Nie wiem może to nieodpowiednie miejsce na to co chce powiedzieć, ale spróbuję.
Nie wyobrażam sobie swojej reakcji w sytuacji straty psa, mam dwie sunie, jedna od niedawna (Sasza), a drugą od 3 lat (Tina). Za Tinulą rzuciłam się już dwa razy pod samochód, tylko dlatego aby jej się krzywda nie stał, gdy miała ataki padaczki chodziłam nieprzytomna, więc gdyby którejś z nich się stała większa krzywda to bym zwariowała, a nie daj boże gdyby coś im się stało przez kogoś, zatłukłabym własnoręcznie. Ale nie tylko do swoich psów mam takie podejście, miałam raz sytuacje że facet bił psa, tak się z nim zaczęłam kłócić że dostał w końcu w twarz.
Dlatego bardzo wam współczuję i uwierzcie łzy mi ciurkiem lecą jak czytam to co napisaliście, bo mogę...a nawet nie mogę sobie wyobrazić jak to boli.
Tym bardziej nienawidzę i nie mogę zrozumieć ludzi którzy biją psy, znęcają się nad nimi albo wyrzucają jak popsutą zabawkę. Szczerze powiem że bliższe memu sercu są zwierzęta niż ludzie i bardziej ulituje się nad zwierzęciem niż nad dorosłym człowiekiem, bo my jesteśmy tym inteligentnym gatunkiem, a jednocześnie najgorszym, bo sami robimy sobie krzywdę i innym istotom będąc tego zupełnie świadomymi i robimy to celowo, bez skrupułów i dla zabawy (mówię oczywiście w osobie nas jako gatunku ludzkiego a nie osób które to będą czytać czy siebie, bo my kochamy zwierzaki :))
Pozdrawiam i trzymajcie się mocno