W mojej rodzinie była właśnie mama chora na raka, po chemioterapii, nie chodząca. Lekarz przyjeżdżał po każdym telefonie, a pielęgniarki/opiekunki, to właśnie z Caritasu mieliśmy. To była prawie 8 lat temu. Jak jest teraz, ciężko mi powiedzieć :/
Zresztą, ja do teraz jestem wdzięczna lekarzowi pierwszego kontaktu, za to jak szybko moja mam znalazła się na wizycie u onkologa. To była dosłownie kwestia doby. W jednym dniu była u ogólnego z wynikami badań, a następnego już miała onkologa. Wszystko załatwiał lekarz ogólny.
Zresztą później, też służba zdrowi nas nie zawiodła. Normalnie, moja mama powinna leżeć i brać chemię w Opolu albo Kędzierzynie-Koźlu, bo to najbliższe oddziały onkologiczne. Jednak moja mama mogła leżeć u nas w szpitalu w Krapkowicach. Specjalnie dla niej ściągali chemię do miejscowego szpitala.
Wiem, że Polska służba zdrowia pozostawia wiele do życzenia :/ Jednak wtedy w przypadku mojej mamy, wszystko zrobili jak należy, a nawet więcej :)