Do kitu, szczekam Wam :(
Jestem zestresowana okrutnie, bo mnie Guś zawlokła do wetki Małgosi - rzekła, że tylko jej ufa ...
No bo tak: coś mi w gardle przeszkadzało, chciałam to wykrztusić, ale się nie dało, to zaczęłam zlizywać podłogę, dywan, chodnik .... nawet kapcie Guśczyne co je na girach miała. "To już po raz kolejny tak jest! koniec! jedziemy!" nawrzeszczała. W autobusie podłogę też umyłam, przed gabinetem straciłam, jak zawsze, ok, kilograma sierści na nerwowym tle ... Prześwietlenie, USG, trzy zastrzyki - "zapalenie krtani, ale anomalii na zdjęciu nie widać" ... cosik moje zastawki dr Michałowi nie przypadły do gustu - w środę konsultacja kardiologiczna, jutro od rana zastrzyki + pobieranie krwi, bo jakąś tarczyce zamiarują sprawdzać :( Serce leży na czymś, czego ten aparat USG nie widział i nie wie co to je? być może jakaś zmiana pourazowa (wiele lat temu osiedlowa łachudra zasunęła kopa, bo śmiałam podbiec do ze wszech miar rasowego jorka zachęcając go do zabawy :( )
Do kitu ... :(
Serdeczności zostawiam. Ovo