-
Posts
2372 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
5
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by Madie
-
Rambo. Generalnie kocham tego kota z całego serca i po cichu miałam nadzieję, że zostanie u mnie. Niestety, nie damy rady. Mimo podjętych wszystkich działań jakie mi do głowy przyszły, poświęceniu mnóstwa środków na feliwaye w cały domu przez ostatnie dwa miesiące, konsultacje z wetem, Rambo terroryzuje moją Leję. I to niestety nie zabawa, a terror. Rzuca się na nią przy miskach, nie pozwala ze mną spać, atakuje jak ona śpi, gryzie ją do krwi, itd itd. Część to zabaw, ale niestety część to widać że dominacja, a Leja marnieje. Ledwo się rusza z miejsca, żeby mogła spokojnie jeść trzeba stać nad nimi i trzymać Rambo. Biedna do wszystkich kotów zawsze taka groźna, ale małemy łobuzowi się nie odwija i na wszystko mu wolno. Niestety Megi też się dostaje. Ale ona potrafi go ustawić. Z kocurami kłopotu nie ma. Rambuś więc szuka domu.,
-
Doszły wpłaty od Bakusiowej i Sharki, razem 150 zł. Bardzo Wam dziewczyny dziękuję.<3 <3 <3 Kupimy za to jedzenie. Jak tylko wrócę do domu (czwartek) wstawię rachunek na wątek i w ogóle podsumuję nasze wydatki. Wiecie, mówimy ciemnogród o Polsce, fakt, na tle wiodących europejskich społeczeństw wypadamy słabo, ale teraz pierwszy raz pracuję z Indii i boję się wychodzić z hotelu. I powodem nie jest wcale strach przed ludnością miejscową, rabunkiem, czy poparzeniem słonecznym (40*). Po prostu gdziekolwiek spojrzę widzę psy. Na ulicach, autostradach, leżące w śmieciach, piachu, błakajace się w ruinach w jasnym świetle dnia, próbujące przetrwać. Całą kartę pamięci mam zapchaną nie zdjęciami świątyń czy roślinności a właśnie zdjęciami psów. Psy które widziałam na początku nie wydawały się być cierpiące. Fakt spały na środku ulic, były chude, ale wyglądały na spokojne a ludzie je ignorowali. Nie widziałam tutaj celowej, wyrachowanej przemocy wobec zwierząt. Wszystko zmieniła ta niedziela (de facto moje urodziny) i jedyny dzień wolny od pracy. Wybraliśmy się na plażę, przez co przejechaliśmy całe miasto. Na straganach w pełnym słońcu i ciasnych małych klatkach żywe kurczaki. Z opcją zabicia na miejscu. Bez wody, bez jedzenia. Na plaży w samo południe (43*) popędzane szpicrutą konie do galopu, żeby turyści mogli się na nich przejechać. Bez wody, w pełnym słońcu. Bliżej wody pełno leżących nieopodal ludzi bezdomnych psów. Wiatr od oceanu daje ochłodę a one zagrzebują się w mokrym piasku. Pogłaskałam kilka, wywalały brzuch do góry. Nie szły za mną (chyba pękłoby mi serce gdyby to zrobiły) ale cieszyły się z zainteresowania człowieka. Celowo nie dawałam nic do jedzenia. Nie wrócę pewnie w to samo miejsce, niech nie czekają. To okrucieństwo przyzwyczajać je do dobrego wiedząc, że potem nikt się nimi nie zainteresuje. Jeden z nich miał głęboko ranę na udzie, starą, ale wciąż widoczą i pewnie bolesną. Potem już było tylko gorzej. Wracając szliśmy długo wzdłuż drogi szybkiego ruchu, słońce w zenicie, udar przy dłuższym chodzeniu murowany, a na chodniku przed nami koszmar. Mały piesek, na oko 4-5 miesięcy, kości obciągnięte skórą, słaniający się na nogach, obojętny wobec przechodzących ludzi. Szukał jedzenie. Znalazł dużego martwego pająka, sprawdził łapką czy nie żyje, zjadł i minął nas. Nie miał w ogóle sierści, cała skóra była pokryta drążącym świerzbem i ranami. Na ogonie były już larwy. Do teraz pluje sobie w twarz że mu nie pomogłam. Mogłam wziąć do weta, choćby uśpić i skrócić mu cierpienia bo na pewno nie przeżyje. Niestety żaden rikszarz, taksówkarz, nigdy by nie wziął mnie z nim gdziekolwiek. W niedzielę było także świeto narodowe, wszystko pozamykane...Moje usprawiedliwienia brzmią pewnie rozsądnie ale prawda jest taka, że po prostu go zostawiłam na pewną śmierć :(((( Wczoraj to samo, przy naszym biurze. Noc. Kulejąca chudzina prosząca o pomoc wszystkich dookoła, po wypadku, kulawa. Tym razem wszyscy go przepędzali. Nam nie pozwolili ochroniarze dać mu nawet wody, bo nie chcą żeby tu przychodził. Mam tylko obraz w głowie jak biedny odchodzi środkiem ulicy, mijany samochodami prosto w ciemność. Wierzę, że Indie mogą się podobać z różnych powodów. Natomiast podejście do żywego stworzenia jest tam zupełnie inne. Po prostu obojętne ( pewnie nie licząc wyjątków). Ja wyjeżdżam stąd "chora". Nie chciałabym tu wracać, bo nie lubię siedzieć bezczynnie, a pomóc tu można w bardzo ograniczony sposób.
-
Dziadziuś Pirat z ogromnym guzem wyciągnięty z zamojskiego schroniska
Madie replied to ala123's topic in Już w nowym domu
Jakież cudowne wieści!!!!!! -
Moi Drodzy. Zrobię szybkie podsumowanie. Od tego poniedziałku przebywam w Indiach na delegacji o której dowiedziałam się 4 dni wcześniej...Będę poza domem do 25 czerwca. A co do wieści: Wróciłam 5tego czerwca po 2 tygodniach nieobecności. Kociaki przeżyły, zostały zaszczepione i dostały nową tabletkę na odrobaczenie. Mamusia została także zaszczepiona i 25 czerwca czeka nas sterylizacja. Kociaki sa już gotowe do adopcji, ale nikt o nie nie pyta :( Poproszę Brata żeby więcej zdjęć zrobił i wstawię na wątek. Wszystkie szkraby to dziewuszki. Niestety podczas mojej nieobecności bardzo pochorował się Rambo. Miał silną biegunkę i wymioty. Trzeba było podac antybiotyk. Brat stanał na wysokości zadania i kotuś po kilku wiytach i podawaniu leków w domu stanął na nogi. Na tę chwilę domu szukają u mnie: Rambuś, Gaja (miziasta matka maluchów) i 3 kolorowe dziewczynki. Bardzo proszę o: -pomoc w ogłaszaniu jak już tylko wstawię zdjęcia ( był jeden dom oglądać, ale 4 piętro bez opcji zabezpieczenia balkonu) -pomoc w zakupie karmy suchej (Purizon), puszek (kotki jedzą 1 dziennie dużą MAC's, oraz żwirku. Wszystko już nam się kończy. Za wizyty zapłaciłam 300zł na szczepienia (75 od kota) + 70 za odrobacznie x2. Przed nami jeszcze sterylka Gaji i 2 szczepienie kotków. Nie wyrobię po prostu.
-
Dziadziuś Pirat z ogromnym guzem wyciągnięty z zamojskiego schroniska
Madie replied to ala123's topic in Już w nowym domu
Wiadomo jak stosunek Psiaka do kotów? -
Dziadziuś Pirat z ogromnym guzem wyciągnięty z zamojskiego schroniska
Madie replied to ala123's topic in Już w nowym domu
Melduje się u staruszka. Na razie nie pomogę $ ale będę miała na uwadze -
Szybkie podsumowanie przed moim wyjazdem jutro. Kotka i dzieciaki dobrze. Wszystkie kupy mają już zupełnie normalne i łobuzują jak się patrzy. Gaja jutro pewnie pójdzie do weterynarza z moim Bratem (jeśli tenże weterynarz potwierdzi rano że ma USG u siebie). Jeśli nie to najpóźniej po weekendzie wykluczymy/potwierdzimy ciążę. Ona je bardzo dużo a chudnie. Byliśmy u weta w poniedziałek. Pan doktor przyjął nas za darmo (nie wziął nic za wizytę od Gaji, tylko koszt 2 odrobaczenia), dokładnie ją posłuchał, zajrzał do uszu, paszczy, przyciął pazurki, zmierzył tempeaturę. Wszystko jest 100% w normie. Za Advocate które jej zakropliłam zapłaciłam cenę hurtową 33zł. Za puszki MAC'a (schodzi na nich jedna 400 gramowa dziennie) ponad 100. Zużyłam na ten cel $ przekazane przez Bakusiową. Mogę wstawić rachunek. Razem rodzinka jest na minusie 323 zł Jeśli chodzi o Rambo to on też został odrobaczony (33zł) i obejrzany. Czeka nas jeszcze kontrola u dr Garncarza w połowie czerwca. Chłopak ma apetyt i siłę, ale od czasu odrobaczenia zdarza mu się zwymiotować i ma luźną kupę. Kupiłam probiotyk, mają mu chłopaki przez weekend podawać. Jeśli nie przejdzie czeka go wizyta u weta. Był telefon o "bakusia", Pani chciała do starszego pieska. Wygląda na naprawdę fajny dom. Niestety Pani chce "na już" ale mogła się spotkać dopiero jutro, a jutro mnie już nie ma. umówiłyśmy się, że jeżeli nie zaadoptuje żadnego kociaka do 5 czerwca to się do mnie odezwie. Zostawiam całe towarzystwo, moje i przybrane, w naprawdę dobrych rękach na czas mojej nieobecności, więc nie trzeba się obawiać.
-
Szybki update, bo duZo sie dzieje.Kocięta dużo lepiej, są słodkie, próbują naprawdę dobrze korzystać z kuwety, widać już ich charaktery i każde jest absolutnie niepowtarzalne. Jedzą, piją, mimo naprawdę niewielkich rozmiarów robią w około siebie sZalony kocioł. Kupy lepiej, tylko jedno jeszcze robi cuchnące placki koloru żółtego. To były dobre wieści. Teraz czas na matkę.Gaja ł wyglądała poza osłabieniem i tym jej brzuchem na okaz zdrowia. W nocy dziś się to zmieniło. Weszłam do pokoju bo dziwny zapach mnie obudził (mimo zamkniętych drzwi). Pokój zarzygAny ( przepraszam za użycie słownictwa ale inaczej się nie da). Kota w pozycji bólowej, nawet do mnie nie podeszła. PosprZątałam, wyczyściłam kuwety, szykowalam się na wyjazdu do Weta. Patrzę Gaja leci do kuwety, kuca i nic...napina się, przeraźliwie miauczy, trysnęła cuchnąca woda z pupy, koloru brudnej herbaty i zapachu który zabijał. Ale wszystko trwało dużo za długo.Potem zaczęła się gwałtownie ślinić, miauczeć i zwymiotowAła (wręcz chlustajac) kolejnymi wielkim porcjami strawionego na miazgę jedzenia. Przerażona cholernie biorę Kota ze sobą i w te pędy do weta. Niedziela nad ranem ale się dobiłam.niestety tylko do tego najbliższego, ale co zrobić. Wet zbadał temperaturę, obmacał brzuch, trochę wypytał. Zalecił usg i badania krwi, ale nie dziś bo będą zafałszowane przez wymioty. Dał no-spe i tyle. Ja, ponieważ oboje podejrzewaliśmy zatkanie się( w wymiotach były białe kawałki robaków), dałam jej jeszcze dużo parafiny przed spaniem. Rano cała podłoga w tłustej parafinowej kupie (znów bardzo rzadkiej) ale kotka się czuje wyraźnie lepiej. Zjadła, wszystko zostało w brzuchu, jutro idziemy do kliniki na badania. Pytanie za 100 punktów - jakie badania wykonać ? Jakie jest sens ? Oprócz usg rzecz jasna na które i tak będziemy musieli się umówić .jakby komuś coś do głowy przyszło to dajcie znać
-
Spoko to tylko kanapa. Cieszmy się ze to skóra, materiału bym nie domyła ;) Kociaki dokazują od rana :) zrobienie kupy pomogło i teraz uprawiają zapasy i w ogóle energia je roznosi. Kotka ich już nie karmi, paca je łapami delikatnie i skopuje jak chcą do cyca podejść. Ale opiekuje się nimi bardzo ładnie. W ogóle ma cudowny charakter. Bardzo dużo je i odpoczywa ale nic dziwnego. Poniewaz dawno nie miałam takich maluchów to podpytałam bardziej doświadczonych na kocim forum. I radzą maluchy dokarmiać trochę gerbarkami z indykiem, mięsem surowym dobrej jakości i convem. Conv mam, mięso kupuje i tak dla swoich, gerberki chłopakom zostawię żeby dawali kotom jak wyjadę na 10 dni ( martwi mnie tak przerwa bo kociaki naprawdę małe ) no i będę podawała espumisan w kroplach. Mama kocia (może Gaja?) ma twardy brzuch. Myślałam ze to robaki ale może to być mimo posiadania małych kociąt, kolejna ciąża. Warto by się zastanowić nad usg...