Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

Historia jakich wiele. Na jednym z nowotomyskich osiedli ( w Wielkopolsce) okociła się śliczna koteczka. Dobrzy ludzie dokarmiali ją i jej maleństwa. Maluszki już znalazły dom. Została kotka. Zrobiło się coraz zimniej. Okienka piwniczne szczelnie pozamykane. Mrunia garnęła się do ludzi. Jedni dokarmiali ją, inni przeganiali. Szkoda jej było. Umieściłam ją w awaryjnym dtn u kolezanki, gdzie czeka na sterylizację. Po zabiegu jak nie znajdę dla niej innego domu, wyląduje znów a ulicy. Mam czas około 2-3 tygodni.
W domu zachowuje się rewelacyjnie. Załatwia się do kuwety. Niestety musimy jej na cito znaleźć dom-choćby tymczasowy.
Kotka zgadza się z małymi psiakami.To bardzo mądra i przyjazna koteczka.


  • Replies 62
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

przydreptałam i ja do Mruni :)

Ona jest na prawdę super kocicą, gdy pierwszy raz ją zobaczyłam, od razu podeszła do nas, dała się wymiziać, brać na ręce.
Mrunia szuka domku, bo na prawdę na niego zasługuje.

Posted

Mrunia jest na razie u mnie. To naprawdę wyjątkowy kociak. Jest bezproblemowa i bardzo przyjazna. Od pierwszego dnia załatwiała się do kuwety. Śpi na moim tapczanie lub na fotelach. Jest bardzo czysta. Nie wiem czy czuje się niepewnie czy jest takim leniuchem bo tylko je i śpi. Śpi nawet w nocy!!! Podobno koty w nocy polują. Nie mam doświadczenia w tej dziedzinie.
Mrunia mieszka na piętrze i nie schodzi na parter bo tam mieszkają moje dwa duże psy, których się boi. Z moją jamniczką (prawie) już się polubiły i często śpimy razem. Kotka jest też bardzo przyjazna i cierpliwa w stosunku do małych dzieci (moich wnucząt).

Posted

Witaj Emma:lol: Jutro ok.18.30 wlecę wracając z pracy zobaczyć Mrunię. Nie rozpieszczaj jej za bardzo:lol: Jest naprawdę bardzo pogodną i przyjazną kotką.

Posted

[quote name='Pyrdka']Witaj Emma:lol: Jutro ok.18.30 wlecę wracając z pracy zobaczyć Mrunię. Nie rozpieszczaj jej za bardzo:lol: Jest naprawdę bardzo pogodną i przyjazną kotką.[/QUOTE]
Nie da się, ona sama się dopomina, Zapraszamy!

Posted

Mrunia jest bardzo ładną kocicą i taką proludzką, ona potrzebuje domku, nie może wrócić na ulicę.
Widać że jest otwarta, nie boi się zamknietych pomieszczeń (dom), przychodzi na głaski.

Co innego z moją tymczasową kocicą z rozprutym brzuchem - cały czas się chowa, a to pod szafkę w łazience, a to za ubikację.
Aczkolwiek coraz częściej gdy do niej wejdę, wychodzi po chwili i zaczyna terkotać jak traktor :)
w końcu apetyt ma, chyba już przestało ja boleć.
No ale niestety - ona po wygojeniu wraca na ulicę, do miejsca skąd została zabrana. Tam jest regularnie karmiona, miziana... z jednej strony z ciężkim sercem ją tam wypuszczę z powrotem, ale z drugiej - ona już kilka lat tam się chowała, zna teren, jest pół dziką kotką.
Popatrzcie, jaka śliczna:


i już nawet w kuwetkę nauczyła się wczoraj załatwiać swoje potrzeby - nauka trwała prawie tydzień, no ale ważne że się udało :)

Posted

Ojej, ja jestem przeciwniczką wypuszczania kotów na ulicę i jeszcze na dodatek na zimę...KOty bardzo łatwo się adoptują do nowych warunków i są ciepłolubne..MOje 2 wychodzą tylko na balkon ( mieszkam na 3 pietrze) i jakoś wcale nie tęsknią za bieganiem po trawce..Nie wypuszczaj jej..Taki proludzki kot jest narażony na niebezpieczeństwo na ulicy..Wandali nie brakuję, a jak ona idzię do ludzi to jeszcze może spotkać ją coś złego...Szkod Kici..Jest śliczna..I pomyśl, że zima za pasem...

Posted

Akrum ale ja też pisałam o kici z rozprutym brzuszkiem u Ciebie..Skąd wiesz, że jak ja wypuścisz to ona przeżyje na ulicy. A jak już zaczyna terkotać to niedługo sama będzie prosiła o głaski i ocierałą się o kolanka...

Posted

To wszystko nie jest takie łatwe. Kocia od Akrum wychowała sie na ulicy. Jest dokarmiana.
Mamy jeszcze do wydania 2 kociaki badące na obserwacji pod kątem wscieklizny( zadrapały i pokąsały dzieciaki na wsi). Mają ok. 4 miesiecy. Te podrostki z pewnościa nie dadzą sobie zimą rady.

Posted

JA niestety nie mogę już nikogo zaadoptować..Jestem sama, bez pracy i na dodatek chora..Jak idę do szpitala ktoś musi się zająć moimi kotami.POza tym adaptacja nowego dorosłego kota do dwóch dorosłych wcale nie jest taka prosta..MOje koty to kocie bidy - 13 letni rudzielec Dżako ze schronu w Częstochowie, który jest u mnie już 5 lat( wzięłam go do towarzystwa dla mojej poprzedniej KIci za TM) i 4-letnia Kicia Luna, z Ostrowca Świętokrzyskiego, którą chcieli z domu wywalić do lasu..LUnka adoptowała się ponad miesiąc...Ją też wzięłam do towarzystwa dla kocura,bo nie chciałąm żeby sam siedział w domu... I w międzyczasie rozwiązała się moja firma..9966 Ja strasznie kocham koty..Niestety sama na więcej niż dwójkę nie mogę sobie pozwolić...

Posted

Ja coś Basiu wiem na ten temat - jak widać w podpisie trochę zwierzaków się u mnie pałęta po domu. Jeden pies i jeden kot zostały wzięte "po zastanowieniu", reszta to takie właśnie bidy. I to bidy, przez które ledwo wiążę koniec z końcem. Dodatkowo staram się choć trochę wspomóc finansowo tutejszą fundację pomagającą kotom.
A jeśli chodzi o Akrum - gdyby zostawiała sobie na stałe każdego zwierzaka, któremu pomaga - jej działalność zapewne szybko by się skończyła. Uważam, że lepiej wyadoptować zwierzaka, który jest kompletnie bezradny niż tego, który dawał sobie radę na ulicy. Przykre to ale taka jest rzeczywistość.

Posted

[quote name='BasiaD']Akrum ale ja też pisałam o kici z rozprutym brzuszkiem u Ciebie..Skąd wiesz, że jak ja wypuścisz to ona przeżyje na ulicy. A jak już zaczyna terkotać to niedługo sama będzie prosiła o głaski i ocierałą się o kolanka...[/QUOTE]

Kocica przez kilka lat żyła na ulicy, na takim podwórzu przy pizzerii, tam ją dokarmiają, miejsce do spania też ma w jakiejś szopie.
Stąd wiem, że sobie z powrotem poradzi, ona się w domu nie odnajduje.

[quote name='BasiaD']POza tym adaptacja nowego dorosłego kota do dwóch dorosłych wcale nie jest taka prosta..[/QUOTE]

wiem, gdy miałam dwa dorosłe kocury w domu, wzięłam na DT kolejnego dorosłego na dodatek z depresją (patrzył na morderstwo swojej pańci, potem trafił do przytuliska). Początki aklimatyzacji były ciężki, ale się udało. Dołączył do stada.

[quote name='Monik@']A jeśli chodzi o Akrum - gdyby zostawiała sobie na stałe każdego zwierzaka, któremu pomaga - jej działalność zapewne szybko by się skończyła. Uważam, że lepiej wyadoptować zwierzaka, który jest kompletnie bezradny niż tego, który dawał sobie radę na ulicy. Przykre to ale taka jest rzeczywistość.[/QUOTE]

I tu masz rację.
Aktualnie mam w domu dwa swoje kocury i 3 psy (każdy po przejściach, jedna od stycznia nowego domu znaleźć nie mogła), do tego zabieram do domu psy tymczasowo i koty, które wymagają pomocy (tak jak ta kotka).
Gdybym tylko mogła, to kocica by na dwór nie wróciła, ale w kolejce czekają kolejne, które pomocy potrzebują.

Gdyby było możliwe, że ściany domu są z gumy, a na koncie bankowym pieniądza się mnożą - sprawa wyglądałaby inaczej.
Jednak sami wiemy, jaka jest rzeczywistość.

Ta kotka żyła na ulicy od zawsze - wiem, to jest wredne, ale ma swój świat, ma ludzi którzy ją karmią, opiekują się na tyle, że jak się coś dzieje, to wet. przyjeżdża i pomoc dostaje.
Niedawno oglądałam właśnie kilka programów o kotach, kociarach... wielu specjalistów się wypowiadało, że ratując dzikiego kota, po wyleczeniu powinniśmy mu pozwolić wrócić do jego naturalnego środowiska. To jego świat i tam się czuje najlepiej. Nie można na siłę uszczęśliwiać dzikich zwierząt, bo my myślimy że to dla nich lepsze.

Jeśli się okaże, że kotka sobie na powrót nie radzi na wolności, nie potrafi się odnaleźć, to oczywiście zostanie znów złapana i trafi do DT, gdzie będzie czekała na DS.

Posted

Wiem, wiem..Martwi mnie tylko jej "rozwalony" brzuszek i to że zima za pasem..Jak na wolnożyjące koty to rzeczywiście warunki są niezłe, ale może zrobić jej kilka ogłoszeń i ktoś się skusi..Koteczka wygląda na młodą i jest urodziwa.. A że potrzebujących o wile za duż o to też wiem..I też w miarę swoich możliwości udzilema się na dogo już od kilku lat..Nie napszę ile istnień już uratowałam i ile kasy na to poszło, na pewno i wile za dużo nim mogłam sobie pozwolić..Ale wtedy jeszcze pracowałam i miałam kasę..Teraz jest o wiele trudniej..Dlatego nie mogę czynić obietnic bez pokrycia tym bardziej że jestem chora i nie jest to choroba uleczalna ( rzs - reumatoidalne zapalenie stawów, które się tyn charakteryzuje, że pojawia się nagle i powala a potem po lekach jest czas reemisjii i tak w kółko, a jak jest atak to czasami np.w ogóle nie można wstać z łóżka) Podnoszę śliczne kicie, gdyby większość ludzi była taka jak na dogo nie byłoby tyle biedy wśród zwierząt, każdy miał swój domek byłby chciany i kochany a nie w środku zimy wyrzucany na mróz....

Posted

Na razie brzuszek się ładnie goi :)

Jeśli kocica się na powrót nie zaaklimatyzuje na zewnątrz, to oczywiście wróci do nas i będziemy jej dalej szukać DS.


A Mrunia - właśnie Emma53 co u Mruni słychać??
Słyszałam tylko, że czuje się u Ciebie jak w domu :) To typowa domowa kotka ;)
W poniedziałek sterylizacja - mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze.

A potem, potem może i DS się dla niej jakiś fajny znajdzie??

Posted

Czytam i wydaje mi się że cioteczki myślą że Mrunia i Twoja kotka to to samo. Kotek z raną na brzuszku, którego ma Akrum jest dzikuskiem, moja Mrunia mimo że mieszkała pod blokiem to dama. Od pierwszego dnia załatwiała się do kuwety. Wcale się mnie nie boi, przychodzi sama na mizianie. Śpi na fotelu lub u mnie w łóżku. Pierwsze dni trochę miauczała pod drzwiami lub przy oknie aby ją wypuścić, teraz siedzi na parapecie i ogląda świat. Jest bardzo grzeczna i przyjazna. Dzisiaj zrobiłam jej następne zdjęcia i przesłałam pyrdce może wklei.

Posted

NIe nie..Wiemy, że to dwie różne kicie..Po prostu Akrum przy okazji odwiedzin u Mruni napisała o swojej tymczasowiczce z rozerwanym brzuszkiem, a mnie się zrobiło jej żal, bo jak widac pomimo, że dzika jakoś się przystosowuje, a ten rozerwany brzuszek bardzo mnie niepokoi..JAk będzie żyła "na wolności" nie wiadomo co jeszcze może ją spotkać, wiadomo że w domku byłoby zdecydowanie bezpieczniej..A jeśłi chodzi o zdjęcia Mruni to baaardzo chętnie..Prosimy bardzo. I mocno trzymamy kciuki za domek!!!

Posted

O tak tak, na zdjęcia Mruni czekamy z niecierpliwością, chociaż jutro i tak Mrunie zobaczę na żywo, bo na sterylce się spotkamy :)



A kotka u mnie - brzuszek się ślicznie goi - dawała sobie go w miarę smarować, choć nie obyło się bez drapania mnie i fukania na mnie, jutro wyciągamy szwy :)

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


×
×
  • Create New...