-
Posts
13134 -
Joined
-
Last visited
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by Flaire
-
Sajko, tak może być? (Poprawcie oczywiście, bardzo proszę, błedy językowe). Misia urodziła się 22 grudnia 2000 roku w USA i oficjalnie nazywa się Piccadilly’s MA BEAR DE FLAIRE. Wczesne dzieciństwo spędziła wylegując się w kalifornijskim słońcu i lenistwo i wyluzowane podejście do życia pozostało jej do dzisiaj. Po przylocie do Polski, Misia rozpoczęła karierę wystawową, uzyskując BOG 3 i CWC już na pierwszej wystawie. Kolejne wystawy przyniosły tytuł Ch. PL i liczne CACIBy w kraju i za granicą. W tym samym czasie, Misia zdała egzamin PT na 196/200 punktów i pierwszą lokatę, a nieco później, egzamin PT-2 na 197/200 punktów i znów pierwszą lokatę. Dla Misi, agility jest nową formą rozrywki, którą nie całkiem jeszcze rozgryzła. Jednak będąc psem pojętnym od razu zrozumiała, że łączy się to z dwoma z jej ulubionych zajęć: konsumpcją kiełbasy i ganianiem za psami, więc podoba jej się niesłychanie. Przeszkody pokonuje bardzo nietypowo dla teriera, z właściwym sobie lenistwem i namaszczeniem. Niemniej przodkowie-norowcy ewidentnie wpłynęli na fakt, że ulubioną przeszkodą Misi jest tunel.
-
Hmmm. A masz coś o Misi, czy zaczynam od początku? I jeszcze co do zdjęć... moje z agility nie są zbyt super... czy mogą być dwa inne, a jedno z agility? A potem, w miarę jak dojdą lepsze z agility, to zmienimy? I jeszcze podaj rozmiar zdjęć... Czy sama sobie dostosujesz?
-
Sajko, napisz 1. ile tych zdjęć 2. jaki rozmiar to przynajmniej zdjęcia Ci poślemy. A jeśli chodzi o opis, to ile słów to ma być?
-
!Airedale i inne (prosimy zakladac oddzielne tematy!)!
Flaire replied to a topic in Airedale terrier
bogula, łapek ubyło, bo Władze zdecydowały zmienić skalę łapek - teraz więcej postów potrzeba na każdą łapkę... -
Jeszcze jedna być może ważna rzecz, to że organizm nie przyswaja Ca bez witaminy D - więc krzywica często jest powodowana nie brakiem wapnia, ale brakiem witaminy D. (Dlatego polskie dzieci mojego pokolenia były wystawiane na słońce w wózkach nawet zimą i musiały pić obrzydliwy tran.)
-
Sprawdziłam stare posty Ewy_; szczeniak jest u niej od ok. miesiąca. A czy to jest hodowca czy nie, to chyba nie jest jeszcze do końca ustalone, niestety - w każdym razie miał być hodowca. Ewa_, jeszcze nam powiedz, dla naszej edukacji, czym ty to szczenię karmiłaś? I czy byłaś z nią u weta jak tylko ją odebrałaś? I co mówił wtedy na temat tej krzywicy?
-
PATIszon -aaa, czyli po angielsku "rickets"! Dzięki za wyjaśnienie - w końcu nauczę się po polskiemu :wink: . Tylko że wciąz jeszcze czegoś nie rozumiem, ale może zaraz zrozumiem: Ewa_, jak dawno szczenię jest u Ciebie? Ale skąd wiesz, że tyłozgryz w ogóle był w momencie kiedy szczeniak był odbierany??? Najłatwiej od razu z mety zwalić na hodowcę, bo jakiś kozioł ofiarny jest konieczny - nie można po prostu powiedzieć, że miało sie pecha w wyborze szczeniaka?Nie bronię akurat tego hodowcy, bo go nie znam, ale ogólnie rzecz biorąc, nie wszystko, co się nie uda ze szczeniakiem jest zawsze winą hodowcy... Jak chcecie mieć pewność, jak pies będzie wyglądał, jak dorośnie, to kupujcie dorosłego! Już nie mówiąc o tym, że niemal przy każdej historii, takiej jak ta okazuje się, że pies był kupiony nie od hodowcy, tylko od rozmnażacza. Więc Ewa_, poweidz mi, PROSZĘ, BŁAGAM, że tu tak nie jest, i że Twój pies jest rodowodowy?
-
Na krzywicy u psów się nie znam (a dokładniej: nie wiem, co to znaczy -- co dokładnie jest krzywe?), natomiast co do tyłozgryzu, to po pierwsze może się jeszcze poprawić, bo zgryz potrafi sie bardzo zmienić w okresie szczenięcym, czasem kilka razy w te i wewte (dlatego, briards, nie wiem, czy powinnaś być wściekła na hodowcę: czy jesteś pewna, że szczenię miało wadę, jak je odbierałaś?), a po drugie, taki tyłozgryz w niczym psu nie przeszkadza. Chyba że miałaś nadzieję na wystawy i hodowlę - w takim przypadku, jeżeli się nie poprawi, to niestety powinnaś zrezygnować z tych planów z tym psem, bo żadne sztuczne chirurgiczne naprawy wad genetycznych nie poprawią :( .
-
Dzisiaj na treningu dla psów zaawansowanych były początkowo dwa psy z grupy początkujących: Misia oraz Bajka. Z pewnym opóźnieniem dołączyła się również Funny. Bajka biegała rewelacyjnie; moim zdaniem, tylko Nasa z grupy zaawansowanej biegała lepiej od Bajki! Misia biegała może i nienajgorzej (chociaż w swoim normalnym zwolnionym tempie), natomiast jej Pani specjalizowała się dzisiaj w demolowaniu kursu... Ale zaczniemy od początku... Najpierw biegliśmy przez cały długi kurs (19 przeszkód, w tym slalom i dwa tunele – pierwszy miękki, drugi sztywny). Muszę powiedzieć, że Misi poszedł ten kurs całkiem nieźle. Niestety ja upuściłam torebkę z kiełbasą, co oczywiście spowodowało, że Misia zatrzymała się na trasie i zaczęła sprzątać rozsypaną kiełbasę – bo ona jest psem porządnym i nie lubi śmiecić. Jak już wszystko było zjedzone, to chętnie pobiegła dalej, ale wkrótce potem, ja znów zgubiłam torebkę z kiełbasą! Tym razem, Misia obejrzała się za nią tęsknym wzrokiem, ale poleciała ze mną dalej! Ale jak tylko skończyła kurs, to poleciała z powrotem do torebki, żeby sprawdzić, czy jakaś kiełbaska znów się nie wysypała. Mnie podobał się ten kurs i moim zdaniem nie byl zbyt trudny. (Oczywiście Misia nie umie jeszcze robic slalomu, ale to kwestia wyćwiczenia). Natomiast potem robiliśmy rozmaite serie hopek już bez tuneli i slalomu, ze zmianami stron czasem przed psem, a czasem za. Również starty były pod kątem, tak żeby, zamiast zaraz po starcie robić zakręt, pies mógł przebiec pierwsze kilka przeszkód po linii prostej, pomimo że przeszkody były ustawione pod kątem prostym jedna do drugiej. Z Misią zauważyłam, że zostawiona na „siad-zostań”, pierwsze kilka przeszkód (żeby do mnie dobiec) robi szybko, natomiast im dłuższy kurs, tym bardziej jej się nudzi i zaczyna zwalniać. A jak już coś (np. koło) zrobi nie tak i musi powtarzać, to już jej zupełnie motywacja spada. Myślę (mam nadzieję!), że jak będziemy mieli inne rodzaje przeszkód, to zrobi się to dla niej ciekawsze i pobiegnie szybciej. Poza interesującymi kątami startowymi, serie hopek, które pokonywaliśmy miały również bardzo ostre zakręty. Ponieważ wychylania ciała na wirażu nie mam opanowego tak wspaniale, jak mój pies, więc pierwsza taka próba skończyła się dla mnie poślizgiem prosto na przeszkodę i totalną demolką przeszkody. Ale nic – my z Misią jesteśmy zdeterminowane, więc ustawiłyśmy się na końcu kolejki, żeby tę kompromitację poprawić. Wszystko szło okej aż dobiegłyśmy do tegoż zakrętu – i tu identyczny poślizg i identyczna demolka! Co więcej, PATI widocznie zbytnio się zasugerowała naszymi wyczynami, bo sama przejechała się (na szczęście utrzymując równowagę) w z grubsza tym samym miejscu. Ostatnim elementem utrudniającym serie hopek, które ćwiczyliśmy, były przeszkody niejako „po drodze”, które jednak nie były częścią kursu. Więc na przykład w pewnym momencie musieliśmy przebiec obok, ale nie przez, skok w dal. Były również sytuacje, gdzie pies biegnąc prosto pokonałby przeszkodę, która nie była częścią kursu – sęk w tym, że trzeba było skręcić. Wydaje mi się, że tego typu „zmyłki” są trudniejsze dla psów zaawansowanych, niż początkujących, bo te ostatnie (no, z wyjątkiem Drachmy) raczej nie lecą naprzód. Doczytał ktoś do końca :wink: ? To jeszcze Wam napiszę, że dzisiaj swoją dostojną obecnością zaszczycił nas również Brutus! Jego głownym zadaniem, poza ogólnym pilnowaniem porządku, było demolowanie slalomu, co robił z ogromnym entuzjazmem!
-
Lenka, taki jest koszt wagarów :wink: .
-
Misia już dzisiaj zabawiała niekrwawo. Jesli mnie nikt nie ubiegnie, to w końcu napiszę coś o dzisiajszym treningu... Mokka, ja tez resztę dnia spędzam na robocie... A co do ciepłej kurtki, to odradzam :lol: . Ja używam systemu layering, czyli cebulkowego: wkładam pod kurkę wiele warstw. Po pierwsze to wypada cieplej niż ciepła kurtka (bo powietrze pomiędzy warstwami jest najlepszym izolatorem), a po drugie, doskonale się adaptuje do warunków - jak robi Ci się za ciepło, to zdejmujesz jedną z warstw (ja tak zrobiłam na kilku treningach, gdzie byłam ubrana za ciepło). Moja kurtka jest w ogóle bez żadnej podszewki, ale jak pod spodem są dwie warstwy polaru, to podszewka niepotrzebna! A tylko pomyśl ile psich ciasteczek kupisz za to, co zaoszczędzisz na kurtce! :wink:
-
PATI, ja też robiłam zdjęcia cyfrówką SONY i nie wydaje mi się, żeby moje były lepsze od Twoich... Myślę, że te warunki na śniegu są po prostu trudne. Teraz przejrzałam ustawienie mojej i tam można kilka rzeczy poprawić na śnieg (np. "white balance") - może spróbuje. Ale ogólnie też mam wrażenie, że jak aparat był nowy, to żeby zrobić dobre zdjęcie nie potrzeba było tyle światła, co teraz. I wiem, że to nie kwestia np. baterii, bo tą już musiałam wymienić. Może po prostu w zimie w Warszawie jest mniej światła, niz w Kalifornii... Ale ogólnie prawie każde zdjęcie, które zrobię, muszę później rozjaśniać!
-
Kamilapon, a gdzie Ty trenujesz obedience? Co do "mobility", to chociaż słowo jest angielskie, to jako sport dla psów w USA na przykład nie istnieje. Ze słowem "mobility" kojarzą się dwie psie sprawy: jedna mająca do czynienia z niepełnosprawnymi psami, a druga - z niepełnosprawnymi ludźmi. "Mobility" (czyli możliwość poruszania się) dla psów niepełnosprawnych uzyskuje się poprzez specjalnie budowane wózki. A z kolei psy, które pomagają niepełnosprawnym w pewnym sensie umożliwiają "mobility" swoich właścicieli.
-
No i jeszcze, jak widać z powyższego zdjęcia, uszów używa jako skrzydeł, żeby frunąć przez przeszkody! A teraz mi właśnie wlazła na kolanka - chyba mam ją troszkę pożałować :wink:
-
Poza pięknymi, artystycznymi ujęciami krwawego pyska, PATI przysłała mi jeszcze jedno zdjęcie Misi na torze. Nie jest tak źle, jak pisała: do druku to zdjęcie rzeczywiście się nie nadaje, bo w takim dużym rozmiarze jest ziarniste, ale w rozmiarze odpowiednim do wstawienia tutaj jest okej. Więc powinniście wszyscy pomęczyć PATI, żeby przysłała Wam czy też wstawiła tutaj Wasze zdjęcia. A oto Misia na wirażu. Zauważcie pochylenie ciała w kierunku zakrętu, konieczne przy tak wielkiej prędkości :lol: :
-
No dobra, jak mam pozwolenie od Szefa, to już wstawiam. Mam ze cztery ujęcia, ale wstawię tylko jedno. Krew miała aż na grzbiecie:
-
Of course - a na priv prześlę Ci mój adres mailowy.
-
Mam przyjzny serwerek, jeżeli o to chodzi. Co prawda znajduje się w USA, ale działa dobrze :wink: .
-
Sajko, pewnie się ode mnie przez kompa tym wirusem zaraziłaś! Ale ja, chorusieńka, dzisiaj byłam i jutro też mam zamiar... A co do krwi, to poczekam jeszcze, żeby się upewnić, że nikt nie protestuje...
-
Czyli jakieś zwolnienie lekarskie???Dostałam zdjęcia od PATI. Powiedzcie, chcecie, żebym tu wstawiła zdjęcie krwawego pyska, czy nie? Dla ciekawych odda klimat tego, co się zdarzyło, ale jak widok krwi przyprawia kogoś o mdłości, to nie polecam...
-
Dzięki, PATI, nie mogę się doczekać :roll: . Wind, co to jest L4??? (Sorki, że taka gooopia jestem).
-
Misia na szczęście śpi, a póki śpi, to ucho jest zasklepione. Ściany, pomimo moich starań nadal sa poplamione, ale nie widać za bardzo. No i te kilka plamek nad drzwiami to zostawiłam celowo - pokażę Wam przy następnym grzańcu, bo trudno uwierzyć, że takie lekkie psie otrzepanie się opryskało krwią ścianę NAD DRZWIAMI!!!
-
W mojej rodzinie mówi się "do pyska" :wink: .
-
A co się stało z naszym gościem??? Bo nikogo nie zauważyłam!
-
Ja zamierzam być, chyba że cos z tym uchem, bo znów zaczęło siąpić, cholera. Chyba problem polega na tym, że tam jednak jest dziurka na wylot... Może jej załóżę kolczyka :wink: . Z tego co wiem, to Mokki jutro nie będzie.