Jump to content
Dogomania
Hanover

Motylomaniacy :)

Recommended Posts

Dzień dobry wszystkim, jesteśmy nowi Papillon o imieniu Pappi (mało oryginalne ale tak nazwał go mój mąż, ja chciałam żeby nazywał się Papilot) i ja Hania.
Wiedziałam, ze papillony niepopularne u nas, ale żeby forum umarło???

Mam nadzieję, że parę osób się znajdzie i będziemy mogli dyskutować, radzić i się wspierać. Ja jako nowy posiadacz motyla mam wiele pytań. Wcześniej miałam Onki, więc jest to duża różnica.

Czekam z niecierpliwością na forumowiczów.

pozdrawiamy
Hania i Pappi(lot)

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest papillonek
Fajnie,że nowy właściciel motylka jest na dm,ale niestety jest ich niewiele tylko trzy :(
Z jakiej hodowli jest twój papillon?Wstawisz jego zdjęcie?Jestem ciekawa jak wygląda :D

Share this post


Link to post
Share on other sites
przepraszam za zwloke, moj Papillon jest z hodowli Pani Basi Pikulik z Lobeznicy. Wstawie zdjecie jak bede na 2 kompie na tym nie mam ani jednego ;)
szkoda ze tak malo Pappilonow...
to moj 1 maly pies z serii do towarzystwa, wczesniej mialam owczaki belgijskiego i niemca, pozniej wielorasowca ze schronu, ale Papilon to wynalazek mojego meza, a ja zostalam wrobiona, bylam zupelnie przeciwna a teraz nieodstepuje mnie na krok.
Myslalm ze moze to forum, ozyje, fajnie byloby wymienic spostrzezenia, zapytac o pewne rzeczy. Moj Pappi ma 6 miesiecy. A Ty z jakiej hodowli masz pieska, jak samiec czy suczka?

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest papillonek
Jeśli o mojego chodzi to mam suczke Sonię :) z hodowli w Bydgoszczy.Ma 1,5 roku ,a jej zdjecia znajdziesz w papillonkowej galerii.Zapraszam i pozdrawiam ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites
Zgłasza się kolejna właścicielka papillona, nieco ponad 1,5 rocznego tricolorowego pieska. Wielkim ekspertem nie jestem, ale jeśli macie jakieś pytania, pytajcie. Kto wie, może ja albo ktoś z pozostałych właścicieli zna odpowiedź. Reanimujmy forum. :lol:

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest papillonek
To lecimy popatrzec zapraszam do galerii papillonki soni ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites
super extra witamy !!!

a pytanie mam już, jaka waga jest Waszych psów? i czy nosza szelki czy obróżki? bo mój Pappi nie lubi szelek, każd wyjście jest niekomfortowe, nie gonie g, on nie ucieka, ale jest niechętny i marudzi. Słyszałam ze tak małe psy obroży nie powinny nosić, a Wy co uważacie, jak Wasze Pappilony sie ubieraja na wyjścia ? marzy mi sie wyjście z domu na spacer komenda siad, zapięcie na smycz i w drogę, anie zakładanie ekwipunku. My mamy 5,5 miesiaca uczymy sie czystości wiec wychodze z nim co 2 - 3 h udręka... moze mam złe szelki i czas je wymienić ale nie wiem na jakie. Mam zwykłe czarne parciane dla szczeniąt... moze szorują sa niewygodne, nie wiem jak to sprawdzić. Pomocy ;)

a ja mam zdjecia Pappiego możecie zobaczyc tutaj, bo po 1 coś mi nie chca wchodzic na galerię dogo, a po 2 mam ich tyyyllle :) [URL]https://picasaweb.google.com/112878678516206226258/PAPILLONI[/URL]#

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest papillonek
Waga:2,8
Mamy i szelki i obrożę ,ale szelki są dużo wygodniejsze i dla psa i dla mnie :)
Pies musi się przezwyczaic do chodzenia na smyczy i szelkach cierpliwości.
Sonia też mi kiedyś uciekała,ale nauczyłam ją komendy,,stój" w bardzo prosty sposób:
najpierw w domu komenda stój i znak izualny potem przysmak za wykonane polecenie.
Potem na smyczy to samo,aż w końcu wypuścilam ją na ogrodzony teren tak to samo i teraz nie mam żadnych problemów i mogę psa spuszczac.
Nie trzeba marzyc tylko się brac do roboty :) Nie to ,ze nie powinny,ale lepsze są szelki ;)
Siad tez można przecież prosto nauczy.Najpierw ręką uginanie tyłeczka i komenda siad,przysmak.potem wyeliminowanie dotyku i gotowe.Trzeba kupic miękkie szelki ,bo to moze byc przyczyną niecheci do spacerków..
Chocby te:[url]http://images.okazje.info.pl/p/sport-i-hobby/4886/sincere-pet-miekkie-szelki-dla-psa-rozmiar-s.jpg[/url]
Powodzenia,papillony są bardzo inteligentne i na pewno nauka nie zajmie ci więcej niz tydzien czasu :)

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest papillonek
PS.my mamy z tańmy czerwone i też się dobrze noszą już rok ,a wyglądają jak nowe ;)
Tutaj je widac:[URL]http://i56.tinypic.com/xeg086.jpg[/URL]

Share this post


Link to post
Share on other sites
my umiemy chodzic na smyczy, Pappi jest pod tym względem dobrym szczenięciem od 1 dnia nie było rpoblemu, zapina się tez dobrze, lata luzem na polu przed domem, fakt samo zapinanie na smycz jest problematyczne ale to kwestia nauczenia póki co nie miałam potrzeb bo mieszkamy w głuszy :) ale tzreba nadrobić bo zdrazy sie fakt że będe musiała go zapiąć. U nas problem jest taki ze on nie chce zakładać szelek. Jak założe to go łądnie na smycz zapinam w domu bez problemu. Na dworze gożej. Ale samo ubieranie w szelki jest nieproste. Tak samo jak ma szelki na sobie a nie biega na smyczy bo np jedziemy autem to je non stoop grzyie i próbuje zdejmować, od początku tak jest, działa nie wolno, zostaw ale za chwile znowu. Chciałabym anuczyc go zapinania na smycz na komende stój czy w siadzie. Tylko ze do tego musiałabym go na pocztake w domu puszczac cały czas w szelkach zeby móc swobodnie kiedy chce go zawolac i podpiąć smycz. Ale on te szelki będzie mumlał... :) moze rzeczywiscie mu nei pasują. My ważymy 3,5 kg :/ duży piesuch z niego, ale jego mama miała tę samą wagę, a tata troche drobniejszy. Poza tym sportu i biegania ma dużo więc sie nie otłuszcza nie przekarmiam go, ale sie zastanawiam czy nie jest za duzy... :) teraz to i tak po kwiatach :) ale tak tylko sie zastanawiam. Mimo wszystko cieszy mnie to bo i tak mi z wybiegu ucieka pomiedzy oczkami w siatce, a jakby był mniejszy to juz masakra

Share this post


Link to post
Share on other sites
Na początku Werter chodził w obroży, ale weterynarz powiedział, że może mu się od tego uszkodzić krtań. Kupiłam więc szelki, po czym dowiedziałam się, że z kolei od nich odkształcają się łopatki i nie mogę ich zakładać, jeśli będę chciała wystawiać psa. I tak źle, i tak niedobrze. Luzem go nie mogę puszczać, bo boję się, że zobaczy po drugiej stronie ulicy ptaszka czy kotka, skoczy za nim i wpadnie pod koła. Spuszczam go tylko wtedy, gdy w pobliżu nie ma samochodów, np. w ogródku czy na spacerach nad rzeką.
Od dłuższego czasu Werter z powrotem chodzi na smyczy. Uważam, żeby go za bardzo nie ciągnąć i myślę, że nie powinno mu się stać nic złego. Zakładanie odbywa się bez problemów, już kiedy widzi, że idę ze smyczą - obojętnie, czy w domu, czy poza, gdy mamy wracać ze spaceru - siada i czeka, aż ją założę. Papillony są bardzo inteligentne i szybko wszystko załapują. Kiedyś, gdy był szczeniakiem, miałam z nim bardzo dużo problemów i strasznie się przejmowałam, zwłaszcza, że był to mój pierwszy pies. Gryzł, kiedy zakładało mu się obrożę, puszczenie luzem było nie do pomyślenia, bo w życiu nie dałoby się go złapać( w końcu ucieczka to dla niego najlepsza zabawa!), nie chciał się nauczyć czystości i ciągle sikał na swoje leże, nie chciał spacerować, tylko siadał i piszczał( to był koszmar, bo były minus kilkanaście stopni, jeszcze to wychodzenie trzy razy w nocy na siku...), na psy się darł... Teraz jest bardzo czysty i nie zdarza mu się sikać w domu, wytrzymuje bardzo długo, spaceruje bez problemu, bardzo rzadko zdarza mu się szczekać na psy, jest dużo posłuszniejszy. Myślę, że nauczenie papillona tego wszystkiego to z reguły tylko kwestia czasu i nie sądzę, by z Pappim było inaczej. Oczywiście, pewnych cech charakteru się nie zmieni. Mój pies ma silne skłonności do dominacji i tego niestety nie zmienię, podobnie jak jego temperamentu( nie mam nic przeciwko aktywnemu psu, ale ten bije wszelkie rekordy, nawet jak na papillona, a ja nie jestem typem sportowca). Ciężko też mi naprawić błędy przy socjalizacji. Werter jest dość nieufny wobec obcych psów i ludzi. Ale nie jest tak źle, czasem trzeba tylko dać mu chwilę czasu na oswojenie. Ostatnio ma nową koleżankę, szczeniaka sznaucerka miniaturowego sąsiadów i ganiają się po ogrodzie, osiągając niesamowite prędkości, zwłaszcza Werter. Nie wiem, skąd one biorą tyle energii, też chcę trochę...
Co do wagi, to jest to normalnie jakieś 2,4 kg, ale ostatnio, jak wyjechałam na miesiąc z domu rodzice nieco go podpaśli, więc będzie trochę więcej.

Share this post


Link to post
Share on other sites
A jak tam z zębami Pappiego? Pytam, bo koło 6 miesiąca powinno się iść z szczeniakiem na kontrolę. Ja nie poszłam, nie sprawdzałam i dopiero kiedy miał z 7,5 miesiąca okazało się, że ma podwójne kły( częste u miniatur) i pozostałe zęby zaczęły krzywo rosnąć, bo miały za mało miejsca. Werter musiał mieć zabieg pod narkozą. Na szczęście wszystko się udało, a zęby się wyprostowały.

Share this post


Link to post
Share on other sites
nie Pappi ma kontrole co 2 - 3 tyg, mamy weta niedaleko i wpadamy po drodze dokądś, sprawdza jajka, oczy uszy i zęby. Teraz ma zapalenie pęcherza więc jeździmy no tydzień na badania i ostatnio mu właśnie kły oglądał i sprawdzał które się ruszają i jak rosną nowe. Już cześć wymieniona, nawet jeden kieł zgubił przy mnie i mam w pojemniczku na pamiątkę :) tak, tak lekko szarpnięta jestem ale co zrobić.


u nas z wychowaniem jest bardzo dobrze, jak na 5 , 5 miesiąca oczywiście :) pomijając naukę czystości która ja zawaliłam, bo mi doradzono by on korzystał z kociej kuwety (i teraz uczymy się od nowa). Pappi jest bardzo mądry, równiez dominujący i silny emocjonalnie dużo czasu i mojego uporu mija zanim sie przestawi ze jednak moje zdanie sie liczy bardziej niż jego :). Bardzo dużą wage przykładam do więzi z psem i poprawnych relacji jako przewodnika ponieważ niekontrolowane zachowania z mojej strony moga kiedys okazać się problemem w niebezpiecznej sytuacji, na ulicy w miescie itp. Pappi umie kilka komend i zachowań. Nie reaguje na dźwięki można przy nim robić wszystko ze strzelaniem włącznie, smacznie śpi na kolanach męża który skórwa posadzkę młotem udarowym. Uczę go jak żyć w naszym popieprzonym ludzkim świecie. Jeszcze trochę czasu zajmie mi oswajanie go z ulicami , szybkim ruchem samochodów przechodzeniem przez przejścia dla pieszych itp. Ale motorówka pływa, zaczyna jeździć na rowerze, póki co doskonale wozi się taczką i leży w swoim posłanku gdy ja z nim po domu jezdze na deskorolce (przyzwyczajam go do tego ze on leży/siedzi a to w czym jest się przemieszcza :)) Dużo pomagają poradniki Zofii Mrzewińskiej. Poza tym zastanowiłam się na początku co chcę od tego psa, jak chce żeby reagował a wtedy kombinowałam jak zrobić by tego nie robił lub właśnie robił.
Obecnie w domu ćwiczymy podstawy PT ale te które wzmacniają między nami kontakt i pomagają ustawić pieska. Już mam częściowy tor agility ale póki co Pappi będzie jak szczeniak by nie nadwyrężać stawów łaził po torze biegał po woli. W przedszkolu doskonale pokonywał każdą przeszkodę, więc żal nie spróbować, a szybkość ma zawrotną więc tym bardziej.

problemy jakie nas dotyczą to znaczenie + sikanie w domu (czasami), i dominowanie jednego z kotów... Więc muszę położyć nacisk na posłuszeństwo i wbić mu do małego łebka że NIE WOLNO i koniec!!! :) Tak mój Pappi też jest nieogarniętym żywiołem, a ja nie jestem typem sportowca również, ale przy nim się staję. I to jest super, ze tak jak człowiek z którym żyję (mój mąż) motywuje mnie do pracy nad sobą, ale nie zmusza, tak również działa Pappi, przez co wzbogaca moje życie dosłownie każdego dnia. Uczę się dużo pokory i cierpliwości. Średnio tez z przychodzeniem na zawołanie, tzn. przychodzi zawsze tylko zależy po jakim czasie, ale ma 5,5 miesiąca i tyle ciekawych rzeczy w trawie. No i Pappi uwielbia gonić motyle, wtedy nie ma mocnych na niego, ale jak oddali się za bardzo to od razu lekka panika i szukanie mnie wzrokiem. Przez przypadek przy bieganiu nauczyłam go komendy "razem" teraz gdy to mówię nawet kiedy biega bez smyczy to wraca do mnie i się pilnuje, po 10 minutach jak zapomni i się wypuści dalej przypominam komendę i super to działa. Najczęściej wychodzimy bez smyczy, bo mieszkam na końcu świata :) dlatego bardziej muszę pracować nad zakładaniem i zdejmowaniem szelek. Z psami dogaduje się dobrze, ale w okolicy same olbrzymie owczarki i cierpi na brak towarzystwa (nadrabia z kotami), chociaż widzę że jest bardziej uległy w kontaktach i czasem strachliwy, ale to chyba przez 1 dzień w psim przedszkolu, kiedy non stop atakował go wściekły buldog koleżanki :) a Pappi spędził zajęcia pod ławką.

Trochę się zafiksowałam w temacie szkoleń i wychowania, to już efekt uboczny, mało kto rozumie że to może być pasja... co innego windsurfing czy wspinaczka lub szachy... ale jak pies - tresura itp to już uważają że mam szmergla... co zrobić ? to tylko ludzie.
Ja się nie przejmuję i dzielnie przeżywam każdy dzień ucząc to małe stworzenie co może na niego czekać i jak zrobić by było mu z nami łatwiej.
fajnie, ze jesteście dla mnie Papillon to nowość miałam duże psy... cieszę się że mogę pytać i porównywać, to bardzo pomaga.
szkoda że nie możemy się spotkać a naszymi Motylkami na spacerze...
miłej niedzieli

Share this post


Link to post
Share on other sites
a jedno co bym zmieniła to imię :) wybierał mąż ja chciałam mieć Napoleona i właśnie Pappi dokładnie taki jest :)

Share this post


Link to post
Share on other sites
Też mam zęba Wertera w pojemniczku... Ja to jestem taka szurnięta, że jak kiedyś zdechł mi królik to ucięłam mu ogon i zostawiłam sobie na pamiątkę, uprzednio dokładnie oczyściwszy z resztek mięsa.
Werter też nie przejmuje się żadnym hałasem, w Sylwestra śpi jak suseł.
Również lubi ganiać motyle, ostatnio nawet upolował jednego i zjadł. :lol: Ale motyle to nic, najgorsze, jak na spacerze dostrzeże gdzieś bażanta i wbiegnie do lasu. Wtedy mogę sobie go wołać, a i tak nie przyjdzie. Trzeba przeczekać. Jedyne słowo, na jakie wówczas czasem reaguje, to "pyłki". Oznacza ono kurze i włoski widoczne w słońcu, na które uwielbia polować. W każdy słoneczny dzień idzie zaraz do południowej części mieszkania na łowy. Wystarczy, że usłyszy samą pierwszą literę, "p", a zrywa się gwałtownie, nawet jeśli jeszcze przed chwilą spał głęboko i szuka pyłków.
Mi hodowczyni doradziła, bym uczyła szczeniaka sikać na tackę z pampersem. W ogóle to nie wychodziło, bo uznawał, że pieluszka najbardziej nadaje się do rozszarpywania zębami i zjadania. Ręce mi opadały, jak wchodziłam do pokoju i zastawałam zasikane posłanie i Wertera śpiącego na pampersie. Wreszcie poddałam się i zaczęłam go wyprowadzać na dwór. Oczywiście zaraz załapał, że za dobre zachowanie jest nagroda( jeszcze do niedawna oblizywał się zawsze, jak sikał, choć już od dawna nie dostaje za to smaczków), ale do tego, by nie zdarzało mu się nabrudzić w domu, droga była jeszcze daleka. Ale, jak już pisałam, to była tylko kwestia czasu.
U mnie w domu nikt nie był zadowolony z imienia, które wybrałam, ale w końcu się poddali, choć z reguły trochę je modyfikują i wołają Werti, Wertuś a nawet Hati i Hacior - nie mam pojęcia, skąd to się wzięło. Ale pies rozumie, to najważniejsze.
Też kiedyś dosyć mocno zainteresowałam się szkoleniem, ale zrezygnowałam ze względu na rodziców. Ciężko szkolić psa, kiedy wszystkie moje wysiłki były sabotowane przez pozostałych domowników. Zwłaszcza moja mama nie potrafi być stanowcza wobec niego. Pamiętam, jak czasem mówiła do niego siad, on się położył, a ona dawała mu nagrodę. Za co? "Za to, że w ogóle zareagował..." Na szczęście jest na tyle pojętny, że mimo wszystko nauczył się wielu komend i znaczenia słów, m.in "siad, szukaj, stój, czekaj, leż, szybko, daj, kot, ptak, nie, fe, piłeczka, kółeczko, pyłki, pokaż, aport, spacer". Jak zachował się źle, to i tak był zaraz tulony. Niestety często tak jest, że małe psy nie są do końca dobrze wychowane właśnie przez to, że są takie malutkie i słodziutkie. Jak Werter zawarczy przy kości, to wygląda to śmiesznie, ale jak wyobrazić sobie, że to byłby chociażby rottweiler, to już nie byłoby tak wesoło. Poza tym wystarczyło, że zapiszczał( albo nawet nie) i mama dawała mu kawałek ciasta/masła/kiełbasy/smażonej skóry z ryby/kapusty kiszonej czy czego tam akurat nie jadła, choć tysiące razy tłumaczyłam, by tego nie robiła, bo to ani dla niego zdrowe, ani wychowawcze, tylko potwierdza, że on tu rządzi. Trochę szkoda, że nie mam większego wsparcia ze strony rodziców, jeśli chodzi o psa.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Animagia nie przejmuj się chyba wszędzie tak jest, wczesniej jak mieszkałam z rodzicami to tez "psuli mi psy" albo uważali ze takie szkolenie nie potrzebne, ze metoda głupia itp... w dalszym ciagu mimo że mam swój dom wtrącają swoje 3 grosze, ale widze że respektują i teraz traktuja psa jak ja proszę mimo że mają inne zdanie :) za to teściowie robią dokładnie wszystko czego zabraniam, a sama wiesz jak niewiele szczeniakowi trzeba, jedna wizyta i cały tydzień oduczania skakania na nogi idzie na marne :( kiedys jeździłamz Pappim do nich po wizycie kiedy powiedziałam, ze oduczamy go gryzienia rąk, teściowa usiadła z nim na podłodze wkładając dłoń do jego paszczy powiedziała u mnie tresury nie będzie, od tego czasu pappi zostaje w domu. Ale teściowi trudno tłumaczyć żeby go nie pobudzał do skakania po nogach, unosi rękę nad Pappim udając ze ma w niej smakołyk jak najbliżej nóg teściowej, która ma jasną spodnice i nowe rajstopy i krzyczy Pappi hop. A ten jak w szale próbuje doskoczyć do jego ręki i tak w kółko. Po prostu bez komentarza szału dostaję....
mój mąż nawet uważa, ze przesadzam, że chcę z niego zrobić super psa,a jak tylko stosuję podstawowe polecenia itp, na prawdę nam daleko do super wyszkolonych piesków całe mile morskie, ale zwykli ludzie którzy nie mają pojęcia o psioej psychice i potrzebach uważają ze to co robimy jest zbędne. Co śmieszniejsze on go przywiózł do domu, miał się nim zajmować ja chciałam Belga przyznaję się bez bicia nie chiałam takiego małego paskudztwa, a już 1 dnia zostałam zostawiona z nim an apstwę losu, mąż dał mi prikaz wychowaj go... ja nie mam cierpliwości i mam za dużo pracy, muszę się wysypiać itp. Więc mój dzień rozpoczyna sie między 6 a 7 i na wys obrotach do 23 dopiero wtedy mam czas żeby coś zrobić dla siebie, bo szczeniak potrzebuje przynajmniej tych 3 h dziennie, a praca, dom, gotowanie etc? a teraz mąz się wścieka że pies go nie szanuje, nie słucha. I nie chce sie uczyć jak z nim postępować, nie chce używać komend tych co ja głupota totalna. Nie może zrozumieć że na więź z psem trzeba pracować. Ja jestem ta zła, bo umiem więcej a on nawet do przedszkola nie chciałz nami chodzić, bo obcy trener nie będzie mu mówił jak ma się zwracać do własnego psa. Duzo kłótni było, spalonych przez niego komend. Szkoda gadać. albo nie mogę go zaangażować, albo chce wszystko robić po swojemu i psa dezorientuje nowymi słowami, komendami których nie zna...

a ile się nasłuchałam: "no tak Ty nie możesz miec normalnego psa co lezy na kanapie, musi byc wyszkolony, jak tresowana małpa", albo po co Ci to agility on nie może biegać po polu? a poza tym to mały głupi pies, inteligencja -10 :) o to często słyszę. Już sie nawet tym nie przejmuję, ciagle ktoś pyta czy nie mogliśmy sobie kupić psa, po co nam chomik etc...

Animagia i Pappilonek w czym kąpiecie swoje motyle? chodzicie z nimi na spacery w ubrankach, mi nie chodzi o ubranka kokardki różowe sukienki, zwykle ortaliony, derki ew. swetry/ocieplacze. Pappi bez swetra nie chciał wychodzic na dwór zimą, trząsł się po 10 minutach mimo ze non stop biegał. A teraz każda kałuża jest jego uwielbia wodę, w końcu Wilk Morski mieszkamy 1 km od morza, ale rano, lub gdy pada to tragedia po spacerze kapanie, póki co płuczę go ciepłą wodą bo wet mówił żeby nie zmywać mu chemikaliami flory bakteryjnej, ale chyba kiedyś muszę go umyć :) Mój Pappi pop prostu po spacerze wraca czarny, mieszkamy na wsi wszędzie torfowiska poryte po dzikach, a on wpada i tapla się jak mały prosiak. Ogród zakładamy więc Pappi nam towarzyszy, kopiemy sadzimy podlewamy on zakurzony, albo ubłocony zupełnie nie jak francuski piesek :) ale jedno co ma po przodkach to uwielbia jeść ślimaki, nie mogę go upilnować. odrobaczanie co 2 - 3 tyg mamy przymusowo. Pani z hodowli mi mówiła ze Pappiego mama chodzi na spacery w ortaiolnie bo non stop jest do kąpania, a Wy macie coś???

Share this post


Link to post
Share on other sites
Zakładam Werterowi kubraczek właściwie tylko jak jest mróz. W zeszłym roku, mimo że był jeszcze wtedy małym szczeniakiem a mrozy były duże prawie w ogóle nie marzł, chyba że było np. - 15 stopni, wtedy po jakimś czasie zaczynał trochę podnosić łapki, jakby mu marzły i się trząsł. Tę zimę znosił dużo gorzej, z dwóch powodów: pod koniec jesieni miał operację na przepuklinę, nie mógł przez jakiś czas wychodzić, a potem wyprowadzałam go tylko na moment, i akurat w tym czasie doszło do gwałtownego ochłodzenia. Nie zdążył się przyzwyczaić, poza tym stracił trochę włosa i ogólnie czuł się nie najlepiej. Po operacji nosił specjalny kubrak( by nie rozszarpał szwów), i chyba jakoś skojarzył sobie noszenie czegokolwiek z operacją, bo od tego czasu nienawidzi wdzianek. Wystarczy, że widzi swój sweterek, to już warczy i chce gryźć. Jak mu się go założy, w ogóle przestaje się ruszać. To jest niesamowity widok: taki aktywny pies, a wówczas zamiera w zupełnym bezruchu i przymyka oczy. Można go ustawiać jak się chce, nie zmieni pozycji, w jakiej zostanie ustawiony. Zapiera się i w ogóle nie chce się ruszyć z miejsca. Nie wiem, co robić, może do przyszłego roku zapomni. Widziałam w zoologicznych specjalne kubraczki przeciwdeszczowe, nawet kiedyś chciałam kupić, ale nie było dobrego rozmiaru, a w tym roku już nie chciałam psa katować, skoro tak ich nie znosi i w sumie mogę tego uniknąć. Drugi powód, dla którego Werter gorzej znosił tę zimę, jest taki, że od pewnego czasu pozwoliłam mu spać ze mną w łóżku( wcześniej sypiał na podłodze, na swoim kocyku). Wyglądało to tak, że wchodził pod kołdrę i przytulał się, wciskając mi pomiędzy brzuch a uda. Po jakimś czasie, pewnie, jak już zaczynał się dusić, wygrzebywał się spod pościeli i padał na wierzchu, a po jakimś czasie znowu wracał. Słyszałam, że papillony często tak robią. Myślę, że się przez to rozhartował. Musiałam go od tego odzwyczaić( na początku było ciężko), zaczął sypiać na fotelu i zauważyłam, że już pod koniec zimy dużo lepiej znosił niską temperaturę.
Nie mam problemów z tym, żeby się brudził. Po spacerach opłukuję mu łapy pod kranem albo w misce, ale nie dlatego, żeby były bardzo brudne, tylkio po prostu zawsze między poduszeczkami zostaje trochę ziemi i jak jej nie wypłuczę, to on wytrze ją w dywan albo kapę. W czasie roztopów i deszczów chodzę z nim tylko po chodnikach. Kałuże przeskakuje albo omija, więc nie brudzi się aż tak bardzo, ale wiadomo, że łapy i czasem też brzuch trzeba opłukać. Raz zdarzyło się, że za kaczką wskoczył do rzeki( było jeszcze bardzo zimno, ale nic mu się nie stało), kiedy indziej ganiał za nią po błotnistym brzegu, kopał w mokrej ziemi i wtedy się ubłocił. Ostatnio pojechałam z nim nad Odrę i już na samym początku musiał przebiec po brzegu i poderwać do lotu wszystkie gołębie, łabędzie i kaczki. Miał całe łapy i brzuch czarne, ale potem przez godzinę biegał po wysokich trawach jak szalony( zawsze tak się zachowuje, jak jest w nowym miejscu, wszystko musi zobaczyć) i, o dziwo, zupełnie się wyczyścił.
Kapię go w wannie, polewając prysznicem. Używam szamponu Hery Intense Blanc i odżywki Caresse Brillance. Ostatnio kąpię Wertera częściej niż dawniej, co 2, 3 miesiące. Pierwszy raz wymyłam go dopiero, kiedy miał ponad 8.
Ślimaków nie je, ale za to takie małe, nagie wplątują mu się czasem we włosy na brzuchu czy łapach. Muszę go sprawdzać po przyprowadzeniu z ogródka, bo jak ich szybko nie usunę, to puszczają dużo śluzu i kołtunią futro. Latem i jesienią zjada jabłka spadające z drzew, poza tym ogryza patyki, ale to głównie wtedy, kiedy chce, by ktoś zwrócił na niego uwagę i się pobawił.
Kiedy był mały miałam z nim duży problem, bo zjadał dosłownie wszystko, co znalazł. Nie mógł mieć nawet własnego leża, bo rozrywał i wyjadał gąbkę. Oczywiście wszyscy bardzo uważaliśmy, by nie upuścić na ziemię nic niebezpiecznego, ale i tak kilka razy wyjęłam mu z pyska agrafkę, gwoździa, ostrą łupkę od orzechów, folię, trującego liścia, gąbkę, watę z maskotek, wiklinę, gazety, ścierki, ołówki... Czasami się dziwię, jak to wszystko przeżył bez większych komplikacji( czasem tylko wymiotował).
Teraz już mu prawie przeszło, a nawet jak porwie gąbkę czy jakiś papier to tylko rozdziera na kawałki, nie zjada. Czasem jeszcze zdarza się, że wygrzebie z doniczki liścia i przychodzi do nas, żebyśmy zobaczyli, że go ma i go gonili, by odebrać.
Boję się trochę, że zapoluje na osę czy pszczołę, weźmie do pyska i ta go użądli w język czy gardło. Tak w ogóle jest bardzo odporny na ich jad. Kiedyś jedna go użądliła w wargę. Nieco go zamroczyło przez moment, a warga spuchła i się zaczerwieniła. Ale po minucie czuł się znowu doskonale, a po dwóch godzinach po użądleniu nie było nawet śladu.

Share this post


Link to post
Share on other sites
jak to czytam to jakbym widziała swojego psa :) wszystko bierze do dzioba. Jest małym kleptomanem, wynosi wszystko co w zasiegu jego pysia, młotek, śrubokręt, ołówki ubóstwia, gąbka, papier obgryza kwiaty, odziera yuke z kory, zjadał bambusowe liście (dobrze ze jadalne), śrubki, wszelkie plastykowe zatyczki, guziki itp sa jego. Jedno co mnie dorpowadza do szłu to na dworze znajduje sobie kamień i ujada na niego dobre 30 min, bierze w pysk niesie w inne miejsce i znowu ujada. Nie potrafie go tego oduczyć a sąsiedzi dostają szału. Poza tym że niemiłosiernie goni koty, nie potrafię go oduczyć reaguje na zostaw na 3 sek i znowu pogoń. Jedyna niebezpieczna sytuacja jest wtedy gdy dostanie kość, albo wołowy gryzak wtedy jeśli kot pojawi się w zasięgu wzroku to kot jest gotowy walczyć nie na żarty, juz były takie sytuacje ze kot został ugryziony...:( i nad tym zapanowac nie mogę. Mimo ze na nas nie warczy, ja mogę mu wszystko z pyska wziąć to koty od razu atakuje.

No z kąpielą tez nie planuję przed 8 miesiącem nie ma co ryzykowac problemów skórnych. U nas jednak nie ma chodników, wszędzie pola i wysokie trawy więc niemiłosiernie brudny wraca do domu. Też go wkladam do wanny albo w prysznicu opłukuje łapy, brzuszek zalęzy co pobrudzi... ale na jesień na pewno będe musiała coś znaleźć, antybrudzeniowego. A co do Twojego porblemu z ubrankiem, to połóż mu je w legowisku, dawaj na nim jeść. Nie zakładaj ale niech towarzyszy Wam przez jakis czas w miłych chwilach, podkładaj mu jak leży u Ciebie na kolanach podczas głaskanek. Potem jak zobaczysz ze na nie nie reaguje, spróbuj tez podczas głaskania połozyć mu je na brzuszku czy grzbiecie, tak delikatnie. Musi na nowo nauczyc sie że jest miło gdy ma je przy sobie. Na pewno po jakimś czasie przestanie na nie reagowac w ten sposób, będzie obojętny a wtedy zaczniesz ze smakołykami uczyc na nowo, ze ubranko przynosi same dobre rzeczy :) do wczesnej zimy masz czas :) więc lepiej zaczac już teraz.

Share this post


Link to post
Share on other sites
[quote name='Hanover'] Jedno co mnie dorpowadza do szłu to na dworze znajduje sobie kamień i ujada na niego dobre 30 min, bierze w pysk niesie w inne miejsce i znowu ujada. Nie potrafie go tego oduczyć a sąsiedzi dostają szału.[/QUOTE]
Może to robić, by zwrócić na siebie uwagę. Papillony( i w ogóle większość psów) uwielbiają kontakt i zabawę z człowiekiem, których, ze względu na tryb życia, jaki prowadzimy, mają często za mało. Nawet jeśli będziesz na niego krzyczeć to może być tak, że go to tylko ucieszy, bo wreszcie został zauważony. Nawet gdy go uderzysz, to przypuszczalnie uzna to za zabawę( chyba że zrobisz to bardzo mocno, ale katowanie psa to nie jest dobry sposób nauki). Mój motylek swego czasu robił coś takiego, że brał maskotkę albo gryzaka, wskakiwał na łóżko i ogryzał na samej krawędzi, niby przypadkiem strącając zabawkę, a czasem nawet ewidentnie popychał ją łapą czy nosem i zrzucał. A potem szczekał, dopóki ktoś mu nie podniósł. I znowu zrzucał. Jedynym sposobem było po prostu w ogóle nie zwracać na niego uwagi, nawet nie spojrzeć i przeczekać. Z czasem zrozumiał, że szczekanie nic nie da i przestał.
Gdy Werter jest sam na ogrodzie, trochę się nudzi. Kiedy wszystko obwącha, obsika, obszczeka okoliczne koty i przechodniów, a nie ma żadnych motyli do łowienia ani jabłek do ogryzania, to nie wie, co zrobić. Czeka, aż ktokolwiek wyjdzie do niego. Wtedy bardzo się cieszy, wynajduje jakiś kijek i rzuca pod nogi, by mu aportować. Oczywiście szczeka, jeśli się go ignoruje. Jeśli szczekanie nie podziała, to zaczyna ogryzać patyk, albo jeszcze gorzej, jakąś klamerkę. Ja wiem, że wtedy najlepiej od razu odwrócić się i pójść, ale pozostali członkowie rodziny boją się, że zrobi sobie krzywdę, zabierają mu przedmiot, rzucają i tylko utrwalają jego zachowanie.
Pappi, zwłaszcza, że to szczeniak, może być w nastroju do ciągłej zabawy( z przerwami na spanie i jedzenie), i jeśli mu jej nie zapewnisz, to sam sobie coś wynajdzie. Może jeśli będziesz wychodzić razem z nim na ogród, bawić się z nim w coś, co lubi, to nie będzie szczekał na kamień? A jeśli nawet zacznie, możesz go zacząć ignorować, zaprzestając zabawy, albo w ogóle zostawić samego. I wrócić, kiedy przestanie. Może nagrodzić, pobawić się jeszcze. Wydaje mi się, że szkolenie psów opiera się głównie na bodźcach: pozytywnych czy negatywnych. Kiedy pies robi źle, musi mu się to zacząć źle kojarzyć, zobaczyć, że to się nie opłaca( nie mówię, żeby go bić, czasem właśnie wystarczy zakończyć zabawę, pozbawić go swojego towarzystwa), albo trzeba mu dać tyle pomysłów na "grzeczną", nieszkodliwą zabawę, że nawet nie pomyśli o czymś innym. Bo po co, skoro ma lepsze zajęcie?
Oczywiście oduczenie psa utrwalonych zachowań wymaga czasem dużo czasu i cierpliwości.
[quote name='Hanover'] A co do Twojego porblemu z ubrankiem, to połóż mu je w legowisku, dawaj na nim jeść.[/QUOTE]
Będę próbowała przekonać Wertera, że ubranko kojarzy się z czymś miłym, ale obawiam się, że kładzenie w legowisku może nie pomóc, po prostu dlatego, że mój motylek nie ma jednego, stałego leża. Oto miejsca, w których lubi leżeć, w kolejności od najbardziej ulubionych: kolana( ale tylko wtedy, kiedy on ma ochotę), łóżka, a zwłaszcza poduszki moich rodziców, fotele, kocyk w kuchni, kocyk w pokoju, podłoga. O swoim kocyku w sypialni już dawno zapomniał( to moja mama wpadła na to, by robić mu legowiska w każdym pokoju, dlatego że lubi być przy nas i było jej żal, kiedy kładł się na podłogę). Położę kubraczek na jednym leżu, pójdzie na drugie.
A jak wsypię mu karmę na ubranko to pewnie w ogóle nie zje. Jak bardzo zgłodnieje może będzie ściągał z niego chrupki i rzucał nimi po podłodze. On nawet swojej miski nie znosi, nie wiem, dlaczego. Zje z niej dopiero wtedy, gdy jest bardzo głodny. Woli, gdy mu wysypać chrupki przed miskę, wtedy się nimi bawi i potem zjada. Kiedy był młodszy, był bardziej łasy na jedzenie, z niecierpliwością czekał na każdy posiłek, teraz najważniejsza jest zabawa. Na przykład kiedy świeci słońce i ma możliwość polowania na pyłki, przez wiele godzin nawet nie spojrzy na miskę. Jak jedzenie niezbyt mu pasuje, to już w ogóle, może cały dzień nie jeść.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Pappi z nami przebywa w ogrodzie, bawi się i aportuje, i tym swoim krzykiem an nikim nie robi wrażenia , my nie reagujemy, po prostu drze paszcze an kamień i już. A dla niego wydaje się być to najlepsza zabawa pod słońcem. Nie robi tego jak mu się nudzi. Zobaczymy moze tak ma, albo mu minie. U nas tez legowiska ma w kilku miejscach, na aprterze jedna poducha bo cały dół jest otwarty. W sypialni ma legowisko w którym śpi, i na pietrze również na otwartej przestrzeni ma wielką poduchę. Teraz kupiłam mu klatkę/ kennel, planuję zrobić z niej najlepszą norę pod słońcem. Jako że chcemy z nim jeździć na wakacje itp musi mieć swoje mobilne miejsce, które zawsze da mu schronienie i będzie robiło za dom. Dzisiaj nauka gwizdka i zapinania smyczy na spacerze poszła nawet nawet :)

mam nadzieję że z ubrankiem Wam się poprawi, nie chodziło mi dokładnie by karmić go z ubranka ale by towarzyszyło w miłych chwilach przy przysmakach itp.

My dalej walczymy z siusianiem... ale znaczy teren niemiłosiernie. Podsikuje co kilka kropel meble i nogi od krzeseł, budę kotów... A Werter jest kastratem? jak sobie radziliście z samczym dorastaniem?

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest papillonek
Tak moja sucza też jest szczekliwa i z tego powodu sąsiadka nasłała na nas nawet straż miejską ,na szczęęcie dogadaliśmy się z nią :)

Share this post


Link to post
Share on other sites
Papilonku widziałam galerię Soni, świetna. A Sonia piękna, piękna, piękna! Ma w sobie taką elegancję!


a jak z wystawami? planujecie coś, właśnie przejrzałam kilka opinii i egzemplarzach z hodowli z której posiadam Pappiego, i dostały oceny bardzo dobre i doskonałe, a ja sie martwiłam, ze włos nie taki, albo że głowa za duża. Martwi mnie waga, bo Pappi wazy dużo, wg innego hodowcy, ale może nie powinnam się przejmować, bo ten sam hodowca polecił mi również się go pozbyć i kupić nowego bez problemów (zaraz potem dodając niby mimochodem) my właśnie mamy pięknego wyedukowanego szczeniaka. Więc może nie powinnam słuchać opinii takiego człowieka.
ja mam z Pappim 2 problemy jeśli znajdę rozwiązanie na sikanie i znaczenie w domu i panaceum na atakowanie kotów, to będzie SUPER PSEM i zrobię mu medal.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Hanover gdzie ty się uchowałaś właścicielka papillonka i maniaczka szkolenia ;) możemy sobie podać dłonie szkoda że takich ludzi jest mało :(

To ja Angelka z watku o Papillonkach z Ever Spring mój poprzedni nick Angelka nie działa a administracja nie raczy nic z tym zrobić to stworzyłam sobie 2 konto.

Co do wagi tym sie nie martw papillon ma prawo mieć wagę do 5 kg moja Suri ma momentami do 5kg jak sobie pofolguje ale tak to jest 4,200- 4,500 specjalnie szukałam takiej wielkości, na wystawach świetnie sobie radzi :)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


Announcements

×
×
  • Create New...