-
Posts
13134 -
Joined
-
Last visited
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by Flaire
-
Jeszcze jedno zapomniałam napisać: u moich, dużym elementem jest gaz. Jak się zaczęło u suczki, to biegunka była wystrzelana na pełne 30cm. Teraz już raczej tylko cieknie, ale gaz ciągle jeszcze obydwa mają.
-
KORONA, a w jakim były wieku? Bo u mnie to się zaczęło u suczki w wieku jednego tygodnia, a u pieska - kilka dni później. Nie wiem, czy to nie za wcześnie na robale? Jak również nie wiem, czy leki odrobaczające powinno się podawać wcześniej, niż w wieku dwóch tygodni?
-
Nie wyglądają, no bo są tłuste, błyszczące i śliczne, ale licho wie. We wtorek kończą dwa tygodnie i tego dnia je będę po raz pierwszy odrobaczać, więc już nie tak długo. NB, dzięki za poradę gdzie kupić żarówkę podczerwoną, teraz już nie potrzebna, bo i tak gorąco, ale przez pierwszy tydzień dobrze się sprawdziła.
-
Kochani, trzeba się wziąć za organizację obozu. W związku z tym, zbieram zainteresowanych. Termin: 30 sierpnia do 5 września. Na dziś, słyszałam od następujących (osób+psów): Wind (2+1) Flaire (1+1) Mokka (1+2) Elka (1+1) PATIszon (2,5 + 2) czapla (1+1) Jeszcze ktoś? Bo czas coś znaleźć i rezerwować. Będziemy szukać niezbyt daleko, tak żeby w razie potrzeby można było dwa razy obrócić i przywieźć wszystkie osoby, psy i przeszkody. Ale jakieś jeziorko konieczne!
-
Piszę tutaj a nie na weterynarii, bo pytanie dotyczy bardzo młodych szczeniąt (1-2 tygodnie), więc tylko hodowcy będą mi potrafili odpowiedzieć. Czy mieliście doświadczenie z biegunką i bólem brzuszków u jednotygodniowych szczeniąt? Miot jest malutki (2) (przeciętny miot u tej rasy to 8 sztuk), suka ma dużo mleka, wiem, że może to być spowodowane obżarstwem maluchów. Poza tym, że bolą ich brzuszki i mają biegunkę, rozwijają się dobrze, są grubiutkie i dobrze ssą, szybko przybywają na wadze (waga podwoiła im się już 6 dnia). Ma ktoś doświadczenie, co z tym zrobić? Jeżeli to obżarstwo, to samo niedługo przejdzie, ale mnie się serce kraje, jak widzę, jak się zwijają z bólu... I płaczą... :cry: Są leczone smectą, wywarem z kopru włoskiego, esputiconem i nifuroksazydem (na wypadek, gdyby powodem była infekcja bakteryjna). Suka również jest traktowana ostatnimi dwoma preparatami, pomimo że nie wykazuje objawów (z wyjątkeim gazu, ale nie za wiele). Również suce zmieniliśmy pokarm na karmę typu Intestinal. Gotowałabym jej, ale z doświadczenia wiem, że ona niezbyt dobrze znosi gotowane, natomiast z suchą karmą nigdy z nią nie mieliśmy problemu. Ale w ogóle sunia ma delikatny żołądek i jak dostaje coś niezwykłego, czyli innego od suchej karmy, to potrafi mieć problemy. Więc chyba dzieci odziedziczyły żołądeczki po mamusi... Ewentaulnie myślimy jeszcze o karmieniu szczeniąt mlekiem zastępczym, ale mój wet uznaje to za ostateczność. Również roważamy podanie suce antybiotyku o działaniu bardziej ogólnym, np. amoksycyliny. Ma kto jeszcze jakieś pomysły........?
-
Według wzorca, u foksteriera musi przeważać kolor biały. Ciemniejsze foksy rodzą się czasami, ale jest to uważane za wadę umaszczenia. Natomiast jeżeli pies jest czarny, podpalany z białym krawacikiem i w dodatku jeszcze bez rodowodu, to ja bym się poważnie zastanawiała, w jakim stopniu jest on foksterierem...
-
Tylko problem w tym, że każdy z nas zna najprawdopodobniej tylko kilka przypadków i każdy z nich był leczony (a jęśli nie, to pies był zabiedzony na inne sposoby również), więc tak naprawdę to skąd mamy wiedzieć, czy gdyby pies był chory, ale zadbany, to organizm sam by się obronił, czy nie?Jak już pisałam, ja osobiście pewnie nie odważyłabym się nie leczyć gdyby mój pies miał nużycę, pomimo że z dosyć wyczerpującej lektury wnioskuję, że ostateczny rezultat mógłby być podobny bez względu na to, czy leczyłabym, czy nie...
-
To, że badania nie są jednoznaczne, to nieprawda. Ale z drugiej strony, jeśli chodzi o pieski (w odróżnieniu od suczek), to pomimo że nie ma żadnych przeciwwskazań jeśli chodzi o wczesną kastrację, również nie ma zdrowotnych powodów, żeby się spieszyć. Jedyny powód, dla którego lepiej przeprowadzić kastrację wcześniej niż później to fakt, że im później ją przeprowadzisz, tym bardziej zakorzenione będą te zachowania płciowe i tym mniejsza szansa, że się ich całkowicie pozbędziesz. Sprawa przedstawia się inaczej w przypadku suczek, gdzie badania jednoznacznie wskazują, żeby sterylizować przed pierwszą cieczką. mrowka, to prawda, a to z grubsza dlatego, że rosną dłużej. Ale różnice są nieznaczne (przeciętnie 2% o ile pamiętam, czyli pies, który bez kastracji miałby 50cm w kłębie, jeśli zostanie wcześnie wykastrowany, wyrośnie przeciętnie na 51cm).
-
W moim doświadczeniu, znakomitej większości psów jest łatwiej na gest.
-
I-w-o-n-a, jak zwykle siem zgadzamy :buzi: :wink: . (Przed apteką musiałam psa wyprowadzić. A teraz już lecę...)
-
A ja również sobie nie życzę, żeby przylatywał na każde "do mnie". I wiesz co? Nie przylatuje!!! Ani na każde "do", ani na każe "do mnie"!!! Przylatuje tylko wtedy, gdy to wydaję jako komendę!!! Jak to możliwe??? Skąd ten pies wie, że to jest komenda??? BO TU NIE CHODZI O SŁOWA. Pies nie ma tego "language center". Dla niego same słowa nic nie znaczą. A teraz muszę lecieć do apteki po lekarstwo dla chorych szczeniaków, więc się pożegnam.
-
Wszystko to prawda, ale jak już pisałam, głosem można też dać sygnał zawsze dostatecznie taki sam, żeby to nie było problemem. Przynajmniej ja potrafię. A ręce wole mieć puste.O co właściwie chodzi w tej dysksji? Czy chcecie powiedzieć, że nie można uwarunkować psa od dźwięku ustnego? Spróbujcie - na pewno można. Że nie będzie tak samo "mocno" uwarunkowany, jak pies uwarunkowany od klikera? Dajcie sposób mierzenia tej "mocy" i możemy to też sprawdzić. W tej chwili ja widzę tylko i wyłącznie nieudowodnione teorie jakiejś niezmierzonej przewagi dźwięku klikera nad innymi dźwiękami. Dajcie sposób na mierzenie tej przewagi i będziemy mieli dyskusję, bo ta jest raczej bez sensu.
-
BeataG, pisałam już co najmniej dwa razy, ale napiszę raz jeszcze: ludzie odbierają słowa inaczej, niż psy (bo mają w mózgu "language center" - o ile pamiętam, to teoria Chomsky'ego, ale głowy nie dam) i jest udowodnione, że ludzie reagują na dzwięki niesłowne szybciej, niż na słowne. Z tym się nie spieram. Ale tu chodzi o psy, które nie mają tego "language center" i o dźwięki ustne, nie o słowa.A poza tym, różnice w rejestracji, o których tu piszemy nie są tak wielkie, że nawet dziecko jest ich świadome - bo te różnice nie mają nic wspólnego z szybkością rejestracji. Gdy mówisz o szybkości rejestrowania rozmaitych dźwięków, te różnice są minimalne, ułamki sekundy, i prawdę mówiąc, ja nie jestem do końca przekonana, czy znaczące w tresurze, więc nie do końca jestem pewna, czy ta dyskusja ma sens...
-
). Ty mnie też nie - to dlatego, że nauczyłaś go rejestrować całą komendę "do mnie". Równie dobrze mogłaś go nauczyć reagować np. na samo "do".Ale tutaj nie całkiem o to chodzi. Pamiętaj, że reagowania na gwizdek uczyłaś tak, jak reagowania na kliker, czyli zupełnie inaczej, niż reagowania na komendę! W metodzie klikerowej, reagowania na "ten" dźwięk (w Twoim przypadku na gwizdek czy kliker) uczy się inaczej, niż reagowania na komendę (pamiętasz dyskusję w topiku o gwizdku?). I na tym głównie polega różnica. Ale "tym" dźwiękiem może być i ustny dźwięk, tylko musisz psa od niego uwarunkować (tak jak to robiłaś z klikerem czy gwidkiem), a nie nauczyć jako komendę.
-
Jedyne, co mnie to wyjaśnie to że nie nauczyłaś go reagować na słowo dostatecznie szybko, a to jest z całą pewnością do nauczenia. Mogę zademonstrować na moim psie, bo dla mnie jest ważne, żeby pies wykonywał komendę natychmiast, a nie czekał.
-
Dokładnie tak - tak samo jak większość dźwięków. Czyli dźwięk klikera to z tego punktu widzenia nic specjalnego - równoważny z większością innych niewyuczonych dźwięków, słow, itp.
-
Znów nie o to mi chodzi... Chodzi o to, żeby odróżnić w danym przypadku "prawdy marketingowe" od rzeczywistości. Np. moim zdaniem, to, że dźwięk klikera jest w jakiś naturalny sposób specjalny dla psów jest nieudowodnioną "prawdą marketingową". Niemniej słyszałam już wiele osób, które twierdziły, że to jest jedna z przyczyn - często wspominana jako pierwsza, więc może nawet uważana za ważną - dla których używają klikera. Ale ja chyba nie potrafię już lepiej wytłumaczyć, o co mi chodzi, a ponieważ jest to ważne tylko jeśli chce się być rozsądnym konsumentem i ze szkoleniem nie ma nic wspólnego, więc dam za wygraną. :cry:
-
Nie, tu chodziło o dźwięki w ogóle. Ja odpowiadałam na twierdzenie, że dźwięk klikera jest jakoś naturalnie specjalny dla psa. W tym topiku pierwsza to chyba napisała lideczqa; w innych pisali inni. Ja się z tym nie zgadzam, a zgadzam się właśnie z tym, co Ty tutaj sugerujesz: że ten dźwięk jest specjalny tylko dlatego, że jest wyuczony. A jeśli tak, to inny wyuczony dźwięk może być tak samo - albo nawet bardziej - efektywny. Akurat ten dźwięk mechaniczny (bo oczywiście nie wszystkie) jest krótszy na pewno, ale dla mnie nie jest jasne, czy to jest ważne. Czy Twój pies czeka, aż skończysz gwizdać, zanim reaguje? Czy czeka na drugą sylabę dwusylabowych komend, zanim je wykona? Bo mój nie - dlatego staram się, żeby komendy były łatwo rozpoznawane od początku (nawet z samego tomu). A ten "początek" jest tak samo długi w klikerze, jak i we wszystkim innym - jedyna różnica, to że w klikerze nie ma końca :wink: . A na to właśnie prosiłam o dowody, bo wiem, że to prawda u ludzi i psycholodzy wyjaśnili, dlaczego, natomiast te wyjaśnienia nie pasują do psów.
-
Nie prawda. Wydechnij wszystko, co się da (czyli postaw się w sytuacji, w której normalnie nigdy się nie znajdujesz, bo nigdy tak celowo wszystkiego nie wydychasz) i spróbuj to szybkie krótkie "prr". Nie będziesz miała problemu. Tu się zgadzamy. Poza zjazdem jeszcze w grupie szkolących klikerowców. Ale to osobny problem. Lepiej na klikerze niz na obrozach-kolczatkach ;-) Bez przesady, kliker kosztuje 10 zl. To co? Na tanich rzeczach nie można zarobić? Chyba powtórka z mnożenia potrzebna :wink: . Pomyśl, np. o McDonaldzie... Absolutnie nie zaszkodzi, przeciwnie. Źle mnie zrozumiałaś, ja nikomu nie mam za złe, że zarobi na dobrym pomyśle. Ale decydując, czy ja mam coś takiego kupić, zawsze staram się odróżnić autentyczne zalety tego popychanego urządzenia od tzw. "marketing hype" (a słowa "hype" nie ma w moim słowniku, więc nie wiem, jak to przetłumaczyć). Wiele rzeczy sprzedawanych w USA to nic innego, jak marketing. Jako przykład podam Pet Rock - nie wiem, czy ta moda dotarła do Polski, ale kilka lat temu, Amerykanie płacili po kilka dolarów za ładnie opakowane kamienie, sprzedawane jako "pet rocks". Czysty marketing - popychano zalety ponad psy i koty, bo nie trzeba wyprowadzać ani kuwet czyścić. I ludzi kupowali. :roflt:Nie twierdzę, że kliker to czysty marketing, ale zwracam uwagę, że w USA to spory biznes, który między innymi składa się z marketingu. Kiedykolwiek ktoś stara mi się wmówić, że nie mogę się obejść bez czegoś, bez czego do tej pory świetnie sobie dawałam radę, staję się podejrzliwa, często niesłusznie, ale równie często słusznie. Podkreślam, że to, co napisałam powyżej odnosi się do samego klikera, a nie do metody.
-
To wszystko z grubsza prawda, ale U LUDZI. Ludzie mają w mózgu coś, co po angielsku nazywa się "language center", a po polsku nie wiem jak, ale niech będzie "centrum językowe" :wink: , któego nie mają żadne inne zwierzęta. Dla psa, i nasze słowa, i kliker, to dźwięki. Różne dźwięki, ale tylko dźwięki.Jeśli chodzi o reakcję psa, to spróbuj następujący eksperyment. Weź psa (kilka psów lepiej - ja próbowałam na całej klasie kilkunastu), który nie zna klikera. Nie zachęcaj go w żaden sposób, tylko kliknij. Większość psów nie zareaguje. A teraz weź tego samego psa i zrób głośne, wysokie "prr". Większość psów zareaguje. (Przynajmniej tak było w mojej próbie. Od tego czasu używam "prr" gdy chcę nieznanym mi psom zrobić ładne zdjęcie :D ). Nie wiem dokładnie, co to znaczy :wink: , ale chyba tylko tyle, że na niektóre dźwięki psy reagują niejako automatycznie i niekoniecznie są to dźwięki mechaniczne.
-
Hejki, PATI! Jak Cavanka? :P
-
Czyli ważne jest, jakiego szczepu szczepionka używa. Tu się ewentualnie zgadzamy (ale patrz niżej). Natomiast dlaczego ważny jest kraj produkcji?Jak piszesz, swoje obserwacje opierasz na tym, co zauważyłas w szczepionce przeciw grypie. Ta szczepionka działa w ten sposób, że co roku, Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) stara się przewidzieć na podstawie badań epidemiologicznych, które szczepy będą w danym roku najniebezpieczniejsze. W skład szczepionki na dany rok wchodzą właśnie te szczepy wirusa. Tak się składa, że te szczepy często mają nazwy geograficzne (po kraju, w którym pierwszy raz zostały odkryte, o ile się nie mylę). Tak więc w skład szczepionki (również tej używanej w Polsce!) w zeszłym roku wchodził między innymi szczep o nazwie Hong Kong. O ile wiem, te szczepionki nie są dostosowywane regionalnie (tak mi powiedziano w roku, kiedy przyjechałam do Polski z USA i chciałam wiedzieć, czy muszę się zaszczepic powtórnie). W danym roku, wszystkie szczepionki przeciw grypie na całym świecie powinny zawierać te same szczepy zalecane przez WHO, bez względu na miejsce produkcji czy miejsce użycia. Ale nawet jeśli tak nie jest, to czytaj dalej... bo nosówka to nie grypa... Wirus grypy ma to do siebie, że bardzo szybko się mutuje, czyli zmienia. Każda taka zmiana owocuje osobnym szczepem i właśnie dlatego wymaga nowej szczepionki (szczepionki są robione z zabitych wirusów danego szczepu). Natomiast te częste mutacje nie dotyczą wirusów psich chorób takich jak nosówka czy parwowiroza. O ile wiem, to do tej pory zidentyfikowano na całym świecie tylko jeden szczep każdego z tych wirusów. Więc bez wględu na to, gdzie szczepionka jest produkowana, szczep, który zawiera jest ten sam. To samo jest prawdą dla chorób powodowanych przez bakterie (np. wścieklizna) tylko jeszcze bardziej, bo bakterie mutują się dużo wolniej niż wirusy. Dlatego właśnie, gdy wyjeżdżasz z psem za granicę, żaden kraj nie wymaga, żeby szczepionka psa była wyprodukowana w kraju docelowym. Wystarczy jakakolwiek uznana szczepionka. Ufff. To było by na razie tyle :wink: . Mam nadzieję, że to z grubsza zrozumiałe.
-
Wybacz, ale to nonsens... :cry: Może coś źle zrozumiałaś... Ale właśnie na jakiej zasadzie ta osłona ma być bardziej skuteczna? Tego właśnie nie bardzo rozumiem. Ze szczepionkami to nie jest niestety tak, że jak raz dobrze, to dwa razy będzie lepiej...Nie chcę tu się sprzeczać ani podważać autorytetu Twojej wet, szczególnie że sama nie jestem wetem, ale powinnaś wiedzieć, że swoimi zaleceniami jest ona, delikatnie mówiąc, w mniejszości.
-
Nie zależy. Jak napisałam powyżej, to wszystko kwestia statystyk i wyłapania najpodatniejszego momentu na szczepionkę.Natomiast z powtarzaniem w wieku 6 miesięcy to się jeszcze nie spotkałam. Może zapytaj się jej dlaczego akurat 6 miesięcy? Chyba raczej na pewno nie jest to zalecenie producenta szczepionki, jeżeli szczpionka jest w miarę normalna (a wiesz, jaka?) NB, 30 lat doświadczenia ma tu niewielkie znaczenie, bo te szczepionki się stale zmieniają (na lepsze, mam nadzieję :wink: ). Więc szczególnie u wetów z doświadczeniem ważne jest, czy śledzą te zmiany na bieżąco.
-
Tylko że pierwsze dwa przypadki przedstawiają postępowania zgodnie z zasadami psiego sportu, a trzeci - wbrew nim.