Jak obiecałam dotarłam dzisiaj do schroniska, ale Fikus miał już zaplanowany harmonogram dnia ;) , a mianowicie poszedł dzisiaj na kastrację. Po tym jak dostał już zastrzyk miałam go na chwilkę dla siebie. Jak zawsze zadowolony z życia i wesoły przywitał się ze mną, trochę się poprzytulaliśmy, podał mi łapę na komendę (2 razy :jumpie: ). Nawet dostałam buziaki od niego, a potem słaniając się lekko na nogach poszedł na zabieg. A ja wziełam innego psiaka na spacer z myślą, że zanim będę wracać do domu to do niego zajrzę i posiedzę z nim chwilę. Poszłam i jak się okazało Fikus rozwalił sobie szwy i trochę "ciałka" spod nich wyszło, być może były trochę za luźno w każdym razie Fikus cały czas się lizał w tym miejscu nawet w czasie kiedy był odprowadzany do boksu po zabiegu. Na szczęście zaraz po tym jak powiedziałam o tym p. Ani pojechał (już w kołnierzu) do kliniki na ponowne szycie. Teraz zastanawiam się czy on ma więcej szczęścia czy pecha w swoim życiu.
Maciaszku proszę o zmianę opisu, nowy jest w poierwszym poście (jeśli jest trochę za długi to możesz skrócić o początek o jego domach) i dodanie, że został wykastrowany