-
Posts
13134 -
Joined
-
Last visited
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by Flaire
-
Misię leczę w lecznicy Elwet przy Al. Niepodległości na Mokotowie: Elwet Al. Niepodległości 24/30 843-23-46 To duża lecznica, przyjmuje tam wielu wetów, jedni odpowiadają mi bardziej, inni mniej. ALE... Ja osobiście nie widzę specjalnie zalet małego gabinetu prowadzonego przez jednego weta. W Elwecie każdy wet tam pracujący ma swoje ustalone godziny i ja umawiam się zawsze z tym samym (i tak samo polecałabym robić innym), więc w tym sensie fakt, że pracują tam również inni, ani mnie ziębi, ani grzeje. Natomiast zalet dużej lecznicy jest masa. Po pierwsze, co dwie głowy, to nie jedna. Weci w Elwecie współpracują ze sobą i konsultują się na wzajem. Dodatkowo, mają na miejscu specjalistów, z którymi również albo konsultują bezpośrednio (gdy chodzi o coś prostego), albo "odsyłają" pacjenta do danego specjalisty (ale ten jest na miejscu, więc daleko odsyłać nie muszą :D ). Tak więc pomimo, że Misia leczy się u jednego weta, to ma za sobą cały zespół. Po drugie, Elwet jest lecznicą całodobową. W przypadku nagłej potrzeby w środku nocy, nie trafię pewnie akurat na mojego weta, ale kogoś tam zawsze znajdę, a wszystkie dane i historia mojego psa jest u nich w komputerze (przebieg każdej wizyty jest wstukiwany do kompa). Elwet to również bardzo dobrze wyposażona klinika (USG, EKG, RTG, narkoza wziewna, itp.), choć brak im na miejscu laboratorium. Mają również dwie filie (na Grzybowskiej i gdzieś na Woli), o których raczej nic nie wiem. To tyle ogólnie o Elwecie. Teraz konkretniej o dwóch przyjmujących tam wetach. Pierwszy to doktor Sylwester Ciupa. Specjalność dra Ciupy to położnictwo i ostatnio po mistrzowsku przyjął drugiego szczeniaka Misi. Wind, która to miała okazję obserwować, podsumowała to najlepiej - Jak rodzić, to tylko u doktora Ciupy! Dr Ciupa przyjmuje również (nawet głównie) pacjentów w zakresie normalnych usług weterynaryjneych (interny) i Mokka może potwierdzić jego doskonałe podejście do zwierząt. Natomiast Misię leczy doktor Grzegorz Kurski. Muszę zaznaczyć, że znam go nie tylko poprzez klinikę, więc być może opieka, jaką sprawuje nad Misią jest z tego powodu troskliwsza, ale trudno mi wyobrazić sobie bardziej oddanego weta. Ostatnio, gdy jedno z moich szczeniąt miało biegunkę, dzwonił niemal co godzinę (nawet w środku nocy!), żeby sprawdzić, co u małej. To samo podczas trudnego porodu Misi. To on właśnie zadzwonił po dra Ciupę (który przyjechał poza swoimi godzinami pracy, by przejąć poród Misi - mamy tu przykład tej współpracy, o której pisałam wyżej), a potem sam wyłuskał pierwszego szczeniaka, który zaklinował się w zbyt wąskim kanale porodowym anim dr Ciupa zdąrzył dojechać. Elwet ma opinię lecznicy drogiej, ale moje doświadczenia, jak również doświadczenia znajomych, tego nie potwierdzają. Ich ceny wydają się być podobne do innych dobrze wyposażonych warszawskich lecznic. Z tego co wiem, jedynie lecznica SGGW jest wyjątkowo tania. Gdy przyjechałam z Misią do Polski, chciałam znaleźć dla niej lecznicę oferującą usługi zbliżone poziomem do tych, do których byłam przyzwyczajona w USA. W Elwecie znalazłam taką lecznicę.
-
Mokka, ja mam do niego numer na komórkę, jeśli jeszcze aktualny, to mogę spróbować zadzwonić...
-
Misia jest dwujęzyczna, co prawda w bardzo niewielkim zakresie, ale jest! W każdym razie rozumie "Good Girl!"
-
Tak, ale po pierwsze, to nie musi być akurat "dobry pies", może być, jak już mówiłam, słowo nonsensowne, krótkie, np. wysokie "prr", a po drugie, tak naprawdę to nie chodzi o to, żeby dźwięk był identyczny, tylko o to, żeby dla psa zawsze był rozpoznawalny jako "ten". Słyszałam już te teorie, że dzwięk klikera jest "łatwiejszy" dla psa, natomiast nie widziałam żadnych badań, które by to potwierdzały i jak zwykle, jako że całe życie spędziłam w USA i znam Amerykanów bardzo dobrze, bo sama raczej Amerykanką jestem :wink: , kiedy brak dowodów, to podejrzewam chwyt marketingowy, bo na tych klikerach ktoś robi w USA dużą kasę. Tu znów potrzeba by dowodów, że człowiekowi łatwiej zareagować palcem, niz dźwiękiem (ustami). Podejrzewam, że gdyby przeprowadzono odpowiednie badania, okazałoby się, że niektórym łatwiej palcem, a innym - dźwiękiem. No, tu się zgadzamy i jak spojrzysz wstecz w topiku, to zobaczysz, że już o tym pisałam. Więcej - dobry timing to podstawowa i najważniejsza rzecz w każdym szkoleniu.Może jest tak, że tym z nas, którzy szkolą klikerami, najłatwiej uzyskać ten timing palcem, a tym, którzy szkolą bez klikerów - dzwiękiem ustnym. :D
-
To jest dosyć skomplikowane pytanie i już o tym gdzieś dosyć dokładnie pisałam, w tej serii szczepień chodzi o to, żeby utrafić na podatność na szczepionkę wszystkich szczeniąt. Młode szczenięta mają odporność od matki i ta odporność wygasa w różnych terminach u różnych szczeniąt. Dopóki szczenię ma odporność od matki, to jego organizma "nie przyjmuje" szczepionki. Szczepisz co kilka tygodni żeby jak najwcześniej wyłapać stratę tej odporności od matki. Po utracie matczynej odporności, szczepionka się "przyjmie", ale to właśnie może potrwać tydzień i dlatego powinnaś poczekać tydzień po szczepionce - to może być niejako najbardziej niebezpieczny okres. Natomiast Czy możesz zaszczepić wcześniej? Oczywiście, że tak - to pewnie nie zaszkodzi, ale sęk w tym, że może nie pomóc. To znaczy, jeśli szczenię ma jeszcze ciągle odporność od matki - a w wieku 11 tygodni, może ją jeszcze mieć - to szczepionka się nie przyjmie i szczenię będzie niezaszczepione. Wszystko to jest kwestią statystyki. Jakiś tam procent szczeniąt ciągle ma jeszcze tę matczyną odporność w wieku 11 tygodni i dlatego raczej czeka się do 12 tygodni, kiedy ten procent jest znacznie mniejszy. Ale też nie zerowy - więc są tacy, którzy polecają ostatnie szczepienie w wieku 16 tygodni a nie 12 (no bo ten procent odpornych szczeniąt spada z każdym dniem). Wszystko to zależy od ryzyka, jakie właściciel (czy też wet) jest gotów ponieść...
-
Za wcześnie. Powinieneś poczekać tydzień po szczepieniu.
-
kerry blue terrier (prosimy zakladac oddzielne tematy!)!
Flaire replied to kela's topic in Kerry blue terrier
U mnie obydwa są żarłoki, ale dziewczynka chyba bardziej, bo znów biegunki dostała i może znów z obżarstwa. Wczoraj w środku nocy z wetem się konsultowałam i kazał jej herbaty podawać. O dziwo pomogło, ale ciągle jeszcze ma problemy z brzuszkiem. Wet oglądał ją dziś rano i powiedział, że nie jest źle, ale mogłoby być lepiej. Więc martwię się o nią troszkę :( . -
Hmmm... Ja całe życie mieszkałam w USA i jeszcze nigdy nie mieszkałam w mieście, gdzie psa nie trzeba było rejestrować (czyli płacić podatku). Nie wątpię, że takie miejsca w USA istnieją, ale wątpiłam, czy Chicago jest jednym z nich, więc sprawdziłam - nie jest, a ustawa o tym jest tutaj.Czyli psy w Chicago według prawa muszą być co roku zarejestrowane. Koszt rejestracji zależy od tego, czy pies jest wykastrowany czy nie i jest obniżony dla emerytów, a zniesiony dla psów-przewodników niewidomych, itp. W każdym razie mieści się w $10 (stronki trochę się różnią co do dokładnego kosztu - chyba ceny poszły w górę i nie wszystkie stronki były uaktualnione :) ). Za brak rejestracji można zapłacić mandat od 10 do 200 dolarów (czyli w praktyce 10). Sporo informacji na temat psów w Chicago (np. darmowej kastracji) znajdziesz również tutaj
-
kerry blue terrier (prosimy zakladac oddzielne tematy!)!
Flaire replied to kela's topic in Kerry blue terrier
"Tam" czyli gdzie??? w Bratysławie jest ok.Natomiast w Austrii, o któej pisałaś, dwa dni temu przeszło prawo zakazujące cięcie. Jak to się będzie przekładało na wystawy to nie wiem. -
Podpisuję się pod wszystkim, co napisała dorotak. chip, możemy się kiedyś spotkać, ale nieprędko, bo teraz szczeniaki odchowuję. A poza tym, to ja w agresji jestem kiepska :( . Ale jedno mnie interesuje: czy dobrze rozumiem, że problem jest tylko luzem? Nigdy ale to nigdy nie startuje do psów na smyczy? A co do kryzysów, to Misia zazwyczaj ma ich kilka i ten pierwszy byłby właśnie tak teraz... (drugi na tydzień-dwa przed egzaminem :roll: ). Np. jak szkoliliśmy na PT-2, to po prostu całkiem przestała tropić, jakby nie wiedziala zupełnie, o co chodzi. Zrobiliśmy kilkudniową przerwę i posz-ła!
-
BeataG, ja nie napisałam "bez nagród" :o - napisałam "bez smakołyków" (względnie zabawek)! To na prawdę ogromna różnica. O metodach bez nagród nigdy nie słyszałam - tylko że kiedyś używano wyłącznie nagród słownych. A poza tym, to nie miał być żaden argument i ja sama bez smakołyków już od bardzo dawna nie szkolę. Napisałam o tym tylko i wyłącznie dlatego, że Ty pisałaś, że nie możesz sobie wyobrazić szkolenia bez smakołyków/zabawek. Próbowałam więc pomóc tej wyobraźni. :wink: Ja też psów nie biję, nie przysparzam im bólu, nie krzyczę, nie uznaję "ciągłego szarpanie", ani szkolenia opartego na strachu. Ale nie powiedziałabym, że używam wyłącznie metod pozytywnych i mogę się niemal założyć, że Ty też nie. Jeżeli np. używasz komendy "fe" czy podobnej (ostatnio modna jes "ee" :niewiem:), to jest to komenda z założenia negatywna, bo psu zabrania zrobić czegoś, co on chce zrobić. I bez względu na to, jak tej komendy uczyłaś, ona może wrażliwego psa stresować. "Bezstresowe wychowanie" to, moim zdaniem, oksymoron. Życie jest pełne stresów i moim zdaniem, jednym z celów wychowania (tak i psów, jak i dzieci) jest przygotowanie danego osobnika do dawania sobie rady z tymi (nieuniknionymi) stresami, a nie próby ich unikania. A co to wszystko ma wspólnego z łańcuszkiem? Nie wiem, chyba że uważasz, że jeśli ktoś używa łańcuszka to automatycznie krzyczy na psa i sprawia mu ból i że ja, ponieważ używam łańcuszka, tak właśnie robię. Mnie się wydaje, że ta dyskusja już bardzo, bardzo dawno odbiegła od tematu. Powiem Ci uczciwie, że trochę mam już dosyć przekonywania kolejnej osoby (która nie zna ani mnie, ani żadnego szkolonego przeze mnie psa) że fakt, że używam łańcuszka nie znaczy, że mój pies jest zastraszony, nie lubi szkolenia, czy boi się do mnie przyjść. Również nie znaczy, że psa biję, kopię, krzyczę na niego, czy wieszam na obroży. Ja wiem, że Ty nie pisałaś bezpośrednio o mnie. Ale pisząc o szkoleniowcach używających łańcuszka, pisałaś o mnie również. I myślę, że jak poznasz mnie i Misię, to zmienisz zdanie - może przynajmniej na tyle, żeby nie uogólniać. Już kilku osobom tak się zdarzyło. No i jeszcze, w żaden sposób nie umniejszając Twojemu ojcu (uwierz!), z niufkami mam sporo doświadczenia :D i mogę powiedzieć, że wszystkie, z którymi miałam okazję pracować i znać, były najłatwiejszymi do ułożenia psami, jakie kiedykolwiek miałam szczęście szkolić. Co prawda w ratownictwie wodnym jeszcze nigdy w życiu psa nie szkoliłam, ale mam propozycję robienia właśnie między innymi tego po powrocie do Stanów i kto wie, może się skuszę... Bo suka, którą miałabym szkolić jest super - łazi po domu z linką w pysku i wszystkim ją podaje, pomimo że nigdy nie była tego uczona... A jak kochasz niufki i poszukasz na dogomanii, to znajdziesz zdjęcia mnie z czterema brązowymi niedźwiedziami, jak również zdjęcia trzech szczeniaczków tej suni, którą miałabym szkolić (jednego jej synka też bym szkoliła). Teraz muszę zająć się robotą, ale może wieczorkiem znajdę gdzieś na dogo te zdjęcia i podam Ci linki.
-
kerry blue terrier (prosimy zakladac oddzielne tematy!)!
Flaire replied to kela's topic in Kerry blue terrier
czapla, to nie próżność... to normalne. Ale może Lanę trzeba było zgłosić :wink: . Może w tym roku jej kolejka na BISa. Wiemy już, że jest w stanie pobić psa, którey ma BIS na swoim koncie :D . -
Oczywiście, że jest różnica. Kliker wygląda inaczej, jest używany inaczej od łańcuszka. Nikt nie twierdzi nic innego. Ale co to ma do rzeczy? I jedno i drugie jest narzędziem szkoleniowym. Ty używasz klikera (i wyraźnie innej metody nie uznajesz), bo uważasz go za najlepsze narzędzie. Ja używa między innymi łańcuszka, bo do pewnych celów uważam go za najlepsze. Coooo? Ja już się pogubiłam i nie rozumiem, o co Ci chodzi. Po pierwsze, nie ma nic takiego, jak zwykła obroża. Obroży są dziesiątki rozmaitych rodzajów, każdy inny. Łańcuszek to jeden rodzaj obroży. Każda obroża, o której wiem, jest narzędziem szkoleniowym. Ty mnie pytasz, dlaczego ja używam pewego konkretnego narzędzia. Ja odpowiedziałam: bo szkoliłam z wieloma i to konkretne do niektórych celów dobrze u mnie się sprawdza. Tak samo ja mogę zapytać, dlaczego Ty używasz klikera - zgaduję, że z tego samego powodu: próbowałaś szkolić z wieloma różnymi i u Ciebie to najlepiej się sprawdza. Znów nie bardzo rozumiem. Oczywiście to, co używam, to obroża, ale Tobie chyba chodzi o to, czy to obroża zaciskowa. Tak. Uważaj, bo posądzę Cię o brak wyobraźni i brak doświadczenia :wink: . No bo kiedyś - i to nie tak dawno - tak właśnie szkolono! Mój najlepszy pies, ponad dwadzieścia lat temu, był szkolony jeszcze bez smakołyków, bo wtedy uważano, że tak najlepiej! I pomimo to, była najlepszym psem, jakiego miałam, co nie miało chyba zbyt dużo wspólnego z metodą, tylko z psem. Oczywiście, że z nagród nie należy rezygnować i należy smakołyki używać w czasie szkolenia. Ale jak pies już coś umie, to smakołyków nie powinno się już używać za każdym razem. A dlaczego, to jedno z osiągnięc ww. Skinnera i nie ma nic wspólnego z tym, ze pies "będzie zawiedziony na egzaminie". Ci z nas, którzy podchodzą z psami do egzaminów, nie koniecznie uważaliby to, że Ty się na egzamin nie wybierasz za szczęście. Większości osób do egzaminów nikt nie zmusza i podchodzą do nich z własnego wyboru, więc Twoje "szczęście" też moglibyśmy mieć. Polecam powtórkę z teorii warunkowania instrumentalnego :wink: . Według ww. Skinnera, jak pies umie już dane polecenie i wykonuje je poprawnie, to najlepiej jest ono utrwalane poprzez nagrody nie zawsze, tylko przypadkowo.
-
Po co? Po to, żeby wyszkolić psa. Wiem, że mogę to zrobić inaczej, więc dlaczego wybieram łańcuszek? Już pisałam - bo mi się najlepiej sprawdza. Jak go używam? To najprościej mi będzie Ci pokazać i wytłumaczyć osobiście, bo z doświadczenia wiem, że cokolwiek na ten temat napiszę będzie zrozumiane przez pryzmat Twoich poprzednich doświadczeń i nie koniecznie zgodne z tym, co ja robię. Na przykład jak napiszę, że używam szarpnięcia, to Ty będziesz widziała psa karanego, wiszącego na łańcuszku, a to raczej nie tak. Nie wiem, czy ja używam w sposób, który według Ciebie jest zgodny z przeznaczeniem - będziesz musiała sama zadecydować, jak zobaczysz. A co z wymaganiem przez niektórych szkoleniowców "z góry" klikera dla wszystkich psów w grupie? Albo smyczy? Albo smakołyków? Albo zabawek? Każdy zaczyna od tych narzędzi, które w jego doświadczeniu sprawdzają się najlepiej z największą ilością psów i właścicieli. Dla mnie jednym z takich narzędzi jest łańcuszek (nie kolczatka - i osobiście uważam, że to raczej dwie zupełnie różne bestie).
-
Ja usunęłam mój post, bo zauważyłam, że Ty w swoim pisałaś o szkoleniowcach wymagających kolczatki, a ja kolczatek nie wymagam. Więc myślałam, że źle Cię zrozumiałam. Ale teraz widzę, że odnosiło sie to również to szkoleniowców wymagających łańcuszki, a ja właśnie takim jestem. Skąd wiesz, że to to właśnie znaczy? Ja osobiście potrafię sobie z konkretnym psem poradzić na dziesiątki sposobów, a dla każdego szkolonego przeze mnie psa używam tego, który z rozmaitych względów najbardziej mi odpowiada. Dla moejgo własnego, bardzo łatwego psa, którego mam od szczeniaka, używam łańcuszka - naprawdę myślisz, że dlatego, że inaczej nie umiałabym sobie z nią poradzić? :roflt: Uczyłam psy bez łańcuszka też, i uwierz mi, potrafię to robić na wiele sposobów. Łańcuszek w moim przypadku jest kwestią wyboru, nie konieczności.Oczywiście jak chcesz tkwić w przekonaniu, że używam łańcuszka, bo inaczej bym sobie nie poradziła, to proszę bardzo, ale chyba większość osób, które znają mnie i widziały mnie szkolącą by się z Tobą nie zgodziła. Podejrzewam, że poznawszy mnie, Ty też może zmienisz co do tego zdanie.
-
Nie, ale co to znaczy? Czy to koniecznie wina kolczatki, czy może wina metody szkoleniowej i z samą kolczatką ma mało wspólnego? Bo kolczatka to tylko narzędzie, nie metoda.Ja kolczatki też nie używam. Natomiast jak najbardziej używam w szkoleniu łańcuszka. I mój pies mnie nie olewa bez względu na to, czy ma łańcuszek, czy nie.
-
A mnie chodziło o jakikolwiek strach. Bo psy, które nigdy w życiu nie nosiły kolczatki też potrafią być agresywne, a inne psy, które noszą kolczatkę całe życie potrafią nie być. Więc ja osobiście nie umiem przez internet zdiagnozować, co powoduję tę konkretną agresję i cczy kolczatka ma z nią cokolwiek wspólnego, czy nie.
-
Dopisuję się do dorotyk - zrobić mu przerwę na kilka dni. Zero szkolenia, czyli zero nagródek. I niezbyt dużo uwagi. Jeżeli to, co przeżywa, jest rzeczywiście "kryzysem szkoleniowym" to taka przerwa popinna pomóc. Natomiast nie zgadzam się z BeatąG, kiedy pisze, że Agresja często jest spowodowana lękiem ("on się boi"), ale (wbrew obecnie panującemu w niektórych kręgach przekonaniu) moim zdaniem nie zawsze. Czy właśnie lęk powoduje agresję u Twojego psa? Nie wiem, bo psa nie widziałam... A tu piszę nie żeby dać jakąś konkretną radę, bo nawet jeśli miałabym radę, to taka rada zależałaby właśnie od powodu agresji u Twojego psa, a to zdiagnozować przez internet raczej bardzo trudno i problem jest na tyle poważny, że nie chciałoby się w takiej diagnozie popełnić błędu. Więc tylko wyrażam moją opinię, że lęk to tylko jeden (choć dosyć częsty) z możliwych powodów agresji u psów.
-
Oj, ja nie chcę w tej kwestii radzić, bo moje doświadczenie pochodzi głównie z USA, gdzie nosówki jest dużo mniej, niż w Polsce, bo dużo większy procent psów jest przeciw niej szczepionych. Jeśli chcesz, to poradzę się we środę mojego warszawskiego weta - miałabyś wtedy przynajmniej jeszcze jedną opinię. Wiem, że w Polsce wiele osób uważa, że należy trzymać się bezwzględnie 12 albo nawet 16 tygodniowej kwarantanny, ale są tacy (nawet w Polsce), którzy się z tym nie zgadzają i uważają, że jeśli szczenięta są regularnie szczepione np. w trzy tygodniowych odstępach, to kwarantanna obowiązuje inaczej... Więc ja nie potrafię udzielić mądrej porady w tej kwestii :( ; radziłabym się zaufanych wetów popytać.
-
Czekaj, bo mnie zgubiłeś... Czego skąd nie pamiętam? :hmmmm: :niewiem: :wink:
-
:roflt: Może śmiertelne drgawki! :roflt:A tak na serio, to może to właśnie opite larwy czy nimfy były...
-
Hmm, z tego co ja pamiętam, nimfa ani larwa do wielkości "dużego groszka" raczej nie dociągają... Ale głowy nie dam.
-
To na pewno. Ale może odpadał z innego powodu, niż opicie??? :niewiem: Jakiś felerny kleaszcz może :wink: ? Albo może fipronilu się napił :wink: ?Chciałabym kiedyś wgłębić się w ten temat, bo na pewno gdzieś można znaleźć niezłe dane... Ponieważ teraz na świecie są specjaliści od wszystkiego, więc na pewno kleszczospece też są :wink: . Ale na razie czasu brak... Właśnie tak myślałam o tym Advatixie - dzięki za potwierdzenie...
-
Jarek_Soja, ja Cię rozumiem, bo mnie by pewnie też było trudno tego nie "leczyć". Takie leczenie najprawdopodobniej nie zaszkodzi, więc możesz leczyć, czemu nie... :wink: Z tego co czytałam (i o ile dobrze pamiętam), to jeśli nie ustąpi do roku, to wtedy naprawdę trzeba zacząć leczyć.
-
BeataG, zacznę od tego, że nie znam tego leku, więc sprawdziłam w necie. Żródło jest wiarygodne, bo NIH, czyli amerykańska instytucja rządowa (National Institutes of Health). No i tam niestety wyczytałam na temat tego leku, że jogurtu z nim należy unikać... Więc skonsultuj może ze swoim wetem? Stronka o tym leku jest tutaj, a dokładny cytat to: Avoid foods and beverages containing tyramine or tryptophan while taking furazolidone. These foods and beverages include alcoholic beverages, especially beer, Chianti, and other red wines; alcohol-free beer; cheeses (especially strong, aged, or processed varieties); sauerkraut; yogurt; raisins; bananas; sour cream; pickled herring; liver (especially chicken liver); dry sausage (including hard salami and pepperoni); canned figs; avocados; soy sauce; yeast extracts; papaya products (including certain meat tenderizers); fava beans; and broad bean pods. Excessive amounts of caffeine and chocolate also should be avoided. These dietary restrictions should be followed during the course of therapy and should be continued for 4 days after therapy has been discontinued.