Czyli Lampo nadal przebywa u tych podłych ludzi,co nawet wody w upał mu nie dają do picia,bo "właścicielka"twierdzi,że rzadkie jadł(pewnie jakieś zlewki albo zupę).Aż mnie serce boli,jak pomyślę o tej cholernej adopcji i o tym co ten biedak tam przeżywa.Schronisko oddaje psa i koniec,nieważne gdzie trafił,jednego mniej.Moim zdaniem wizyty poadopcyjne powinny być podstawą,bo cóż to za adopcja jak pies trafia do gorszych warunków niż w schronie.W schronie przynajmniej miałby karmę i wodę,a może nawet spacery.