiad - to już nawet do Kielc po koszalińskie psy wyjeżdża - i przechwytuje je na stacjach benzynowych ...zeby tylko nie mieć ze mną nic wspólnego :placz: :placz: :placz:
-
toteż kupiłam winogron i zjadłam :lol: ale jeszcze mi się przypomniało coś a propos Camary :evil_lol: : - w końcu ją odwiedziłam - co prawda bez Lincolna i bez obiadu :cool3: ...więc ładujemy się do niej - do domu - calą czwórką - bo w takim składzie byliśmy na wakacjach - a Camara patrzy na moje dzieci szt. 2 i pyta: - A gdzie następne? :eek2: :eek2: :eek2: ta kobieta oszalała - myślała, ze ja z całym domem dziecka przyjadę...
-
ha ! mam swoje sposoby! :diabloti: ...a wiecie, ze jak jestem głodna ( tak jak teraz - śmiertelnie głodna :placz: ) i wchodzę na wątek Lincolna, to zawsze oczyma wyobraźnie widzę ten obiad, który mi Camara przygotowała, jak wiozłam Linkusia do Krakowa, i na który nie dojechałam... :placz: - i Camara sama z rodziną go pożarła :placz: choroba, aż mi pachnie :-(
-
Hossa dla koszalińskiej HOSSY - MISSION COMPLETED ;-)
kinga replied to kinga's topic in Już w nowym domu
Dorothy, my tu z Camarą mamy cały czas gorąca linię telefoniczną Koszalin - Kraków - m.in. w sprawie Hoski :lol: ale po omówieniu wszystkich aspektów zachowania twojego stada musimy konczyć rozmowy, gdyż groziłaby nam eksmisja z pracy ( rozumiesz, stado masz duże...:cool3: ) ... a potem z domu :placz: ale że sprawa jest złożona i poważna - martwimy się, rozważamy , wymyślamy różne rozwiazania... jak ustalimy, co wymysliłyśmy - wystosujemy odpowiednie pismo do ciebie ( ... to tak trochę żartem, zeby rozładowac atmosferę ;) ) -
ech, bo nie wiem, czy wiecie, ze Camara postanowiła się przerzucić z podhalanów na rottweilery :diabloti: i kazała sobie sprowadzić z Koszalina takie coś: wedle życzenia - sprowadziłam :diabloti: ...ale widocznie wystraszyła się, bo wypchnęła dalej... na Śląsk :cool1: - i teraz z dziką radością mi donosi o różnych demolkach :placz:
-
nie trzymajcie z takimi koleżankami :shake: :shake: :shake: nic dobrego z tego nie wychodzi :placz: ja to mam za to taką koleżankę Camarę, która mi kazała przywozić co rychlej takie coś półżywe, wielkie i włochate do Krakowa... kazała - przywiozłam :oops: i co z tego mam? kupę nerwów i wyrzuty sumienia...:cool3:
-
u psów schroniskowych wzrusza mnie zawsze to, jak dużo pamiętają z czasów, kiedy miały swojego człowieka jak znów cieszą sie na widok smyczy - po roku czy dwóch odsiadki w schronie jak w nowym domu kręcą się pod drzwiami, zeby wyjść na dwór, mimo, ze w schronie przez długi czas żyły przecież niemal we własnych odchodach w boksie najbardziej wzrusza mnie, kiedy podczas robienia zdjęć pracownik wyda psu komendę: siad! - i ten pies - przestraszony, rozkojarzony - pięknie siada przy nodze zastanawiam się często - bo ciągle myślę o nim z dużą bezradnością - ile pamięta Forest i czy jeszcze kiedyś będzie miał okazję pokazać, ile pamięta :-(
-
[quote name='MonikaP'][B]Piszę to z autopsji. Jeśli pójdziecie tam "z buzią",[/B] [B]tupetem, pretensjami i checią "węszenia" na każdym kroku jakichś krętactw, to ani nie pomożecie zwierzakom, ani nie zdobędziecie zaufania kierownika tego schroniska - a to jest podstawa.[/B] [B]Niech ktoś tam pójdzie (ale wiedząc, że może to robić regularnie i na przykład raz czy dwa razy w tygodniu się tam pojawiać, a nie - z doskoku i - ważne - powinna być to osoba zdecydowanie pełnoletnia, potrafiąca trzymać nerwy na wodzy, czyli jak płakać, to dopiero w domu) i powie na przykład, że ten artykuł bardzo go poruszył, bo pieski są piękne i wyobraża sobie, jak ciężko musi być pracownikom z myślą o tym, że one nie mają wielkich szans na dom, bo ludzie są bez serca i nie chcą do schroniska przychodzić. I czy można by zrobić kilka zdjęć pieskom, bo np. znajomi myślą o adopcji, a boją się przyjść do schroniska (albo myślą, ze tam są same brzydkie psy), więc jak zobaczą zdjęcia, to może się przekonają.. A potem można podsunąć myśl o tym, że fajnie by było w jakiejś gazecie zamieszczać zdjęcia psów i kotów z tego schroniska , albo że mozna by zrobić galerię psów na stronie schroniska.[/B] [B]To, że oni przy pierwszym kontakcie mówią, że pomoc nie jest potrzebna, to zupełnie normalne. Trudno się przecież przyznać, że nie daje się sobie z czymś rady. [/B] [B]Osoba, która będzie tam przychodzić, musi sobie wytworzyć jak najlepsze kontakty ze zwykłymi pracownikami. Wbrew pozorom wielu z nich na pewno kocha zwierzaki, tyle, że rutyna robi swoje, a poza tym oni wytwarzają w sobie takie bariery ochronne, żeby nie zwariować. A ich stosunek do ludzi przychodzących do schroniska często wynika z tego,że na co dzień widzą tyle psiego i kociego nieszczęścia spowodowanego przez ludzi, że nie mogą na nich patrzeć.[/B] [B]Więc nawet jesli patrzą na tego wolontariusza jak na wariata, to uśmiechać się i mówić każdemu bardzo ładnie "dzień dobry". A jak się już przyzwyczają do obecności kogoś z zewnątrz, to zagadywać przyjaźnie - o pieski chociażby. I nie pytać, czy coś jest potrzebne, tylko któregoś dnia przywieźć jakąś zaczętą paczkę karmy i powiedzieć ot, od niechcenia, że pies w domu nie bardzo chce to jeść, to może tu by się przydała - wyjąć z niej garść chrupek i zaprzyjaźnić się z psami, częstując je - żeby widzieli, że one to lubią. Jeśli mają tam koty, to przywieźć jakąś kocią budkę - bo ktoś miał, nie potrzebował - ot, tak, przy okazji, żeby się nie nazywało, że schronisko jest biedne i tego potrzebuje.[/B] [B]Jeśli jest tam wet, to nie lecieć do niego z pretensjami o to, ze zwierzaki chorują itp., tylko zagadać od czasu do czasu. Poprosić o radę w sprawie (jakiejś banalnej) swojego zwierzaka - żeby poczuł się autorytetem. Uśmiechać się, uśmiechać się, uśmiechać się. Wszystko jest świetnie, w schronisku pracują sami wspaniali ludzie, tylko świat jest zły[/B].[/quote] ja tylko wytluszczam, żeby ten bardzo pomocny tekst nie zaginął MonikaP - zgadzam się z każdą jego linijką proszę - przeczytajcie raz jeszcze uważnie - to jest najlepsza droga, aby w schronisku stać się "swoim" - wtedy można dużo, dużo więcej zrobić (tez z autopsji)
-
[quote name='Camara'] Natomiast Kingo... Wielce Nierozważna Koleżanko, wczoraj doznałam olśnienia!!! Już wiem dlaczego Nasz Pies jest tak Nam Wszystkim Drogi. Jak jeszcze raz nazwiesz psa imieniem Najdroższej Marki Samochodu (cena kupna + eksploatacja bieżąca) TO...:mad: :mad: :mad: to do mnie NIE PISZ, NIE DZWOŃ i NIE WYBIERAJ SIĘ całkiem przypadkowo i mimochodem :cool3: na 3 dni urlopu na skos przez całą Polskę zahaczając równiez nie umyślnie przez Kraków :diabloti: Było go nazwać TRABANT!!!!!! :evil_lol: :evil_lol: :evil_lol: o ja głupia kretynka :mdleje: :mdleje: :mdleje: wszystko przeze mnie :placz: :placz: :placz: - nigdy nie byłam mocna w pomnażaniu swojej fortuny, ale... aż tak destrukcyjnie to też nigdy nie działałam :shake: uprzejmie proszę całą zrujnowaną dogomanię o wybaczenie :oops: i solennie obiecuję, że odtąd będę Camarze zawozić SAME wielkie i puchate BURKI, MIŚKI i AZORKI :diabloti: Kasie - ale za to, jak już będziesz przymierała głodem, zawsze możesz mówić, że to dlatego, ze zaszalałaś w wakacje i sprawiłas sobie lincolna :p z dowozem do domu :diabloti: