To se poczekacie :P
Dziś tak pechowy dzień, że gdybym nie była w ciąży, to bym sobie flaszkę walnęła :/
Mieliśmy fajny plan na cały dzień. Chcieliśmy jechać do Deutsche Muzeum w Monachium, a potem odwiedzić naszą chrześnicę, bo też mieszka w Monachium.
Wyjechaliśmy z domu chwilę po 11. Po przejechaniu około 20km, autem zaczęło szarpać, zapaliła się kontrolka z silnika :/
Zawróciliśmy do domu szwagra. Chłopaki sczytali błędy z komputera, poodkręcali świece, cewki i pojechali do sklepu póki jeszcze było otwarte.
W sklepie kupili tylko nowe świece, a cewki nie mieli. Wymienili świece, ale autem nadal szarpało :(
Więc w auto szwagra i do Monachium szukać cewki. Jak dojechaliśmy do sklepu, okazało się, że w całej okolicy nie mają cewki do naszego auta :/
Wobec tego, podjechaliśmy do naszej chrześnicy na chwilkę, bo i tak już byliśmy w tym mieście ;)
Jak wracaliśmy, okazało się, że Theodor zapomniał o swoim osiołku, z którym się nie rozstaje :/
Oczywiście płacz na całe auto, bo on chce osiołka. A my już przejechaliśmy ponad 70km w kierunku domu szwagra, nie swoim autem i Bogdan stwierdził, że się nie wróci po maskotkę :(
Zadzwoniłam do kuzynki i poprosiłam, żeby ją do nas wysłała pocztą. Theodor dał się uspokoić jak dowiedział się, że za kilka dni osiołek do niego wróci :)
Dobrze, że wziął też misia, to dziś śpi z misiem.
Przyjechaliśmy do domu i został nam już tylko jeden ratunek-telefon do ADAC i nadzieja, że facet będzie miał cewkę i naprawi nam auto przed jutrzejszym wyjazdem.
Teraz właśnie facet jest przy naszym aucie i mam nadzieję, że jak chłopaki wejdą do domu, to będą mieć dobre wieści :/