Jump to content
Dogomania

zakompleksiony

Members
  • Posts

    7
  • Joined

  • Last visited

zakompleksiony's Achievements

Newbie

Newbie (1/14)

10

Reputation

  1. Witajcie. Moje poczucie humoru poprawiło się za sprawą Jessy. ;) Rodzice kupili mi pięciomiesięcznego pekińczyka. Piesek jest cudowny, umaszczenie rude, podpalane. Mała jest świetna. Mam ją trzy dni, niestety dzisiaj na rano zaczęła wymiotować, ma rozwolnienie i brak apetytu, pije tylko wodę. Byłem z nią u weterynarza, który był tutaj wspomniany i obwiniany za śmierć mojego wcześniejszego psa. Wahałem się z pójściem do niego, straciłem zaufanie. Podał Jessy dwa zastrzyki i tabletkę na odrobaczenie, chociaż została już odrobaczona 8 sierpnia. Na rano w misce z wodą znalazłem glistę. Pierwszy zastrzyk był przeciwzapalny, drugi natomiast miał przywrócić apetyt. Lekarz stwierdził, że pies ma "jakiś" stan zapalny. Spowodowany być może zmianą otoczenia, warunków pogodowych, odebraniem od matki, teoretycznie jest to normalna rzecz. Sam osobiście uważa, że pies jest znacznie przeziębiony. Ma zaczerwienione i załzawione oczy, z noska wydziela jej się wydzielina. O dziwo nie kicha i nie kaszle. Wczoraj wykąpaliśmy ją i może z tego powodu przeziębiła się, może za szybko wyszliśmy z nią na dwór. Nie wiem, co mam robić. Zamartwiam się, może niepotrzebnie? Nie chcę przeżywać ponownie utraty psa. Prosiłbym o pomoc, może ktoś z Was miał podobny problem? [IMG]http://www.facebook.com/#%21/photo.php?fbid=184720651605212&set=a.184720648271879.44614.100002018368328&type=1&theater[/IMG]
  2. Zdecydowaliśmy się na jakiegoś małego. Może pinczer, cociel spaniel. Chcielibyśmy małego szczeniaka. Najlepiej zdrowego, bo nie chcielibyśmy przechodzić znowu przez to, co niedawno.
  3. Rodzice chcieliby jakiegoś małego. Może pinczer? nie bardzo mogę się "połapać" na tym forum, więc gdyby mogła mi Pani pomóc, byłbym wdzięczny.
  4. Nie wiem, co mam myśleć. Może coś zmieniłoby się, gdybym miał nowego psa? Starałbym się zapomnieć o tym wszystkim, ale pamiętając o niej. Proszę, pomóżcie i chociaż trochę wczujcie się w moją sytuację... Co zrobilibyście na moim miejscu?
  5. To, że zwlekałem z zawiezieniem psa nie było z mojej winy, weterynarz był rzekomo zajęty. Wczoraj, gdy wstałem rano zauważyłem, że szwy rozerwały się i bez wahania zadzwoniłem po weterynarza. Jego przyjazd trwał kilka godzin, nie śpieszył się. Teraz mogę obwiniać siebie i jego za to, że pies odszedł. Po przyjeździe do domu, weterynarz stwierdził, że sprawdziły się jego wcześniejsze podejrzenia. "Nic nie da się zrobić, noga w środku gnije, wdała się jakaś gangrena". Był to straszny cios prosto w serce. Musieliśmy podjąć ważną decyzję. Pies czuł się naprawdę dobrze, gorzej wyglądała noga. Lekarz powiedział: "że teraz jeszcze nie odczuwa tego bólu aż tak mocno, za kilka dni będzie znacznie gorzej, że wszystko wda się głębiej do środka. Więc po co męczyć ją i siebie?". To było wstrząsające, leżałem obok niej i ryczałem. Przyjaciel, z którym dojrzewałem miałby mnie teraz opuścić? To jest wykluczone. Niestety wg lekarza i rodziców było to jedyne słuszne rozwiązanie. Wydaje mi się, że Punia - bo tak się wabiła, czuła, że jest coś nie tak. Nie chciałem jej stresować, chociaż byłoby to raczej nieuniknione. Pojechałem z rodzicami do lecznicy. Najukochańszy przyjaciel dostał narkozę, cały czas byłem przy niej, patrzyliśmy sobie w oczy. Gdy zasnęła, lekarz wyprosił nas na korytarz. Chciałem zostać przy niej. Podał jej zastrzyk do eutanazji, po czym przyszedł do nas i powiedział, że musimy jeszcze chwilę poczekać, że dla niego samego jest to nieprzyjemne. Gdy się z nią żegnałem uroniłem tylko parę łez. Po wydaniu nam zwłok, pojechaliśmy zakopać ją w miejsce, w którym zawsze z nią chodziłem. Wybrałem miejsce na zboczu góry z dużym drzewem. Do dołu wrzuciłem jej moją koszulkę, na której wcześniej miała położoną główkę. Jej smycz i coś od siostry. Została pochowana w miejscu, w którym coś się zaczyna i kończy. Będzie miała ładny wchód i zachód słońca. Dodając ten komentarz cały czas płacę i nie mogę odnaleźć się. W domu wszystko przypomina mi jej istnienie. Nie wyobrażam sobie dalszego życia bez niej...
  6. Witam! Wczoraj mój pies został potrącony przez samochód. Stało to się około godz. 9, znalazłem ją dopiero po godz. 16. Pierwsze wrażenie masakryczne. Tylna lewa łapa została zmiażdżona. Miała złamanie otwarte, kość piszczelowa była do połowy obwodu "zjechana", brak mięśni i ścięgien. Widok przerażający! Suczka była przytomna, próbowała wstawać, ale jej nie wychodziło. Pierwsze co, od razu zadzwoniłem do weterynarza i powiedziałem, jak to mniej więcej wygląda. Weterynarza nie było w lecznicy, dopiero około godz. 20 pojechałem z psem do lecznicy. Słowa weterynarza brzmiały jednoznacznie: "Pozostaje amputacja albo uśpienie!". Wybraliśmy amputacje, która była jedynym "dobrym" rozwiązaniem (dla pieska nie było to przyjemne przeżycie, ja nie byłem w stanie odebrać jej życia). Lekarz mówił, że kiepsko to widzi. Obrażenia są mocne, nie wiadomo czy nie będzie się paprać, jeśli tak, to nie ma po co męczyć jej - pozostanie wtedy uśpienie. Operacja trwała ponad godzinę, byłem cały czas przy niej i przyglądałem się na jej obrażenia. Weterynarz miał dużo problemów z łapką z powodu obumarcia tkanek, większość skóry była obumarła, dlatego trzeba było odcinać duże fragmenty. Miała założone kilkanaście szwów, wszystkie były zakładane podwójnie ze względu na brak skóry, która wiązała się z mocnym naciągnięciem i na pewno strasznym bólem dla psa. Lekarz kończył zakładać ostatnie szwy, a suczka pomału budziła się z narkozy. Biedna posikała się z bólu. Po powrocie do domu była jeszcze "oszołomiona", ale pomału reagowała na mój głos, ale widać było, że strasznie cierpi. Dzisiaj po powrocie ze szkoły, psiak był w innym miejscu, podniosła się, po czym zrobiła kilka kroków i usiadła. Prawą nóżkę też ma trochę potłuczoną, stąd taki duży wysiłek i ogromny ból. Pies ma porobione drobne szczeliny pomiędzy szwami, z których nadal wydobywa się w małych ilościach krew. Lekarz mówił, że tak powinno być. Noga jest zaczerwieniona i ma duży obrzęk. Pomału zaczyna nieprzyjemnie pachnieć. Lekarz powiedział, iż zależy czy będzie próbować wstawać i czy noga będzie się nieco goić, wtedy jest nadzieja, że wszystko będzie zmierzało ku najlepszej drodze. Niestety widzę, że pies naprawdę strasznie cierpi. Podaję jej dwa razy dziennie tabletki przeciwbólowe, które przyjmuje normalnie, pije wodę i przyjmuje pokarm w małych ilościach. Wg mnie wszystko idzie ku dobrej drogi, gorzej wygląda noga. Jutro, czyli w sobotę, jestem umówiony z weterynarzem. Ma ocenić stan psa i podać jakieś antybiotyki i zadecydować, czy jest szansa, że wyzdrowieje. Chciałbym dowiedzieć się od Was czy mieliście podobny problem i jak wyglądało dalsze leczenie? Pozdrawiam i liczę na wyrozumiałość, trzymajmy razem kciuki, aby psiak wyzdrowiał!
×
×
  • Create New...