W poniedziałek Jamor łapał Amelkę a ja po osiedlu ganiałam za malutkim kotkiem...
W nocy z niedzieli na poniedziałek nie mogłam spać...siedziałam na balkonie i usłyszałam wrzask kotka..wrzask, krzyk rozpaczy....chodziłam, nawoływałam i namierzyłam. Był na zamkniętej posesji. Musiałam czekać do rana, aż otworzą mi bramę. Dałam jeść. Kotek uspokajał się na chwilkę jak tam byłam, a jak tylko odchodziłam to darł się wniebogłosy.
Rano próbowałam go złapać, wchodził pod samochody...pomógł mi 7 letni chłopczyk Fabian.
I tym sposobem Milo vel Melonik już bezpieczny.
Od razu zaliczył weta. Ma 2,5 miesiąca, waży 1 kg. Ma początki kociego kataru. Dostał kropelki do oczu. Odrobaczony. Testy ujemne.
Bardzo dziękuje Fundacji ZEA za pokrycie kosztów badania maluszka
Do piątku kocio ma bezpłatne lokum u mojej przyjaciółki Uli. Niestety, wyjeżdża w sobotę i kitku pojedzie do Murki.
Ja chyba przestanę z domu wychodzić....
Przedstawiam małego diabełka tasmańskiego