• Announcements

    • Admin

      Regulamin Forum   12/31/16

      Dogomania na Facebooku
      https://www.facebook.com/groups/DogomaniaPL/    

joanka40

Members
  • Content count

    6479
  • Joined

  • Last visited

About joanka40

  • Rank
    Advanced Member

Profile Information

  • Gender
    Not Telling

Recent Profile Visitors

1121 profile views
  1. Gabrysia do mnie dzwoniła w sprawie koteczki. Jednak na chwilę obecną nie będę mogła zabrać do siebie kotki. Zawsze mam na tzw. kwarantannie jednego kotka, teraz jest to Lusia i czekamy, aż Państwo chcący ją adoptować osiatkują balkon. Więc Lusia będzie u mnie pewnie jeszcze kilka, kilkanaście dni. Potem musimy ogarnąć te pomieszczenia, gdzie trzymamy takie kociaki na kwarantannie, bo bardzo je zaniedbaliśmy. Musimy zrobić mały remont, a to nam zajmie z 1,5 miesiąca. Mogłabym zapytać się znajomej z dogo, czy Jej z kolei znajoma nie wzięłaby kici na DT, ale to jest płatny dom tymczasowy. Ponadto na FB podglądam jak działa Pani z Gorzowa Wielkopolskiego - nie wiem, czy to jest rejon, gdzie przebywa kicia i mogłabym jutro podpytać tą Panią, gdzie ewentualnie udać się po porządną pomoc w Wielkopolsce dla kotka. Ta pani zajmuje się raczej psami, ale sądzę, że będzie znała jakieś pro kocie organizacje.
  2. Terra, Wrzaskun to rzeczywiście było wyzwanie. Takie małe kocię, a takie bojowe. Nie wiedziałam, że kocie maluchy potrafią być aż tak wojownicze. Podziwiam Cię, że odchowałaś takiego buntownika. Terra, a teraz oprócz tego, że Wrzaskun jest gadułą, to pozostały mu jakieś wojownicze zachowania i na przykład drapnie znienacka, czy też złagodniał i jest po prostu rozgadanym kanapowcem ? Pytasz, czy Misia podczas oswajania była agresywna. Nigdy nie była agresywna. Oswajałam ją chyba około 1,5 do 2 miesięcy. Oswajałam ją na jedzenie, a że była w ciąży to potrzebowała dużych porcji i podawanych w miarę często. Więc wystawiałam jej miseczki, jak ją widziałam, a potem musiałam wejść do domu, zamknąć drzwi, bo inaczej nie wyszła spod krzaka i nie zjadłą. I tak było przez prawie 1,5 miesiąca. Potem mogłam popatrzeć jak je z trzech metrów, potem z dwóch, a potem mogłam już podejść blisko. W sierpniu Misia zaczęła wchodzić do domu, ale tak na dwie godzinki i szła sobie potem. Nie lubiła jak się ją głaskało, nie lubiła brania na ręce, unikała takich kontaktów, uciekała. Była bardzo zaradna - potrafiła upolować wszystko, wiedziała, które rośliny są trujące, a które nie. Polowała na myszy, na ptaki, wiem też, że zjadała jajka z ptasich gniazd. Zjadała tylko to, co wiedziała, że jest dla niej zdrowe, nigdy nie przyniosłaby przykładowo leżącej gdzieś tam na chodniku kiełbaski. Jak ją pierwszy raz zobaczyłam, to siedziała na ogródku razem z dwoma innymi kotami, identycznymi jak ona. Myślę, że to mogły być jej odchowane dzieci. Misia to był najmądrzejszy kot jakiego miałam - chodzi mi o jej samodzielność i zaradność. Natomiast nigdy nie była pieszczochem. No i obrażała się, gdy brałam inne koty. Ale przez 5 lat na pewno była bardzo szczęśliwa, bo wtedy była tylko ona, Kret, no i Skrzat, którego akceptowała. Spała jednak czasami ze mną, ale tak bezdotykowo, na kołdrze i przychodziła pomruczeć na kolana.
  3. Terra, tak pewnie było, że kotka szukała opieki dla swojej pociechy. Moja Misia, ta która umarła w styczniu na raka, zanim została moim kotem, była kotem dzikim. Choć nigdy nie zaznałam od niej żadnej agresji. Ja ją obłaskawiałam prawie dwa miesiące, a okociła się zupełnie nie wiem gdzie. Ale dokładnie wiem kiedy, 1 września. A dwa tygodnie później, jak na dworze zrobiło siębardzo zimno, w nocy zaczęła przynosić swoje potomstwo - jedno co 4 godziny. Kiedy kotki miały ponad trzy miesiące zaprosiłam moją sąsiadkę, żeby sobie obejrzała kociaki i nie ukrywam, liczyłam, że może weźmie jednego. Bo z trójką rozrabiaków przestałam sobie zupełnie radzić i panować nad rzeczywistością. Jakież było moje zdziwienie, kiedy Pani Sąsiadka rozpoznała w mojej już wtedy Misiuni, kotka, którego poznała jakiś czas temu. Okazało się, że mimo tego, że dbałam o Misiunię od lipca, to jak ona się okociła tego 1 wrześnie, to jakiś czas potem przyniosła jedno ze swoich kociąt mojej sąsiadce. Pani opowiedziała mi, że wyszła na ogródek, a pod krzakiem leżał szczur. Ale jak podeszła bliżej okazało się, że to mały kociak, a obok stała Misiunia. Pani na początku sądziła, że kotem nie żyje, ale on w pewnym momencie się poruszył. I moja Sąsiadka wytłumaczyła Misiuni, że nie może jej pomóc, bo ma bardzo niegrzecznego i napastliwego psa i, że Misiunia musi zabrać swoje dziecko. I Misia tak zrobiła. A dwa tygodnie po porodzie zdołała przenieść swoje potomstwo do mnie. Nie mam pojęcia, czy te kotki dlatego proszą o pomoc, bo są zmęczone wychowaniem potomstwa, czy też proszą o pomoc dla najsłabszych kociąt. Nie wiem... Ale na pewno koty są bardzo, ale to bardzo zaradne i bardzo mądre. A dzikie kocice są mądre obłędnie. Terra, poczytałam w internecie i tam pisze,że taki 4 - tygodniowy to już jest bardzo samodzielny. Więc Twoja dzika kotka poprosiła o pomoc dla kociaka, który bez pomocy człowieka nie przeżyłby w kocim stadzie. Niesamowite są te kocie mamy.
  4. Zdjęcie piękne. Widać na nich jako to staruszeczka... Ale na pewno jest teraz szczęśliwa :)
  5. Funia to pewnie psiak z charakterem :) I rzeczywiście jest dość spora, myslałam, że waży mniej, ale ze zdjęć trudno jest oszacować. W moim psie weterynarze głównie widzą terriera, a dokładnie jagdteriera, choć jedna Pani Doktor zobaczyła w nim właśnie mix sznaucera :) A ja oczywiście wyoglądałam sobie później na grafice i jagdterriery i sznaucery i dlatego Funia od razu mi się skojarzyła ze sznaucerem. Obie te rasy są dość aktywne, kochają węszyć i być w ruchu. Wyraźnie sygnalizują swoje potrzeby i domagają się ich realizacji. Bronią swojego terenu, oszczekując wszystko w nadmiarze. Mojemu psu to oszczekiwanie przeszło jakieś dwa lata temu. A ma ten mój psiak lat 15 lub 16 :) Coś mi się wydaje, że Funia z moim psem są bardzo podobne do siebie, jeśli chodzi o zachowanie.
  6. Nie dziękuj Gabrysiu. Lubimy koty i dla nas to przyjemność. Jak się wypalimy w tej kwestii damy znać :)
  7. To myślę, że Wampek mógł w podobnym okresie, co Twój Wrzaskun rozstać się z kocią mamą. Wrzaskunowi uratowałaś życie, a Wampek pewnie wtedy poszedł do czyjegoś domu. Ponoć najlepszy wiek na adopcję małego kotka, to co najmniej 12 - tygodni, jeśli kocia mama jest przy kociakach oczywiście. Przez te 12 tygodni kocięta uczą się właściwych zachowań. A takiego 4, 5 tygodniowego malucha ponoć bardzo trudno jest nauczyć właściwych zachowań. Choć niby wtedy kociak już jest samodzielny, bo sam je, korzysta z kuwety - to socjalizacja jest nadal w toku. Ludziom wydaje się, że jak wyrzucą takiego kociaka na dwór to już sobie sam poradzi i potem takie osoby jak Ty, muszą ratować maluchy. Dużo ludzi też oddaje do adopcji 4, 5 tygodniowe maluchy, które nadal powinny być przy matce. No i potem mamy takie znerwicowane pokolenia kotów :)
  8. Maść do uszu podana bez problemów. Pani Doktor pokazał nam fajną metodę zapuszczania maści, podczas której kot mniej się stresuje. Trzeba najpierw kotka pomasować po główce i po ucholach, wkropić maść i znowu rozmasować. Okazuje się, ze Luśce nawet to pasuje. Co prawda nie szaleje z radości, ale przynajmniej nie ucieka.
  9. Agnieszko, ja też dokładnie nie wiem jakim charakterem dysponują sznaucery. Na pewno uparciuchy i w genach mają zacięcie do polowań, czyli pewnie kochają obwąchiwać teren. Może Kulfoniasty napisze nam coś więcej o charakterze sznaucerów, byłoby fajnie :) W internecie nie za bardzo szukałam, znalazłam coś takiego, ale tu jest mało o charakterze: http://www.piesporadnik.pl/title,pid,45,oid,47,cid,150.html
  10. Ja się na rasach nie specjalnie znam, ale psinka przypomina mi sznaucera. Trochę są oni wszyscy podobni :) Funia: A poniżej zdjęcia z internetu:
  11. Ale piękny pychol :) Zapisuję sobie wątek psinki :) Kolejny psiak, który dzięki Wam dostał szansę na dobre życie :)
  12. Terra, pomysł z chustą jest naprawdę świetny i godny uwagi. Przyznam się, że z pazurkami Wampka nic na razie nie zrobiłam. Ale on dał mi też trochę spokój, chyba podsłuchał jak ja go tu obgaduję i na dogomanii, i w domu, i przestał mnie tak napadać. Przynajmniej moje ręce trochę dojdą do siebie. Bardzo mi się podoba też pomysł z latarką, jest naprawdę super :)
  13. Elu, super zdjęcia :) No i te biedne ucholki :) ale szybciutko je wyleczymy i będzie dobrze. Teraz Lusica odsypia wizytę, zjadła sobie dwa obiadki i ze dwie kolacje i poszła w kimono :) Wizyty w lecznicy bardzo ją stresują - dziś się cała uśliniła i zesiusiała do transporterka. Dlatego, tak bardzo się cieszę, że leczenie na chwilę obecną jest zakończone.