Witam! Wczoraj mój pies został potrącony przez samochód. Stało to się około godz. 9, znalazłem ją dopiero po godz. 16. Pierwsze wrażenie masakryczne. Tylna lewa łapa została zmiażdżona. Miała złamanie otwarte, kość piszczelowa była do połowy obwodu "zjechana", brak mięśni i ścięgien. Widok przerażający! Suczka była przytomna, próbowała wstawać, ale jej nie wychodziło. Pierwsze co, od razu zadzwoniłem do weterynarza i powiedziałem, jak to mniej więcej wygląda. Weterynarza nie było w lecznicy, dopiero około godz. 20 pojechałem z psem do lecznicy. Słowa weterynarza brzmiały jednoznacznie: "Pozostaje amputacja albo uśpienie!". Wybraliśmy amputacje, która była jedynym "dobrym" rozwiązaniem (dla pieska nie było to przyjemne przeżycie, ja nie byłem w stanie odebrać jej życia). Lekarz mówił, że kiepsko to widzi. Obrażenia są mocne, nie wiadomo czy nie będzie się paprać, jeśli tak, to nie ma po co męczyć jej - pozostanie wtedy uśpienie. Operacja trwała ponad godzinę, byłem cały czas przy niej i przyglądałem się na jej obrażenia. Weterynarz miał dużo problemów z łapką z powodu obumarcia tkanek, większość skóry była obumarła, dlatego trzeba było odcinać duże fragmenty. Miała założone kilkanaście szwów, wszystkie były zakładane podwójnie ze względu na brak skóry, która wiązała się z mocnym naciągnięciem i na pewno strasznym bólem dla psa. Lekarz kończył zakładać ostatnie szwy, a suczka pomału budziła się z narkozy. Biedna posikała się z bólu. Po powrocie do domu była jeszcze "oszołomiona", ale pomału reagowała na mój głos, ale widać było, że strasznie cierpi. Dzisiaj po powrocie ze szkoły, psiak był w innym miejscu, podniosła się, po czym zrobiła kilka kroków i usiadła. Prawą nóżkę też ma trochę potłuczoną, stąd taki duży wysiłek i ogromny ból. Pies ma porobione drobne szczeliny pomiędzy szwami, z których nadal wydobywa się w małych ilościach krew. Lekarz mówił, że tak powinno być. Noga jest zaczerwieniona i ma duży obrzęk. Pomału zaczyna nieprzyjemnie pachnieć. Lekarz powiedział, iż zależy czy będzie próbować wstawać i czy noga będzie się nieco goić, wtedy jest nadzieja, że wszystko będzie zmierzało ku najlepszej drodze. Niestety widzę, że pies naprawdę strasznie cierpi. Podaję jej dwa razy dziennie tabletki przeciwbólowe, które przyjmuje normalnie, pije wodę i przyjmuje pokarm w małych ilościach. Wg mnie wszystko idzie ku dobrej drogi, gorzej wygląda noga. Jutro, czyli w sobotę, jestem umówiony z weterynarzem. Ma ocenić stan psa i podać jakieś antybiotyki i zadecydować, czy jest szansa, że wyzdrowieje. Chciałbym dowiedzieć się od Was czy mieliście podobny problem i jak wyglądało dalsze leczenie? Pozdrawiam i liczę na wyrozumiałość, trzymajmy razem kciuki, aby psiak wyzdrowiał!