Jump to content
Dogomania

Czy macie w domu to cudeńko-czyli Yorka???  

798 members have voted

  1. 1. Czy macie w domu to cudeńko-czyli Yorka???



Recommended Posts

Posted

Aniu,
tak jak pisałam wcześniej - rażą mnie takie dyskusje i jest mi zwyczajnie przykro gdy ktoś używa słowa kundel/kundelek itp. Tak po prostu czuję i dlatego staram się nie brać w takich dyskusjach udziału .
Dlatego nieważne o kim się pisze, czy sie wymienia personalnie czy nie.. po prostu robi mi się przykro.
Tak, mam psa bez papierów ale wiem czemu nie ma papierów, wiem jacy są jego rodzice i że mają rodowody. Jak dla mnie powinno być tak jak niektórych krajach: rodzice mają rodowód to i szczeniaki maja rodowód i nie trzeba ich wystawiać by zyskać hodowlankę.
To tyle.

  • Replies 54
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

sprzeczki sprzeczkami,a ja zkorzystam z topiku i opowiem Wam moją historię :lol:
A wiec o yorku marzyłam od zawsze,ale ze względu na cenę tej rasy nie mogłam sobie pozwolic na takiego psiutka...przez mój dom przewijały się różne zwierzaczki....królik,szczórki,ba!nawet perski kot.Az pwnego razu,gdy byliśmy na wystawie psów rasowych(na która podstępnie zaciągnęłam moja połówkę :evilbat: )naoglądałam się tyle yorków...nic nie mówiłam,bo jakze mogłabym chcieć takiego drogiego psa :cry: Wieczorem przytulona do męzczyzny życia cicho otarłam łze z policzka.Nastąpiło pytanie co się stało itd i wyszlochałam ze chciałabym takiego pieseczka.Ja,dorosła kobieta,matka płakałam jak bóbr.Następnego dnia zaczęło się poszukiwanie w gazecie suczki.Oczywiscie bez rodowodu(nie mieszkałam wtedy jeszcze ze swoją połówką,wiec jak mogłam wymagac jako prezent psa z rodowodem?)W Warszawie nigdzie suczki nie było,najbliższa dziewczynka czekała na mnie oddalona o 150km,chyba ze wstrzymałabym się 3 dni jak hodowca bedzie jechał do wawy..Jakze mogłam sie wstrzymac?No jak?Kupiliśmy NASZĄ Feti czesciowo za dolary(bo zbrakło nam gotówki!Cena była jak na psa bez rodowodu horendalna i pan wykorzystał fakt ze przyjechalismy taki kawał drogi-nieopóscił złamanego grosza!)Feti dzis to wesoły piesek,ale w początkowe leczenie wydaliśmy duzo pieniędzy,bo jak się okazało pies miał swierzba skórnego i łysiał,miał zapalenie uszu a teraz w pózniejszym wieku(ma teraz 16 mies)ujawniła się wrodzona wada z tchawicą,Feti poprostu dostaje strasznego kaszlu i się dusi.Straszne to!

Posted

czeka Ją i Nas oczywiscie operacja.Hodwoca zmienił numer chyba zaraz po jej sprzedazy,bo w telefonie grzmiał sygnał "nie ma takiego numeru" . Fetunia tak zawojowała nasz swiat,ze na drugą suczkę nie musiałam nazeczonego namawiać.To On zdecydował,ze bedzie z rodowodem.Zbieralismy 3 miesiące i tak w domu pojawiła się Gumisia.Yorkowa choroba rozprzestrzeniła się znacznie,bo otóz od kilku tygodni mieszka z nami tzrecia suczka z rodowodem Miami-ja kupiłam sobie sama!I Gumisia i Miami są zdrowiutkie,wesołe,nie ma z nimi żadnych zdrowotnych problemów.Zazdroszczę ludziom którzy kupili pieski nierodowodowe i mają zdrowe zwierzęta.To ważne,bo niewyobrażam sobie takiej chwili w zyciu ze musiałabym rozstac sie na zawsze z którąkolwiek z moich suniek.Tej rasy nie da się nie kochać.

Posted

Edyto, współczuję Wam i życzę dużo zdrówka dla Fetusi. Ja na Twoim miejscu nie odpuściłabym człowiekowi i pokwapiła się nawet te 150 km...

Yorki-na ich nieszczęście-to bardzo popularna i bardzo zepsuta rasa, mająca chyba najwięcej zdiagnozowanych jednostek chorobowych. :cry: Dlatego barbarzyństwem jest rozmnażanie nierasowych zwierząt i dopuszczanie malutkich suczek, żeby uzyskać jak najmniejsze potomostwo. :-?

  • 1 year later...
Posted

Wszystkie historie są piękne...
A przy niektórych strasznie się wzruszyłam :placz:

Cóż- to może w skrócie opowiem jak było ze mną :cool3:

Od zawsze kochałam zwierzęta. W dzieciństwie miałam dosłownie wszystko- królika, świnki morskie, chomiki, myszki, papugi, żółwika, szynszyle, etc.
Ale zawsze najbardziej kochałam psy.
Pewnego dnia (miałam może 6 lat) szłam z mamą przez miasto i w kartoniku zobaczyłyśmy śliczne szczeniaki (kundelki). Mama powiedziała "kupimy sobie pieska?" , ja tylko pokiwałam głową i tak pierwszy piesek znalazł się w moim domu... Niestety- byłam wtedy za mała i bałam się szczeniaka... Toteż gdy rodzice wychodzili z domu, ja szłam z nimi bo nie chciałam zostać z nim, a nie wszędzie mogliśmy go zabrać...
Pewnego wieczoru wyszliśmy na dłużej. Sarę zostawiliśmy na przedpokoju(rozłożyliśmy kocyk, zostawiliśmy miskę z wodą i jedzeniem). Gdy wróciliśmy tapety w całym przedpokoju były oberwane, a wśród strzępków było pełno rozlanej wody, sików i kupek. A wśród tego wszystkiego stała Sara machając ogonkiem. Mama się wkurzyła i tego samego dnia Sara zniknęła z naszego domu. Smutno mi było ale co mogłam zrobić...

Po paru latach zamieszkałam u babci. Zobaczyłam gdzieś w necie yorki i zakochałam się!! Niestety- moja babcia zawsze mówiła stanowcze "nie" gdy tylko próbowałam zacząć temat psa w domu...
Wiadomo- starsza osoba- była zdania że pies mógłby być gdybyśmy mieszkali w domu z ogrodem a nie w bloku (choć mamy 4 spore pokoje)...

Ale ja kochałam psy strasznie mocno...
Nic więc dziwnego że gdy sąsiadka (miała dwa kundelki) prosiła o opiekę gdy wyjeżdżała na weekend- nie wahałam się ani chwili. Spędzałam wtedy z tymi psiakami cały weekend- z chęcią wyprowadzałam je na spacery i uwielbiałam zasypiać z nimi :)

Dalej myślałam o yorkach. Dużo czytałam (m.in. dogomanie) ;)
Pewnego dnia znalazłam w internecie ogłoszenia że pani z mojego miasta ma do sprzedania szczeniaka yorka. SUCZKĘ! A ja tak chciałam sunie!
Pojechałam tylko ją zobaczyć bo wiedziałam że babcia ma dużo do powiedzenia i jak się nie zgodziła to nic nie poradzę. Ale gdy zobaczyłam jej mamusie i ją- puszystą kuleczkę już byłam pewna- będzie moja! Pani (choć nie ma hodowli) okazała się bardzo miła i pomocna- wszystko mi wytłumaczyła i zabrała mnie też na krótki spacer z pieskami żebym zobaczyła jak ładnie sunia umie już chodzić na smyczy :)
Umówiłam się z właścicielką na następny tydzień. W tym czasie chciałam babcię przygotować do tego co postanowiłam...
W tym samym dniu kiedy miałam przywieźć sunie rano wybrałam się na zakupy- kupiłam miseczki, legowisko, karmę- wszystko położyłam na wierzchu, żeby babcia zobaczyła a sama wyszlam z domu jeszcze po kilka drobiazgów.
Gdy tylko weszłam do domu zaczęła się kłótnia, babcia była wściekła. Jestem dorosła- to prawda, ale w końcu jestem pod jej dachem więc jej zdanie mimo wszystko jest dla mnie ważne. Niemniej jednak wystarczyła myśl o małej kruszynce. Byłam zdecydowana.
Wieczorem pojechałam po małą- tak ślicznie mnie przywitała :)
Państwo od razu uprzedzili że będę wpadać do małej bo też ją już bardzo pokochali :)

Mała choć nie jest z hodowli jest zdrowa i wesoła :) Ma już 4 miesiące i bardzo ją kocham!

Co do babci- jak zobaczyła małą nie była zachwycona ale przestała już krzyczeć, ale wystarczyło kilka dni i maleńka tak się wkupiła w łaski mojej srogiej babci że teraz często śpi jej na kolanach. A jak maleńka ostatnio troszkę chorowała to zgadnijcie kto najczęściej podchodził do łóżka w którym spała? :p moja babunia :crazyeye::lol:

Cieszę się że trafiła mi się uczciwa sprzedawczyni piesków, ale jak czytam niektóre historie to mimo wszystko potrafię wyciągnąć pewne wnioski... Zastanawiam się czy może za jakiś czas nie kupić jeszcze jednaj suni- dwóm będzie weselej :)
...ale tym razem zdecydowanie poszukam jakiejś dobrej znanej hodowli...;)

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


×
×
  • Create New...