Jump to content
Dogomania

Co zrobić by nie uciekała spuszczona ze smyczy???


Anusia22
 Share

Recommended Posts

Mam straszny problem!!
Miałam dwie kundelki, które nie obawiałam sie puścić luzem, zawsze bez problemu wracały na polecenie, no tej małej nie moge nauczyć, spuszczona ze smyczy ucieka przed siebie, a ja jestem niesłyszalna i niewidoczna, mało tego do obcych idzie, a dla mnie nie da sie złapać, to bardzo kłopotilwe :( bo ani na sekunde nie moge jej puscić.

Co innego na jakims stadionie, łące, pilnuje sie i wraca, ale gdy tylko coś lub ktoś inny ja zainteresuje, ja nie istnieje.
Np, dziś... stadion w pobliżu lasu i nielicznych domków, no i np dzis biegała, cały czas sie pilnowała, aż byłam dumna, że jest tak dobrze, aż nagle w drugim końcu jakaś babcia wypuściła kury na stadion (mało używany:p ), a moja Keśka poszła w długą.... musiałam biec za nią, dobrze, ze kobiecina była wyrozumiała, bo Keśka wszystkie kury zagoniła jej spowrotem do zagrody ;)


Ma skończony rok i miesiac powinna już zmądrzeć, staram sie ja uczyć, ale to trudne, nie moge jej puścić nigdzie gdzie mógłby pojawic sie ktos obcy, ze wzgledu na jej bepieczeństwo (np,park - ze względu na ulice).

Już nawet myślałam, zeby oddać ja do jakiegoś profesjonalisty na układanie, ale niestety najbliższy 50km ode mnie.

A sama sobie nie radzę :(

Link to comment
Share on other sites

Pies nie słucha, bowiem nie został tego nauczony.

Zapomnij o "oddawaniu" zwierzaka na szkolenie stacjonarne. Co najwyżej możesz jeździć z nim razem na szkolenie, gdzie TY nauczysz się jak szkolić psiaka.
Bowiem na razie wygląda że problem leży po stronie przewodnika, a nie yoreczki... :cool1: ;) .

Na razie suczka powinna być nauczona porządnie komendy przywołania - na przyklad hasła "do mnie!" - na smyczy.
W tym celu zaopatrujesz się w duży worek pokrojonych parówek, żółtego serka, czegoś co suczka bardzo, bardzo lubi - i uczysz zwierzaka.
Wołasz: "Keśka, do mnie!" i cofasz się (biegiem). Musisz calym swoim cialem skłonić pieska do przybiegnięcia do ciebie...
Kiedy się zbliży, dostaje nagrodę i jest wylewnie chwalony.
Dopóki nie wypracujesz tego 100/100% na smyczy nie przechodzisz do następnego etapu, a jest nim przepięcie psa na długą (10-15 m) cieniutką linkę.

Linka czy smycz pozwalają ci zachować nad psem kontrolę.
Linka nie jest w twoim ręku, ciagnie się za psem (i jest to znienawidzony etap nauki bo okręca się wokół przechodniów, latarni, ławek, plącze, upala dlonie - sama radość).
:cool1: :lol:

Wołasz suczkę - kiedy reaguje choćby spojrzeniem w twoją stronę, juz ją chwalisz - ale gdyby cię olewała totalnie, to łapiesz za koniec sznurka i pociągasz - puk, puk, psie, zrobisz co ci mowię! - na tej zasadzie to działa.

W sytuacji awaryjnej pamietaj że zawsze wszelki ruch odbywa się OD psa, nigdy DO niego, wiec musisz po prostu ćwiczyć uciekanie (z okrzykami, piskiem - masz być źródłem zainteresowanie dla psa).

Na koniec - yorki miewaja problem ze zbliżeniem się do wlaścicieli bo ci często szalenie niedelikatnie, nie uprzedzając ich, lapią je na ręce i podrywajaw gorę, a one tego nie lubią.
Ns razie przez parę tygodnie co najmniej przećwicz SIEBIE, a nie psa - nie wolno psiaka wziać na ręca ani w domu, ani na dworze, nie urpzedziwszy go o tym hasełkiem jakie sobie wymyslisz (hops! up! do gory - cokolwiek chcesz).
Piesek też powinien być często wolany przez ciebie a gdy podejdzie, powinnaś kucnąć, ustawić się bokiem, i nakarmić serkiem - ale nic więcej od psa nie wymagać.

Link to comment
Share on other sites

Berek ---> dzieki za wszytskie rady, musze tego spróbować.
Chyba jednak nie jestem aż taka zła w układaniu psiaka, skoro poprzednia dwa bez smyczy chodziły przy nodze ;)

A Kessi nawet na smyczy chodzi fatalnie, bo cały czas sie wyrywa (czyli przednie łapy w górę (szelki ja unoszą), a tylnimi podskakuje) i na to też nie mam sposobu by szła spokojnie, a najgorzej jak wyczuje, ze wracamy do domu, normalnie moze być psem przewodnikiem, tylko jak ją zwolnić, gdy jadę ide wolno ona ciagnie i skacze, nawert na 5sek, się nie uspokoji, cokolwiek nie mówię.

Najpierw dawałam jej czas, bo szczeniak, mam nadzieję, tylko, ze nie dostała go zbyt dużo.

Link to comment
Share on other sites

Ja mam ten sam problem.
Nie spuszczam Cori ze smyczy chyba ze na naszej ogrodzonej działce. W domu jak ja zawołam "do mnie" to biegnie jak perszing jakiś, siada przede mną i czeka na nagrodę. Na polku natomiast nic do niej nie dociera najgorsze ze nie ma nawet zainteresowania najlepszymi smakolykami. Chodzenie na smyczy mamy opanowane, no chyba że wie ze wracamy do domu jakieś kilkadziesiąt metrów to strasznie ciągnie ale zatrzymuję się wtedy i jej nie pozwalam iśc jak sie nie uspokoi i nawet działa.
Co do terningów na dworze to jeszcze miałam taki problem że Cori by la strasznym niejadkiem i jak tak odrobinkę dostała w nagrodę to obiad mogłam sobie sama zjeść, dlatego szkolenie jej było dodatkowym utrudnieniem. Przewaznie robiliśmy to już po jedzeniu, ale wtedy to na polku miała gdzieś smakołyki.
Zaopatrzyłam się już w 15 metrową linkę tzn. sami sobie taką zrobiliśmy bo wyszło o wiele taniej niż te w sklepach i dopasowaliśmy ją do rozmiarów Cori, ale na razie szkolenia nie możemy przeprowadzać bo mała ma małe problemy zdrowotne na tle pokarmowym, które trwają już dosyć długo, więc muszę uzbroić się w cierpliwość.
Zobaczymy co z tego wyjdzie, walka z niejadkiem i psiakiem dominantem jest bardzo trudna. W wielu kwestiach nam się udało więc myślę że w tej też będzie dobrze.
Zyczę powodzenia;)

Link to comment
Share on other sites

[COLOR=black]Problemy z psiskiem niejadkiem i obawami o obiad można rozwiązać dając po prostu pieskowi jego porcję obiadową (byleby w "atrakcyjnej walucie" czyli raczej nie suchy pokarm) na spacerze jako te nagródki właśnie.[/COLOR]
[COLOR=black]BTW to znacznie łatwiej się zjada jak jest dawane w trakcie jakichś ekscytujących zajęć. [/COLOR]
[COLOR=black] [/COLOR]
[COLOR=black]Anusia22, to, że Twoje psy były w miare grzeczne da się wyjaśnić na przykład ich wrodzonym uległym charakterem lub brakiem temperamentu... a teraz masz temperamentego terierka z popędami... ;) [/COLOR][COLOR=black] [/COLOR]
[COLOR=black] [/COLOR]
[COLOR=black]Psu nie "daje się czasu" bowiem on sam z siebie niczego się nie nauczy, nic nie bedzie umiał, oprócz tego, czego go (świadomie bądź nie) nauczymy... :cool1: :razz: [/COLOR]
[COLOR=black] [/COLOR]
[COLOR=black]Ciągnięcie na smyczy to też kwestia bardzo konsekwentnej i cierpliwej nauki.[/COLOR]
[COLOR=black]To, ze pies ma rok, może być problemem (przez ten rok nauczył się niedobrych nawyków) ale z drugiej strony - to tylko york... nie ma wiele czego by się nie dalo odkręcić. :evil_lol: [/COLOR]

Link to comment
Share on other sites

Ja tez mialam podobny problem . Moja Aliska byla bardzo niegrzeczna i mowy nie bylo zeby do mnie przyszla na zawolanie. Ale zostawilam ja z mama i woooooow piesek przychodzil na zawolanie. A mama milczy jak zakleta i nie wiem jakim cudem nauczyla moja lalke takiego posluszenstwa :D Ja tylko moge zasugerowac...Nie pozwol aby Kessi Toba rzadzila. Ona musi wyczuc, ze nie moze robic tego co chce. Jesli dobrocia nie dasz rady przywolac jej do porzadku, moze trzeba bedzie byc bardziej stanowcza?
Aga :)

Link to comment
Share on other sites

Zanim zaczniemy wydziwiać nad niegrzecznymi czy dominującymi psami proponuję się zastanowić nad tym czy umiemy psa zmotywowac do czegokolwiek.

Bowiem większość właścicieli nie umie psa nawet odpowiednio pochwalić, o nagradzaniu albo nakręcaniu na współpracę nie wspominając.

:angryy:

Link to comment
Share on other sites

[quote name='Berek'][COLOR=black]Problemy z psiskiem niejadkiem i obawami o obiad można rozwiązać dając po prostu pieskowi jego porcję obiadową (byleby w "atrakcyjnej walucie" czyli raczej nie suchy pokarm) na spacerze jako te nagródki właśnie.[/COLOR]
[COLOR=black]BTW to znacznie łatwiej się zjada jak jest dawane w trakcie jakichś ekscytujących zajęć. [/COLOR]
[/quote]
Obiad to obiad nagroda to nagroda, nie można całe zycie w ten sposób karmić psa. A jak ja wyjadę na dzień dwa i nie będę mogła małej zabrać to będzie głodna bo nie będzie nagrody. Pies ma swoją michę i o odpowiedniej porze powinien zjadać, ale każdy tam ma swoje sposoby ja w takim razie nie polecam tego, bo nauczyć psa niejadka jeść z ręki jest bardzo łatwo a nauczyć go jeść z miski to jest cel, który osiągneliśmy. Pozdrawiam;)

Link to comment
Share on other sites

Berek---> zanim się weźmie psa trzeba przejsć chyba szkolenie ;)
No,ale taka jest prawda, ze mało kto wychowuje psa świadomie, przynajmniej wokół mnie.

Musze przyznać, ze wziełam dziś Kessi na działke oraz wspomniane wcześniej smakołyki i musze powiedzieć DZIAŁAŁO!
Przychodziła, a czasami sama podlatywała bez wołania i patrzyła czy czegoś jej nie dam. To było super :multi:

Bo z yoraskami to chyba tak jest, ze od początku sie im popuszcza ;)

Link to comment
Share on other sites

Anusia, tak trzymać.
:lol:

[quote]
"zanim się weźmie psa trzeba przejsć chyba szkolenie"
[/quote]

A to by było całkiem fajne.
W końcu na prawko jazdy też się najpierw kurs robi... :lol:

Koregra
[quote]
"Pies ma swoją michę i o odpowiedniej porze powinien zjadać, ale każdy tam ma swoje sposoby ja w takim razie [B]nie polecam tego[/B], bo nauczyć psa niejadka jeść z ręki jest bardzo łatwo a nauczyć go jeść z miski to jest cel, który osiągneliśmy."
[/quote]

A to już kwestia priorytetów i umiejętności szkolenia... I te priorytety powodują potem że można spuścić pieska tylko na ogrodzonym terenie na przykład. :evil_lol:

BTW jest zasadnicza róznica między ganianiem za niejadkiem z miską i namawianiem go na zjedzenie obiadu a CZASOWYM ograniczeniem mu wydawania pożywienia w inny sposób, niż tylko związany z pracą (tak, żeby nawet dla niejadka smakołyki / jedzenie było atrakcyjną nagrodą za nawiązanie współpracy z przewodnikiem).

Link to comment
Share on other sites

----> nathaniel, jako właścicielka trzeciego psa, zapewniam, że tym razem to nie jest pies jak każdy inny. Yorki ze wzgledu na swój charakter są bardzo towarzyskie i ciagle chciałby by sie nimi zajmować (tak wynika z moich obserwacji innych właścicieli). Pozatym te słodkie czarne koraliki (mysle o oczkach) i kitunia i ta upartosć, sprawia, ze ja osobiście mam wrazenie, ze mamy w domu małe dziecko;)

Link to comment
Share on other sites

[quote name='Anusia22'] Yorki ze wzgledu na swój charakter są bardzo towarzyskie i ciagle chciałby by sie nimi zajmować (tak wynika z moich obserwacji innych właścicieli). Pozatym te słodkie czarne koraliki (mysle o oczkach) i kitunia i ta upartosć, sprawia, ze ja osobiście mam wrazenie, ze mamy w domu małe dziecko;)[/quote]

Nie zrozumiałaś mnie. [tak samo moge powiedzieć o swoich dwóch kundlach :):) ]
Chodziło mi o to , że często yorki traktuje się jak zabawkę, przykre ale zdarza się. To pies jak każdy inny , potrzebuje wychowania , zabawy, zajęcia intelektualnego jak każdy ;).

Link to comment
Share on other sites

Jestem kolejnym przykładem właściciela bez prawa jazdy. Rubiś to pierwszy mój pies, no poczytałam nawet parę ksiażek zanim go przywiozłam do domu, ale nie wiem jakoś w praktyce wszystko wzięło w łeb.
Na razie najlepiej jest z ciagnięciem za smycz. Konsekwentne stawanie, powoduje że siada, czyli luzuje smycz to idziemy dalej. Daje to efekt poza sytuacja kiedy chce do innego pieska. Siada, a po moim pół kroku juz jest w skoku do celu.
Spuszczam go ze smyczy w polach, ale ostatnio pobiegł za bocianem, na szczęście ten sobie odfrunał, bo zero reakcji na pania jak pobiegł.
Był czas że na smyczy przychodził do mnie za każdym zawołaniem, ale zarzuciliśmy te czynność, ucząc się czegoś nowego no i juz nie przychodzi.
Czasami mam wrażenie, że nigdy nie nauczy się wszystkiego, ale oczywiście zgadzam się że to nie on jest temu winien, tylko ja nie jestem dostatecznie konsekwentna.:shake:

Link to comment
Share on other sites

Hej,

[QUOTE]
"Na razie najlepiej jest z ciagnięciem za smycz. Konsekwentne stawanie, powoduje że siada, czyli luzuje smycz to idziemy dalej. "
[/QUOTE]


Uważam że znacznie lepiej jest nie stosować metody w ktorej przewodnik jest pasywny (pies sam się nadziewa na smycz) tylko aktywny. Duuuuzo parowek i leciutkie poszarpywanie - pociąganie smyczy - kiedy po hasełku "rownaj" czy "noga" czy czego tam używacie pies nadal rwie do przodu. Pociągniecia zaczynaja się z luźnej smyczy (trzeba "oddać" trochę smyczy, niejako przewidując że pies zacznie ciągnąć) i kończą się na luźnej (nie może być żadnego naciągania psa, dlugiego ciągnięcia na naprężonej lince) - slowem, błyskawiczne szarpnięcie i zluzowanie - i natychmiast parówka do gęby kiedy zwierzatko zwolni a już wybuch entuzjazmu kiedy na Ciebie spojrzy.

Metoda "drzewa" nie jest taka znowu genialna bo często owocuje tym, o czym piszesz dalej:

[QUOTE]
"Daje to efekt poza sytuacja kiedy chce do innego pieska. Siada, a po moim pół kroku juz jest w skoku do celu."
[/QUOTE]

Raczej nie uczy się psa chodzenia przy nodze stosując rozmaite przerwy, siadanie, uzależniając to w sumie od decyzji psa.
Nawet wydawanie nagród odbywa się w ruchu...

Co do przywolania, to zamiast puścić go kiedy mieliście już opanowane przywolanie na smyczy, trzeba było się przesiąść na długą (10 - 15 m) cienką linkę, polecam kevlarowe bo się tak nie plączą.
;)
A po zrobieniu tego na błysk i w kazdej sytuacji na dlugiej linie można eksperymentować z odpinaniem liny ew. przypinaniem króciuteńkiego sznureczka który będzie udawał że piesek jest do czegoś jednak przypięty.

Ale linka to parę tygodni męczarni, co tu kryć.
No ale się opłaca.

BTW dużo serka żółtego i parówek powinno Wam wychodzić na tym etapie.
:lol:

Link to comment
Share on other sites

Dzięki Berek za fachowe uwagi :lol: , acz nie wszystko kumam:roll: . Jeżeli chodzi o drzewo, to instrukcja która otrzymałam na psim przedszkolu. Byłam raz, więc sznura długiego jeszcze nie przerabiałam, ale juz kupiłam zielony, a kavlerowe to jakie, że głupio spytam? Pani od tersury mówiła że najpierw tak, a przy nodze to jak będzie większy.
Jak czytam różne Twoje posty, to mam wrażenie, że tresurą, albo behawiorystyką się zajmujesz. Jak coś jest napisane, to wydaje mi się proste, ale jak mam coś zrobic na gruncie, to już gorzej. I tak jestem dumna, że Rubiś już tak nie ciągnie jak onegdaj. Najbardziej mnie martwi że cała ta tresura opiera się na smakołykach. On ma średnio na jeżyka apetyt, dostaje suchą karmę lekko okraszoną smakołykiem, (serek żółty, szyneczka, mięsko) Jak w czasie nauki dam mu smakołyki, to o suchej karmie moge zapomnieć, bo już będzie dostatecznie najedzony.
Muszę powiedzieć, że największym moim ostatnio osiągnięciem jest załatwianie się piesia oczywiście, poza domem, a dokonaliśmy tego na urlopie. Ciężko nauczyć pieska jak się jest 8 godzin w pracy. No odbiegłam od tematu. Pozdrawiam

Link to comment
Share on other sites

[COLOR=black]Ja też mam podobny problem.[/COLOR]
[COLOR=black]W pół ogrodzonym ogródku koło domu mogę go spuszczać. Bawi się, biega, przychodzi na zawołanie. Gorzej jest kiedy pójdziemy gdzieś dalej. Scooby po prostu zna drogę do domu i mogę go wołać, prosić i nic. Będzie sobie biegł do domu, prosto, przed siebie, przez ulice, chodniki i znając życie będzie czekał na mnie pod klatką. Do tej pory raz wysunęła mi się smycz z ręki i gdyby nie moja koleżanka, która biega szybciej ode mnie, nie podbiegła i nie nadepnęła szybko na smycz to by mi pies po prostu do domu uciekł. Kiedyś też puściłam go luzem na łące i znowu próbował uciec do domu. Szybko go dogoniłam i złapałam za włosy, bo inaczej się nie dało. Hałasu narobił, piszczał jakbym mu coś złego zrobiła, ale był już dosłownie kilka metrów od ulicy. I od tej pory boję się go spuszczać w obcych miejscach, bo nie chcę, żeby znowu mi jakiś numer zrobił. :shake: [/COLOR]

Link to comment
Share on other sites

Bblue, interesujący jest fakt że piesek tak bardzo chce znaleźć się w domu.

Uważam że problem z przywołaniem to w Waszym przypadku zagadnienie wtórne (choć fakt że pies nie chroni się u Ciebie, pod Twoją opieką, tylko chce wracać "do nory" świadczyłby że musicie popracować nad zaufaniem pieska do przewodnika).
;)

Coś się dzieje, coś na tyle poważnego żeby spacer nie był dla zwierzątka przyjemnością, tylko źródłem stresów.

Szczerze mówiąc radzę przestać chodzić na spacery z koleżankami (a zwłaszcza jeśli te koleżanki same mają psy).
I zacząć pracować nad socjalizacją pieska - powoli i bez nacisku.

I nie wrzucać go w sytuacje ktore go zanadto denerwują. Obserwować go, uczyć się co jest dla niego lekko denerwujące, a co jest niemal nie do wytrzymania.

Link to comment
Share on other sites

Zwykle nie chodze z nikim na spacery, bo wolę się przejść po lesie sama i pomyśleć, a potem wziąć kliker i popracować ze Scoobym na spokojnie. Nie lubie kiedy ja próbuję nauczyć czegoś psa, a ktoś nade mną stoi.

A korzystając z okazji, że jest tutaj ktoś, kto bardzo dobrze zna się na psach. Co robić kiedy pies nie akceptuje innych zwierząt, tylko dosłownie zatapia kły w tym drugim?

Link to comment
Share on other sites

:crazyeye:

Nie akceptuje tego konkretnego psa czy wszystkich psów, czy w ogóle innych zwierząt?

A w jakim jest wieku i co to za zwierzątko?

P.S.
Naprawdę poobserwuj swojego yorka, on ewidentnie bardzo źle się czuje na spacerach.
Być może rzucasz go na zbyt głęboką wodę, naprawdę - trochę zmniejsz mu dawkowanie bodźców.
I powalcz z przywołaniem najpierw w domu - tak żeby było 100/100, potem w bardzo dobrze znanym psu miejscu na smyczy, potem na lince, dopiero potem probuj przywolania na lince w warunkach dla psa trudniejszych.

Na ogół niestety właściciele małych psów nie potrafią rozpoznać objawów stresu u swoich pieskow (te wszystkie yorki w galeriach handlowych .... albo wtykane pod skaczące po nich labradory z komentarzem o socjalizacji... ).
Pracuj nad zyskaniem u psa pelnego zaufania.
Próbuj go zająć żarciuszkiem (bo wątpię czy piłka będzie w stanie odwrocić jego myśli od faktu że jest w Strasznym Wrogim Środowisku).

I generalna zasada - nie ciagnij go na smyczy (kolejne Ukochane Zachowanie Właścicieli Malych Piesków). Próbuj sprytem uzyskać właściwe zachowanie - tak, żeby piesek "sam" podejmował decyzję a nie był zmuszany do pójścia tu lub tam.

P.S.
Jak z nadwrażliwościa na dźwięki u Twojego yorczka? Może tu też tkwi przyczyna (jedna z przyczyn)?

Link to comment
Share on other sites

[quote name='Berek']:crazyeye:

Nie akceptuje tego konkretnego psa czy wszystkich psów, czy w ogóle innych zwierząt?

A w jakim jest wieku i co to za zwierzątko?[/quote]

Wszystkich psów. Szczeka też na szynszyla, a jak byliśmy na wsi to dosłownie dostawał szału na widok kur i kotów.
Scooby ma 8 miesięcy, u mnie jest 3, ale już pierwszego dnia odkąd jest u mnie próbował zaatakować beagla.

Edit.

Jakiś czas temu byliśmy nad morzem i byłz nami shih tzu. Drugiego dnia przebywania razem Scooby już nie szczekał jak głupi na jego widok, ale podejść Axelowi do siebie też nie dał.

Link to comment
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

 Share

×
×
  • Create New...