bela51 Posted September 20, 2009 Posted September 20, 2009 :lol: Przez moment uwierzyłam, że w centrum Katowic rosnie las :evil_lol: Quote
BajkaB Posted September 20, 2009 Author Posted September 20, 2009 israel napisał(a): Rodzina, 3 osoby, bez małych dzieci, są dwa psiaki (jamnik i owczarek), dom, podwórko, własny lasek z rodziną jeży i łąki na spacery. Osoby niezbyt sympatyczne ale kochają psy. Sabunie pokochali, miłością wielką i prawdziwą, tak jak pozostałe psiaki i bardzo, bardzo chcieliby, żeby ich dom stał się jej domem. Trzeba by tylko przeprowadzić wizytę przedadopcyjną i sprawdzić czy spełniają warunki. Jeżeli ktoś byłby chętny, zapraszają. Od razu mogliby też podpisać umowę, gdyby się okazało, że zasługują na ten zaszczyt. Pozdrawiam Maciej Hmm,no coż..Trochę mnie martwi ten brak dzieci,ale myśłe,ze to kwestia przyszłości:evil_lol::evil_lol::evil_lol:.W kazdym razie ma troche czasu pomiędzy karmieniami 8 szczeniąt to jadę sprawdzić ten domek..Jak sie sprawdzi to moze i umowę od razu podpiszemy:evil_lol::evil_lol: Quote
BajkaB Posted September 23, 2009 Author Posted September 23, 2009 Co moze być lepszego dla psa niz włąsny domek?I kochajaca rodzinka?Chyba juz naprawde nic. Saba została oficjalnie adoptowana przez rodzinkę Israela.Jest tak szczęśliwa,ze az łezka kręci sie w oku. Sabuniu,bądź zawsze juz szczęśliwa. Joasiu,Macieju-dziękujemy [URL="http://www.fotosik.pl"][IMG]http://images43.fotosik.pl/202/1862ace033d120e8med.jpg[/IMG][/URL] [URL="http://www.fotosik.pl"][IMG]http://images43.fotosik.pl/202/edf00b5ef95e99famed.jpg[/IMG][/URL] [URL="http://www.fotosik.pl"][IMG]http://images42.fotosik.pl/114/e0bac93c038aaa15med.jpg[/IMG][/URL] Quote
__Lara Posted September 23, 2009 Posted September 23, 2009 [quote name='bela51']:lol: Przez moment uwierzyłam, że w centrum Katowic rosnie las :evil_lol:[/quote] Bo Katowice są naprawdę bardzo zalesione :p jedno z najbardziej zalesionych miast w Polsce :cool3: Ale super wieści :loveu: Sabunia ma nową rodzinkę :loveu::loveu::loveu: Quote
a.piurek Posted September 23, 2009 Posted September 23, 2009 Super, Joanno I macieju chylę pokornie czoło. Dzięki wielkie za Wasze serca:loveu: Quote
israel Posted September 23, 2009 Posted September 23, 2009 Trochę to samolubne z naszej strony, że ni pozwoliliśmy Sabuni szukać lepszego domku ;) Bardzo będziemy się starać, żeby nigdy nie żałowała tej decyzji. To bardzo mądra sunia - w niedzielę, po wyjeździe Pani Edyty wyszukała sobie miejsce w łóżku :D Quote
bela51 Posted September 24, 2009 Posted September 24, 2009 Myśle, że chyba nigdzie nie znalazłaby lepszego domu niż Wasz:loveu: :multi: Quote
a.piurek Posted September 24, 2009 Posted September 24, 2009 [quote name='bela51']Myśle, że chyba nigdzie nie znalazłaby lepszego domu niż Wasz:loveu: :multi:[/quote] podpisuję się pod tym całym sercem Quote
israel Posted October 2, 2009 Posted October 2, 2009 Niestety nie mam dobrych informacji... Sabunia nam się rozchorowała. 3 dni temu, po powrocie ze spaceru, zauważyliśmy, że liże miejsce po łapce. Sprawdziliśmy - było tam małe zadrapanie ale skóra nie była przecięta. Na wszelki wypadek przemyliśmy ranę. Rano wyglądało dobrze, niestety w ciągu dnia, Sabunia to wylizała. Pojechaliśmy do veta, okazało się, pod skórą zrobił jej się ropień. Dlatego zaczęła rozlizywać. Dostała zastrzyki, maść do smarowania, jutro jedziemy do kontroli. Jeżeli będzie się dobrze goić, to super, jeżeli nie będzie trzeba rozciąć, wyczyścić i pozszywać na nowo :( Bardzo się o nią martwimy. Dodatkowym problemem jest to, że to miejsce trzeba jakoś zabezpieczyć. Sabunia jest bardzo energiczna, często upada, uderza się i stąd pewnie ten ropień. Myśleliśmy o specjalnych szelkach, z grubszą podkładką w tym miejscu - jak nakolanniki, może to by się sprawdziło. Z tym, że musiałaby w nich chodzić stale. Na razie chodzi w siatce opatrunkowej z grubym podkładem z gazy. Niestety nie sprawdza się to zbyt dobrze. Ciągle się przesuwa no i Sabunia nie jest zachwycona i próbuje się rozbierać. Nie wiemy czy takie coś da się uszyć, jak sie to sprawdzi - może ktoś ma jakieś doświadczenie albo inny pomysł? Wszystkie sugestie bardzo mile widziane. Musimy szybko coś zorganizować. Quote
bela51 Posted October 2, 2009 Posted October 2, 2009 To rzeczywiście niedobrze:-( Mam taki pomysł. Czy nie zdałby egzaminu taki psi kubraczek, czy tez płaszczyk z zaszytym otworem, tam gdzie nie ma łapki? Może dałoby sie dostosować takie ubranko, aby miejsce po łapce bylo zabezpieczone? Może ktoś podda jeszcze inny pomysł? Quote
israel Posted October 4, 2009 Posted October 4, 2009 Niestety kubraczek raczej się nie sprawdzi.. Sabunia musi chodzić w tym ciągle, a u nas w domu jest dość ciepło ;) Na razie wymyśliliśmy coś takiego: Sabuni nie bardzo się podoba, jak tylko ma wolną chwilę, próbuje się rozbierać ;) Na szczęście, pewna osoba obdarzona niezwykłym talentem zgodziła się uszyć dla Sabuni specjalne szelki. Wczoraj byliśmy na wizycie kontrolnej, na razie nie jest najgorzej. Rana oczyszcza się. Na pewno nie boli, pan doktor, gruntownie ją wymacał i Sabunia nie protestowała zbyt energicznie. Mamy smarować maścią, jeszcze przez 10 dni. Miejmy nadzieję, że wszystko ładnie się oczyści i zagoi i nie będzie trzeba tego rozcinać. Sabunia bardzo, bardzo cieszyła się, kiedy wracaliśmy do domu ;) Quote
__Lara Posted October 4, 2009 Posted October 4, 2009 :loveu: Sabunia widać, że dochodzi do siebie :loveu: Quote
israel Posted October 12, 2009 Posted October 12, 2009 Sabunia od dziś posiada nowe, piękne szelki :) Szelki wykonała nieoceniona Taks za co serdecznie dziękujemy! Niestety nie mamy dobrych informacji :( Byliśmy dziś na kontroli, rana co prawda wygląda lepiej, ale i tak konieczna będzie operacja. Już jesteśmy w stresie, bardzo się martwimy czy wszystko się uda i nie będzie komplikacji. Sabunia tradycyjnie zdobyła nowych fanów, wszyscy się nią zachwycają, mówią dużo komplementów i każdy chce ją pogłaskać. Na razie ma świetny humor - nie wie o czym rozmawialiśmy z Pane doktorem - na szczęście... Quote
bela51 Posted October 12, 2009 Posted October 12, 2009 Trzymam mocno kciuki za przebieg operacji. Sabunia jest piękna, nowe szelki też.:loveu: I oczekujemy wieści, samych dobrych oczywiście. Quote
__Lara Posted October 12, 2009 Posted October 12, 2009 Oczywiście, że trzymamy kciuki :loveu: jamniczek jest w tle :loveu::loveu::loveu: Quote
BajkaB Posted October 13, 2009 Author Posted October 13, 2009 Szelki pierwsza klasa! Martwi mnie stan po amputowanej łapce,ale jełśi zabieg bedzie konieczny,trudno.Oby tylko potem juz było dobrze Quote
a.piurek Posted October 13, 2009 Posted October 13, 2009 my też trzymamy kciuki bardzo bardzo mocno:loveu::loveu::loveu: Quote
Dea Posted October 14, 2009 Posted October 14, 2009 Ja też, Sabcia trzymaj się! Israel trzeba Cię jakoś wspomóc na tą operację? Quote
zakompleksiony Posted September 30, 2011 Posted September 30, 2011 Witam! Wczoraj mój pies został potrącony przez samochód. Stało to się około godz. 9, znalazłem ją dopiero po godz. 16. Pierwsze wrażenie masakryczne. Tylna lewa łapa została zmiażdżona. Miała złamanie otwarte, kość piszczelowa była do połowy obwodu "zjechana", brak mięśni i ścięgien. Widok przerażający! Suczka była przytomna, próbowała wstawać, ale jej nie wychodziło. Pierwsze co, od razu zadzwoniłem do weterynarza i powiedziałem, jak to mniej więcej wygląda. Weterynarza nie było w lecznicy, dopiero około godz. 20 pojechałem z psem do lecznicy. Słowa weterynarza brzmiały jednoznacznie: "Pozostaje amputacja albo uśpienie!". Wybraliśmy amputacje, która była jedynym "dobrym" rozwiązaniem (dla pieska nie było to przyjemne przeżycie, ja nie byłem w stanie odebrać jej życia). Lekarz mówił, że kiepsko to widzi. Obrażenia są mocne, nie wiadomo czy nie będzie się paprać, jeśli tak, to nie ma po co męczyć jej - pozostanie wtedy uśpienie. Operacja trwała ponad godzinę, byłem cały czas przy niej i przyglądałem się na jej obrażenia. Weterynarz miał dużo problemów z łapką z powodu obumarcia tkanek, większość skóry była obumarła, dlatego trzeba było odcinać duże fragmenty. Miała założone kilkanaście szwów, wszystkie były zakładane podwójnie ze względu na brak skóry, która wiązała się z mocnym naciągnięciem i na pewno strasznym bólem dla psa. Lekarz kończył zakładać ostatnie szwy, a suczka pomału budziła się z narkozy. Biedna posikała się z bólu. Po powrocie do domu była jeszcze "oszołomiona", ale pomału reagowała na mój głos, ale widać było, że strasznie cierpi. Dzisiaj po powrocie ze szkoły, psiak był w innym miejscu, podniosła się, po czym zrobiła kilka kroków i usiadła. Prawą nóżkę też ma trochę potłuczoną, stąd taki duży wysiłek i ogromny ból. Pies ma porobione drobne szczeliny pomiędzy szwami, z których nadal wydobywa się w małych ilościach krew. Lekarz mówił, że tak powinno być. Noga jest zaczerwieniona i ma duży obrzęk. Pomału zaczyna nieprzyjemnie pachnieć. Lekarz powiedział, iż zależy czy będzie próbować wstawać i czy noga będzie się nieco goić, wtedy jest nadzieja, że wszystko będzie zmierzało ku najlepszej drodze. Niestety widzę, że pies naprawdę strasznie cierpi. Podaję jej dwa razy dziennie tabletki przeciwbólowe, które przyjmuje normalnie, pije wodę i przyjmuje pokarm w małych ilościach. Wg mnie wszystko idzie ku dobrej drogi, gorzej wygląda noga. Jutro, czyli w sobotę, jestem umówiony z weterynarzem. Ma ocenić stan psa i podać jakieś antybiotyki i zadecydować, czy jest szansa, że wyzdrowieje. Chciałbym dowiedzieć się od Was czy mieliście podobny problem i jak wyglądało dalsze leczenie? Pozdrawiam i liczę na wyrozumiałość, trzymajmy razem kciuki, aby psiak wyzdrowiał! Quote
bela51 Posted October 1, 2011 Posted October 1, 2011 Na wątku Saby juz dawno nikt sie nie odzywał. Mam nadzieje, ze otrzymasz odpowiedz na Twe pytania. Ja jestem zmartwiona tym, ze tak dlugo czekales z zawiezieniem psa do weterynarza i dlaczego nie został w lecznicy? Na pewno w takiej sytuacji potrzebna jest stala opieka weterynaryjna, silne srodki przeciwbolowe. Same tabletki to na pewno za mało. Trzymam kciuka za zdrowie Twojego pieska. Quote
zakompleksiony Posted October 2, 2011 Posted October 2, 2011 To, że zwlekałem z zawiezieniem psa nie było z mojej winy, weterynarz był rzekomo zajęty. Wczoraj, gdy wstałem rano zauważyłem, że szwy rozerwały się i bez wahania zadzwoniłem po weterynarza. Jego przyjazd trwał kilka godzin, nie śpieszył się. Teraz mogę obwiniać siebie i jego za to, że pies odszedł. Po przyjeździe do domu, weterynarz stwierdził, że sprawdziły się jego wcześniejsze podejrzenia. "Nic nie da się zrobić, noga w środku gnije, wdała się jakaś gangrena". Był to straszny cios prosto w serce. Musieliśmy podjąć ważną decyzję. Pies czuł się naprawdę dobrze, gorzej wyglądała noga. Lekarz powiedział: "że teraz jeszcze nie odczuwa tego bólu aż tak mocno, za kilka dni będzie znacznie gorzej, że wszystko wda się głębiej do środka. Więc po co męczyć ją i siebie?". To było wstrząsające, leżałem obok niej i ryczałem. Przyjaciel, z którym dojrzewałem miałby mnie teraz opuścić? To jest wykluczone. Niestety wg lekarza i rodziców było to jedyne słuszne rozwiązanie. Wydaje mi się, że Punia - bo tak się wabiła, czuła, że jest coś nie tak. Nie chciałem jej stresować, chociaż byłoby to raczej nieuniknione. Pojechałem z rodzicami do lecznicy. Najukochańszy przyjaciel dostał narkozę, cały czas byłem przy niej, patrzyliśmy sobie w oczy. Gdy zasnęła, lekarz wyprosił nas na korytarz. Chciałem zostać przy niej. Podał jej zastrzyk do eutanazji, po czym przyszedł do nas i powiedział, że musimy jeszcze chwilę poczekać, że dla niego samego jest to nieprzyjemne. Gdy się z nią żegnałem uroniłem tylko parę łez. Po wydaniu nam zwłok, pojechaliśmy zakopać ją w miejsce, w którym zawsze z nią chodziłem. Wybrałem miejsce na zboczu góry z dużym drzewem. Do dołu wrzuciłem jej moją koszulkę, na której wcześniej miała położoną główkę. Jej smycz i coś od siostry. Została pochowana w miejscu, w którym coś się zaczyna i kończy. Będzie miała ładny wchód i zachód słońca. Dodając ten komentarz cały czas płacę i nie mogę odnaleźć się. W domu wszystko przypomina mi jej istnienie. Nie wyobrażam sobie dalszego życia bez niej... Quote
bela51 Posted October 2, 2011 Posted October 2, 2011 Bardzo Ci wspólczuje.:-( Nie odwrocimy juz tego co sie stało. Niemniej mysle, ze w znacznej mierze wine nalezy przypisac weterynarzowi, ktory nie zająl sie psem tak, jak wymagała tego ta powazna sytuacja. Rozumiem, ze chyba nie miałes wyboru, skoro powierzyles sunie jego opiece ? Nie było w okolicy innego lekarza ? Zreszta to w tej chwili nie ma znaczenia. Trzymaj sie, na pewno ból kiedys minie i byc moze bedziesz miał kolejnego psiego przyjaciela. Nie powierzałabym juz jego zdrowia w rece tego pana. Naprawde, bardzo, bardzo mi przykro.:-( Odezwij sie jeszcze, prosze. Quote
ANETTTA Posted October 2, 2011 Posted October 2, 2011 [quote name='zakompleksiony']To, że zwlekałem z zawiezieniem psa nie było z mojej winy, weterynarz był rzekomo zajęty. Wczoraj, gdy wstałem rano zauważyłem, że szwy rozerwały się i bez wahania zadzwoniłem po weterynarza. Jego przyjazd trwał kilka godzin, nie śpieszył się. Teraz mogę obwiniać siebie i jego za to, że pies odszedł. Po przyjeździe do domu, weterynarz stwierdził, że sprawdziły się jego wcześniejsze podejrzenia. "Nic nie da się zrobić, noga w środku gnije, wdała się jakaś gangrena". Był to straszny cios prosto w serce. Musieliśmy podjąć ważną decyzję. Pies czuł się naprawdę dobrze, gorzej wyglądała noga. Lekarz powiedział: "że teraz jeszcze nie odczuwa tego bólu aż tak mocno, za kilka dni będzie znacznie gorzej, że wszystko wda się głębiej do środka. Więc po co męczyć ją i siebie?". To było wstrząsające, leżałem obok niej i ryczałem. Przyjaciel, z którym dojrzewałem miałby mnie teraz opuścić? To jest wykluczone. Niestety wg lekarza i rodziców było to jedyne słuszne rozwiązanie. Wydaje mi się, że Punia - bo tak się wabiła, czuła, że jest coś nie tak. Nie chciałem jej stresować, chociaż byłoby to raczej nieuniknione. Pojechałem z rodzicami do lecznicy. Najukochańszy przyjaciel dostał narkozę, cały czas byłem przy niej, patrzyliśmy sobie w oczy. Gdy zasnęła, lekarz wyprosił nas na korytarz. Chciałem zostać przy niej. Podał jej zastrzyk do eutanazji, po czym przyszedł do nas i powiedział, że musimy jeszcze chwilę poczekać, że dla niego samego jest to nieprzyjemne. Gdy się z nią żegnałem uroniłem tylko parę łez. Po wydaniu nam zwłok, pojechaliśmy zakopać ją w miejsce, w którym zawsze z nią chodziłem. Wybrałem miejsce na zboczu góry z dużym drzewem. Do dołu wrzuciłem jej moją koszulkę, na której wcześniej miała położoną główkę. Jej smycz i coś od siostry. Została pochowana w miejscu, w którym coś się zaczyna i kończy. Będzie miała ładny wchód i zachód słońca. Dodając ten komentarz cały czas płacę i nie mogę odnaleźć się. W domu wszystko przypomina mi jej istnienie. Nie wyobrażam sobie dalszego życia bez niej...[/QUOTE] rozumeim twój ból ..... przykro mi ale najlepiej taki ból koi przygarniecie kolejnejbidy a tu u nas ich mase ja wiem brutalnie to zabrzmiało ale to prawda Quote
zakompleksiony Posted October 2, 2011 Posted October 2, 2011 Nie wiem, co mam myśleć. Może coś zmieniłoby się, gdybym miał nowego psa? Starałbym się zapomnieć o tym wszystkim, ale pamiętając o niej. Proszę, pomóżcie i chociaż trochę wczujcie się w moją sytuację... Co zrobilibyście na moim miejscu? Quote
ANETTTA Posted October 2, 2011 Posted October 2, 2011 [quote name='zakompleksiony']Nie wiem, co mam myśleć. Może coś zmieniłoby się, gdybym miał nowego psa? Starałbym się zapomnieć o tym wszystkim, ale pamiętając o niej. Proszę, pomóżcie i chociaż trochę wczujcie się w moją sytuację... Co zrobilibyście na moim miejscu?[/QUOTE] daj nowemu psiakowi nowy dom by był szczęsliwy jak twój psiak czy tego by chciał twój pies ....gdyby mógł mówić ...mysle że tak nie szukaj na targu w pseudohodowlach ......poszukaj moze u nas tutaj .....na dogo psie tragedie ...same pięknosci duże i małe rude i czarnuchy a nawet łaciate młode i starsze ........ przemyśl daj sobie kilka dni 2-3 i zajrzyj do nas poszukaj tutaj uratuj .... odzyskasz przyjaciela Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.