Jump to content
Dogomania

Dieta i leczenie psa chorego na zespolenie wrotno - oboczne (czcze)


Recommended Posts

Witam!

York 6 mcy, podejrzenie ZWO, zanim doszliśmy co to może być i zanim zmieniliśmy pieskowi dietę ,miał częste napady wymiotów, które kończyły się ślinotokiem, ogólnym osłabieniem i stanami drgawkowymi...koszmar, płakałam nad naszym pieskiem...

Teraz jest na karmie mokrej i suchejHILL'S Canine l/d ...inny pies, skory do zabawy, reagujący na otoczenie, przez ostanie miesiące nie wiedziałam, że mam psa, terz to prawdziwy York...oczywiście badania krwi i biochemia też wyszły bardzo źle...jedziemy do Kliniki Małych Zwierząt przy SGGW w Warszawie na Dopplera, przede wszystkim po to by określić jaki to rodzaj WZO ( są dwa rodzaje) ...zobaczymy jak bardzo Ozzy potrzebuje tej operacji...koszt to 2.500 zł. 

Link to post
Share on other sites
  • 2 months later...

Hej. Piszę na temat krążenia wrotno - obocznego, z którym i my z naszym Pakusiem zmagamy sie od kilku miesięcy, odkąd o nim się dowiedzielismy i zostało zdiagnozowane. Na dziś dzień Pako jest już ponad półtorej miesiąca po operacji wątroby. O tym jak się ma zaraz Wam napiszę.

 

Nie mogę nie wspomnieć, że wszystkie objawy związane z chorobą Pako przebył oczywiście bardzo wyniszczająco (kroplówki, leki). Ale zanim w ogóle zdiagnozowano krążenie wrotno  -oboczne jeździliśmy do kliniki, w której lekarze nie mieli pojęcia co mu jest. Rzucano hasła padaczka, nosówka neurologiczna drugiego stopnia, a czasem i "no cóż, psy tak czasem mają, może coś zjadł). Najgorszy był ten pierwszy atak pewnego wieczora chyba w kwietniu - Pako słabł z minuty na minutę, wymiotował, chował się po kątach, "płakał", aż następowało najgorsze - zanik widzenia, chodzenie przy ścianie i chwilowe omdlenia. Pojechaliśmy do kliniki, dostał dwie kroplówki, leki ( w tym sterydowe, o czym dowiedziałam się dopiero u obecnej pani weterynarz) i przechodziło do następnego razu. W domu nie zauważaliśmy niczego niepokojącego dla nas, Pako jadł normalnie, gotowałam mu ryż z kurczakiem i warzywami, rzadko karmę typu Pedigree, bo wydawało mi się, że jest mało wartościowa. 

 

Aż nastąpił kolejny atak. I tak mnie drgnęło żeby nie jechać do tej kliniki, do której od początku jeździliśmy. Pojechaliśmy do przychodni bliżej nas i jak się okazało to był dobry impuls. Pani doktor, zaskoczona niską wagą Pako ( w wieku 6 miesięcy ważył ledwie 3kg), jego ogólnym stanem fizycznym i brakiem badań morfologicznych z poprzedniej kliniki (pani doktor przeżyła szok, że ich w ogóle nie wykonano) od razu wykonała krew na biochemię, podała mu kroplówki, w tym ornitynę dożylnie, witaminę B12 też dożylnie i leki w tabletkach I kroplówki, które mieliśmy podawać w domu. Od razu skontaktowała się z lekarzem radiologiem we Wrocławiu, doktorem Wojciechem Kindą, do którego pojechaliśmy kilka dni później na tomografię komputerową (koszt 500zl). Podano małe znieczulenie i całe badanie trwało może jakieś 30 min. Dla nas to była cała wieczność! A przy tym informacja o możliwym niewybudzeniu po badaniu..Jednak wszystko poszło sprawnie, Pako się wybudzał, dostał kroplówkę a my potwierdzenie przypuszczalnej przez naszą panią doktor diagnozę - krążenie wrotno - oboczne. Doktor Kinda powiedział od razu o operacji i o co w niej w ogóle chodzi. Jeśli ją wykonamy jest duże prawdopodobieństwo, że wszystko będzie dobrze, jeśli się nie zdecydujemy Pako pożyje krócej. 

 

Zdecydowaliśmy się oczywiście na operację, którą przeprowadzono w przychodni u pani doktor. Koszt 1500zl. Trwała jakieś 2 godziny. Pako bardzo powoli dochodził po niej do siebie. Jak dobrze pamiętam to 24h po operacji dopiero zaczął być bardziej "obecny". Dostaliśmy leki - na czczo je Euthyrox, czyli lek na tarczycę, z którą tez ma problemy, potem pół godziny później sucha karma Hepatic Purrina+ mokra karma Royal Canin Renal, do której dodajemy nieco wody i rozkruszony Zentonil pół tabletki i Heparegen pół tabletki. Popołudniowy, składający się z tej samej kombinacji karmy posiłek musi być w połączeniu z pół łyżeczki proszku Hepa Merz (ornityna, którą po zabiegu podawaliśmy mu samodzielnie w domu w kroplówkach a teraz podajemy w ten sposób). Czasem Pako je niechętnie i kilka razy nawet podchodzi do miski ale w końcu je. A puszki RC Renal mógłby jeść same - tak je uwielbia. Szwy zagoiły mu się w tydzień. Chodził w bawełnianym kubraczku.

 

Na tej diecie na pewno będzie jeszcze przez długi czas. We wrześniu czeka nas kastracja i ponowny wgląd w wątrobę żeby zobaczyć jak się ma zacisk i czy go ściągnąć i czy jest już pełne zbliznowacenie. 

 

Oczywiście po wszystkich tych przejściach każda wizyta u pani doktor to straszne nerwy. Przed operacją jeździliśmy na kroplówki, a zdarzyły się nawet sytuacje, że wszystkie łapki miał pokłute i z wenflonem, bo żyły nie dawały rady. Pako boi się każdego dotyku, no ale tyle co przeżył to nie ma co się dziwić. Reaguje więc bardzo nerwowo. Wczoraj byliśmy na wykonać badania kontrolne - kwasy żółciowe nieco się podniosły, reszta, nawet tarczyca w końcu jest w porządku. Leki i dieta nadal bez zmian.

 

Staram się nie myśleć o tym, że gdybyśmy wiedzieli wcześniej o chorobie to już daaawno byłoby po operacji. Pako jest z nami od lutego. Wzieliśmy go ze schroniska (Miechów, za Krakowem). Jest pieskiem porzuconym w czarnym worku przy drodze. Pytałam czy schronisko jest w stanie w takich sytuacjach pomóc finansowo, jednak odpowiedź była negatywna. Gdyby było to schronisko w Krakowie to może mogliby pomóc. Z drugiej strony jak sobie przypomnę zachowanie lekarzy z kliniki, do której na samym początku jeździliśmy to aż mną trzepie. Tendencyjne, obojętne podejście, zaleczanie a nie leczenie. Zero zainteresowania albo i nawet nieznajomość przypadku.

 

 

 

  • Like 1
Link to post
Share on other sites
  • 4 months later...

Witam, jak Pako?

Mamy maltańczyka z ZWO... psiak na 15 miesięcy i jest po operacji, która była w ubiegłą środę (7.12.) u prof Galantego. Przypadek naszego Pioruna jest troszkę inny... normalny, 'zdrowy', radosny psiak, którego wszędzie pełno... Nie choruje, jedyne co to od czasu do czasu podkula lewą tylną łapę od 14 tyg. życia - diagnozuje go kliku lekarzy w tym 3 ortopedów, rtg nic nie wykazuje - diagnoza ' taki jego urok' przy tym ma robioną morfologię i biochemię (do rtg była potrzebna narkoza) ... wyniki idealne, jest drobniejszy od przedstawicieli rasy (mimo czteropokoleniowej metryki), jednak kto by się przejmował - taki jego urok. Pod koniec września (pies ma rok) odbieramy psiaka po wakacjach i okazuje się, że nie chce jeść (trochę zawsze wybrzydzał) ma śluzowatą kupę i biegunki. Idę do weta... pies dostaje antybiotyk na nieżyt jelita, który pomaga - problem znika, jednak psiak zaczyna trząść się po jedzeniu o czym informuje weterynarza. Stwierdzają, że może mi zimno bo zmiana pogody itp. Tak przychodzi koniec października, pies żywy jak zawsze, ale drgawki po jedzeniu miewa - idę do weterynarza... taki typ, że się trzęsie.Tydzień później spotkam na spacerze Panią, która mówi że jej psiak jest po operacji ZWO... Okazuje się, że jednym z objawów są drgawki po jedzeniu. Jej psiak miał też inne objawy, nasz nie. Następnego dnia idę do weterynarza i mówię o spotkaniu i że niepokoją mnie te drgawki, pytam o ZWO i słyszę, że nasz pies na pewno tego nie ma, bo za dobrze wygląda, a ma już przecież 14 miesięcy...  widzieli nie raz psy z ZWO i Piorun na pewno jest zdrowy. Upieram się i chce mu zrobić badania, dają namiary na usg dopplera. Następnego dnia idę do innego weterynarza i mówię o drgawkach od razu słyszę o ZWO chociaż Pani dr mówi, że mały nie wygląda na chorego, ale kieruje nas na morfologię, próby watrobowe i test stymulacji kwasów... Morfologia, biochemia znowu książkowa - wszystko idealnie prócz testu stymulacji kwasów... Naczczo norma dużo przekroczona (ok.100), po posiłku 150... Mówi, że nie jest w stanie nam pomóc i wysyła nas do Wrocławia na TK lub usg dopplera sądząc, że na pewno jest coś nie w porządku i szkoda u nas chodzić na badania, bo pies mały,  więc musi to zrobić ktoś kto ma wprawę w szukaniu patologicznego naczynia. 23.11 jedziemy do Wrocławia - wcześniej telefonicznie upraszam wszystkie badania,  bo chcą zrobić najpierw konsultacje, ale Pani na recepcji w końcu się poddaje i pyta lekarza o zgodę, lekarz każe zapisać na amoniak,  usg lub TK zależnie od wyniku... Mamy kawał drogi i mało wolnego, żeby kilka razy jeździć. Robią amoniak - w normie ok.37 (norma ok. 70), decydują o TK. Wynik ZWO zewnątrz wątrobowe, naczynie o średnicy ok. 2,7 mm, ale niestety długie,  oplata wątrobę. Tłumaczą wyniki, są zdziwieni, że przy takiej wadzie wątroba nie jest w ogóle uszkodzona, amoniak w normie. Wracamy do domu. 

Na drugi dzieńo idziemy do weterynarza,  który mówi, że gdyby jego pies miał ZWO to oddałby go tylko do prof Galantego. Tego samego dnia dzwonię, czytam wyniki prof mówi,  że operujemy. Umawiamy termin konsultacji i operacji na za 2 tygodnie... 6.12 jedziemy do Warszawy, oddajemy psa na szpital,  za kilka godzin przychodzimy na konsultację prof z anestezjologiem tłumaczą nam przebieg operacji... Prof rysuje na kartce jak wg niego wygląda układ naczyń ponieważ w TK opisali, że naczynie nie ma w ogóle prawidłowego połączenia (na tym etapie mam już dość,  niewiele rozumiem, czuje że niedługo się popłaczę) prof tłumaczy,  że to raczej niemożliwe, bo nigdy czegoś takiego nie widział,  a pies jest mały i mogli nie zobaczyć ten żyły... Jak otworzy psa to sprawdzi wszystko,  mamy być pod telefonem jakby było trzeba podjąć jakieś decyzje..., a jak nie to zadzwonią koło 19/20 po operacji. Ciągle sprawdzam telefon, a kiedy po 20 dzwoni nie mam siły go odebrać i oddaję M. Informują,  że operacja się udała - co prawda pies się jeszcze nie wybudził, ale ma prawidłowe odruchy - udało im się zamknąć patologiczne naczynie i przywrócić prawidłowy obieg krwi. Zadzwonią następnego dnia koło 10 i poinformują o stanie psa i kiedy możemy go odebrać. Dzwonią,  żeby przyjechać między 16 a 19.30. Pies je i wszystko ok. Odbieramy psiaka. Po operacji zachowuje się jakby nic mu nie robili. Z soboty na niedzielę ma lekkie załamanie i w nocy jedziemy do kliniki (u nas),  żeby dali mu coś przeciwbólowego (pierwszy raz od operacji),  oczywiście dostaje antybiotyk i laktulozę. Od rana w niedzielę psiak żywotny, musimy go hamować troszkę,  żeby nic nie zepsuł. Rana goi się idealnie,  nic nie cieknie. W sobotę musimy jechać na ściągnięcie szwów,  a za 3-4 miesiące kontrolne usg.

Także pozornie zdrowy pies... 

 

Link to post
Share on other sites
  • 1 year later...

Minęło trochę czasu odkąd pisałyśmy o ZWO... czy od tamtego u waszych psiakow wszystko ok? 

U nas odpukać jest ok. Nie pamiętam czy pisałam, ale w tamtym czasie Pako przeszedł jeszcze drugą operacje zamknięcia patologicznego naczynia. Na stałe podajemy mu tylko Euthyrox na tarczyce, z którą od początku miał problemy. Z diety pokarmowej wyeliminowany został kurczak w każdej postaci(zwracamy szczególną uwagę czy aby nie znajduje się on w karmach), ryż i jabłka. Ogólnie przyjęte od tamtego żywienie to na śniadanie mokra karma-Dolina Noteci a na kolacje sucha Acana, żadne Brity, bo zawierają drób. 

Link to post
Share on other sites
  • 3 months later...

Witajcie.mam ten sam problem mam 2.5 roczną suczkę jamniczkę dlugowlosa. Sunia w wieku 4 m-cy dostała jakby napady padaczki-które ujawniamy się wyjściem trzeciej powieki i zmniejszeniem  oczu-oczywisvie to nie byla padaczka natomiast diagnozy weterynarzy były różne -stawiali na padaczkę. Podawali luminal A psu nie przechidzilo.kolejny wet. I kolejna diagnoza-zapalenie ucha srodkowego.-podali antybiotyk i  przez 4 miesiace pies byl  zdrowy.kolejny atak pojawił się w lutym 2017-nie trwał długo i był jednorazowy.W październiku 2017 kolejne mocno nasilajace się ataki-kolejna klinika antybiotyk i znowu wszystko ok-do czerwca tego roku.Tym razem głębsza diagnoza-usg i wyszło zespolenie. W przyszłym tygodniu operacja-której boję się panicznie-lekarz stwierdził że to poważny zabieg i jest duże ryzyko.wszystko zależy od stanu wątroby -jak mocno jest uszkodzona przez toksyny ale sunia może nie przeżyć i nie daje gwarancji ze wszystko będzie ok. Wszystko się okaże jak ja otworzą. 

Link to post
Share on other sites
Dnia 23.07.2016 o 19:05, ayyo napisał:

Hej. Piszę na temat krążenia wrotno - obocznego, z którym i my z naszym Pakusiem zmagamy sie od kilku miesięcy, odkąd o nim się dowiedzielismy i zostało zdiagnozowane. Na dziś dzień Pako jest już ponad półtorej miesiąca po operacji wątroby. O tym jak się ma zaraz Wam napiszę.

 

Nie mogę nie wspomnieć, że wszystkie objawy związane z chorobą Pako przebył oczywiście bardzo wyniszczająco (kroplówki, leki). Ale zanim w ogóle zdiagnozowano krążenie wrotno  -oboczne jeździliśmy do kliniki, w której lekarze nie mieli pojęcia co mu jest. Rzucano hasła padaczka, nosówka neurologiczna drugiego stopnia, a czasem i "no cóż, psy tak czasem mają, może coś zjadł). Najgorszy był ten pierwszy atak pewnego wieczora chyba w kwietniu - Pako słabł z minuty na minutę, wymiotował, chował się po kątach, "płakał", aż następowało najgorsze - zanik widzenia, chodzenie przy ścianie i chwilowe omdlenia. Pojechaliśmy do kliniki, dostał dwie kroplówki, leki ( w tym sterydowe, o czym dowiedziałam się dopiero u obecnej pani weterynarz) i przechodziło do następnego razu. W domu nie zauważaliśmy niczego niepokojącego dla nas, Pako jadł normalnie, gotowałam mu ryż z kurczakiem i warzywami, rzadko karmę typu Pedigree, bo wydawało mi się, że jest mało wartościowa. 

 

Aż nastąpił kolejny atak. I tak mnie drgnęło żeby nie jechać do tej kliniki, do której od początku jeździliśmy. Pojechaliśmy do przychodni bliżej nas i jak się okazało to był dobry impuls. Pani doktor, zaskoczona niską wagą Pako ( w wieku 6 miesięcy ważył ledwie 3kg), jego ogólnym stanem fizycznym i brakiem badań morfologicznych z poprzedniej kliniki (pani doktor przeżyła szok, że ich w ogóle nie wykonano) od razu wykonała krew na biochemię, podała mu kroplówki, w tym ornitynę dożylnie, witaminę B12 też dożylnie i leki w tabletkach I kroplówki, które mieliśmy podawać w domu. Od razu skontaktowała się z lekarzem radiologiem we Wrocławiu, doktorem Wojciechem Kindą, do którego pojechaliśmy kilka dni później na tomografię komputerową (koszt 500zl). Podano małe znieczulenie i całe badanie trwało może jakieś 30 min. Dla nas to była cała wieczność! A przy tym informacja o możliwym niewybudzeniu po badaniu..Jednak wszystko poszło sprawnie, Pako się wybudzał, dostał kroplówkę a my potwierdzenie przypuszczalnej przez naszą panią doktor diagnozę - krążenie wrotno - oboczne. Doktor Kinda powiedział od razu o operacji i o co w niej w ogóle chodzi. Jeśli ją wykonamy jest duże prawdopodobieństwo, że wszystko będzie dobrze, jeśli się nie zdecydujemy Pako pożyje krócej. 

 

Zdecydowaliśmy się oczywiście na operację, którą przeprowadzono w przychodni u pani doktor. Koszt 1500zl. Trwała jakieś 2 godziny. Pako bardzo powoli dochodził po niej do siebie. Jak dobrze pamiętam to 24h po operacji dopiero zaczął być bardziej "obecny". Dostaliśmy leki - na czczo je Euthyrox, czyli lek na tarczycę, z którą tez ma problemy, potem pół godziny później sucha karma Hepatic Purrina+ mokra karma Royal Canin Renal, do której dodajemy nieco wody i rozkruszony Zentonil pół tabletki i Heparegen pół tabletki. Popołudniowy, składający się z tej samej kombinacji karmy posiłek musi być w połączeniu z pół łyżeczki proszku Hepa Merz (ornityna, którą po zabiegu podawaliśmy mu samodzielnie w domu w kroplówkach a teraz podajemy w ten sposób). Czasem Pako je niechętnie i kilka razy nawet podchodzi do miski ale w końcu je. A puszki RC Renal mógłby jeść same - tak je uwielbia. Szwy zagoiły mu się w tydzień. Chodził w bawełnianym kubraczku.

 

Na tej diecie na pewno będzie jeszcze przez długi czas. We wrześniu czeka nas kastracja i ponowny wgląd w wątrobę żeby zobaczyć jak się ma zacisk i czy go ściągnąć i czy jest już pełne zbliznowacenie. 

 

Oczywiście po wszystkich tych przejściach każda wizyta u pani doktor to straszne nerwy. Przed operacją jeździliśmy na kroplówki, a zdarzyły się nawet sytuacje, że wszystkie łapki miał pokłute i z wenflonem, bo żyły nie dawały rady. Pako boi się każdego dotyku, no ale tyle co przeżył to nie ma co się dziwić. Reaguje więc bardzo nerwowo. Wczoraj byliśmy na wykonać badania kontrolne - kwasy żółciowe nieco się podniosły, reszta, nawet tarczyca w końcu jest w porządku. Leki i dieta nadal bez zmian.

 

Staram się nie myśleć o tym, że gdybyśmy wiedzieli wcześniej o chorobie to już daaawno byłoby po operacji. Pako jest z nami od lutego. Wzieliśmy go ze schroniska (Miechów, za Krakowem). Jest pieskiem porzuconym w czarnym worku przy drodze. Pytałam czy schronisko jest w stanie w takich sytuacjach pomóc finansowo, jednak odpowiedź była negatywna. Gdyby było to schronisko w Krakowie to może mogliby pomóc. Z drugiej strony jak sobie przypomnę zachowanie lekarzy z kliniki, do której na samym początku jeździliśmy to aż mną trzepie. Tendencyjne, obojętne podejście, zaleczanie a nie leczenie. Zero zainteresowania albo i nawet nieznajomość przypadku.

 

 

 

 

Link to post
Share on other sites

Moja sumie czeka operacja-natomiast boję się strasznie..

Fajnie że Pako ma się dobrze-dobrze że w tak młodym wieku psiaka mądry lekarz to wykrył.u mnie jest ryzyko bo Ruda ma już 2.5 roku i nie wiadomo jak mocno zniszczona jest już wątroba..Ataki są bardzo długie i bardzo często występują.

Link to post
Share on other sites
  • 1 month later...

Hej, i jak Ruda? Udało się? DAJ ZNAĆ! Jeśli masz ochotę możemy pogadać na ten temat na priv. 

U nas w porządku odpukać. Ale nie ma co, ZWO jest straszną chorobą. I może mi ktoś mówić, że na dziś dzień mój Pakosław jest zdrowy, nic mu nie dolega, badania wychodzą prawidłowe, ale mimo, że mija właśnie 2 rok od tych wydarzeń, od dwóch zabiegów, to ja wciąż to wszystko pamiętam jakby to było wczoraj co przeżyliśmy. Nasze łzy z bezsilności i jego cierpienie. Na co dzień zostały też konsekwencje choroby, czyli strach przed nieznanym, przed innymi psami, szczekanie na ludzi, niezostawanie samemu w domu. Tak - Pako nie zostaje sam w domu, na szczęście mój narzeczony prowadzi własną firmę w domu, ale są sytuacje, że musimy kombinować. To jest właśnie ten brak socjalizacji Pako, kiedy w dzieciństwie zamiast cieszyć się ze wszystkiego musiał zaznajomić się z wenflonem, zastrzykami i codzienną jazdą do kliniki weterynaryjnej. Panicznie boi się jazdy samochodem. Nie, nikt mi nie wmówi, że nie pamięta, że nie wie z czym taka jazda mu się kojarzy! Jest na swój sposób mądrym psem, wiele rzeczy rozumie ale skrzywienie psychiczne zostało. 

Link to post
Share on other sites
  • 9 months later...

Witajcie. 

U mojego psa dzięki mojej upartosci, również stwierdzono ta wadę. Przez niekompetencje poprzedniego weta, pies jest w bardzo złym stanie. Jeśli postawimy go na nogi do piątku,  przyszłym tygodniu operacja. Jeśli nie, będzie źle :(

Link to post
Share on other sites
  • 6 months later...

Dokończę naszą historię. 

Od początku wzięcia psa z hodowli, coś mi nie pasowało. Pies dużo sikał, mocz był smierdzący. Wizyty u weta nic nie wnosiły, a psu dochodziły nowe objawy. Zaczął wymiotować po posiłkach, był nadpobudliwy. Przez dwa miesiące weterynarz twierdził, że pies jest rozpuszczony, a wymioty są od niedojrzałego układu pokarmowego. Nasza cierpliwość dla tego człowieka się skończyła, zmieniliśmy klinikę, gdzie po zrobieniu badań krwi, pies miał diagnozę w tydzień oraz zalecenie, aby udać się do Prof. Galantego. 

Trafiliśmy do SGGW na badanie Amoniaku. Od razu zajął się nami doktor Frymus, który operuje razem z Profesorem. Koszt operacji prawie 3000 zł. Psu wprowadzono karmę hepatic, lactulose 3 razy dziennie i hepatiale. 

Operacja się udała, a pies miał tyle energii, że musieliśmy go zabrać szybciej z kliniki :) 

Potem nastąpiła seria przykrych objawów. Pies rzucał się do swojego zadu, rzucał się na ściany. Byłam przerazona I załamana, ale objawy zaczęły ustępować (jak się potem okazało, tak nasz pies reaguje histerycznie na zastrzyki). 

Po zdjęciu szwów niestety zaczął się kłopot, ponieważ wystąpił odczyn zapalny na nić wewnętrzną, co za tym szło, na brzuchu pojawiały się sączące się rany. Pies 4 miesiące chodził w kołnierzu, ale szczęśliwie udało się zwalczyć zakażenie. 

Minęło już pół roku, zaczynamy zmieniać karmę z Royal canin hepatic na karmę bytową. Wybraliśmy ACANA. 

Tak naprawdę dopiero po zmianie karmy będzie można ocenić, czy wszystko jest ok. 

Takie przeżycia nie pozostały bez wpływu na psa i jego socjalizację, ani też na nas. Jestem ogromnie przewrażliwiona na wszelkie dziwne zachowania u niego. 

Link to post
Share on other sites
  • 1 month later...

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

Announcements

×
×
  • Create New...