Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

Witajcie :)
Jestem tu zupełnie nowa, toteż jeśli wrzuciłam temat w nieodpowiedni dział, to przepraszam.

Piszę do Was, bo mam dość złożony problem.

Rok temu, przygarnęłam wraz z narzeczonym z którym mieszkam, psa. Znajda, średniej wielkości (sięga do kolana głową, w kłębie - pod kolano), aktualnie waży 23 kg - tak ku wyobrażenia sobie wymiarów. Został odłowiony przez ludzi z fundacji i przekazany nam na DT, ale no cóż, miłość od pierwszego wejrzenia i tak u nas został. Na początku mieszkał z nami w "bloku" (bardziej dom wielorodzinny, w dość cichym miejscu, pod lasem na skraju osiedla). Został wykastrowany, jest regularnie szczepiony i odrobaczany, zabezpieczany przed kleszczami pchłami itd. Na początku było nam z nim ciężko, ale ponieważ od urodzenia mam w domu psy (pierwszy pies, który robił mi za nianię, był rottweilerką :) ), to udało mi się wyeliminować parę bardzo negatywnych zachowań (agresję, jak ktoś wchodził tylko do pomieszczenia, gdzie znajdowała się miska z żarciem i wodą, sikanie w domu - typowo na tle nerwowym, niszczenie rzeczy, pod naszą nieobecność i tym podobne), ale niestety, moja wiedza nie sięga tak daleko, by pomóc mu i sobie z:

-Agresją na spacerach wobec innych psów (gdy pies który go mija nawet z daleka, szczeknie, mój pies zamienia się w pociąg z żądzą mordu - jeśli pies go ignoruje, to mój Czarny idzie ze mną, jest bardzo spięty, ale tylko obserwuje i jeśli pies nie wejdzie za blisko "naszej przestrzeni", to jest w miarę w porządku - na początku atakował zawsze jak widział psa,)

-Szczekaniem, jak coś puknie/stuknie na klatce, jak dzieci krzyczą pod domem, jak dzieje się cokolwiek - aktualnie po przeprowadzeniu się 3 ulice dalej niż mieszkał ten rok z nami (mieszkamy w nowym miejscu od tygodnia), sąsiadom od początku to nie pasuje bo "to duży pies i zróbcie coś z nim, albo go oddajcie, bo tu mieszkają DZIECI a on szczeka cały dzień i całą noc!"- a że dzieci drą się i w dzień i w nocy, a pies na to reaguje, to już mniejsza, gwoli wyjaśnienia, pies szczeka może maksymalnie, łącznie 1,5 godziny na dobę, jeśli liczyć każde donośne szczeknięcie i ledwosłyszalne  "pufnięcie" przez zamknięty pysk. Szczeka tylko gdy cos się dzieje - ktoś włazi po klatce jak słoń, jamnik z naprzeciwka zaczyna wyć, dzieci na dole zaczynając się wydzierać, no i oczywiście jak ktoś podchodzi do naszych drzwi, puka albo zadzwoni domofonem.

-Ciąganiem na spacerach - już było w miarę dobrze, uczyłam go, że jak ciągnie, to stanę jak słup albo jeszcze się cofniemy parę kroków- czyli dotrze w miejsce docelowe później, albo w ogóle, jeśli będzie ciągnął, a jeśli nie będzie ciągnął, to dojdzie tam stosunkowo szybciej. W spokojnym i sobie znanym otoczeniu (poprzedni "dom") już ładnie to potrafił ogarnąć, nawet zdarzały się spacery na luźnej smyczy - aktualnie, nawet wycofywanie się, nakazanie mu zrobienia czegoś (żeby go skupić na mnie, np. siad, leżeć, cokolwiek) i ruszenie dalej po wykonaniu zadania nic nie daje - wstanie, pociągnie, cofnięcie się, siad, dobrze, wstanie (...) efekt ? Zmęczony psychicznie po spacerze pies, a ja jeszcze bardziej.

-No i jedno z gorszych - agresja do ludzi. Nie do wszystkich. Moja przyjaciółka, może na przykład przyjść sama do mojego mieszkania, pod moją nieobecność, jak ją poproszę np. żeby coś z domu zabrała, bo ja nie mogę, i dam jej klucze - pies ją przywita, albo w ogóle ma ją gdzieś, jest zrelaksowany, nie szczeka na nią, nie gryzie jej. To samo z moją mamą itd. Zauważyłam, że ten pies po prostu boi się obcych ludzi, w szczególności mężczyzn lub chłopców (gwoli wyjaśnienia, na policji były 2 doniesienia o tym, że jakiś pijaczek i menel bił Czarnego, jak ten jeszcze się błąkał po Podsuwalskiej wsi, ), do tego jeśli ktoś pachnie alkoholem - pies zamienia się w bestię, nawet w domu - chyba, że alkohol spożyje ktoś z jego "bliskich" (ja, narzeczony, moja mama, przyjaciółka itd), wtedy tylko odchodzi z zniesmaczonym pufnięciem i kładzie się tak, żeby obserwować sytuację, ale jest spokojny i zasypia.


Moim zdaniem, jego zachowania pojawiają się w skutek lęku, w końcu nie wiadomo, co przeszedł od szczeniaka do wieku 2 lat (jak go przygarnęliśmy, weterynarz określił jego wiek na około 2 lat - jest z nami rok, aktualnie ma około 3 lat), z wyjatkeim tego, że był bity i przeganiany z miejsca na miejsce i na pewno musiał walczyć z innymi psami o pożywienie - było to  widać po tym, jak pochłaniał całą zawartość miski (suche żarcie), w parę minut, teraz to się już unormowało, i rozkłada sobie jedzenie praktycznie sam - jak mu nasypię dzienną dawkę zarcia, to podejdzie, zje parę "kulek" odejdzie. Za parę godzin to samo. Uspokoił się dużo, ale jednak te problemy są uciążliwe.

Nadmienię może jeszcze, że aktualnie nie mam za co pójść do behawiorysty, ponieważ nawet nasza przeprowadzka jest w skutek problemów finansowych. Przyszły-niedoszły teść zmarł poza granicami kraju, i wszelkie nasze oszczędności pochłonęło sprowadzenie go do kraju, pochówek, a faktura która przyszła ze szpitala, opiewa na taką kwotę, że przyszła teściowa sama zemdlała i ją wiozłam do szpitala, bo nie można było jej docucić.
Dlatego kombinuję na własną rękę, ale nie za bardzo to wchodzi, toteż postanowiłam zapytać się w środowisku psiarzy - może ktoś miał podobną sytuację, wszystkie swoje psy miałam zawsze od szczeniaka i układałam je od małego razem z mamą, ale wiadomo, resocjalizacja, a wychowanie od małego, to dwie zupełne inne rzeczy. Niestety, behawiorystyczną wiedzę, dogłębniejszą, posiadam w kwestii roślinożerców (konie), niż drapieżników (pies).

Przepraszam za długość, ale chcialam jak najlepiej opisać sytuację, by nie zmuszać Was do dopytywania i wyciągania szczegółów - ale jeśli czegoś tu jeszcze brakuje, to dajcie znać, dopiszę.

Pozdrawiam wszystkich i życzę miłego dnia! :)

Posted

Oj, ciężko tak przez neta poradzić, nie widząc ani psa, ani Ciebie - jak z nim pracujesz, jakie błędy popełniasz (a nawet nie zdajesz sobie sprawy). W takiej pracy liczy się refleks i korzystanie z kilku metod w różnej kolejności, zależnie od konkretnej sytuacji i reakcji psa. Więc rozumiesz, czemu przez neta ciężko. Spróbuję.

 

1. Spraw sobie książkę Pani Zofii Mrzewińskiej "Zwykły Niezwykły Przyjaciel" - dostępna on-line za ok 15 zł. To nie jest porada na zbycie Cię, tylko za małe pieniądze dostaniesz porcję fachowej wiedzy, przystępnie podanej, łatwiej Ci będzie zrozumieć jak działa pies, a tym samym łatwiej Ci będzie działać i rozumieć w praktyce to co napisałam na początku i jak działa pies. W necie jest też trochę bezpłatnych artykułów, pewnie Jowita się tu zaraz zjawi i podlinkuje watek w którym je zebrała. To nie jest instrukcja od A do Z jak załatwić Twoje problemy, tylko raczej wiedza ogólna, fundament + wiele praktycznych porad, również w tematach, które Cię interesują.

 

2. Ciagnięcie na smyczy - to co robisz do niczego Was nie doprowadzi. Pies nawet jeśli się przestanie jarać, to wyłącznie na moment jak robi siad / waruj, a potem znowu to samo. Ja robię tak: za wleczenie zawsze jest korekta - krótkie, zdecydowane pociągnięcie. Smycz mocno w garści, ręka jakby wmurowana i idziemy. Tam gdzie ja chcę, a nie tam gdzie pies próbuje. Jak tylko zluzuje - zaraz "super!" i żarcie. Do tego ćwiczenia: 1) puszczam psa przodem (na smyczy), ułamek sekundy zanim zacznie smycz napinać - przywołuję, zachęcam głosem, za podejście chwalę i nagradzam żarciem. Jak nie chce podejść - pomagam sobie smyczą. Musi podejść, bo wołam, więc basta. Stosuję kontrasty: nie słuchasz - jest niefajnie, słuchasz - jest super. 2) Smycz do prawej (krótko ale luźno), żarcie do lewej. Pies blisko przy nodze. Naprowadzasz żarciem na właściwą pozycję przy nodze, nos psa w żarciu. Kilka kroków - "super!" - pies dostaje. Kolejny kawałek żarcia, kilka kroków - super - żarcie. Kilka powtórzeń + komenda zwalniająca typu "biegaj" (puszczasz psa do przodu, nie wymagasz; dalej na smyczy). 3) Zmieniasz kierunki marszu. Chwalisz, nagradzasz ładne podążanie za Tobą. 4) To samo co w punkt 2 tylko z wykończeniem siadem. Czyli idziesz kilka kroków - siad - naprowadzenie ręką z żarciem - super - żarcie. Właściwa kolejność - jak podałam - bardzo ważna. Pkt 4 będzie przydatny do nauki spokojnego podchodzenia do "obiektów" do których pies ciągnie. Za wyrywanie do przodu - korekta.

 

3. Socjal z ludźmi - ja to robię na żarcie, ludzie - pomocnicy mają żarcie i je dają psu, bez pochylania się nad nim, bez głaskania, piszczenia i machania łapami. To czy pomocnik podchodzi od razu (i staje w odległości 2 - 3 metry żeby to pies wykonał ten decydujący krok by dosięgnąć żarcie), czy stopniowo coraz bliżej i zatrzymanie aby pies oswoił się z sytuacją - tego Ci przez neta nie poradzę, bo to zalezy od reakcji psa. Widziałam i takiego i takiego. Ważne, żeby osoby - pomocnicy absolutnie nie bali się psa, nie zrobili np. mimowolnego kroku w tył. Dla bezpieczeńśtwa kaganiec. Żarcie pokrojone w wieksze kawałki, żeby było wygodnie podawać. Jeśli pies się zaczyna rzucać - korekta i nie zmniejszacie dystansu tylko zatrzymujecie się w takiej odległości jaką pies respektuje, dajesz mu czas aby wyluzował. Możesz mu kazać usiąść, wykonany siad nagrodzić. Sesję musisz zakończyć sukcesem, a więc pies nie dymi i jest rozluźniony.

 

4. Socjal z psami - stopniowe zmniejszanie odległości - aby pies nauczył się, że bycie kilkanaście, kilka metrów od innego psa nic nie zmienia, bo nic się nie dzieje. Spacery równoległe w bezpiecznej odległości (nauka ładnego chodzenia na smyczy bywa pomocna, a kontrola fizyczna - obligo). Koniecznie dobierać spokojne psy, najlepiej takie które olewają. Zaliczyc kilka, kilkanaście takich spotkań ale bez bezpośredniego kontaktu (obwąchiwanie). Niech się wzmocni, przekona, że nic się nie dzieje. Pod żadnym pozorem nie puszczać na żywioł. O krok dalej możesz iść jak Twój pies akceptuje spacer równoległy w odległości na wyciagnięcie ręki i jest rozluźniony. Kontakt bezpośredni zakońćzony wydymieniem cofa Cię w pracy ileś kroków wstecz. Wpleść w to wszystko możesz skupianie psa na Tobie gdy inny pies jest blisko. Przy kontakcie bezpośrednim - nigdy nie napinaj smyczy. Jeśli coś się dzieje i trzeba interweniować - krótkie, szybkie odciągniecie, przywołanie do siebie, skupienie na sobie - odwrócenie uwagi, odejście na bezpieczną odległość żeby nei doszło do eskalacji.

 

Generalnie, to co napisałam wyżej, na początku - w takich syt. stosuję miks różnych narzędzi, w odpowiedniej kolejności. Jedno co jest pewne: za wydymienie zawsze jest korekta, za spokój albo tzw. czynność zastępczą jest nagroda. Do tego włączam: komunikację głosem (karcenie, pochwała, ostrzeżenie) i pracę na różnych odległościach względem obiektu. I przede wszystkim obserwuję reakcję psa tu i teraz. Nie ma gotowego algorytmu.

Posted

Dziękuję Wam za odpowiedzi :)

Furie - zdaję sobie sprawę z tego, że przez Internet wiele nie pomożecie, bo nie widzicie ani mnie, ani psa, zdaję sobie sprawę, że na pewno popełniam jakieś błędy w postępowaniu z psem - w końcu nie jestem wszechwiedząca :) Ale na ten moment właśnie myślałam o tym, żeby sprawić sobie jakąś książkę, poprawną merytorycznie, jednak nie będąc w temacie, ciężko mi odfiltrować wartościową literaturę o psach od sieczki, która nadaje się tylko do niszczarki.

Ewentualnie skorzystać z zasobów Internetu, ale tu patrz punkt o książkach. Jak tylko trochę się odkuję (prawdopodobnie w przyszłym miesiącu), mam zamiar skorzystać z wiedzy behawiorysty, jednak tu też jest problem - nie wiem, którego wybrać, w mojej okolicy jest niby parę szkół dla psów i behawiorystów, jednak co osoba (i pies :D) to inna opinia. Mieszkamy 25 km na północ od Olsztyna na Warmii - może ktoś coś doradzi, albo wręcz przeciwnie - odradzi? Zależy mi na tym, by ogarnąć i Nas (narzeczonego, mnie) i psa i zdaję sobie sprawę, że może się okazać to żmudnym i czasem irytującym procesem, tym bardziej, że to pierwszy pies mojego narzeczonego o ile ja już parę przygód z różnymi osobowościami psów miałam, to on jest w temacie bardziej zielony ode mnie :)

Postaram się zastosować Twoje sposoby w przeciągu najbliższych spacerów, oraz pokażę je narzeczonemu, by "człowieki były konsekwentne", i by pies nie miał potem sieczki w głowie.

To, że nie ma gotowego algorytmu, także rozumiem, ponieważ zajmuję się od wielu lat końmi i ich behawiorystyką, raczej hobbistycznie, i zdaję sobie sprawę, że co zwierz, to inne metody są potrzebne, inne podejście - i od początku byłam przekonana, że przekłada się to również na psy, choć do z goła odmienne organizmy i umysły :)

jowita - bardzo dziękuję za podlinkowanie, przeczytam wszystko dogłębnie wieczorem na spokojnie, żeby jak najlepiej "do główki weszło", i przy okazji namówię narzeczonego, żeby poczytał ze mną, wieczorami mamy najwięcej wolnego czasu i najbardziej chłonne umysły :D

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...