Jump to content
Dogomania

Flaire

Members
  • Posts

    13134
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Flaire

  1. Może na obozie uda się takie pstryknąć :D . Ona w chwili obecnej zupełnie nie ma szyi. A poza tym jest całkiem ładna :wink: . Ale i jedno, i drugie, może się zmienić z dnia na dzień!A klej jest z Hameryki: Tear Mender - Fabric and leather adhesive. Najśmieszniejsze jest to, że poza normalnymi instrukcjami użytku, dołączane są do niego instrukcje......... jak kleić psie uszy! :lol: :lol: :lol:
  2. Mmm, ja Cię rozumiem, więc jeszcze raz wytknę różnicę: Tu jest pierwsza różnica. W "amerkańskim" stylu, wet prawie nigdy nie mówiłby, które jest najlepsze, bo to nie jest obiektywna opinia. Przedstawiłby tylko możliwości. Jeżeli poprosiłabyś o radę w decyzji, to MOOOŻE by Ci powiedział, co on by zrobił, ale za wszelką cenę starałby się tego unikać, tłumacząc, że każde zwierzę i każdy właściciel jest inny i to, co jest najlepsze dla niego, nie koniecznie musi być najlepsze dla Ciebie. Moim zdaniem to jest bardzo znaczna różnica w podejściu. U Ciebie decyduje w zasadzie wet (poprzednio pisałaś, że "wet będzie decydował o tym jak leczyć mojego psa" i tu to potwierdzasz - on radzi, przekonuje, a Ty zawsze go słuchasz). W USA, wet za wszelką cenę unika podejmowania decyzji, a nawet dawania subiektywnych rad - woli trzymać się obiektywnych faktów, a subiektywne decyzje pozostawić właścicielowi. Tego amerykański wet nigdy, przenigdy by nie zrobił. Właśnie o takie różnice kulturowe mi chodzi. Tam żaden dobry wet nie przekonuje pacjenta, że "ma rację" - w ogóle ramtejsi weci są stanowczo mniej pewni siebie, niż tutejsi. I to jest najważniejsze - że Tobie odpowiada. Mnie Twój wet odpowiadać nie musi :wink: . No łatwo czasami nie jest. Ale - dla mnie dobra nowina, dla Ciebie gorsza - tutejsza kultura bardzo się zmienia. Już coraz łatwiej znaleźć wetów, którzy są gotowi do współpracy. Gorzej z lekarzami, ale nawet to się zmienia. No wyraźnie. I nie ma w tym nic złego. Ważne jest tylko, żeby sobie zdawać sprawę, że ta Twoja nie jest jedyną prawą i że innym mogą się podobać inne - przynajmniej w niektórych sprawach :wink: . Na szczęście obecnie w Polsce jest miejsce i dla wetów, którzy leczą metodą Twojego, i dla wetów, którzy robią to w sposób, który odpowiada mnie.
  3. Jeszcze jeden przykład tej różnicy kulturowej: moja lekarka w USA, specjalistka od choroby, na którą mam nieszczęście cierpieć, profesor akademii medycznej uniwersytetu Stanforda (jednej z najlepszych w USA) ciągle mi powtarza, jak bardzo dużo uczy się od swoich pacjentów, szczególnie właśnie na temat rozmaitych nowych podejść, badań, itp. Twierdzi po prostu, że pacjenci mają dużo więcej czasu, niż ona, wgłębiać się w szczególy dotyczące ich konkretnego przypadku - mogą ją wtedy odesłać do konkretnych informacji, które ona, ze swoją wiedzą medyczną, której im brak, może zinterpretować odpowiednio do ich kondycji. To jest właśnie przykład takiej współpracy między lekarzem, a pacjentem, o którą mi chodzi (skrajny przykład, bo aż tak zaawansowana współpraca to nawet w USA nie często się chyba zdarza :wink: ). Inny przykład współpracy: gdy są rozmaite opcje leczenia, lekarze w USA zazwyczaj nie podejmują decyzji, którą opcję wybrać, tylko wykładają pacjentom wszelkie za i przeciw i na tej podstawie pacjent podejmuje decyzję. Takie postępowanie jest na porządku dziennym. Więc tam nie masz wyboru nie być poinformowanym i decyzje są od Ciebie wymagane. Nie ma opcji "wet będzie decydował".
  4. A mnie się wydaje, że rozumiemy to się nieźle, tylko skrajnie się nie zgadzay i Twoja ostatnia odpowiedź utwierdziła mnie w przekonaniu, że są to różnice kulturowe. Jako najprostszy tego przykład: A ja tak nie uważam - tu się właśnie nie zgadzamy - bo w USA, gdzie się wychowałam, wbijają w głowę pacjentom przy każdej okazji, że wszelkie decyzje o leczeniu są podejmowane wspólnie przez lekarza i pacjenta, a przez samego lekarza tylko i wyłącznie w przypadkach życia i śmiercie, gdzie na takie konsultacje nie ma czasu. Całą reszta Twojej wypowiedzi utwierdza mnie w przekonaniu o tej różnicy kulturowej w podejściu - bo ja również uważam, że mam świetnego weta, tylko że moje z nim dyskusje nie służą "szukaniu dziury w całym", ale jak najlepszej - w moim przekonaniu - opiece nad moim psem. Tak zostałam wychowana, więc takiego podejścia szukam również od wetów (i ludzkich lekarzy - a nie jest to w Polsce łatwe do znalezienia).
  5. Ach, gdyby to było aż takie proste! Ty absolutnie nie chodzi o wiedzę, bo dwie osoby po tych samych studiach weterynaryjnych po prostu mogą się nie zgadzać na każdy w zasadzie temat - diagnostyki, leczenia, wszystkiego! I tu właśnie wkracza pacjent, a w tym przypadku właściciel pacjenta, przynajmniej w "mojej" kulturze. W Stanach nie ma nic takiego, jak "wymądrzanie się" pacjenta i najlepsi weci wiedzą, że właśnie tego, co mówią właścicele należy bardzo dokładnie słuchać, bo pacjenci - czy właściciele pacjentów - o swoim pupilu wiedzą dużo więcej. niż oni.A w Polsce, niestety, ciągle jest w wielu środowiskach podejście takie chyba niemieckie, że Herr Professor wie najlepiej, a pacjent ma słuchać i się nie wymądrzać. I broń Boże drugiej opinii nie zasięgać - to już w ogóle obraza skrajna (w Stanach natomiast, w leczeniu ludzi, druga opinia przy poważniejszych diagnozach jest nawet obowiązkowa, wymagana przez ubezpieczenie). Znów, bardzo podstawowe różnice kulturowe. W USA, Ty masz obowiązek wiedzieć jak najwięcej na temat leczenia swojego psa i dla weta nie jest irytujące, jak dla wielu wetów w Polsce, kiedy mu "zawracasz głowę" - irytujące jest, kiedy tego nie robisz, bo już na studiach go uczą, że to, co Ty masz do powiedzenia to jedno z jego najważniejszych narzędzi.Więc być może ja po prostu szukam tutaj wetów, któży leczą tak, jak jestem do tego przyzwyczajona, bo święcie wierzę, że to lepsze podejście. Że błędy i złe decyzje się zdarzają nawet najlepszym, i że normalni pacjenci potrafią je wyłapać - ale tylko jeśli pytają się i kwestionują wszystko - jest dobrze udokumentowane. Tu, na dogomanii, spójrz na przykład na topik o moczniku, gdzie poprzez pytania, dyskusję i upierdliwość udało się nam, dogomaniakom, wyłapać problem na stronach vetserwisu. Mam list z podziękowaniem za to od pani wet. odpowiedzialnej za tę stronę, więc wiem, że i w Polsce są weci, którzy cenią uświadomionych pacjentów i chcą ich słuchać.
  6. A proszę :lol: . Świeże - dzisiaj dostałam. :D Ale tylko Api - nowego Anselka na stronce jeszcze nie ma.Sama słodycz... Jak je zobaczyłam to się rozczuliłam, bo mi się mała Misia przypomniała. Z ulubioną zabaweczką: Paszportowe : :wink:
  7. Po prostu Ty i ja mamy inne podejście to usług medycznych, przynajmniej dla naszych psów. Ja wymagam zawsze dokładnych wytłumaczeń, co, jak i dlaczego; Tobie wystarczy, że wet stwierdzi, że tak ma być. Może to kwestia różnic kulturowych... w USA, konsumetom wbija się w głowę, że sami są za siebie odpowiedzialni, że opieka lekarska czy weterynaryjna polega na współpracy z dostawcą tej opieki i żeby najskuteczniej współpracować, mają obowiązek o wszystko pytać. Więc ja pytam - nic nigdy nie jest tylko dlatego, że "wet stwierdzi".
  8. Najlepiej jak umie się wkłuwać i lekarz, i pielęgniarka :wink: .Nie sugeruję, że ktokolwiek powinien wybierać weta wyłącznie na podstawie umiejętności wkłuwania (a szkoda, bo przynajmniej byłby łatwy test :lol: ). Każdy powienien wybierać weta według swoich własnych kryteriów; ja po prostu podałam jedno z moich. Zresztą dla mnie tak na prawdę nie jest ważne, czy sam wet dobrze umie się wkłuwać; ważne jest tylko, żeby był z tych, którzy uważają, że golenie nie jest konieczne i rozumiał, dlaczego niektórym klientom zależy na tym, żeby nie golić - wtedy przynajmniej będzie miał dobrze wyszkolonych techników. I jeszcze raz podkreślam, że to tylko jedno z kryteriów i na szczęście jak dotąd nie było nigdy tym decydującym - tzn. weci, których wybierałam z innych powodów jeszcze nigdy nie kazali golić. :D Wszyscy zgadzamy się, że zdrowie psa jest najważniejsze, tylko nie wszyscy są jednego zdania, co jest naprawdę potrzebne dla tego zdrowia, a co nie.
  9. Oczywiście! Tylko ja łatwiej się tym cieszę gdy pies ma sierść na łapie... Jeżeli golenie miałoby cokolwiek wspólnego ze zdrowiem psa, to jestem jak najbardziej za. Ale coraz więcej wetów twierdzi, że golenie w ogóle nie jest potrzebne, więc po co golić?Wielu wetów zaleca kwarantannę do 3 lub 4 miesięcy życia - wbrew zaleceniom producentów szczepionek. Dlaczego? Bo z różnych powodów tak im wygodnie, a z konsekwencjami braku socjalizacji raczej nie muszą się zmagać. A ja na to, tak jak z tym goleniem - jeżeli taka kwarantanna byłaby konieczna (tak jak kiedyś była) dla zdrowia psa, to jak najbardziej. Ale skoro nie jest, to po co trzymać szczenię w domu? Co ma piernik do wiatraka? I jedno, i drugie to przykład czegoś, co różni weci robią różnie - niektórzy być może twierdzą, że lepiej golić, inni - że wcale nie trzeba. Niektórzy twierdzą (wbrew zaleceniom producentów szczepionek), że trzeba szczenię trzymać w domu przez 3-4 miesiące - inni, zgodnie z producentami szczepionek, że wcale nie. Komu wierzyć? Ja bardziej ufam tym wetom, którzy golić nie muszą, a najbardziej tym, którzy nawet nie próbują, bo to na pewno świadczy co najmniej o większej wprawie w kłuciu. Ale jak Tobie bardziej odpowiada golenie - to wybieraj wetów, którzy golą! :wink:
  10. Dzięki, INA, za pamięć :D . My z Misią już złożyliśmy im życzenia, szkrabkom moim kochanym. :D
  11. czapla, gdzie Ty się podziewasz i dlaczego nic się nie chwalisz??? Oj, będziesz miała duuuuużo zaległości do opisania jak wrócisz... :nono:
  12. Napisać możesz :wink: . ale...W tym przypadku to nie guziczki zawiniły, bo PATI w tym topiku ma dokładnie tyle guziczków, co Ty. Zwróć uwagę na to, że - w przeciweiństwie od Flaire, która jest modem do D. - PATI żadnego postu Ci nie zmieniła, tylko pokręciła w swoim poscie z cytatami. A do tego nie trzeba być modem... Ty też to możesz zrobić..., Kiedyś przy okazji pokażę Ci, jak, to będziesz sobie mogła każdemu dorabiać cytaty po uważaniu. A pomieszany cytat PATIszona zaraz poprawię, jeśli ona sama tym modemem już tego nie zrobiła.
  13. Mokka, ale kosiarka spalinowa to załatwi w trymiga bez przedłużacza.Niemniej, PATI, przywieź ten przedłużacz również, na wszelki wypadek... Ale PATI, piszesz, że wpadasz jutro, a jutro to czwartek... Czy wpadasz tylko na koszenie i szukasz kogoś do pomocy, czy Ci się dni pokręciły?
  14. Poezja Ruchu - tam, gdzie jest Anselek :D .
  15. Ech, no to może będę musiała się wybrać towarzysko... Nitencja, a może Ty nas odwiedzisz?
  16. aga_, to palcami zasuwaj! Trymerem szybciej, ale palcami też się da!
  17. aga_ się wybiera i dyskusja o obsadzie była w topiku o terierach walijskich :D .A Ty będziesz? To ja może się wybiorę towarzysko... Przynajmniej żeby adze_ dopingować...
  18. A trymujesz ją? Ten grzbiet trzeba teraz "topować" na bierząco, czyli usuwać część z tych dłuższych włosów.
  19. Misia też teraz, przed Poznaniem, Kerabol wcina. Jest już na drugiej buteleczce i bardzo jej smakuje. Nie wiem, czy coś pomaga - sierść tę, co ma, ma piękną, rudzielec mój kochany, ale ona zawsze piękną miałą, tylko te szczyle jej czasowo zniszczyły, ale to normalne, szczeniaki zawsze znaczą rujnację sierści.
  20. No, czyli miałam rację - około 10 czy 11. :wink: Ja wolę dokładnie nie sprawdzać - Misi łapy ciągle gołe są.
  21. Coś około 10 czy 11 listopada. Ni, nie stosowałam, choć już mi to ktoś polecał. Ale misina sierść jest w tej chwili bardzo intensywnie ruda, więc w zakresie koloru nic nie muszę zmieniać... :D
  22. Mnie na pewno klatka w domu nie jest potrzebna - Misia nigdy nie jest w domu zamykana w klatce. Ale klatka stoi w dużym pokoju, bo jest Misi ulubionym miejscem - i nie chcę jej tego zabrać.Klatka, czy nie - moim zdaniem ważne jest, żeby pies miał to swoje ukochane, bezpieczne miejsce, najlepiej "pod własnym dachem" (bo psy lubią mieć coś nad głową, czują się tak bezpieczniej). Dla mnie klatka jest najprostszym sposobem zapewnienia psu takiego miejsca.
  23. MayaFoxa, po pierwsze, o tej klatce napisałam odnośnie tematu zniszczenia w mieszkaniu, nie transportu. Po drugie, mam nadzieję, że gdy pies jest transportowany "małym autem" to jest jakoś zabezpieczony, przynajmniej pasami. Po trzecie, ja też podróżuję małym autem (Toyota Yaris), a klatka wielkości dla dobka się mieści. A po czwarte, jeśli pies jest zabezpieczony w aucie pasami i klatka nie jest potrzebna w aucie dla bezpieczeństwa, to zawsze można ją złożyć i przewieźć oddzielnie, żeby pies mógł z niej korzystać tam, gdzie jedzie (na przykład na wczasach). MayaFoxa, psa się do klatki nie "wkłada" - chodzi o to, żeby sam chciał tam wchodzić i przebywać. Radzę poczytać na temat klatek, a potem, jak już będziesz wszytko wiedziała - jak, po co i dlaczego - to możesz Dziadka spróbować wyedukować :wink: Bo, z tego co piszesz, w Twoim obecnym stanie wiedzy na temat klatek, to Dziadek miałby rację, dając Ci po głowie, gdybyś psa chciała do klatki "włożyć". :wink:
  24. MayaFoxa, dla dobka klatka nie jest wcale taka wielka. Polecam.
  25. Eeee tam. Misia wystawy lubi. Gorzej z przygotowaniami... :lol:
×
×
  • Create New...