-
Posts
284 -
Joined
-
Last visited
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by bunia2010
-
Prokuratura zajmie się hejtem na sędzię, która wydała wyrok w sprawie Karoliny P. https://www.tuolawa.pl/artykul/43869,prokuratura-zajmie-sie-hejtem-na-sedzie-ktora-wydala-wyrok-w-sprawie-karoliny-p Jak już pisaliśmy, 3 lutego Sąd Rejonowy w Oławie nieprawomocnie skazał Karolinę P. m.in. za kradzież psa. Chwilę potem na profilu organizacji ratującej koty, a prowadzonej przez Karolinę P., na sędzię wylała się fala hejtu 3 lutego Sąd Rejonowy w Oławie uznał Karolinę P., pochodzącą z Jelcza-Laskowic, za winną wszystkich zarzucanych jej czynów i wymierzył karę łączną 8 miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na 3 lata, przy czym zobowiązał oskarżoną do informowania sądu o przebiegu okresu próby. Sąd orzekł też wobec Karoliny P. obowiązek naprawienia wyrządzonej szkody poprzez zapłatę na rzecz właściciela psa 1200 zł - taką wartość psa sąd przyjął na podstawie wyceny biegłego. Do tego orzeczono zakaz zajmowania przez Karolinę P. stanowisk w stowarzyszeniach i organizacjach, których celem jest ochrona praw zwierząt - na okres 3 lat. Nadto Karolina P. musi zapłacić nawiązkę w kwocie 5 tys. zł na rzecz oławskiego stowarzyszenia "Podaj łapę". Wyrok nie jet prawomocny. Jeszcze tego samego dnia na profilu facebookowym organizacji, zarządzanej przez Karolinę P., zamiast treści wyroku, pod zdjęciem wychudzonego psa z Ratowic pojawiła się jej wersja tego, co zdarzyło się w sądzie: - Sąd uznał, że ten pies nie potrzebował ratunku. (...) Był 1 lutego 2022 roku. W nocy były minusowe temperatury. Tego dnia zobaczyliśmy psa, którego obrazu nie da się zapomnieć. Wychudzony. Skóra i kości. Bez podszerstka. Przywiązany metrowym sznurem do kawałka blachy. Bez budy. Bez schronienia. Bez wody. Bez jedzenia. We własnych odchodach. Z kolczatką wbijającą się w szyję. Trząsł się. Nie ze strachu. Z zimna. Dla takiego psa to nie była „trudna sytuacja”. To był wyrok śmierci. Mamy zdjęcia. Każdy może je zobaczyć i sam odpowiedzieć sobie na pytanie, czy ten pies naprawdę nie potrzebował pilnej pomocy. Zabraliśmy go stamtąd, bo nie dało się go tam zostawić i patrzeć, jak umiera. Pies trafił pod opiekę specjalistycznej organizacji zajmującej się dogami. Bezpieczny. Ogrzany. Nakarmiony. Zaopiekowany. I dziś słyszymy, że według sądu – ratunek nie był potrzebny. Sprawa jest w toku. Walczymy dalej – w apelacji... Przypomnijmy, że sprawa nie dotyczyła tego, czy psa w ogóle trzeba było ratować (a trzeba było, bo był przetrzymywany w złych warunkach, co sędzia wielokrotnie mówiła), tylko kradzieży psa, znęcania się nad nim i wtargnięcia na cudzą posesję. W licznych komentarzach pod "organizacyjną", zmanipulowaną wersją wyroku, natychmiast pojawił się hejt - autentyczny lincz na sędzi, wydającej wyrok. Nie będziemy tu cytować wpisów, bo są ostre, obrażające, godzące w dobre imię sędzi, której nazwisko pada wiele razy. Te - "sędzia na ten powrozek i niech gra na pustych miskach", "sędzia kwalifikuje się na ten sznur", "widać że sędziowie to też zwyrodnialcy" - należą do łagodniejszych. Przez jakiś czas administrator profilu nie reagował, ale poszczególne osoby zaczęły usuwać swoje komentarze. Gdy napisaliśmy o wyroku i hejcie, potem zrobiła to "Gazeta Wrocławska", a "Gazeta Wyborcza" zajęła się głównie sprawą hejtu w tekście: "Sąd: odebranie psa było bezprawne. Fala hejtu na sędzię po wyroku" - administrator przestraszył się i post ze strony organizacji Karoliny P. usunięto wraz z komentarzami. To jednak nie zmienia faktu - wyjątkowo agresywny hejt miał miejsce. W związku z tym prezes Sądu Rejonowego w Oławie przesłała w ubiegłym tygodniu do Prokuratury Rejonowej w Oławie zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez komentujących. Chodzi o znieważenie funkcjonariusza publicznego, a nawet o groźby karalne. Do zawiadomienia dołączono zrzuty ekranu z komentarzami na profilu organizacji prowadzonej przez Karolinę P. Prokurator rejonowa Małgorzata Rosińska potwierdza wpłynięcie takiego zawiadomienia. Mówi jednak, że ze zrozumiałych względów wystosowała już wniosek do Prokuratury Okręgowej we Wrocławiu o wyłączenie oławskiej prokuratury z tej sprawy (nasza prokuratura wciąż jest stroną w sprawie przeciwko Karolinie P.). Sprawą hejtu na oławskiej sędzi zajmie się więc inna prokuratura.
-
Jest wyrok - Karolina P. skazana https://www.tuolawa.pl/artykul/43737,jest-wyrok-karolina-p-skazana Jerzy Kamiński Chodzi o głośny proces działaczek prozwierzęcych Karoliny P. i Magdaleny Ł. - 3 lutego 2026 roku Sąd Rejonowy w Oławie uznał oskarżoną Karolinę P. za winną m.in. kradzieży psa. Wyrok nie jest prawomocny. Strony zapowiedziały odwołanie się od niego Karolinę P. i Magdalenę Ł. prokuratura oskarżyła o wtargnięcie na prywatną posesję w Ratowicach. Tę pierwszą oskarżyła dodatkowo o kradzież psa Peruna i znęcanie się nad nim. 3 lutego Sąd Rejonowy w Oławie uznał Karolinę P., pochodzącą z Jelcza-Laskowic, za winną wszystkich zarzucanych jej czynów i wymierzył karę łączną 8 miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na 3 lata, przy czym zobowiązał oskarżoną do informowania sądu o przebiegu okresu próby. Sąd orzekł też wobec Karoliny P. obowiązek naprawienia wyrządzonej szkody poprzez zapłatę na rzecz właściciela psa 1200 zł - taką wartość psa sąd przyjął na podstawie wyceny biegłego. Do tego orzeczono zakaz zajmowania przez Karolinę P. stanowisk w stowarzyszeniach i organizacjach, których celem jest ochrona praw zwierząt - na okres 3 lat. Nadto Karolina P. musi zapłacić nawiązkę w kwocie 5 tys. zł na rzecz oławskiego stowarzyszenia "Podaj łapę". Jeżeli chodzi o Magdalenę Ł., sąd uznał ją za winną zakłócenia miru domowego (wejścia na prywatną posesję, skąd zabrano psa) i wymierzył jej karę grzywny w wysokości 2 tys. zł. Sąd zasądził też zapłacenie kosztów sądowych - od Karoliny P. w wysokości 5363 zł, a od Magdaleny Ł. - 1954 zł. To jeszcze nie wszystko. Sąd orzekł też podanie wyroku do publicznej wiadomości poprzez wywieszenie go na tablicy ogłoszeniowej Sądu Rejonowego w Oławie oraz Urzędu Miejskiego w Siechnicach na 3 miesiące, a także opublikowanie wyroku w "Gazecie Powiatowej - Wiadomości Oławskie". - Zarzuty, które zostały postawione obu oskarżonym, są słuszne - uzasadniała wyrok sędzia Dorota Grzywacz. - W ocenie sądu zabór psa był tu bezprawny. Nie zachodził w niniejszej sytuacji ani stan wyższej konieczności, ani żadna inna okoliczność uzasadniająca ten zabór. Nie zostały spełnione warunki tzw. interwencyjnego odbioru zwierzęcia. Z ustnego uzasadnienia wyroku: Zdaniem sądu bezsporne okoliczności, które zostały przedstawione w procesie, wskazują warunki, w jakich pies wtedy przebywał - były nieprawidłowe, co nie budzi wątpliwości sądu. Natomiast takie działania oskarżonych, jakie przedsięwzięły, w ocenie sądu były bezprawne, ponieważ ten pies nie znajdował się w stanie, który bezpośrednio zagrażał jego zdrowiu i życiu. Zabranie psa było więc bezprawne. Wejście w powyższych okolicznościach na posesję również sąd uznał jako bezprawne. Zdaniem sądu zostały spełnione znamiona przestępstwa kradzieży, o czym świadczą okoliczności, jakie miały miejsce przed zdarzeniem i później. Wynika z nich w sposób nie budzący wątpliwości realizowanie tego zamiaru przez Karolinę. P. Oskarżona - dowodził sąd - już przed wejściem na teren posesji szukała miejsca, gdzie przywiezie psa. Nie psa, "który być może zostanie przywieziony", tylko "którego przywiezie". Po zaborze psa fakt jego przewożenia z miejsca na miejsce w zasadzie tylko po to, aby go ukryć przed organami ścigania, w sposób nie budzący wątpliwości wskazuje, że oskarżona postąpiła z psem jak z własnym. Nie tylko chodzi tu o przysporzenie sobie majątku, ale to jest postąpienie z rzeczą/psem tak, jak może postąpić tylko właściciel. Przekazanie tego psa dalej, uniemożliwienie jego odzyskania, rozporządzanie nim bez najmniejszej zgody i porozumienia z właścicielem, świadczy o tym, że oskarżona postąpiła z psem jak z własnym. Jeżeli chodzi o znęcanie się nad zwierzęciem, to na podstawie opinii ostatniej pani biegłej, którą sąd uznaje za rzetelną i pełną, oraz na podstawie zeznań, można uznać, że przewożenie psa z miejsca na miejsce bez możliwości zaadaptowania się do nowych warunków było zbędnym cierpieniem dla zwierzęcia i stresem, co było czynione świadomie. Sąd nie dał wiary oskarżonej, że ona tego psa oddała i w zasadzie to nie wie, co się z nim stało. Logika i doświadczenie życiowe wskazują, że musiała doskonale wiedzieć, co się z psem dzieje i to ona sterowała pobytem tego psa i kierowała tym, gdzie on się znajdował. To na jej polecenie działały wszystkie osoby, które jej pomagały, choć zapewne w dobrej wierze. Czyn, który został przypisany Karolinie P., w ocenie sądu jest czynem o wysokim stopniu społecznej szkodliwości, dlatego też sąd przychylił się w zasadzie do wniosku prokuratury o wymierzenia jej kary pozbawienia wolności (w zawieszeniu) - obniżył jednak tę karę (prokurator chciał roku w zawieszeniu). - Wina Karoliny P. jest wysoka - dowodziła sędzia Dorota Grzywacz. - Doskonale zdawała sobie sprawę z tego, co robi i jak to robi. Nie wykazała żadnej skruchy, sąd nie znalazł tu żadnych okoliczności łagodzących. Sędzia przyznała parę razy, że pies nie powinien znajdować się w takich warunkach, w jakich przebywał w Ratowicach, ale zdecydowanie reakcja i środki zastosowane przez Karolinę P. były bezprawne, pomijając to, że w żaden sposób nie spełniła podstawowych warunków odpowiedniej ustawy. - Jeżeli to była sytuacja, że pies wymagał natychmiastowej interwencji, należało to zrobić w innym trybie, a jeżeli nawet miałby to być tzw. interwencyjny odbiór zwierzęcia, to gdzie policja czy straż gminna? Być może oskarżona wcale nie chciała, aby te służby brały udział, bo być może wtedy w ogóle nie doszłoby do zabrania psa. To w ocenie sądu też świadczy o zamiarze bezprawnego zaboru zwierzęcia. Jeżeli chodzi o Magdaleną Ł., to sąd wymierzył jej jedynie karę grzywny za naruszenie miru domowego. - Zdecydowanie widzę tu mniejszy stopień winy - uzasadniała sędzia Grzywacz. - Niewątpliwie działała ona w pewnym zaufaniu do pani Karoliny P. Nie brała też udziału we wszystkich ustaleniach, tylko została poproszona o pomoc i tej pomocy udzieliła, z tym że oczywistym jest w ocenie sądu, że gdy już doszło da takiej sytuacji, to jej zachowanie również wypełniło znamiona czynu zabronionego. Sąd wymierzył najłagodniejszą możliwą karę przewidzianą za taki czyn. Sąd przychylił się też do wniosku prokuratora, aby podać wyrok do publicznej wiadomości, bo niewątpliwie - jak mówiła sędzia - była to sprawa omawiana w mediach, komentowana, a opinia publiczna była nią zainteresowana. Podanie wyroku do publicznej wiadomości wydaje się celowe też z uwagi na orzeczenie wobec Karoliny P. zakazu zajmowania stanowisk w stowarzyszeniach i organizacjach, których celem jest ochrona praw zwierząt. Co na to to wszystko strony? - Wydaje mi się, że sąd starał się zrobić to łagodnie, natomiast moim zdaniem absolutnie wyrok nie jest sprawiedliwy i to w bardzo wielu aspektach - komentuje oskarżona Magdalena Ł. - Przede wszystkim sąd bardzo delikatnie ujął, że warunki przetrzymywania psa były niewłaściwe i że być może trzeba było to zrobić troszeczkę inaczej. Jednocześnie mamy prokuraturę, która sprawy nawet nie umorzyła, tylko w ogóle w żaden sposób nie rozpatrzyła winy właścicieli - ludzi, którzy się nad tym psem znęcali, bo tak - to było znęcanie się nad psem, złamanie bardzo wielu przepisów ustawy o ochronie zwierząt. To był brak zapewnienia schronienia psu w warunkach atmosferycznych bardzo nieprzyjemnych i niebezpiecznych dla zdrowia tego psa. To było uwiązanie psa na uwięzi sprawiającej mu stały ból i stały dyskomfort. To był brak naturalnego dla tego gatunku ruchu. Brak możliwości naturalnych zachowań dla gatunku. To było utrzymywanie psa w stanie rażącego niechlujstwa, mówiąc wprost - w stercie kup! A przede wszystkim to było znęcania się psychiczne nad tym psem! Myślę, że będę się odwoływała od tego wyroku, bo wyrok w takiej formie, w jakiej zapadł, jest dawaniem przyzwolenia na dalsze znęcanie się nad zwierzętami. - Jesteśmy bardzo usatysfakcjonowani wyrokiem - mówił z kolei mecenas Jarosław Litwin, oskarżyciel posiłkowy, reprezentujący poszkodowanego właściciela psa. - Taka działalność, jaką wykonuje oskarżona (mecenas miał na myśli Karolinę P. - red.), nie ma nic wspólnego ani z ochroną zwierząt, ani z działaniem na rzecz interesu społecznego. To powinna być działalność społecznie odpowiedzialna, która respektuje przepisy powszechnie obowiązujące. Jeżeli nie było podstaw do zabrania zwierzęcia, to zwierzę powinno zostać zwrócone. Jeżeli nie zostało zwrócone, to są konsekwencje takiego postępowania. Mamy nadzieję, że jeżeli wyrok się uprawomocni, to będzie przestrogą dla innych osób, które chciałyby w ten sposób funkcjonować w społeczeństwie. Wyrok nie jest prawomocny. Na sali rozpraw 3 lutego była Magdalena Ł., był przedstawiciel prokuratury oraz oskarżyciel posiłkowy - ani Karoliny P., ani jej obrońcy nie było. * Na reakcję środowiska Karoliny P. nie trzeba było długo czekać. Jeszcze tego samego dnia na profilu facebookowym organizacji, zarządzanej przez nią, pod zdjęciem wychudzonego psa z Ratowic pojawiła się ich wersja tego, co zdarzyło się w sądzie: - Sąd uznał, że ten pies nie potrzebował ratunku. (...) Był 1 lutego 2022 roku. W nocy były minusowe temperatury. Tego dnia zobaczyliśmy psa, którego obrazu nie da się zapomnieć. Wychudzony. Skóra i kości. Bez podszerstka. Przywiązany metrowym sznurem do kawałka blachy. Bez budy. Bez schronienia. Bez wody. Bez jedzenia. We własnych odchodach. Z kolczatką wbijającą się w szyję. Trząsł się. Nie ze strachu. Z zimna. Dla takiego psa to nie była „trudna sytuacja”. To był wyrok śmierci. Mamy zdjęcia. Każdy może je zobaczyć i sam odpowiedzieć sobie na pytanie, czy ten pies naprawdę nie potrzebował pilnej pomocy. Zabraliśmy go stamtąd, bo nie dało się go tam zostawić i patrzeć, jak umiera. Pies trafił pod opiekę specjalistycznej organizacji zajmującej się dogami. Bezpieczny. Ogrzany. Nakarmiony. Zaopiekowany. I dziś słyszymy, że według sądu – ratunek nie był potrzebny. Sprawa jest w toku. Walczymy dalej – w apelacji... W licznych komentarzach pod taką wersją wyroku hejt - autentyczny lincz na sędzi, wydającej wyrok. Nie będziemy ich tu cytować wpisów, bo są ostre, obrażające, godzące w dobre imię sędzi, której nazwisko pada wiele razy. Te - "sędzia na ten powrozek i niech gra na pustych miskach", "sędzia kwalifikuje się na ten sznur", "widać że sędziowie to też zwyrodnialcy" - należą do łagodniejszych. I nikt ich nie kasuje. Administrator nie reaguje.
-
Nam są potrzebni zwyrole. Po sprawie doga jestem dużo bardziej pewna siebie Jerzy Kamiński https://www.tuolawa.pl/artykul/38096,nam-sa-potrzebni-zwyrole-po-sprawie-doga-jestem-duzo-bardziej-pewna-siebie - Najgorsze jest to, że gdy widziałam zbiórkę pieniędzy na wychudzonego czy uwalanego krwią psa, w pierwszym odruchu budziła się empatia, chciałam pomóc. Teraz zapala się czerwona lampka - mówi jedna z byłych wolontariuszek organizacji prowadzonych przez Karolinę P. Gdy do sieci wyciekło mnóstwo plików dźwiękowych od wolontariuszy, współpracujących z Karoliną P., podejrzenia co do jej metod dostały skrzydeł. - Ja mówię wprost, musimy mieć odpowiednie zwierzęta, będę to podkreślać, ku...wa, cały czas - mówi w nagraniu głos, który jej znajomi rozpoznają jako Karolinę P. - Po zbiórkach na odpowiednie zwierzęta kryzysu nie widać. Jak zwierzę jest zakatowane, cieknie z niego krew, to nie ma żadnego kryzysu... Nie dla mnie, dla ludzi ma wyglądać źle, to jest potrzebne po prostu dla ludzi, żeby zwierzę wyglądało źle, bo inaczej nie chcą na nie dawać i nie będą się nami interesować... A jeżeli chodzi o ewentualne oskarżenia... Była sprawa tego doga. Nigdy nie powiedziałam, gdzie ten pies jest, nigdy nie powiedziałam, kto wiózł tego psa gdziekolwiek. I nie zamierzam, więc martwić się nie musicie... * 1 lutego 2022. Z posesji w Ratowicach znika Perun - dog, o którym wyżej. - To była kradzież - mówi właściciel psa Tomasz Salamaga. - Gdy przyszłam do domu, a Peruna nie było, sprawdziłam monitoring - opowiada Aleksandra, narzeczona Tomasza. - Myślałam, że uciekł i chciałam zobaczyć, w którą stronę, żeby za nim pobiec. Ale na filmie widzę, jak dwie panie w kamizelkach z napisem "inspektor do spraw zwierząt" rozkręcają bramę i zabierają nam psa. Na oficjalnym profilu facebookowym organizacji prowadzonej przez Karolinę P. wygląda to znacznie bardziej dramatycznie: - Warunków psa nie musimy nawet komentować. Widzicie wszyscy - syf, kiła, mogiła. Pies nie miał nawet budy. Nie było wody, nie było jedzenia, nie było posłania, nie było żadnej miski. Był za to poplątany sznurek, krótki na tyle, że pies nie był w stanie się położyć oraz kolczatka, która przy każdym ruchu wbijała się psu w szyję. (...) Pies został odebrany w stanie wyższej konieczności - tak chudego psa bez podszerstka, bez możliwości schronienia, czekało jedno. Zamarznięcie i śmierć. Gdy działaczki odbierały Peruna, właściciela psa nie było w domu, jego narzeczona przyszła parę minut później. Karolina P. natychmiast zorganizowała internetową zbiórkę pieniędzy pod hasłem "Pomóż nam ratować" ze zdjęciem wychudzonego Peruna. - Z tym złym stanem psa to nieprawda - mówi właściciel Peruna i tłumaczy, że dwulatek wcale nie żył na dworze, bo codziennie spał w domu, ale był po wypadku, miał kilkanaście szwów, był po antybiotykach i pod opieką weterynaryjną z zaleceniem, aby się nie ruszał. Stąd uwiązanie go na lince, która przy interwencji zaplątała się, gdy niepokoiły go "samozwańcze inspektorki do spraw zwierząt". - Na monitoringu widać, że pies jest szczęśliwy - opowiada jego właściciel. - Widać też, że panie, które odbierały psa, próbowały dać mu coś do jedzenia, ale nie chciał, bo nie był głodny, a jest smukły od urodzenia. Na zdjęciach prezentowanych przez Karolinę P. widać tę "smukłość" bardzo wyraźnie, a może nawet przeraźliwie wyraźnie. Właściciel Peruna jest przekonany, że fotografie są spreparowane komputerowo. - Ta pani znalazła sobie lukę w prawie i zabiera zdrowe, piękne psy - mówi pan Tomasz. - Nasz był w świetnej formie, to nie jest tak, że był trochę zabiedzony. Jak oglądaliśmy potem zdjęcia innych odbieranych przez tę organizację psów, to pomyśleliśmy z narzeczoną, że faktycznie, jakie one biedne, ale przecież nasz tak nie wyglądał. Gdy zobaczyliśmy przerobione zdjęcie naszego, tamto wrażenie padło. Zresztą dog niemiecki ma wystające żebra. Każdego psa można by zabrać z tego powodu, każdego charta. Znajoma ze schroniska powiedziała nam, że opiekuje się psem, który nie ma oka i łapy. Gdyby mu zrobić zdjęcie, jak by to wyglądało? Że pies jest do natychmiastowego odebrania, ale nikt nie pyta, dlaczego on nie ma oka i łapy. Może właśnie dlatego ktoś się nim opiekuje? - Karolina P. poszła o krok za daleko - ocenia działaczka prozwierzęca, współpracująca kiedyś ze stowarzyszeniem Karoliny P. - Nie miała prawa wejść na posesję właściciela. Nie ma żadnego wykształcenia, aby oceniać, czy ten pies wymagał natychmiastowej interwencji. Nie jest weterynarzem, behawiorystą, zootechnikiem ani zoopsychologiem. Co ciekawe, na facebookowym profilu dla miłośników dogów Karolina P. już dwa dni wcześniej szukała domu tymczasowego dla psa "w typie doga". Jeśli chodziło jej wtedy o tego z Ratowic, znaczyłoby, że obserwowała go co najmniej 48 godzin, zanim doszło do interwencji. Zatem po pierwsze - był czas na skontaktowanie się z właścicielem, który przecież tam stale mieszka. Po drugie - skoro można było zwlekać z interwencją dwie doby, nie była to potrzeba niecierpiąca zwłoki, a tylko to upoważniałoby do tzw. odbioru interwencyjnego. - Jeżeli to nie jest tak, że pies umrze w ciągu 30 minut, to się ludziom nie wchodzi na posesję, nie rozkręca ogrodzenia - mówi dolnośląska prawniczka, zajmująca się sprawami zwierząt (prosi, aby nie używać jej nazwiska, bo być może jako biegła będzie musiała w tej sprawie opiniować). - Jest artykuł 7 punkt 3 ustawy o ochronie zwierząt, który mówi, że w przypadkach niecierpiących zwłoki, gdy pozostawanie zwierzęcia u dotychczasowego opiekuna zagraża jego życiu, odbiera mu zwierzę. W sytuacjach nie cierpiących zwłoki - czyli gdy pies jest umierający, wyjący z bólu, połamany... * Właściciel Peruna rozpoczął poszukiwania. - Zadzwoniłem także do Karoliny P., prowadzącej lokalną organizację prozwierzęcą, opowiada Tomasz. - Zapytałem się, czy była jakaś interwencja w Ratowicach. Zaprzeczyła. Później z jej numeru dostaliśmy zdjęcie naszego psa. To samo zdjęcie, jak twierdzi Tomasz, potem przerobiono komputerowo. Faktycznie widać różnicę - wygląda jak podostrzone dla uwypuklenia wszystkich nierówności, więc żebra i kręgosłup zaczęły "wystawać". - Ta pani P. jest prawnikiem i wie, jak działać, aby innych wystraszyć - mówi Tomasz Salamaga. - Zrobiła z nas oprawców, którzy znęcają się nad zwierzętami. Zrobiła ze mnie potwora! Hejt, jaki się na niego wylał pod postem o odebraniu psa, to właściwie lincz: - Oby tych oprawców spotkało w życiu to samo. Powinno się upublicznić zdjęcia właścicieli pod zdjęciem psiunki. Karać te kanalie, obciążać kosztami leczenia. Prymityw weźmie następne i końca tego bestialstwa nie widać. To potwory bez serca. Oby właściciel zdychał w mękach piekielnych. Udupić patologię. Koszmar, co za potwory. Brak mi słów. Na cholerę tacy zwyrole mają psy? Niemal pod każdym takim komentarzem organizacja Karoliny P. umieszczała pomniejszoną fotkę Peruna i link do zbiórki pieniędzy. Właściciel powiadomił policję, że skradziono mu psa. Po paru dniach otrzymał informację, że pies jest pod Wrocławiem (20 km od Ratowic). Kobieta, do której pojechał, usłyszała od Karoliny P., że właściciel zrzekł się doga, a ona wkrótce dostarczy stosowne dokumenty. Nigdy ich nie dowiozła, bo takich dokumentów nie ma, pies za to z tego miejsca zniknął. Kolejnego dnia policjant powiadomił, że pies jest już w Luboniu koło Poznania (ponad 250 km od Ratowic). - Pojechałem tam rano w asyście miejscowego patrolu policyjnego - mówi Tomasz. - Panie powiedziały, że owszem, mają psa, ale... nie oddadzą. Policjantka weszła do środka i pies faktycznie tam był, ale usłyszała, że nikt go nie odda. Po jakimś czasie przyjechała z nakazem prokuratora, ale okazało się, że psa już nie ma. Jak mi potem powiedziała jedna z działaczek pracujących z Karoliną P., psa z tyłu domu przeprowadzono wtedy na chwilę do sąsiadów. Jednym z miejsc ukrycia psa był też hotel dla zwierząt pod Jelenią Górą (ponad 250 km od Poznania). Perun był przerzucany z domu do domu. Po interwencji policjantów poszukujących psa Karolina P. nerwowo zareagowała na swoim profilu FB: - Pies jest zagrożony, oprawcy go szukają. Właściciel, który zgotował mu tak okrutny los, robi wszystko, żeby go zabrać. Policja, zamiast zająć się sprawą znęcania nad zwierzęciem, zorganizowała przeszukanie w domu naszej prezes Karoliny P. Pies, wegetujący uprzednio na niespełna metrowym sznurze w kolczatce spiętej trytytką, trafił pod opiekę Stowarzyszenia Dogi Adopcje. Policja zna jego miejsce przebywania. Mamy nadzieję, że nie pozna go właściciel. Wówczas jest to koniec dla psa. * Perun faktycznie w pewnym momencie trafił do Stowarzyszenia Dogi Adopcje, które szybko przyznało, że pies jest pod ich opieką. - Ja panu powiem, jak to było - zaczyna Jolanta Kwietniewska, prezeska stowarzyszenia. To był pierwszy kontakt jej stowarzyszenia z Karoliną P. Zgodziły się przyjąć awaryjnie Peruna, ale stowarzyszenie zamieściło wtedy na FB zdjęcia psa z przyjęcia i filmik na potwierdzenie, że... ich zdaniem nie wymagał interwencji. A na pewno nie ze względu na wygląd czy zagrożenie życia. Pies miał do nich przyjechać z odpowiednimi papierami albo ze zrzeczeniem się właściciela. - Były informacje, że albo miała być policja przy tej interwencji, albo będzie zrzeczenie się właściciela - mówi Jolanta Kwietniewska. - Byłyśmy przekonane, że to będzie załatwione prawnie, a nie jakaś partyzantka i kradzież. My w takich rzeczach nie uczestniczymy. Karolina P. obiecywała, że takie papiery będą następnego dnia. Zwodziła nas. Pies był na chwilę u Kasi (stwierdziła potem, że był w "dobrej kondycji fizycznej i psychicznej" - red.). Potem pojechał do kolejnej opiekunki, Olgi. Cały czas wierzyłyśmy, że wkrótce dostaniemy dokumenty psa. Tymczasem Olga - jak twierdzi, z polecenia Karoliny P. - wydała go jakiejś dziewczynie, której nie zna, nie wylegitymowała. - Nasz dom tymczasowy (czyli właśnie Olga - red.) - jak mówiła przed sądem wiceprezes Stowarzyszenia Dogi Adopcje - niestety zadziałał na własną rękę, straciliśmy kontrolę nad psem. Dopiero po paru dniach od zajścia, podczas których Olga nie odbierała telefonów, przyznała prezesce, że zgodnie z tym, czego dowiedziała się od Karoliny P., nie chciała, by dog trafił do właściciela. I być może faktycznie tak by się stało, bo - jak mówi mi Jolanta Kwietniewska - pies nie był umierający ani nie działo się nic, co by uzasadniało jego kradzież: - A ponieważ od lat działamy uczciwie, nie chciałyśmy w tym uczestniczyć. Komu Olga oddała Peruna? - To była kobieta, nie przedstawiła się, na polecenie telefoniczne Karoliny P. odebrała ode mnie psa i pojechała, nie wiem gdzie - mówiła przed sądem Olga. Gdy dowiedziała się, że było umorzenie w sprawie znęcania się nad Perunem, przyznała, że w takiej sytuacji pies powinien wrócić do właściciela: - Teraz jednak nie wiem, gdzie on jest ani kto to wie. Twierdzi, że od tej kobiety nie otrzymała żadnej informacji, co dalej stanie się z psem: - Uważałam, że jest pod opieką. To już nie moja sprawa. Kobietą, której Olga oddała psa, była Natalia K., działająca faktycznie na polecenie/prośbę Karoliny P. Stwierdziła przed sądem, że psa oddała w kolejne ręce komuś, kogo nie zna... Łańcuszek osób, którym przekazywano psa tak się wydłużył, że w końcu pękł. Co więc się stało z Perunem? Do dziś nie wie tego jego właściciel, nie wie też Prokuratura Rejonowa w Oławie, która w tej samej sprawie najpierw otrzymała od właściciela zawiadomienie o kradzieży Peruna, a dopiero parę dni później zawiadomienie od Karoliny P. o podejrzeniu znęcania się nad psem. Co więc się stało z Perunem? Do dziś nie wie tego jego właściciel, nie wie też Prokuratura Rejonowa w Oławie, która w tej samej sprawie najpierw otrzymała od właściciela zawiadomienie o kradzieży Peruna, a dopiero parę dni później zawiadomienie od Karoliny P. o podejrzeniu znęcania się nad psem. Najdziwniejsze jest to, że - jak mówi prezeska Stowarzyszenia Dogi Adopcje - Karolina P. od początku usiłowała wymusić nieprawdziwą opinię od podstawionego weterynarza. - Dla nas to był szok - mówi Jolanta Kwietniewska. - Rozmawiałyśmy o tym z dziewczynami, byłyśmy wstrząśnięte tym, że ktoś wymaga od nas zafałszowanej opinii dotyczącej stanu psa. Prezeska zapewnia, że gdy prokuratura o to zapyta, bardzo chętnie udostępni całą korespondencję z Karoliną. Dzień po rozmowie ze mną Stowarzyszenie Dogi Adopcje wydało oświadczenie, w którym potwierdza to, co powiedziała mi prezeska. Odcięło się od wszelkich zbiórek "na Peruna". * Nazwa organizacji tak często jest zmieniana, że trudno się w tym połapać. Do dziś naliczyłem ich już niemal 10 - wszystkie łączy osoba Karoliny P. - i zawsze zawierają w sobie "stowarzyszenie dla zwierząt", "straż ds. ochrony zwierząt" czy "centrum ochrony zwierząt". Raz formalną siedzibą jest Jelcz-Laskowice, raz Wrocław, innym razem Opole czy Warszawa. Nigdy za to nie ma podanego miejsca, gdzie można by przyjść i porozmawiać. Kontakt jedynie przez internet i telefonicznie. Skalę zagmatwania pokazuje to, że w roku zaboru Peruna Karolina P. raz występowała w mediach społecznościowych jako inspektorka Dolnośląskiej Straży dla Zwierząt (to na FB), a raz jako prezes Zarządu Dolnośląskiej Straży ds. Ratownictwa Zwierząt (to na Twitterze, ale jest też taki kanał na YouTube), przy czym nazwa w logotypie przy jej zdjęciu to... Dolnośląska Straż do spraw Ochrony Zwierząt, czyli DSOZ, choć na stronie dsoz.pl nazwa organizacji to znów Dolnośląska Straż dla Zwierząt. Naprawdę łatwo się w tym wszystkim pogubić. Tuż po zamieszaniu z Perunem w "informacjach" na profilu Dolnośląskiej Straży dla Zwierząt zmieniono nazwę na jeszcze inną. Wtedy był to "Oficjalny profil Dolnośląskiej Straży Ratownictwa Zwierząt", choć w nagłówku pozostała poprzednia informacja, że to jednak Dolnośląska Straż dla Zwierząt. Krótko mówiąc - wszystko pogmatwane. Aktualnie Karolina P. funkcjonuje w mediach społecznościowych jako prezeska centrum ochrony zwierząt, z naciskiem na pomoc kotom. * Pierwotne stowarzyszenie pomagających zwierzętom w lutym 2021 zakładało w Jelczu-Laskowicach 5 osób - Karolina P., Patrycja Marciniak i Anna Smulska jako zarząd oraz dwie inne osoby o tym samym nazwisku, co Karolina. Już po paru miesiącach Patrycja i Anna na piśmie złożyły rezygnację z działalności w stowarzyszeniu i przekazały je Karolinie P. Ponieważ zapis o składzie zarządu w rejestrze prowadzonym przez Starostwo Powiatowe w Oławie nie zmienił się, w lipcu pismem poleconym poprosiły prezeskę, aby wykreśliła ich nazwiska z rejestru stowarzyszeń. Do 28 lutego 2022, czyli do sprawy Peruna, wciąż tam widniały jako członkinie zarządu. Nie chcą się oficjalnie wypowiadać o przyczynach rozstania ze stowarzyszeniem. Wiceprezeską Dolnośląskiej Straży do spraw Ochrony Zwierząt miała być Małgorzata Bejm z Jelcza-Laskowic, która potem zerwała współpracę z Karoliną P . - Zgodziłam się w papierach widnieć jako wiceprezeska organizacji - mówi. - Tylko w papierach, bo pomagać mogłam głównie na wakacjach. Dziewczyna jest bezwzględna. Powinna w ogóle zaprzestać działalności i ponieść konsekwencje, bo wygląda też na to, że to wcześniejsze stowarzyszenie nawet nie miało własnego konta. Małgorzata Bejm przypomina sobie, jak kiedyś za operację jakiejś suczki Karolina płaciła ze swojego prywatnego konta. Czy to oznacza, że pieniądze z publicznych zbiórek trafiały też na prywatne konto Karoliny P.? W każdym razie jako organizator na wielu portalach typu Zrzutka.pl widniała Karolina P. zamiast nazwy organizacji. Jak w takim razie przepływ pieniędzy w stowarzyszeniu był kontrolowany i przez kogo? Między innymi to pytanie, poza tymi o interwencję w Ratowicach, chciałem jej zadać. W rozmowie telefonicznej Karolina P. zgodziła się na rozmowę. Wieczorem otrzymałem esemes, że z powodu pilnej interwencji nie będzie mogła się ze mną spotkać. - Czy możemy się umówić na przyszły tydzień? - spytała. Od tej pory kontakt się urwał. Mimo paru telefonów i esemesów, w których proponowałem dowolny termin spotkania, odpowiedzi już nie dostałem. Telefonu nie odbierała. A lista pytań wydłużała się. Chciałem spytać, czy to ona wypowiada słowa, które w wersji dźwiękowej od paru dni już wtedy krążyły w internecie, a co najmniej 5 osób znających Karolinę P. rozpoznało w materiale jej głos. W nagraniu zamieszczonym na profilu FB "Czarna Lista Organizacji Prozwierzęcych" osoba, podpisana jako "Karolina P. - szefowa samozwańczej Straży, doktorantka Uniwersytetu Wrocławskiego na Wydziale Prawa", mówi tak: - My mamy taką politykę, że nawet jak sąd albo prokurator, albo gmina, albo kolegium odwoławcze powie nam, że mamy oddać psa, to my psa nie oddajemy. Ja wtedy mówię, że nie wiem, gdzie te zwierzęta przebywają, albo mówię, że uciekły... W opublikowanym na portalu TuOlawa.pl fragmencie pierwszego artykułu na ten temat wciąż wyrażałem nadzieję, że Karolina P. zechce się odezwać i przedstawić swoją wersję. Zamiast tego mailem otrzymałem od niej "wezwanie do zaniechania naruszeń ochrony danych osobowych oraz przepisów ustawy - Prawo prasowe", w którym pani Karolina postraszyła wystąpieniem przeciwko mnie na drodze prawnej. Nie odniosła się merytorycznie do faktów czy wypowiedzi zawartych w materiale, nie chciała niczego sprostować. A już zupełnie kuriozalne było wezwanie do "usunięcia wskazanych treści" opublikowanych "w formie papierowej", choć wtedy jeszcze żaden tekst w gazecie się nie ukazał. * Wkrótce miną 3 lata, od kiedy Karolina P. zabrała Peruna z Ratowic. Nadal nikt nie wie, gdzie on przebywa i czy jeszcze żyje. W marcu 2022 prokurator postawiła Karolinie P. trzy zarzuty. O kradzież psa (art. 278 par.1 kodeksu karnego), o czyny z art. 193 kk, czyli naruszenie miru domowego (wdarła się na cudzą posesję, zdemontowała ogrodzenie), oraz z art. 35 ust.1a Ustawy o ochronie zwierząt - znęcanie się nad psem, w tym przypadku poprzez bezprawny transport zwierzęcia, przewożenie go z miejsca na miejsce, bez ustalonego miejsca stałego pobytu i bez możliwości zaadoptowania się przez psa do nowych warunków. - Karolina P. nie przyznała się do żadnego z zarzucanych jej czynów i złożyła wyjaśnienia - mówi prokurator Agnieszka Kawalec z oławskiej Prokuratury Rejonowej. Rok później akt oskarżenia trafił do sądu. Prawie równolegle było prowadzone tzw. postępowanie odwrotne, czyli z tego mocno spóźnionego zawiadomienia Karoliny P., które dotyczyło znęcania się właściciela psa nad zwierzęciem. - W tym postępowaniu uzyskano opinię biegłego z zakresu weterynarii, z której wynika, że materiał dowodowy zebrany w aktach sprawy nie pozwala na uznanie, aby miało miejsce znęcanie się nad psem w myśl przepisów ustawy o ochronie zwierząt - mówi prokurator. Biegły uznał, że nie było konieczności odebrania psa w trybie artykułu 7 ust. 3 ustawy o ochronie zwierząt. Chodzi o interwencyjny odbiór, na co powoływała się Karolina P. Na pierwszej rozprawie oskarżona nie przyznała się do winy i skorzystała z prawa do odmowy składania wyjaśnień. Zapowiedziała, że będzie odpowiadała jedynie na pytania sądu i swojego obrońcy. Z tych odpowiedzi wynika, że nie wie, gdzie obecnie jest Perun, a jej stowarzyszenie nie ma nic wspólnego z tym, że był w "różnych lokalizacjach". - Uważam, że dopełniłam wszystkich formalności dotyczących interwencyjnego odbioru psa - mówiła Proces toczy się Sądem Rejonowym w Oławie. Sprowadza się głównie do tego, że oskarżenie udowadnia brak podstaw do odbioru interwencyjnego Peruna, a obrońcy Karoliny P. dowodzą, że takie podstawy były. Zeznają wolontariusze, weterynarze i wszyscy, którzy w jakiś sposób uczestniczyli w sprawie. Sąd ocenia wykluczające się zapisy (wszystko zależy o tego, kto je robił i dla kogo) z chwili tuż przed i tuż po zaborze psa, a także zdjęcia, co do których jest podejrzenie, że zostały komputerowo zniekształcone - sąd nie zgodził się na zbadanie, czy tak było faktycznie, uznając, że nie da się stwierdzić, która ze stron miałaby przy nich manipulować. * Równolegle do procesu trwają w internecie liczne zbiórki pieniędzy organizowane przez Karolinę P. Na jednym z portali, dających możliwość organizowania takich zbiórek, Karolina P. jako osoba prywatna 9 grudnia 2024 miała aktywnych blisko 30 zbiórek na łączną kwotę około 400 tys. zł. Wiele mówią ich tytuły (zdjęcia można sobie wyobrazić): Złamana kość przebiła mu ciało, Gnił żywcem na łańcuchu, Wandę zabija śmiertelny wirus, Umierała na oczach wszystkich, Konający żywy szkielet, Basia nam umiera, Poturbowana mama, Budyń w walce o życie, Sparaliżowany błaga o życie, Cała w ranach błaga o ratunek, Skazana na cierpienie w melinie, Ich brat umarł z głodu, Patrzyła na śmierć dziecka, Walczymy o życie upodlonego Kuby, Konał w rzece w wigilijną noc... 11 grudnia na podobnym portalu znalazłem też kilkanaście zbiórek, założonych przez kolejną organizację pomocy zwierzętom założoną przez Karolinę P., tę zajmującą się tylko kotami. Wszystkie te "kocie" zbiórki były na sumę ok. 300 tys.zł. Jak mówi mi wiceprezeska kociej organizacji, samo tylko leczenie i karmienie kotów to miesięcznie około 40-50 tys zł. Do tego transport, wynajęcie lokalu, opłacenie ludzi - obecnie to trzy zatrudnione osoby. * W 2024 roku do sieci wyciekło 5 gigabajtów plików dźwiękowych i tekstowych, związanych z organizacjami Karoliny P. - To głównie czat zbiorczy o wdzięcznej nazwie "Wieszać Kur...y", a także prywatne rozmowy z Karoliną także na innych czatach i komunikatorach - mówi mi jedna z uczestniczek tych rozmów. - To wiadomości z messengera, WhatsAppa. Ona całymi nocami nagrywała takie głupoty... - Są szokujące, obrazujące w ocenie oskarżyciela głębokie zdemoralizowanie oskarżonej, dodatkowo przepełnione wulgaryzmami, które obrazują, że nie o pomoc zwierzętom jej chodzi - napisał we wniosku do sądu pełnomocnik oskarżyciela posiłkowego mecenas Jarosław Litwin. Gdyby były jakiekolwiek wątpliwości, czy jest to faktycznie głos Karoliny P., zawnioskował o przeprowadzenie dowodu z opinii biegłego z zakresu fonoskopii, na okoliczność, że przedstawione nagrania są autentyczne i stanowią wypowiedzi Karoliny P. Sąd odrzucił wniosek. Zdaniem sądu nagrania są nieistotne dla rozstrzygnięcia sprawy i nieprzydatne do stwierdzenia okoliczności tego konkretnego zdarzenia. Przypomnijmy, sąd nie ocenia całokształtu działalności Karoliny P., a jedynie ma stwierdzić, czy doszło do konkretnej kradzieży, naruszenia miru domowego i znęcania się nad Perunem. Co ciekawe, obrońca Karoliny P. nie zaprzeczył, że na nagraniach są wypowiedzi jego klientki, jednak jego zdaniem przyjęcie tego wniosku dowodowego zmierzałoby do "zaciemnienia obrazu Karoliny P. i wykreowania jej mylnego postrzegania" na podstawie plików dźwiękowych, które w żaden sposób nie są powiązane ze sprawą Peruna. * Wiele można się jednak dowiedzieć z tych nagrań o motywach wypowiadającej się. Oto fragmenty: - W sierpniu powstała strona i wyobraźcie sobie, że zebraliśmy ponad 5 koła... Więc ja liczę, że teraz będzie dycha. - Ja tam będę stosować bardzo mocny szantaż emocjonalny. - Maluszek zawsze wzbudza większą litość niż duże bydle. - Sorry, dziewczyny, ale powiem szczerze, ja odmawiam przyjmowania szczeniaków, dlatego, że one nigdy nie wyglądają źle, zawsze wyglądają, ku...wa, dobrze, jest z nimi w pi...du problemów, ich adopcje są trudne. - Nie bójcie się reagować natychmiastowo, bo jeżeli nie będzie reakcji natychmiastowej, to za 5 minut ktoś takiego zwierzaka podjebie, po prostu. To jest często wyścig, kto pierwszy ten lepszy, a dobrze wiecie, jak potrzebne są nam odpowiednie zwierzęta. - Wiecie co, ja już nie chcę przyjmować zwierząt takich jak te szczeniaki, one nigdy nie robią wrażenia, one są w dobrym stanie, ku...wa, żeby chociaż były jakimiś szkieletami... Nie. To ta dupa musiała je, ku...wa, dokarmiać. W sprawie Peruna z Ratowic wielu wolontariuszy, prawników i specjalistów sugerowało, że być może wystarczyłoby porozmawianie z właścicielem psa, pouczenie go, zwrócenie uwagi na jakieś nieprawidłowości, zamiast od razu zabierać mu psa, i to pokonując ogrodzenie. W tym kontekście ciekawe są te wypowiedzi: - Nie zamierzam jeździć na żadne kontrole, bo ja nie jeżdżę, żeby wydawać zalecenia, bo mnie to nie interesuje, uważam to za stratę czasu i pieniędzy. - Tak samo jak większość organizacji selekcjonuję zgłoszenia odbiorowe i nieodbiorowe na podstawie zdjęć i mi się nie chce jeździć na zalecenia. Zdaniem właściciela Peruna zdjęcie zwierzęcia wykorzystywane potem do zbiórek w internecie było przerabiane komputerowo, aby pies wyglądał gorzej niż w rzeczywistości. - Te zdjęcia są autentyczne, nie były retuszowane - zaprzeczała Karolina P. przed sądem. Tymczasem na nagraniach, które wyciekły do sieci, jest fragment jej wypowiedzi odnoszący się do retuszowania zdjęć: - Da się to zrobić punktowo. Nie wiem, czy korzystasz ze Snapseeda (profesjonalny edytor zdjęć - red.), ja korzystam z bezpłatnej i nie wiem, czy on ma płatną wersję. - Powiem szczerze, ja nie miałam też motywacji, żeby tam przerabiać, jakby kazali przerabiać pieski na stronę, to pewnie lepiej bym się uczyła tego Gimpa (aplikacja do zaawansowanej obróbki fotografii - red.), ale, hehehe, my przerabialiśmy jakieś gówna, więc ja nie miałam motywacji, wkur...iał mnie ten program. Z setek plików dźwiękowych i graficznych zapisów rozmów wyłania się coś na kształt korporacji, z wyraźnym celem, metodami działań i ewidentnym szkoleniem instruktażowym czy motywacyjnym. Jest mowa o rynku jako obszarze działalności, o podstawach marketingu, ekonomii, a nawet psychologii, choć momentami włos jeży się na głowie od tego, co mówi prezeska, a jednocześnie prawniczka: - Nie trzeba łamać prawa, aby taka mała społeczność jak w Brzegu, bo to było w Brzegu, wiedziała, kto to. Czarny pasek na oczach ch...ja zmienia, bo i tak widać, znajdą go sobie w internecie, wystarczy podać ulicę czy osiedle, na którym delikwent mieszka, zdjęcie z Facebooka, jedno, drugie, trzecie, z czarnym paskiem, cieniutkim, plus imię i na przykład dwie pierwsze litery nazwiska. W takich małych miejscowościach od razu wiedzą, kto to jest i robią, co mają robić, a ty masz czyste rączki, zupełnie. Po prostu masz zupełnie czyste ręce, bo nie złamałeś żadnego przepisu... Dotarłem do byłej wolontariuszki jednej z organizacji Karoliny P. i pytam o treść tych nagrań. O to, czy opowiadane w nich historie są prawdziwe. - Przecież ja w tym uczestniczyłam, razem z Karoliną - przyznaje. - Też kiedyś wysmarowałam kota sokiem pomidorowym. Karolina mówiła, że inaczej ten kot nie uzbiera pieniędzy na swoje leczenie. Nazbierał, i to sześć razy więcej, niż było potrzeba na niego. Jak dziś ocenia swoje zachowanie? - Poszłam wtedy na daleko idące kompromisy - mówi i przyznaje, że to było złe. - Oczywiście, że nie jestem okej, ale taki był sposób działania tej organizacji. Zawsze musiał być oprawca, nawet jak go nie było. Wtedy trzeba było go stworzyć. I najlepiej, żeby zwierzę było skatowane przez tego oprawcę. Ona wymyśliła, że tak działamy. * Wśród nagrań natrafiam i na takie: - Ja chcę być w jakikolwiek sposób doceniona. Tak. Jestem w stanie każdemu redaktorzynie, który chciałby o nas artykuł napisać, wejść w dupę. Naprawdę. To jest mój standard obecnie. Zabiegam więc o kolejny kontakt z Karoliną P. Tym razem, po dwóch latach milczenia, reaguje na mail z redakcji: - Gdyby chciał Pan porozmawiać, jestem dostępna. Może Pan również przesłać pytania mailowo, jeśli taka forma byłaby dla Pana odpowiednia. Bardzo chętnie wyjaśnię kilka kwestii. Wrocław, przy jednej z głównych ulic znajduję podany adres. Żadnej tabliczki z nazwą organizacji nie ma. Na parterze od paru tygodni trwa remont, lokal dzielony jest na kilka mniejszych pomieszczeń, gdzie ma mieścić się nowe stowarzyszenie, tu przyjmować będzie weterynarz, szykowane są woliery dla kotów itp. Karolina P. przyjmuje mnie w towarzystwie młodej dziewczyny, którą przedstawia jako wiceprezeskę stowarzyszenia. Wie, że będziemy rozmawiali o nagraniach, wygląda na przygotowaną, ma jasną linię obrony, właściwie jedyną, która pozwoli jej na uniknięcie odpowiedzialności za wypowiadane przez nią słowa: - To są moje wypowiedzi, jednak wyjęte z szerokiego kontekstu. Chciałabym podkreślić, że to są prywatne nagrania, mówione w bardzo różnych stanach emocjonalnych, bo to są nagrania rozmów, które prowadziłam z osobą, która była mi wówczas bliska, tak ją traktowałam. To nie były nagrania publiczne, wypowiedziane do wolontariuszy. Mówiłam to w bardzo różnych stanach emocjonalnych. Mogę powiedzieć wprost, że miałam problem z emocjami, na czym pracuję z terapeutką. Mówiłam różne rzeczy, o których nie myślę, albo myślałam przez chwilę, a nie były one jakimś ugruntowanym poglądem. A gdy się denerwowałam, co też bardzo odczuwała rodzina czy bliskie mi osoby, wpadałam w agresję słowną. Pracuję nad swoją impulsywnością. Karolina nie ma wątpliwości, że nagrania wyciekły od konkretnej osoby, którą oskarża w sądzie o zniesławienie jej i znieważenie: - Napisała, że zrobi mi piekło i robi je od dwóch lat. Karolina P. ma świadomość, że na nagraniach padają mocno kontrowersyjne zdania. - Jestem w stanie za wiele słów przeprosić - zapewnia. Czy jest w stanie je wytłumaczyć? Twierdzi, że tak. I próbuje. Gdy pytam, co znaczy, gdy mówi, że "zajeb..ła doga", odpowiada, że to taki skrót myślowy, mający znaczyć, że go... odebrała. To samo słowo pada w wypowiedziach Karoliny P. w innym, przerażającym kontekście: - Lubię robić nagonkę, bardzo bym chciała, żeby kogoś zlinczowali. Może by się bali tak traktować zwierzęta co niektórzy, jakby tak jednego obili, żeby został kaleką, albo - to nawet lepiej - żeby go, ku...wa, zajeb...li! I tłumaczenie Karoliny P.: - To było nagrane po interwencji, w której we mnie i w koleżankę rzucali młotkiem. Byłam w złym stanie emocjonalnym. To był wyraz frustracji i bezsilności... Pytam o podkręcanie słownego linczu, używanie przez nią określeń "bestia", "oprawcy", "zwyrole". Na nagraniu Karolina P. tłumaczy, że słowo "bestia" to od Trynkiewicza. - Był nazywany bestią, wyszła nawet ustawa o bestiach, więc sobie to wzięłam stamtąd i bardzo dobrze się sprawdzało. Teraz tłumaczy, że słowa o Trynkiewiczu padły w sytuacji mężczyzny z Brzegu, który własnego kota próbował zabić kamieniem. - Jeżeli ktoś własnego kota próbuje zabić kamieniem, to jak go inaczej nazwać, jeżeli nie oprawcą albo bestią? Jest takie nagranie, w którym Karolina P. przyznaje się do łamania prawa. Mówi, że pytana przez prokuratora, kto wiózł doga z Ratowic, odmówiła podania nazwiska, powołując się na przepis, który jej to umożliwia, gdy zeznanie naraziło najbliższą jej osobę (czyli np. kogoś z rodziny) na odpowiedzialność karną. Jak przyznaje sama na nagraniu, chodziło o Natalię K., która nie jest dla niej żadną najbliższą osobą. Teraz pytam więc wprost: - Dlaczego nie powiedziała pani prokuratorowi, że tego doga z Ratowic wiozła Natalia K.? - Wolałabym nie komentować tej sprawy i zostawić ją sądowi - mówi i przyznaje, że psa wiozła wówczas Natalia K.: - Wcześniej prosiła mnie o to. Chciałam być lojalna wobec współpracowniczki. Gdy pytam o smarowanie zwierząt przecierem pomidorowym, stanowczo zaprzecza. Mówi, że była tylko jedna taka wypowiedź, ale została pocięta na kawałki: - Została ona sformułowana celowo, to sarkastyczne komentowanie tego, co było pisane na hejterskich stronach, bo nie ukrywam, że analizujemy takie strony. Często sobie ironizujemy z tego, co oni piszą. Np. bardzo sarkastycznie używałam słowa "pelikany". To nie znaczy, że ja tak myślę o naszych darczyńcach. To wzięłam stamtąd, bo oni używają tego słowa. Najwyraźniej nie ma sensu dalej o tych nagraniach rozmawiać, bo widać, że gdy treść wypowiedzi jest kontrowersyjna, stawiająca ją w złym świetle, a nawet kompromitująca, wtedy za słowa odpowiedzialne są emocje, wyrwanie z szerszego kontekstu, ewentualnie niezrozumienie sarkazmu itp. Gdy jednak dawna wypowiedź dziś nie może Karolinie P. zaszkodzić, podpisuje się pod nią i teraz. * Na ostatniej rozprawie Karoliny P. pod koniec 2024 roku wróciła sprawa oceny psa przez biegłego. Obrońca wnioskował o powołanie kolejnego biegłego z dziedziny kynologii, bo ten, na którym oskarżenie opiera prokuratura, jego zdaniem nie był wystarczający: - Jeśli mamy do czynienia z rażąco różnymi opiniami biegłych, powinniśmy powołać nowego. Sąd dopuścił biegłego z zakresu dobrostanu zwierząt. Chodzi o ustalenie stanu psa w momencie zaboru, aby ponownie ustalić, czy istniały przesłanki do odbioru psa w stanie wyższej konieczności. Na czym jednak miałby się taki biegły opierać, skoro nie badał psa 1 lutego 2022 roku? Na dotychczasowych zeznaniach, w tym weterynarzy, i na zdjęciach, co do których istnieje podejrzenie, że zostały zmanipulowane. Tu wrócił więc wniosek oskarżyciela posiłkowego, aby biegły w zakresie cyfrowej obróbki zdjęć im się przyjrzał. Sąd ponownie go jednak odrzucił. Na tej samej rozprawie pełnomocnik oskarżyciela posiłkowego wnioskował, aby sąd dopuścił kolejne dowody z nagrań, które wyciekły do sieci. - To ponowny wniosek, aby zbić sąd z tropu - dowodził obrońca. - Zmierza do zniekształcenia postawy oskarżonej. Sąd nie dopuścił nowej porcji nagrań jako dowodu w sprawie. Tymczasem do sieci wypływają wciąż nowe nagrania Karoliny, a to, co mówi, jest coraz bardziej szokujące: - Igłę, kur..wa, kot ma w brzuchu, a ja się dowiaduję tego z opisu, nie ze zdjęć! Wiesz, jak by się to zajebiście sprzedało? No i co? No i gówno! I nie jest zrobione. I co, ja potem będę wymyślać te bajeczki, k**wa?! Gabryśka będzie smarować kota przecierem, jak nie będzie hajsu? Bo tak było! Ja będę biegać, kur...a, z sokiem wiśniowym, żeby był hajs? Ja będę udawać, że płaczę do kamerki? Bo też tak już było. - No, kur...a, przestańmy się oszukiwać, organizacje interwencyjne nie istnieją bez zwyroli i dramatów. Taka jest prawda. Nam są potrzebni zwyrole i są potrzebne dramaty... I najsmutniejsze w tym wszystkim: - Po sprawie doga jestem dużo bardziej pewna siebie i dużo bardziej tak hop hop do przodu. Trzeba jeb...ć i się nie bać, i takie tam...
-
Aga Kutylowska Powód wściekłej obrony Kuflewa jest prozaiczny - to efekt mafijnych związków w środowisku patologii pet-biznesu Tykając Kuflew/PdZ, tyka się automatycznie powiązanych z nim od lat kumpli z ferajny, czyli diozy, judytki, itd... Do tego nie jest wykluczone, a bardzo prawdopodobne, że Kuflew był "zakładem utylizacji" również "problemów" koleszków, i te trupy u Bielawskiego, to mogą być ich wspólne trupy...
-
Agnieszka Esz Ostatnio mi sie nudzilo i zrobilam podliczenie zbiorek (od ostatniej do zbiorki na Zarenke) - kwota widoczna na kalkulatorze. Oczywiscie od tej kwoty trzeba odliczyc koszt prowizji dla pomagam (bo Gaborowa ma wlaczone promowanie) ale i z tym wychodzi cos kolo 300.000 - teraz pytanie: gdzie sa te pieniadze? a) w kurtkach? b) w silowni? c) w skarpecie? d) w zwierzetach? Stad ten kwik ze niedlugo trzeba bedzie sie rozliczac. I takie cos ma czelnosc pluc sie do Litewki (ktory w przeciwienstwie do niej, pracuje)
-
Centralne Biuro Ochrony Praw Zwierząt · Jeszcze rok nie minął odkąd Monika Orlińska odeszła, a Iwonka z Fundacywki Chata Zwierzaka już nie może wytrzymać, żeby nie podeptać jej grobu. No to może kilka słów o Iwonce, trzymającego u boku, typa, który do czasu skazania za znęcanie nad zwierzętami zasiadał w Radzie jej pseudofundacji od dojenia pelikanów. #Chatazwierzaka Mali ludzie,niskie pobudki, a jak koncertowo potrafią zagotować normalnych ludzi. Otóż Monika była konsekwentna w dojeżdżaniu patologii w światku prozwierzęcym. Skutecznie drążyła zawiadomienia do prokuratury i wnioski do sądów, żeby patologii uciąć łapska, tak przy wyciąganiu kasy od naiwnych darczyńców jak i ukrócenia cierpienia zwierząt, z których aktywiszcza i patofundacywki żyją. I w tym wytrwała ... do swojej śmierci. Pewnego dnia trafiły do nas nagrania z katowania zwierząt, w domu Iwonki, opłacanego za kasę naiwnych darczyńców. Na nich Iwonka biernie obserwująca katowanie i przyzwalająca na zwyrolstwo, a w zeznaniach (późniejszych świadków) dowiedzieliśmy się o tym, że ten stan zastany nie jest jednorazowy i trwa od lat. Gdyby ktoś wierzył, że ktoś z #petbiznesu pospieszył złożyć zawiadomienie,to się przeliczył. Monika, wraz z nią jeszcze 2 organizacje, takie zawiadomienie złożyły po publikacji filmów i przyjęły role oskarżycieli posiłkowych. Zanim Paffcio - partner życiowy Iwonki - trafił na wokandę, Iwcia za rączkę biegała z nim na zeznania. Biedny Paffcio, biedna Iwcia. Iwcię prześwietliła po skazaniu Paffcia jeszcze jedna dusza, a mając dostęp do dokumentów finansowych organizacji, wydatki przesłała tutaj: https://www.facebook.com/share/p/161F7vM3yQ/ W pierwszej instancji sąd się nawet troszkę pomylił i chciał nawiązkę udzielić Iwci, na szczęście zdążyły się odwołać wszystkie strony, Paffcio kierowany tym, że uważał się za niewinnego. 2-ga instancja odebrała to inaczej i słusznie. Gdyby jednak ktoś zobaczył bicie się w piersi Iwci to chyba upadł na głowę z dużej wysokości. Otóż kto jest winny ucięciu zwyrolowi dochodów kosztem zwierząt? Nikt inny niż Monika Orlińska. Bo to ona wyrządziła krzywdę zwierzątkom w Chacie Zwierzaka, a nie Iwonka z Pawełkiem Fakt, pomogła obnażyć obłudę, pokazać jak dla kasy prezesowej i Paffcia cierpią zwierzątka... natomiast ... Paffcio nadal urzęduje z Iwcią, zwierzątka się tam kiszą, a Wy, Drodzy Darczyńcy - przykładacie rączkę do cierpienia zwierzątek i zachcianek pani prezes. Jedyny kto już nie cierpi to Monika, za to nas gotować nie warto ...
-
Anna Zwierzolub FUNDACJA CHATA ZWIERZAKA ten który w mojej opinii leje to nieszczęsne zwierzę , to małżonek pani prezes IWONY GABOR , bo obawiam się że znajdą się tacy którzy się ze mną nie zgodzą. Bardzo dziękuję TYM którzy zdecydowali się nie udawać że to jednorazowy incydent , no wersja z przesunięciem nogą psa leżącego na kanapie. ( mam na myśli pierwszy filmik ) .......no cóż wiedziałam że lekko nie będzie . Ogromne podziękowania dla Czarnej Listy Organizacji Prozwierzęcych która włożyła ogrom pracy i tym wszystkim którzy współpracują z Czarną Listą ....SZACUN i nie wiem czy mój tok rozumowania jest dla Państwa zwierzolubnych i wyznawców ( takich ojców Rydzyków ) Chaty, zrozumiały ale pamiętajmy że tam cały czas SĄ ZWIERZĘTA i jeśli ktoś chce wspomóc to powinna być to karma , a nie kasa. Uważam że nie wszystkie fundacje to samo zło , bardzo podoba mi się KARUNA która do końca mojego życia będzie mi się kojarzyć z KASTRACJĄ a co za tym idzie zmniejszona ilość bezdomnych , nie chcianych zwierząt i mniej takich miejsc jak Chata Zwierzaka , a z osób prywatnych pozdrawiam i podziwiam z Kociej Przystani w Zielonce k.Warszawy Elżbietę Zalewską . https://www.facebook.com/reel/756317589339294 Czarna Lista Organizacji Prozwierzęcych · Wy zdecydujcie. Poniżej wyrok, jakim sąd skazał Pana Pawła z Fundacji Chata Zwierzaka. Według Fundacji ten wyrok jest jak najbardziej adekwatny. I może jest- kimże ja jestem, żeby twierdzić inaczej. Ale jeszcze się waham, więc zróbmy jak ten miliarder, który wysłał samochód w kosmos. Vox Populi. Jeśli większość komentujących uzna, że wyrok jest właściwy- nie wyślemy odwołania od niego a co za tym idzie stanie się prawomocny. Jeśli większość uzna, że jest zbyt niski/zbyt wysoki, napiszemy sprzeciw wobec niego i całość odbędzie się normalnym przewodem sądowym. Mnie intryguje jedynie jakimi ścieżkami podążała logika sądu, który nakazał Panu Pawłowi wpłacić 1000 zł na rzecz... Fundacji, której jest formalnym, wpisanym do KRS-u, członkiem. I nie, to nie żart, nakazano mu wpłacić hajs do de facto swojej własnej organizacji. Ale to Wy decydujecie. --- Co do samego oświadczenia Fundacji Chata Zwierzaka to dzieli się ono na kilka części. Są one następujące: I. Santo Subito! Czyli opis tego, że Pani Prezes Fundacji jest aniołem a co za tym idzie nie można jej niczego zarzucać. W końcu poświęciła swoją karierę aby zajmować się zwierzętami. I to jest pierwsze kłamstwo, raz, że do anioła jej bardzo daleko- chyba, że mowa o takim upadłym, a dwa, że karierę to zrobiła dopiero na zwierzętach. Ma ogromną nieruchomość, etatowych pracowników i zaproszenia do telewizji. Miała to przed "zajmowaniem się zwierzętami"? No niezbyt. Zresztą, wystarczy rzut oka na zdjęcia Pani Prezes przed i po podjęciu decyzji o "porzuceniu kariery". II. Może i pies dostał kopa, ale przynajmniej inny został zagryziony. W tej części dowiadujemy się, że cała sytuacja z kopaniem psa jest całkowicie wytłumaczalna. Wynika z niej, że pies na nagraniu zagryzł innego psa. I część ludzi uznała to za wiarygodne. Tylko chwilka... to jest przecież przyznanie się do skrzywdzenia już dwóch zwierząt, choć zarzut dotyczył tyko jednego? No bo to chyba Fundacja odpowiada za to, żeby psy się jednak nie zagryzały, prawda? III. Car dobry, bojarzy źli. Możemy przeczytać jak to wszyscy zawalili. Pracownicy dopuścili do zagryzienia, nie udzielili psu pomocy a biedny Paweł się zdenerwował i musiał na kimś odreagować. A car wjechał na białym koniu i robił co mógł, ale było już za późno. I martwego psa trzeba było poddać eutanazji. Poprawcie mnie jeśli coś źle rozumiem, ale czy szef jakiejś organizacji nie odpowiada za swoich pracowników? Może powinien ich przeszkolić z zakresu nie wpuszczania agresywnych owczarków środkowo-azjatyckich razem ze starymi jamnikami do jednego pomieszczenia? Nie wiem, nie znam się na tym, ale jak dla mnie to choć odrobinkę winy powinien na siebie jednak wziąć nadzorca tego burdelu. IV. Dura lex, sed lex. Twarde prawo, ale prawo. Fundacja Chata Zwierzaka zauważa, że sąd wydał "adekwatny" wyrok, więc w sumie nie ma co drążyć. Tak jak zwykle obrońcy zwierząt apelują o jak najwyższą karę za znęcanie nad zwierzętami, tak tutaj Pani Prezes wystarcza 1000 zł kary. Nie wiem czy to z miłości do zwierząt, czy partnera, ale można by to wstawić do słownika języka polskiego jako definicję hipokryzji. V. A tak w ogóle to ta czarna lista... I tutaj się muszę zgodzić. Lepiej byłoby, gdyby żadna Czarna Lista nie istniała. Tylko wtedy nikt nie złożyłby zawiadomienia o znęcaniu nad tym biednym psem ani nikt nie dowiedział się o tym. Byłoby lepiej. Dla Fundacji Chata Zwierzaka i jej podobnych. Dla Pani Prezes Iwony i jej podobnym. Nie wiem czy dla karateki Pawła byłoby lepiej, ale pewnie również. --- A teraz odwróćmy nieco sytuację. Wyszukajcie sobie na stronie Fundacji psa (właściwie sukę) o imieniu Arwena. Może ktoś zapyta- żeby znów nie robić zbędnego zamieszania- czy Arwena również zagryzła jakiegoś jamnika, że zasłużyła na kopa, może to znów pracownicy zawalili a Paweł musiał znów na kimś odreagować? Iwona, masz szansę, możesz wytłumaczyć swoim fanom i darczyńcom za co została ukarana kolejna suka w Twojej Fundacji. Albo zacząć pisać kolejne oświadczenie. Proponowałbym wstęp typu "Bo Paweł nie lubi suk...", to przy okazji więcej wątków się wyjaśni... I do jutra.
-
Czarna Lista Organizacji Prozwierzęcych · Gwoli wstępu: ja wiem, że punktowanie kolejnych kłamstw Fundacji Chata Zwierzaka to nie jest zbyt wymagające zajęcie. Trochę jak zabieranie dziecku lizaka. Po wcześniejszym spryskaniu go gazem łzawiącym. W sensie spryskaniu dziecka, nie lizaka. Zasadniczo należałoby spuścić na to zasłonę milczenia, bo nawet niewidomy musi widzieć, że tam się narracja i czasoprzestrzeń Pani Prezes rozjeżdża. I absolutnie nie ruszają mnie jakieś personalne wycieczki wobec mojej skromnej osoby. Problem mam dopiero w momencie, gdy Pani Prezes zaczyna swym żmijowatym jęzorem atakować ludzi, których te bzdury mogą faktycznie dotykać. Poza tym jest to ciekawe case study. Proces ewolucji dobieranych przez Fundację linii obrony mógłby posłużyć za poradnik "Jak tego nie robić". [W komentarzu przykładowe cytaty] 1. Od stycznia 2017 do listopada 2018 w Chacie Zwierzaka pracowała Tatiana. Niedawno mogliśmy przeczytać jej relację z tego okresu oraz zobaczyć nagranie martwych kotów leżących obok przeterminowanych wędlin dla pracowników w fundacyjnej zamrażalce. Dowód jednoznaczny i niepodważalny. Jaką linię obrony wybrała Fundacja? Otóż wyszło im, że... Tatiana nigdy nie pracowała w Fundacji. Co prawda ich strona jest pełna wzmianek o niej, opisywano ją w samych superlatywach, jako osobę pracowitą i sumienną. Zapowiadano jej zatrudnienie oraz informowano o jej odejściu życząc jej szczęścia. No ale teraz im wyszło, że wcale nie była pracownikiem. A skoro nie pracownikiem, to kim? Wolontariuszem? 60-letnia kobieta w trudnej sytuacji materialnej opuszcza swój rodzinny kraj, bo potrzebuje pieniędzy na pomoc swojej matce i... nagle postanawia za darmo zajmować się zwierzętami w jakiejś podrzędnej polskiej Fundacji? Kilkanaście godzin każdego dnia wykonuje fizyczne prace w zamian za... nocleg i przeterminowane wędliny, bo taką ma potrzebę serca? Przecież to jest tłumaczenie dla idiotów. A samego nagrania Fundacja skomentować nie chciała. Okej, każdy ma prawo zachować milczenie, ale mógłby przy tej okazji nie kłamać. 2. Po opublikowaniu tutaj pierwszego nagrania, na której partner Pani Prezes kopie psa po głowie na stronie Fundacji pojawiły się dwa oświadczenia. Pierwsze pisane, jak rozumiem, "na gorąco" oraz drugie, bardziej profesjonalne. Jak rozumiem, napisane przez kogoś innego. Według pierwszego z nich... nagranie nie powinno być opublikowane, bo jest dowodem. Dosłownie, kobieta miała czelność mieć pretensje o to, że ktoś pokazał prawdę o traktowaniu zwierząt pod jej (tzn. nie jej) dachem. I sugerować, że skoro wyrok zapadł to nie ma tematu. Sporo ludzi jej uwierzyło. Co do samych przepisów to ujawniać nie można szczegółów trwających postępowań karnych, a to konkretne wtedy było już zakończone. Sam wyrok z kolei zapadł jedynie w trybie nakazowym. Ale to tylko szczegół- nikt nie oczekuje przecież od takiej samozwańczej Prezes jakiejś specjalnej wiedzy. Intrygujący jest jedynie proces jaki musiał zajść w jej głowie. Zamiast "to straszne, że ktoś skopał mojego ukochanego psa" mogliśmy przeczytać jakieś czepianie się niuansów prawnych. Aha, no i całość przedstawiono jako jednorazowy przypadek, który wydarzył się tylko dlatego, że owy skopany pies wcześniej zagryzł innego a "emocjonalny Paweł" w ten sposób odreagował. Piękne. Wytłumaczyć się ze znęcania nad zwierzęciem poprzez doprowadzenie do śmierci innego zwierzęcia. Fajna ta Fundacja ochrony zwierząt. Taka niezbyt chroniąca zwierzęta. 3. Drugie nagranie pokazało jak ten sam członek rady Fundacji ciska psem przez drzwi i poprawia kopniakiem. Tutaj już nie mogło być wątpliwości, że pies czymś zawinił, bo mowa była o wiekowej i niegroźnej suce w typie owczarka z oeliksa. Reakcja Fundacji? Milczenie. I to była świetna- przyznaję bez ironii- decyzja. Nic nie mówić, skorzystać z prawa do zachowania milczenia, przeczekać. No ale jak się nie widzi nic złego w takim traktowaniu zwierząt, to i długo wytrzymać się nie da. Otóż tym razem Pani Prezes, w jednym z wielu komentarzy, stwierdziła, że film został "zmontowany". Tysiące osób zobaczyło jak ktoś rzuca psem przez drzwi, kilka zapytało (na chwilę przed byciem zbanowanym) o co chodzi a Pani Prezes wyszło, że to montaż, i kropka. Szkoda, że nie wyjaśniła na czym ten montaż miałby polegać. Czy ktoś wkleił postać jej partnera obok psa, czy może nałożył jego buta na psi zad? Tego chyba się już nie dowiemy. 4. Kolejne nagranie, na którym Paweł "jednorazowy przypadek" D. atakuje bezbronne zwierzę musiało już spowodować reakcję u Iwony "nic nie wiedziałam" G. Tym razem wideo przedstawiało mężczyznę, który rzuca się- bez żadnego powodu na psa- i zaczyna go okładać pięściami. A ja mam sporą wiarę w ludzi. Myślałem, że tym razem Iwona przyzna, że ponosi odpowiedzialność za los powierzonych jej zwierząt. Czy tak się stało? Oczywiście, że nie. Darczyńcy Fundacji dowiedzieli się jedynie, że ona nie miała świadomości skali przestępstw do jakich dochodziło pod jej (tzn. nie jej) dachem. No i wstawiła screen maila wysłanego do komendy policji. Podkreślam: maila. Z jedną linijką tekstu i linkiem do Facebooka. Przecież to jest traktowanie swoich darczyńców jak jednostki pozbawione mózgu. ALe skoro jest z tym problem to uprzejmie wyjaśniam: potrzebę pilnej interwencji zgłaszamy policji telefonicznie, o przestępstwach zawiadamiamy osobiście lub pisemnie. Maila to możesz wysłać do swojego pracodawcy, że bierzesz urlop na żądanie. 5. Nagrania z bicia zwierząt w Chacie Zwierzaka obiegły media. Nie jakoś szczególnie, ale wzmiankę o tym będzie można znaleźć już zawsze. Mam cichą nadzieję, że zanim następna telewizja śniadaniowa postanowi promować tego typu organizacje to najpierw zrobi mały research. I znów, gdy można było się spodziewać jakiejś pokory Pani Prezes użyła przeciwskutecznej obrony. Połączyła kropki i wyszło jej, że winę za całą sytuację ponosi nie ona, choć to jej zadaniem było dbać o bezpieczeństwo zwierząt, dzięki którym ma spory dom, samochód i nie tylko. Ba, nawet nie do końca winę ponosi jej partner, którego uczyniła członkiem rady, pracownikiem i mieszkańcem Fundacji a który wielokrotnie i brutalnie znęcał się nad podopiecznymi Fundacji. W mrocznych zakamarkach jej logiki powstał zamysł, że wszystkiemu winna jest osoba, która upubliczniła nagrania. Czyli, jeśli nadążam za Panią Prezes, ja. Bo to alkoholik i narkoman, co wywiedziono z jakichś prehistorycznych zdjęć, z czasów gdy wszyscy byli piękni i młodzi. Bo jemu nie chodzi o zwierzęta, bo ma taką stronę, gdzie czasem krytykuje działania pseudo-obrońców zwierząt. A jak powszechnie wiadomo ludzi, którzy zajmują się zwierzętami nie wolno krytykować, nawet jeśli ci kopią, szarpią, biją i rzucają tymi zwierzętami, jak to miało miejsce w Fundacji Chata Zwierzaka. --- Sprawa nadal jest rozwojowa. Nadal zgłaszają się kolejne osoby posiadające wiedzę na temat tego co w ostatnich latach (!) działo się w Chacie Zwierzaka. To niepokojące, ale nieznające się wzajemnie osoby twierdzą, że to nie Pan Paweł najgorzej traktował zwierzęta w tym miejscu a jego syn- Piotr. Jesteśmy na etapie namierzania ptysia, co by go zapytać o kilka rzeczy. W sprawie w której Pan Paweł dostał absurdalną karę (czyli: wyjmij tysiąc złotych z lewej kieszeni, włóż do prawej, temat załatwiony) złożono sprzeciw do wyroku nakazowego- proces czeka na ustalenie terminu. W Urzędzie Gminy Wąsewo złożono wniosek o tymczasowe odebranie praw do wszystkich zwierząt Fundacji Chata Zwierzaka, na dniach wszczęte zostanie postępowanie administracyjne w tym temacie. Od razu uspakajam: nikt nie zamierza ich wyrywać stamtąd, jeśli nic im nie grozi. A czy nie grozi to trzeba wyjaśnić, bo pozowane sceny jak Pani Prezes złapała do ręki mopa przekonać mogą tylko ludzi dobrowolnie bywających na pokazach pościeli z alpaki. I kilka innych rzeczy, o których chyba lepiej teraz nie pisać. --- Sorry, za długi tekst, ale jedna Pani powiedziała, że czyta mnie jak Mrożka. Co jest dziwne, bo ja nawet nie wiedziałem, że mój sąsiad coś napisał. To emerytowany górnik zajmujący się swoim ogródkiem działkowym. No ale lepszy taki komplement, niż żaden. Tutaj zbieram na kawę z tym irlandzkim likierem. Wymyśliłem, że jak zacznę dzień od czegoś takiego, to moja kreatywność znacznie wrośnie: https://buycoffee.to/czarnalistapro I na domek dla pająka. --- Do tematu Chaty Zwierzaka będę wracał. Choćby się on wszystkim przejadł, choćby wszyscy mieli go dość. Inaczej będzie to zamiatanie spraw pod dywan, a pod dywanem o nazwie "środowisko ochrony zwierząt" więcej już się nie zmieści.
-
Czarna Lista Organizacji Prozwierzęcych · Gdyby poprosić sztuczną inteligencję o zilustrowanie kondycji polskiego systemu ochrony zwierząt to prawdopodobnie wyplułaby z siebie ostatnie oświadczenie Fundacji Chata Zwierzaka. Zapytanie musiałoby brzmieć: Inteligencjo sztuczna jak elementy twarzy niektórych aktywistek, które pieniążków na karmę dla zwierząt nie mają, ale operacje plastyczne już są w ich finansowym zasięgu, narysuj mi proszę na jakim etapie jesteśmy, gdy chodzi o polską ochronę zwierząt. I cyk, gotowe: Prezes Fundacji Chata Zwierzaka zawiadamia policję o znęcaniu nad zwierzętami w Fundacji Chata Zwierzaka przez członka rady Fundacji Chata Zwierzaka. Mailem. I nikogo to specjalnie nie dziwi. I jeszcze dodaje w swoim "oświadczeniu", że tak w sumie to nie wiedziała, że zwierzęta, którymi miała się opiekować, są katowane w ich własnym domu. Albo i trochę wiedziała, ale dopiero "skala" ją zdziwiła. Skojarzenie z dyskusją na temat zakresu wiedzy pewnego austriackiego akwarelisty na temat wydarzeń z lat 40-tych jest tutaj niemal oczywiste. Mamy sytuację, w której od przynajmniej roku o znęcaniu nad zwierzętami w Chacie Zwierzaka wiedzieli jej pracownicy. Przynajmniej od października zeszłego roku wie o tym prokuratura i policja. Od stycznia tego roku wie o tym sąd. A od dwóch tygodni wiedzą dziesiątki/setki tysięcy Internautów. A Pani Prezes? No, dowiedziała się wczoraj. Pewnie dalej nie może wyjść z szoku. I weź tu udowadniaj kwadraturę koła. Nawet jeśli ex-pracownicy zwyczajnie śmieją się z tego rzekomego braku wiedzy, bo sami ją o tym informowali. Aha, i na samym końcu, kiedy już nie da tłumaczyć naiwniakom, że to jakiś jednorazowy przypadek, albo zmontowane wideo, to Pani Prezes wysyła auto-donos do policji. Całe "zawiadomienie" to aż jedno zdanie oraz link do FB. W zasadzie ten link jest dłuższy niż treść "zawiadomienia". Wysłanego mailem. Całe szczęście, że policja nie używa Messengera, bo byłoby jeszcze krócej. Np. "ej, obczaj to screen+emotikonek z płaczącą buzią". Miał być stworzony za pieniądze ludzi dobrej woli dom spokojnej starości dla skrzywdzonych zwierząt- okazało się, że zamiast spokoju było maltretowanie. Od kopania psów, przez rzucanie nimi, po bicie ich pięściami. Na następnym nagraniu, które też pewnie pojawi się w sieci (choć wolałbym tego uniknąć), jest psi dziadek, który śpi w kącie pomieszczenia po czym zostaje wyniesiony na butach przez partnera Pani Prezes za drzwi. A właściwie przez drzwi, bo tak trochę przefruwa nad progiem. To się chyba nazywało "wyjście na spacer" w fundacyjnej nomenklaturze. I to nie jest koniec tego typu rzeczy, które się tam działy. To nadal ten sam wierzchołek góry lodowej. Widział ktoś podobne nagrania z, bo ja wiem, zamykanych schronisk lub hodowli? Raczej nie. A mowa przecież o azylu dla zwierząt, nie jakimś-tam zwykłym schronisku. O miejscu, które z samego już założenia powinno być wzorem do naśladowania, ideałem i przykładem, dla tych wszystkich podłych rolników, hodowców i przeciętniaków, którzy w wyimaginowanej skali empatii nie mogą się porównywać do "obrońców zwierząt". Skoro Pani Prezes nic nie wiedziała, to kto powinien to wiedzieć? Dotarliśmy już do miejsca, w którym właściciel danej organizacji nie ponosi odpowiedzialności za utrzymanie zwierząt, dzięki którym- nomen omen- sam się utrzymuje? Może czegoś nie wiem. Może to ja powinienem o tym wiedzieć, a nie ona. Albo sąsiedzi. Albo proboszcz. Ale moim zdaniem Pani Prezes miała aż jedno zadanie do wykonania- zapewnić bezpieczeństwo "swoim" zwierzętom. I nie zrobiła tego. Zawaliła swoją robotę na całej linii. W alternatywnym świecie, gdzie istnieje choć odrobina sprawiedliwości, taka "Prezes" zostałaby pozbawiona swojego prezesowania a majątek Fundacji zostałby przekazany na cele zgodne ze statutem. Czyli np. na ochronę zwierząt, a nie znęcanie się nad nimi. Ale nie w Polsce. U nas za miesiąc czy rok sprawa się rozpłynie a Pani Prezes znów zacznie szukać chirurgów plastycznych i prezentować zdjęcia z siłowni, bo przecież tutaj nikt nawet nie pyta po co w domu zbudowanym dla zwierząt w ogóle znajduje się siłownia. Pewnie ktoś jest przekonany, że psy trenują ze sztangą a koty bawią się hantlami. Gdyby dyrektor przedszkola przez lata zatrudniał pedofila- wyleciałby z roboty. Za mocny przykład? To proszę sobie wybrać dowolny zawód i dopisać do niego jakieś przeciwieństwo. Na tym chyba polega branie jakiejkolwiek, choćby minimalnej odpowiedzialności za dosłownie cokolwiek. Choćby za cegły na budowie. O żywych stworzeniach nie wspominając... Dlaczego nie można zwolnić Prezesa Fundacji Ochrony Zwierząt?
-
Czarna Lista Organizacji Prozwierzęcych · Poznajcie Pana Pawła. Pan Paweł jest członkiem Fundacji Chata Zwierzaka. I to nie byle jakim członkiem, bo zasiada w radzie Fundacji. Prywatnie jest mężem (czy tam konkubentem- aktu ślubu nie widziałem) Iwony, która- nie zgadniecie- jest Prezesem Fundacji Chata Zwierzaka. To ta stojąca za nim na nagraniu. Paweł mieszka (lub mieszkał- nie mam kamery w jego domu) w nieruchomości zakupionej przez darczyńców Fundacji. Chętnie sprawdziłbym czy za swoją "opiekę nad psami" pobierał jakieś wynagrodzenie, ale niestety Fundacja nie publikuje nigdzie sprawozdań finansowych. Z kolei pies na nagraniu to Azja, suka owczarka środkowo-azjatyckiego. Na stronie Fundacji można znaleźć sporo jej zdjęć a nawet porady jak tego typu psy wychowywać. Nie pytam czy skopanie niewinnego psa jest jedną z polecanych przez tych wyjątkowych "obrońców zwierząt" metod wychowawczych. --- Tutaj fragmenty wypowiedzi osób, które były (lub są, nie wnikam) związane z Chatą Zwierzaka. Oczywiście są to tylko słowa, ale moim zdaniem- w kontekście nagrania- brzmią całkiem wiarygodnie: ""Doktor (...) ona miała lecznicę w (...) i przyjmuje w (...) ale to ona zwróciła uwagę Iwonie że z dziwnymi przypadkami przyjeżdża np. złamana szczęka kota albo łapa w domu, pęknięte żebra itp. U psa np pęknięta śledziona. To była Azja ona zagryzła starą jamniczkę i on ją skopał wcześniej." "Wielokrotnie zbierała po nim psy do weterynarzy. Kopał bił. Ile po tych pobiciach umarło to tylko ona wie i weterynarze. Dr (...) i dr (...) niejednokrotnie przyjmowały takie psy. Wiem że to jest trudne. Głównie to Iwonie powinno się założyć sprawę że przyzwala na to." "Wszyscy którzy pracowali u Pani Iwony wiedzą. Mają dużo nagrań, ale się boją, nie wiem do końca czego ale są przerażeni, ja tego sku***syństwa nie odpuszczę." "Nie mogę patrzeć na krzywdę zwierząt. Kosztem ich buduje sobie dom mąż Iwony. Zagryzane są zwierzęta i umierają z zaniedbania. Kolejni pracownicy odchodzą. Policja jest na porządku dziennym. Rękoczyny między nimi krzyki wrzaski. To jest obrzydliwe. Płaczę nad wieloma zwierzakami w Chacie. Ten cudowny Tadeusz na filmie wiele razy dostał kopy bo za wolno szedł. Dramat. Mogłabym wiele napisać. Setki tysięcy wydanych na rzeczy nie związane ze zwierzakami". --- Nagranie dostałem kilka miesięcy temu. I chciałem z marszu wrzucić do sieci. Tyle, że ja znam Iwonę i wiem jak potrafi kłamać. Kiedy starszej kobiecie zniknęła równie stara jamniczka Zuzia (historia do odszukania na FB) osobiście pytałem czy Iwona wie coś o niej. Zarzekała się, że na oczy psa nie widziała i u niej go nie ma. Ostatecznie pies został znaleziony w jej domu i cudem odzyskany, po wielu miesiącach. Gdyby nagranie trafiło od razu do sieci Iwona powiedziałaby, że to nie jej partner, nie ona, nie jej dom ani jej pies. A poza tym to wszystko niewyraźne, więc nie ma tematu. Dlatego też, dzięki uprzejmości Centralne Biuro Ochrony Praw Zwierząt, złożyliśmy zawiadomienie o znęcaniu nad zwierzętami przez bliżej nieokreśloną osobę pod adresem Fundacji. Kilka dni temu sąd wydał wyrok nakazowy w tej sprawie. Jeśli ktoś nie wie- wyrok nakazowy to jest ten z reguły łagodniejszy ale i łatwy do zaskarżenia (czy tam wniesienia sprzeciwu). Wydaje się go- w teorii- wtedy, gdy wina osoby oskarżonej nie budzi wątpliwości. Jaką karę otrzymał Pan Paweł? Śmieszną. Ale o tym już w następnym poście. I tak nikt nie uwierzyłby, że jakikolwiek sąd mógł coś takiego z siebie wydalić. Będzie okazja na odniesienie się do tłumaczeń Fundacji. Obstawiałbym, że Iwona spróbuje zagrać ludziom na emocjach i zrobić z siebie ofiarę. Ale to się nie uda, bo ofiarami są te zwierzęta, którymi za ogromne pieniądze od ludzi o dobrych sercach mieli się opiekować. Koniec zamiatania spraw pod dywan. Zakopać to możecie psie zwłoki w kupionym Wam przez Internautów ogródku, tylko hej, uważajcie, żeby ktoś nie postanowił ich odkopać. I do jutra. https://www.facebook.com/reel/672195711258461
-
Czarna Lista Organizacji Prozwierzęcych Bez zbędnych wstępów. Poniżej zestawienie wydatków z organizacji ochrony zwierząt. I jest to pierwsze tak dokładne rozliczenie, jakie ujrzało światło dzienne, więc proszę docenić. Wszystkie kwoty są udokumentowane- tzn. mam papier na podkładkę, gdyby tak Pani Prezes postanowiła zaprzeczyć. Ale nie postanowi, bo doskonale wie, że kłamstwo ma krótkie nogi. Co warto podkreślić dotyczą one tylko jednego miesiąca- października ubiegłego roku. Można samemu ocenić, czy to Fundacja utrzymuje zwierzęta, czy może zwierzęta utrzymują Panią Prezes. --- 4870 zł - tyle z konta Fundacji wydano typowo na przyjemności Pani Prezes. Wśród konkretnych transakcji można wyróżnić takie jak: - Sephora Warszawa - 765 zł - OTCF Warszawa - 494 zł - 50Style - 231 zł - JD Warszawa - 220 zł - Guess Atrium Targówek - 1777 zł Pod konto Fundacji podpięte są/były również różne usługi, między innymi Netflix (60 zł), Cyfrowy Polsat (250 zł), Storytel (29,90 zł) oraz Tinder (54,42 zł + 111,51 zł). I nie, nie wiem co to za pakiet Polsatu. Ja nawet nie wiedziałem, że Tinder jest płatny. Do tego jakaś kawiarnia, trochę więcej ciuchów, całość blisko pięć tysięcy. 13600 zł - to wypłaty z bankomatów. Nie odważę się jednoznacznie ocenić, że te pieniądze nie miały nic wspólnego ze zwierzętami. Może istnieje jakaś przychodnia weterynaryjna, która przyjmuje tylko gotówkę. Najłatwiej byłoby zapytać Panią Prezes, ale obawiam się, że nie odpowie. 365 zł - wyniosły same prowizje bankowe. Za wypłaty z bankomatów, prowadzenie rachunku, przelewy i alerty SMS o ruchach na koncie. Nazwijcie mnie skąpcem, ale to jakiś absurd, żeby aż tak przewalać czyjąś kasę. 3644 zł - wydano na stacjach benzynowych. I to jest spoko. Bo może ktoś musi dużo jeździć. Gorzej, że część z tych płatności to na pewno nie jest paliwo. Pomóżcie mi rozszyfrować, bo nie miewam takich paragonów. Co oznacza "SOPL.CYTR/NA 1 x zł 7,49"? 1350 zł - to zakupy spożywcze. Absolutnie nie twierdzę, że zwierzęta na tym jakoś nie skorzystały, choć do KFC i Pizzy Hut raczej ich nie zabrano. 1250 zł - zapłacono w aptekach. I tutaj podobnie jak jedną pozycję wyżej- istnieje szansa, że zwierzęta na tym jakoś skorzystały. Nie oceniam. Ja lekarstwa dla psa kupuję u weterynarza, choć wiem, że niektóre można zdobyć także w "ludzkiej" aptece. 4406 zł - to materiały budowlane i motoryzacyjne. Dzisiaj nie odważę się tego w żaden sposób powiązać z trwającą budową nieruchomości w sąsiedniej wiosce, ale... no dajcie mi trochę czasu. Przecież dopiero zaczynam w tym grzebać. 4575 zł - to zamówienia online. Płatność przez PayU- nie do zweryfikowania. Równie dobrze mogła to być karma dla zwierząt, jak i wyposażenie siłowni. Osobiście chcę wierzyć, że prędzej karma. 13150 zł - to przelewy do prywatnych osób. A wśród nich dwa przelewy do Pana Pawła D. którego to ponoć miało nie być w Chacie Zwierzaka, po tym jak we wrześniu pierwszy raz "jednorazowo" skopał psa. Jak widać w październiku pobierał jeszcze wynagrodzenie (1500 zł + 863 zł). Pozostałych beneficjentów takich transferów serdecznie pozdrawiam. Chyba będziecie mieli okazję wyjaśnić za co otrzymaliście "zwrot". I żeby nie było- wśród płatności w Fundacji były także takie typowo dla zwierząt. Skłamałbym twierdząc, że każda transakcja była dziwna. Oto i one: 1500 zł - przelew do Przychodni Jatagan (tytułem: zaległe faktury). 4272 zł - przelew do firmy SuperSmak (jak rozumiem za mięso). Wnioski każdy wyciąga sam. Ja jedynie- działając w interesie społecznym- informuję co działo się z pieniędzmi darczyńców na koncie Fundacji Chata Zwierzaka w październiku 2022. A jeśli ktoś nie zauważył, to październik następuje po wrześniu, kiedy to Fundacja apelowała o wpłaty, bo ich konto "świeciło pustkami". No to chyba chwilę później przestało świecić... --- Co będzie się dalej działo? Sprawę defraudacji pieniędzy przeznaczonych dla zwierząt do prokuratury zgłosił Pan Fit Dzik. Jeśli ktoś nie zna, to jest taki gość, który kiedyś był gruby, później przestał być gruby, a obecnie namawia ludzi, żeby też nie byli grubi. Czy jakoś tak. Taka Fit Matka Wariatka, tylko brzydszy. Według jego (czy jego księgowej) wyliczeń z konta Fundacji "zniknęło" łącznie 700 tysięcy złotych. Może w odpowiednim czasie podzieli się wiedzą co wyszło z tego zawiadomienia. Moim zdaniem jednak tutaj nakładają się dwa czynniki. Z jednej typowe sprzeniewierzenie środków, a z drugiej burdel w papierach. No bo nie każdy ma przecież głowę do takich rzeczy i porządek w rachunkach. A Pani Prezes Chaty Zwierzaka to nie ma głowy do dosłownie niczego. Choć z drugiej strony.. tak jak ja mogę te dwie kwestie odróżniać, tak kodeks karny chyba już niekoniecznie. Cóż, pożyjemy- zobaczymy. --- Zanim ktoś napisze, że teraz to potrzebna jest "biała lista", żeby wiedzieć komu pomagać to od razu odpowiadam: ja nie będę takiej prowadził. Moim zdaniem większość organizacji nie ma problemów z przestrzeganiem prawa i szanuje otrzymywane od darczyńców pieniądze. Jakiś czas temu zrobiliśmy "wirtualną adopcję" kundla o imieniu Czarek (nie mylić z pewnym prezesem międzynarodowego ruchu). Bo jest tak zwyczajny i przeciętny, że nikt go nie zauważał. Zebraliśmy dla niego tysiąc złotych za co on dostał karmę. Tutaj link: https://zrzutka.pl/w8esgk Zamiast tego piwa dla mnie można mu dorzucić puszkę. Na ile obserwuję to środowisko i jakoś-tam znam się na ludziach, na tyle wiem, że to będzie faktyczna karma dla psa lub jakaś profilaktyka weterynaryjna, a nie budowa basenu.
-
Fundacja Zwierzokracja · MOGĄ CIĘ NIE OBCHODZIĆ PSY I KOTY. ALE NA PEWNO OBCHODZI CIĘ, NA CO IDĄ TWOJE PIENIĄDZE. Nie musisz kochać zwierząt. Nie musisz udostępniać zdjęć szczeniaków. Nie musisz wzruszać się losem kotów. Ale płacisz PODATKI. A z tych podatków finansowany jest SYSTEM, który nie ROZWIĄZUJE PROBLEMU — tylko go UTRZYMUJE. JAK TO WYGLĄDA DZIŚ? W Polsce: • ok. 120–130 TYSIĘCY psów i kotów przebywa rocznie w schroniskach • kolejne DZIESIĄTKI TYSIĘCY trafiają do systemu każdego roku • gminy finansują ich utrzymanie w trzech modelach: – STAWKA DZIENNA (np. 20–40 zł za dzień) – OPŁATA „ZA SZTUKĘ” – RYCZAŁT (stała miesięczna kwota) Kontrola NIK wykazała, że w latach 2019–2022 gminy wydały ponad 900 MILIONÓW ZŁOTYCH. To prawie MILIARD. Nie na rozwiązanie problemu. Na jego OBSŁUGĘ. CO TO ZNACZY W PRAKTYCE? Roczny koszt utrzymania jednego psa w schronisku może wynieść 8–15 TYSIĘCY ZŁOTYCH. To są PIENIĄDZE PUBLICZNE. A teraz proste pytanie: Czy taniej jest: – utrzymywać tysiące zwierząt przez lata czy – zapobiec ich narodzinom? CO ZMIENIA PREWENCJA? Projekt ustawy nr 836 zakłada: SYSTEMOWĄ, POWSZECHNĄ KASTRACJĘ zwierząt właścicielskich OBOWIĄZKOWE CHIPOWANIE REALNĄ IDENTYFIKACJĘ właścicieli Czy to rozwiąże problem jutro? Nie. Ale w perspektywie 5–10 LAT: • mniej niechcianych miotów • mniej porzuceń • mniej zwierząt w schroniskach • realny SPADEK WYDATKÓW GMIN Bo dziś finansujemy SKUTKI. A można finansować PRZYCZYNĘ. PORÓWNANIE 900 milionów złotych to: • setki kilometrów dróg lokalnych • tysiące miejsc w żłobkach • ogromne programy zdrowotne A my wydajemy to, bo nie wprowadzamy skutecznej PREWENCJI. To nie są „lewackie fanaberie”. To RACHUNEK EKONOMICZNY. NAJWAŻNIEJSZE Możesz uważać, że są ważniejsze tematy niż psy i koty. Ale jeżeli państwo wydaje SETKI MILIONÓW złotych na utrzymywanie skutków, zamiast zmniejszać ich skalę — to jest problem ZARZĄDZANIA PUBLICZNYMI PIENIĘDZMI. Bez emocji. Bez ideologii. Bez serduszek. To kwestia EFEKTYWNOŚCI PAŃSTWA. BEZDOMNOŚĆ JEST DROGA. BARDZO DROGA. Tylko nikt nie pokazuje rachunku. Najwyższy czas to zmienić.
-
Jak powstał Psierociniec Przez 8 lat byliśmy wolontariuszami w schronisku dla zwierząt. Stworzyliśmy w nim Boks Eksperymentalny, w którym psy mogły zaspokajać swoje potrzeby emocjonalne i uczestniczyć w zajęciach terapeutycznych, razem z innymi psami. Były wtedy naprawdę szczęśliwe, mając nas na co dzień. Gdy miasto zlikwidowało Boks Eksperymentalny, mimo, że na jego wzór powstawały podobne boksy i wybiegi w innych schroniskach, chcieliśmy ocalić te psy, które mieliśmy pod opieką, aby nie umarły bezimiennie w schronisku. Potrzebny był tylko teren z budynkiem, pieniądze i olbrzymia wiara w to, że się uda. Mieliśmy tylko to ostatnie… Gdy znaleźliśmy podkowę, rozmawiając o naszych marzeniach, wiedzieliśmy, że to ZNAK. Tak powstał Psierociniec. Kilka słów o Psierocińcu… Psierociniec powstał po to, aby psiaki, z którymi związaliśmy się w schronisku dla zwierząt w Kaliszu, nie musiały w nim odchodzić – potem dołączyli do nich psi kumple z różnych stron Polski. Ośrodek zamieszkuje kilkanaście psów, mających za sobą kilka, a nawet kilkanaście lat pobytu w schroniskach. Trafiają do nas po to, aby wreszcie żyć spokojnie i szczęśliwie, a niektórym poszukujemy najlepszych pod słońcem domów. Jeśli chcesz odwiedzić Psierotki: Jesteś zawsze mile widziany! Prosimy jednak o wcześniejszy kontakt w sprawie przyjazdu, aby umówić konkretny dzień i godzinę. Jeśli chciałbyś przywieźć coś dla psiaków, będziemy szczęśliwi, jednak prosilibyśmy o przywiezienie rzeczy, których najbardziej potrzebujemy. Ich listę znajdziesz na stronie dotyczącej odwiedzin. Podaruj symboliczną puszkę - dzięki Tobie zadziała cud! W Psierocińcu codziennie dzieją się małe cuda. Każdy z nich zaczyna się od kogoś takiego jak Ty – kogoś, kto wierzy, że nawet najmniejszy gest potrafi zmienić los zwierzęcia. Nasza symboliczna puszka to prosty sposób, by dołączyć do tej pięknej historii pomocy. Idea jest bardzo prosta: wpłacasz 12 zł – tyle, ile kosztuje zazwyczaj puszka mokrej karmy. To nie jest dużo, prawda? A jednak ta niewielka kwota ma ogromne znaczenie. Za 12 zł możemy kupić porcję karmy lub po prostu zapewnić chwilę spokoju i ciepła naszym podopiecznym. Każda puszka to konkretny uśmiech, merdający ogon i kolejna nadzieja. Puszka Psierocińca to coś więcej niż darowizna. To symbol troski, dobroci i solidarnwości. Dzięki niej wspólnie tworzymy miejsce, w którym zwierzęta odzyskują wiarę w człowieka. W każdym dniu – kiedy ktoś dorzuca swoją puszkę – czujemy, że nie jesteśmy sami. To właśnie te małe gesty budują wielkie rzeczy. Nie potrzebujesz wiele, by zrobić coś dobrego. Wystarczy kilka kliknięć i dobre serce. Jeśli chcesz, możesz przekazać jedną puszkę, kilka, albo ustawić cykliczne wsparcie – każda forma pomocy jest bezcenna. Bo w świecie Psierocińca liczy się każda złotówka i każde serce, które bije dla zwierzaków. Wesprzyj Psierociniec Dziękujemy za każdą symboliczną puszkę, za każde wsparcie, za wiarę w dobro. Z miłością i wdzięcznością – Twój Psierociniec FB: https://www.facebook.com/psierociniec
-
https://www.obrona-zwierzat.pl/aktualnosci/1689-sprawa-nazwania-lobbystki-katarzyny-sliwy-lobacz-oszustem.html W dniu 24 sierpnia 2018 r. Agnieszka Lechowicz (prezes Stowarzyszenia Obrona Zwierząt z Jędrzejowa, pomysłodawczyni i koordynator projektu "Nadjeżdża sterylkobus - mobilna sterylizacja psów i kotów") stawiła się w Areszcie Śledczym w Kielcach, celem odbycia kary pozbawienia wolności, orzeczonej przez sąd za to, że w styczniu 2015 r., w mailu zatytułowanym "Uwaga na oszusta!", skierowanym do licznych organizacji prozwierzęcych, określiła lobbystkę Katarzynę Śliwę-Łobacz z Fundacji Mondo Cane stwierdzeniem, że ta jest oszustem. Razem z Agnieszką Lechowicz skazano za to samo także Jolantę Racką z Fundacji ProAnimals oraz Tadeusza Wypycha z Fundacji dla Zwierząt ARGOS. Agnieszka Lechowicz w więzieniu przebywała do dnia 21 listopada 2018 r., kiedy to Prokurator Generalny zarządził przerwę w wykonaniu jej kary do czasu ułaskawienia przez Prezydenta RP. Dnia 26 lutego 2019 r. TVP1 w magazynie "Głębia ostrości" wyemitowała reportaż o sprawie listu "Uwaga na oszusta!" zdj. Jolanta Racka, Agnieszka Lechowicz i Tadeusz Wypych w dniu 24 sierpnia 2018 r. przed Aresztem Śledczym w Kielcach Pomimo że "przestępstwo" popełniono w Warszawie, sprawa dziwnym przypadkiem trafiła do Sądu Rejonowego w Gdyni (SSR Krzysztof Więckowski), który zresztą skwapliwie podjął się jej rozstrzygnięcia. Zapewne również czystym trafem pełnomocnikiem pokrzywdzonej Katarzyny Śliwy-Łobacz był mec. Michał Gostkowski, adwokat OTOZ Animals z Gdyni. Z autorów listu na rozprawy przed sądem I instancji stawiał się Tadeusz Wypych, który miał daleko, ale i tak najbliżej. Poza tym żadna z pozostałych oskarżonych nie powiedziałaby przed sądem nic więcej, mądrzej ani bardziej wyczerpująco niż Tadeusz Wypych właśnie. Nadto Agnieszkę Lechowicz bronił adwokat z urzędu. Niestety, przebieg samego postępowania przed sądem stanowił wzorcowy przykład na to, jak nie należy prowadzić procesu karnego, aby nie narazić się na zarzut łamania podstawowego prawa oskarżonego do obrony. I tak, do dzisiaj pozostaje zagadką: - Dlaczego oskarżona Jolanta Racka nie została zawiadomiona przez sąd o toczącym się przeciwko niej postępowaniu? Nie doręczono jej żadnych pism, w tym aktu oskarżenia, pouczenia o przysługujących prawach, ani jednego zawiadomienia o terminach rozpraw, a ostatecznie wyroku skazującego. Pomimo że sąd posiadał wiedzę, iż od 2001 r. na stałe mieszka ona w Niemczech, to nie pofatygował się, aby jej miejsce pobytu tam ustalić. Wszelka korespondencja kierowana była na adres wskazany przez Katarzynę Śliwę-Łobacz, pod którym oskarżona nigdy nie przebywała, a pomimo to sąd uznawał ją za skutecznie doręczoną. - Dlaczego sprawę rozstrzygał Sąd Rejonowy w Gdyni? Inkryminowanego maila nadał Tadeusz Wypych z serwera umiejscowionego w Warszawie, z czym nigdy się nie krył i co wielokrotnie przed sądem podkreślał. Dlatego właściwym był Sąd Rejonowy dla Warszawy Pragi-Południe, zgodnie z miejscem popełnienia "przestępstwa", co potrafiłby poprawnie ustalić student I roku prawa. Ponadto wartym zauważenia jest, że żadna ze stron nie zamieszkiwała na terenie kognicji sądu w Gdyni. - Dlaczego sąd nie nadał biegu zażaleniu oskarżonych na naruszenie przepisów o właściwości miejscowej? Zażalenie zawierało również wniosek o przekazanie sprawy do Sądu Rejonowego dla Warszawy Pragi-Południe. Tymczasem ten środek odwoławczy w ogóle nie został skierowany do rozpatrzenia przez Sąd Okręgowy w Gdańsku, a w międzyczasie proces ruszył i wówczas, zgodnie z przepisami k.p.k., niemożliwym stało się podnoszenie zarzutu niewłaściwości sądu. - Dlaczego sąd w czasie pierwszej rozprawy w ogóle nie dysponował głównym dowodem w sprawie, jakim był ów "szkalujący" mail? Postarał się o jego dołączenie do akt sprawy dopiero na wyraźne żądanie obrońcy Agnieszki Lechowicz. Do tej pory posługiwał się wyłącznie prywatnym aktem oskarżenia. - Dlaczego sąd oddalił wszystkie wnioski dowodowe oskarżonych? Miały one fundamentalne znaczenie dla sprawy, tj. ich celem było dowiedzenie prawdziwości zarzutów stawianych Katarzynie Śliwie-Łobacz. Dotyczyły powołania na świadków raptem 9 osób, a pomimo to zostały przez sąd uznane za "zmierzające do przedłużania postępowania", sic! - Dlaczego sąd w żaden sposób nie zbadał sytuacji majątkowej oskarżonych przy wymierzaniu kary? Skutkowało to m. in. nałożeniem horrendalnego, jeśli chodzi o koszty, obowiązku przeproszenia Katarzyny Śliwy-Łobacz w ściśle określonej przez sąd treści i formie - przeprosiny miały być umieszczone "w czasopiśmie o zasięgu ogólnopolskim na jego pierwszej stronie, w formacie nie mniejszym iż 1/5 strony" oraz niedorzecznie wysokiej grzywny w wys. 10 tys. zł od każdego skazanego. - Dlaczego Sąd Okręgowy w Gdańsku, jako sąd odwoławczy, nie zapoznał się z apelacjami oskarżonych? Świadczy o tym treść uzasadnieniu wyroku tego sądu, gdzie brak odniesienia do argumentów skarżących, natomiast sąd daje odpór zarzutom, których żadna z apelacji nie podnosiła. Skutkiem powyższego, autorzy listu "Uwaga na oszusta!" zostali uznani winnymi popełnienia przestępstwa zniesławienia, a następnie ich apelacje oddalono jako niezasadne, czym wyrok się uprawomocnił. Wobec tego Agnieszka Lechowicz i Jolanta Racka złożyły skargi do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu oraz wnioski do Rzecznika Praw Obywatelskich o wywiedzenie przez niego kasacji nadzwyczajnej (ten ostatni do dzisiaj nie podjął żadnych kroków w ich sprawach, uzasadniając to dużym wpływem wniosków). Żadne ze skazanych nie wykonało wyroku, tj. nie przeprosiło Katarzyny Śliwy-Łobacz, ani nie wpłaciło na rzecz jej fundacji nawiązki (pomimo, iż ta słała przeciwko nim wnioski egzekucyjne). W związku z tym zarządzono wobec skazanych zawieszoną w wyroku karę grzywny. Nic nie wiadomo na temat postępowania wykonawczego wobec Jolanty Rackiej, gdyż sąd wciąż nie ustalił miejsca jej zamieszkania i żadna korespondencja w tej sprawie do skazanej nadal nie dociera. Jeśli chodzi o Tadeusza Wypycha, to komornik zajmuje mu na poczet grzywny część jego skromnej emerytury (notabene, w latach '80 Tadeusz Wypych przesiedział kilka lat w więzieniach za działalność opozycyjną). Natomiast wobec Agnieszki Lechowicz egzekucja okazała się bezskuteczna, gdyż ta nie posiada żadnych dochodów ani majątku, a we własnym stowarzyszeniu pracuje jako prawnik pro bono. Stąd kolejnym krokiem sądu było zarządzenie wykonania zastępczej kary pozbawienia wolności, co skutkowało uwięzieniem Agnieszki Lechowicz przez okres 3 miesięcy. Jej relacje z pobytu za kratami można przeczytać tutaj. W międzyczasie ETPC w Strasburgu przyjął do rozpatrzenia skargę Agnieszki Lechowicz na państwo polskie w przedmiocie naruszenia jej prawa do uczciwego procesu i wolności wypowiedzi (warto zauważyć, że do tego etapu postępowania dochodzi tylko 5% złożonych skarg). Wezwany przez Trybunał do zajęcia stanowiska w sprawie, rząd polski złożył jednostronną deklarację, w której przyznał pogwałcenie Artykułu 10 Konwencji Praw Człowieka i w związku z tym zaproponował skazanej 20 tys. zł tytułem materialnych i nie-materialnych szkód, jakie poniosła ona w wyniku skazania. Jednocześnie rząd poprosił o wykreślenie sprawy z listy spraw prowadzonych przed Trybunałem. Postępowanie jest w toku. Odsiadka Agnieszki Lechowicz miała trwać do 3 grudnia 2018 r. Jednak na 12 dni przed upływem tego terminu Prokurator Generalny zarządził przerwę w odbywaniu kary z powodu wszczęcia z urzędu postępowania o ułaskawienie. 28 czerwca 2019 r. Prezydent RP ułaskawił Agnieszkę od reszty kary oraz zatarł skazanie. Trybunał w Strasburgu do dzisiaj nie wydał wyroku w jej sprawie. ważniejsze dokumenty sprawy 26.01.2015 list "Uwaga na oszusta!" http://www.obrona-zwierzat.pl/images/icons/pdf.gifpdf 27.01.2015 oświadczenie w obronie K. Śliwy-Łobacz http://www.obrona-zwierzat.pl/images/icons/pdf.gifpdf 06.12.2014 (?) prywatny akt oskarżenia K. Śliwy-Łobacz http://www.obrona-zwierzat.pl/images/icons/pdf.gifpdf 15.07.2016 wyrok sądu I instancji http://www.obrona-zwierzat.pl/images/icons/pdf.gifpdf 22.08.2016 apelacja T. Wypycha pdf 07.09.2016 apelacja A. Lechowicz pdf 19.12.2016 wyrok sądu II instancji http://www.obrona-zwierzat.pl/images/icons/pdf.gifpdf 19.06.2017 skarga A. Lechowicz do ETPC w Strasburgu http://www.obrona-zwierzat.pl/images/icons/pdf.gifpdf 23.08.2017 wniosek A. Lechowicz do RPO o wywiedzenie kasacji nadzwyczajnej http://www.obrona-zwierzat.pl/images/icons/pdf.gifpdf 20.06.2018 zarządzenie wykonania zastępczej kary pozbawienia wolności wobec A. Lechowicz http://www.obrona-zwierzat.pl/images/icons/pdf.gifpdf 27.07.2018 wezwanie do stawienia się w zakładzie karnym http://www.obrona-zwierzat.pl/images/icons/pdf.gifpdf 21.11.2018 zarządzenie Prokuratora Generalnego o przerwie w odbywaniu kary przez A. Lechowicz http://www.obrona-zwierzat.pl/images/icons/pdf.gifpdf 28.06.2019 postanowienie Prezydenta RP o ułaskawieniu A. Lechowicz http://www.obrona-zwierzat.pl/images/icons/pdf.gifpdf
-
"Truchła w zamrażarkach" - azyl fundacji Frikaj w Hucisku
bunia2010 replied to bunia2010's topic in Schroniska
Ekopatologia VIDEO: https://www.facebook.com/share/v/1B129adLVA/ W przerwie od roku świstaka, czy jak ktoś z komentujących podpowiada - smoka, wrzucam aktualizację dotyczącą azylu dla zwierzątek w Hucisku. Pamiętacie ten syf we Frikaju Ludmiły? Nie? To poniżej krótkie przypomnienie. W tym nielegalnym patoschronisku kilkadziesiąt zwierzątek poszło powoli do bozi. Zamrażarka też była. Oczywiście nie pusta. Tam też w woreczkach leżały ukochane piesełki. Koniki za to rozkładały się na pobliskich łąkach. Tyle do powiedzenia miały Ludzia Sasorska i Kondracka, kiedy za katownię chciały zrzucić całą winę na Aleksandrę Tchir. Tyle było podśmiechujków i lajfików. I juz nie ma, nieaktualne pewnie. Podobnie jak w zeznaniach przyszedł czas na mgłę covidową. "Pod koniec października 2023 r. w obiekcie ujawniono skrajnie złe warunki przetrzymywania zwierząt – głodujące psy, konie brodzące we własnych odchodach oraz truchła zwierząt przechowywane m.in. w zamrażarkach. W toku postępowania Prokuratura Rejonowa w Suchej Beskidzkiej ustaliła, że proceder znęcania się dotyczył 54 psów, 9 koni, 3 cielaków, 6 kóz, 8 świnek getyńskich oraz kucyka. Dwie kobiety prowadzące to pseudoschronisko, w tym prezes stowarzyszenia Frikaj Ludmiła S. nie przyznały się do zarzucanych im czynów. .." Poniżej link do artykułu: https://krakow.tvp.pl/91585831/obiekt-w-hucisku-nie-byl-zglaszany-jako-schronisko-trwa-proces-ws-znecania-sie-nad-zwierzetami -
Najlepiej kupic bordera z jakiejs dobrej linii uzytkowej. Warto zobaczyc z jakich hodowli psy startuja i wygrywaja w zawodach i do nich sie kierowac...
-
Fundacja Medor Macie wolną godzinę, to odsłuchajcie, nie siejcie fermentu, nie ratujcie patologii, Weźcie na spacer psa swojego lub ze schroniska i nie lejcie krokodylich łez, https://www.youtube.com/live/8auBdDAroSQ?si=rQxDSxvGCLGqymxE
-
Fundacja Medor Z dniem 18 marca 2026, wchodzi w życie, podpisana przez Prezydenta 17.12 . 2025 ustawa o zdrowiu zwierząt. Czekaja nas jeszcze nowe rozporządzenia i szczegółowe wymagania od Ministra Rolnictwa Ta ustawa to implementacja prawa unijnego 216/429 Nareszcie wszystkie hoteliki, tymczasiki, azyle, przytuliska, przestaną być anonimowe i nie będą się zasłaniać brakiem przepisów. Jest to porządkowanie szarej strefy. Migracji zwierząt w niewiadomym kierunku, Braku infrastruktury i spełnianiu norm sanitarnych i budowlanych. Wszystkie takie miejsca to Zakłady utrzymujące zwierzęta, które muszą być zgłoszone do PIW a za brak zgłoszenia będzie kara nawet do 80 tys. Wszystkie przebywające tam zwierzęta muszą być oznakowane i zarejestrowane. Medor wcale nie chciał być schroniskiem, ale musieliśmy sprostać wymaganiom PIW i chcieliśmy stworzyć bezpieczne i dobrze funkcjonujące miejsce. Pomimo marnych funduszy i bardzo powolnego wzrostu 1.% z kwoty 47 tys do 400 Powstało schronisko, szpital, izolatka, kwarantanna i bardzo dobrze wyposażona Przychodnia weterynaryjna. Te pieniądze nie spadły nam z nieba, ponad 20 lat pracowaliśmy na zaufanie i wykonaliśmy niepoliczalną robotę, bez zatrudnienia na etat i bez wsparcia z UM, chociaż wszyscy pytają ile dostajemy dotacji? Od zawsze kastrujemy i czipujemy i to jest idea fix i wierzymy, że nie trzeba budować schronisk a szerzyć profilaktykę i wspomagać mieszkańców, właśnie w refundacji lub wsparciu zabiegów kastracji Ps. Właśnie jadą kolejne dwa szczeniaki jak to przy niedzieli
-
Izabella Katarzyna Plata Słowo na niedzielę Sa trzy rodzaje wiadomości : prawdziwe to np. nekrologi . prawdopodobne to np.prognozy pogody . nieprawdziwe to np. manipulacyjny skowyt petbiznesu Słów kilka o tym skowycie Otóż 18 marca 2026 r wchodzi w życie Ustawa o zdrowiu zwierząt , która jest implementacją prawa unijnego . Ustawa zastępuje i integruje dotychczas obowiązujące przepisy o zdrowiu i zwalczaniu chorób zakaźnych zwierząt, dostosowując polskie prawo do nowego unijnego systemu zwalczania chorób zwierząt. Skąd skowyt patologii prozwierzęcej ? Otóż oznacza to, że fundacje i stowarzyszenia zajmujące się bezdomnymi zwierzętami muszą dostosować się do nowych standardów weterynaryjnych, inaczej ryzykują kontrolę, kary administracyjne albo zakaz przyjmowania zwierząt Fundacja będzie musiała prowadzić: ewidencję przyjętych i wydanych zwierząt, dokumentację leczenia, potwierdzenia szczepień (np. wścieklizna), dane o pochodzeniu zwierzęcia, informacje o przekazaniu do adopcji. Brak dokumentacji = kara administracyjna. Bioasekuracja będzie w końcu kontrolowana. Nowe przepisy wprowadzają obowiązek zasad zapobiegania chorobom: izolacja nowo przyjętych zwierząt, dezynfekcja pomieszczeń, zabezpieczenie przed przenoszeniem chorób, procedury przy wystąpieniu choroby zakaźnej. W razie zagrożenia lekarz weterynarii może: zakazać przyjmowania zwierząt, nakazać leczenie / izolację, w skrajnych przypadkach nakazać likwidację ogniska choroby. U mnie jakby nic się nie zmieni To zlikwiduje i usystematyzuje takie piekła dla psów jak np. Kuflew Gdzie pod pozorem pomocy naciągało się ludzi na bliki i wpłaty a psy żyły w warunkach urągających „ wielcy” petbiznesu WYJOOO Lubię to
-
Meritum Szkolenie Psów Fortuna zmienną jest. Wytłumaczę Wam, o co ten płacz fundacyjny w ciągu ostatnich dni. Nie pani Doda, nie opinia publiczna, a sami rządzący i PIW powiedzieli „dość”. W bardzo mądry sposób ominięto całkowicie narrację fundacyjną, histerię, granie na emocjach i spojrzano z boku na to, co OOP wyprawiają w państwie i jakich metod używają. Ustawodawcy nie wdali się w konflikt z OOP, tylko skorzystali z prawa, które mają gotowe na stole. Tak jak MON nie pyta opinii publicznej, czy ma kupić 50 czołgów, tak tutaj też jej nie pytano. I bardzo dobrze, bo od PR-marketingu i tym podobnych są OOP, które niesamowicie wykorzystują zaufanie części ludzi na to podatnych, a większość z tych ludzi po prostu ma psa i na tym ich wiedza się kończy. Ktoś zobaczył jasno: włamanie się do schroniska gminnego, a całą akcję pompowali celebryci i skradziono stamtąd psy. Psy rozwieziono gdzie popadnie, do miejsc jeszcze gorszych i wątpliwych, nie zbadano ich na miejscu, a wśród nich były psy chore. Kuriozalna narracja: „my możemy zabrać psy do gorszych warunków lub sami je ustalać, bo jesteśmy ratownikami zwierząt”, przechodziła przez wiele lat. Najpierw kradnę, a potem, jak już mi będą płacić, to się zastanowię, co z tym psem zrobić. Dlaczego teraz jest taki płacz? Dlaczego fundacje tak się upierają, aby móc zabierać zwierzęta i je zbierać oraz magazynować bez jakiegokolwiek nadzoru? Bo to jest generator wpłat - najbardziej efektywny z możliwych. Bez możliwości odbioru losowych zwierząt - chorych czy zaniedbanych - nie da się zebrać dużych sum pieniędzy. Wtedy trzeba by było działać pro bono, rozsądnie i w sposób przemyślany, zbierać na budy, rozwozić słomę, edukować (takie marzenie, bo w OOP wiedzy o kynologii nie ma). Wielokrotnie mówiłem: do działania OOP potrzebna jest tragedia zwierzęcia. Jeśli jej nie ma, to są niepotrzebni i nie mają na co zbierać pieniędzy. Zaatakowano już wszystkich: posłów, policję, weterynarzy i Państwową Inspekcję Weterynaryjną. Bo przecież azyl, dom tymczasowy czy fundacja to takie bliżej nieokreślone miejsce, bez żadnych standardów i nadzoru - oni ratują życie… Sami tam „fachowi” behawioryści i lekarze weterynarii, widzę… Otóż sprawa jest banalnie prosta: jeśli zabierasz 6 piesków, bo mają zamarzniętą wodę, są na łańcuchu, są chore w postaci jakichś świerzbow itp., to pokaż, że masz jakieś pojęcie o tych zwierzętach i warunki do przechowywania oraz bytowania chorych zwierząt, potrafisz prowadzić ewidencję zabiegów weterynaryjnych oraz zadbać o dobrostan zwierząt. Nie - „my ratujemy zwierzęta i nas nie wolno kontrolować”… Bakteria czy choroba zakaźna nie wybiera miejsca - to jest logiczne. Więc skoro ktoś stwierdził, że będzie zabierał zwierzęta do siebie, do lepszych warunków, to niech te warunki pokaże i niech zostanie to prawnie zdefiniowane. Wszyscy są wściekli o to, że nagle przed samowolką ktoś postawił jasne zasady. Poseł Litewka już przeszedł samego siebie - chce wymieniać ludzi w Państwowej Inspekcji Weterynaryjnej, bo podobno mamy jedne z najdroższych usług weterynaryjnych w Europie. Że weterynarze dorabiają się na krzywdzie zwierząt? Ludzie, którzy te zwierzęta realnie ratują… To nieprawda. Na tle Europy nasze ceny są mocno średnie, więc po co takie teksty? Równie dobrze można by krzyczeć, że marchewka jest zielona, a szpinak czerwony - i że to skandal. Lecz powoli opada magiczny pył, poświata boskości OPP i branie społecznej narracji za pewnik. Przy okazji ktoś zlitował się nad tą naiwną publiką, która nawet gdy widzi, jak kradnie się psy, psy znikają i trafiają w gorsze warunki, twierdzi, że ich idole robią dobrze. W całym tym prawie chodzi o jedną interpretację przepisu: jeśli chcesz zabrać komuś psa, zbierać te psy, to pokaż, że miejsce, w które je zabierasz, jest dobrze przygotowane i spełnia normy sanitarne dla tego rodzaju przypadków. Poddaj się kontroli fachowców, aby mogli to ocenić. O to ta wielka histeria.
-
Schronisko Dla Zwierząt W Zawierciu Frugo odebrany interwencyjnie z Kuflewa. Frugo… pies, którego świat już dawno zgasł. Drugi psiak, który został odebrany z Pogotowia dla Zwierząt z Kuflewa jako jeden z 7 psów w najgorszym stanie. Dostarczony do nas przez Schroniska Małe Boże — wraz z dokumentacją medyczną wykonaną przez Schronisko i rozpoczętym leczeniem. Kiedy na niego patrzymy, widzimy historię, której nikt nie powinien przeżyć… Łysa szyja. Łysy ogon. Wyłysiałe uda i skóra między łopatkami. Ciało, które mówi więcej niż tysiąc słów. Skóra na szczęście bez ran , ale wyniki jasno pokazują, że organizm Frugo od dawna zmaga się z problemami. Większość włosa w fazie telogenu. Biochemia z odchyleniami. Postępujące zmiany skórne. A najgorsze? Frugo nie widzi. Zaćma. Podwichnięcie soczewki. Ciemność, która stała się jego codziennością. Mimo tego wszystkiego — jest jest cudowny i kocha ludzi. My się jednak nie poddajemy. Rozpoczęliśmy leczenie skóry — od kąpieli w wannie ozonowej, wprowadziliśmy leczenie miejscowe, walczymy o każdy fragment zdrowej skóry, o każdy odrastający włos, o komfort, którego tak długo był pozbawiony. Czeka go dalsza diagnostyka okulistyczna. Frugo jest pod finansową opieką Schroniska Małe Boże .
-
Czarna Lista Organizacji Prozwierzęcych Czekajcie chwilę, moment. Bo próbuję nadążyć za tym wszystkim i nie wiem czy mi to wychodzi. Chcecie mi powiedzieć, że szereg organizacji ochrony zwierząt, które biorą udział w każdym politycznym spotkaniu w temacie zwierząt, każdej komisji dotyczącej zwierząt, które chodzą po ministerstwach i które mają praktycznie "swoich" posłów w sejmie, nie wiedziały, że ustawa o zwierzętach weszła w życie? Ściągają tuzinami do tego "parlamentarnego zespołu przyjaciół królika", jeszcze więcej schodzi ich się do "nadzwyczajnej komisji ds. zwierząt", robią sobie zdjęcia z politykami, a w zamian politycy mogą liczyć na ich wsparcie podczas wyborów, np. kręcąc spoty wyborcze w ich nielegalnych schroniskach, ale o zmianie przepisów żaden im nie powiedział? Czekajcie. Ale powoli. Osiem najbogatszych organizacji w Polsce dysponuje, łącznie, budżetem ponad 160 milionów złotych. To jest tyle zer, że nie będę ich tu wpisywał w obawie o limit znaków. Największe organizacje korzystają z usług kilku kancelarii prawnych równocześnie. Najbardziej nośne organizacje mają na pstryknięcie palcem wszystkie media w kraju. Ale głosowanie w sejmie, które odbyło się kilka miesięcy temu, to im umknęło? Niemal wszystkie organizacje uznawane za (niestety) ważne aktywnie uczestniczą w tworzeniu prawa dot. zwierząt. Nieudolnie, bez sukcesów i jak już im się udaje coś zmienić, to zwykle na gorsze, ale siedzą w tym tak, jak Prezes DIOZ-u powinien siedzieć w więzieniu. Jedna z nich potrafiła ściągnąć Posła na Sejm RP do sądu tylko po to, aby zaświadczył jako świadek, że Pani Prezes jest bardzo fajna. Ten sam Poseł nie powiedział swoim owieczkom, że właśnie zagłosował za poparciem ustawy dot. zwierząt? Inna potrafi słać interwencje poselskie w obronie oszustów udających aktywistów, gdy tylko mają problemy z policją, i (co za przypadek!) to ona siedziała w komisji ds. tej konkretnej ustawy. No ale nie powiedziała swoim protegowanym o całej ścieżce legislacyjnej projektu dot. zwierząt? Te organizacje nie wiedziały o niczym mimo tego, że część z nich dostała projekt tej ustawy do konsultacji? Czyli musiała do nich przyjść koperta podpisana kancelarią sejmu, z pismem o nagłówku 'ej, weź mi skonsultuj ten projekt dotyczący zwierząt", ale- nie wiem- pies im zjadł korespondencję? Dodatkowo, podczas spotkania z nimi, mówił o tym gość z Ministerstwa Rolnictwa. Mówił wprost, że jest taka ustawa i tego dotyczy. To było pierwsze, czy tam jedno z pierwszych, wystąpienie. No ale musieli akurat wtedy nie uważać, może zagapili się na blask Dody. Nie wiedzieli, nie słyszeli, więc mają prawo teraz się oburzać. Trzymam kciuki za Wasze oburzenie, szanowni aktywiści. Powiem więcej, ja na Waszym miejscu byłbym tak samo oburzony! Bo dzisiaj cały sektor pozarządowy nie podlega żadnym wymaganiom, żadnej kontroli ani żadnym regulacjom. Możesz być wielokrotnie skazanym za kradzieże zwierząt kryminalistą i nadal zajmować się "odbieraniem" zwierząt ludziom. Możesz mieć udowodnione, że darowizny przeznaczone dla psów wydawałaś na ciuchy i Sephorę, a nadal będą zapraszać cię do sejmu. Możesz trzymać zwierzęta w największym gnoju, a przy odrobinie marketingu i koneksji Joanna Krupa przyjedzie zaświadczać o Twojej dobroci. To jest Eldorado. Gdybym był beneficjentem tego systemu również bardzo nie podobałoby mi się, że ktoś próbuje mieszać w mojej krainie mlekiem i miodem płynącej. Zero obowiązków, zero wymagań, zero odpowiedzialności. Dużo uprawnień, dużo możliwości, dużo pieniędzy. Nie da się sprawdzić ile piesków zdechło w Fundacji Kochamy Pieski, nie można zapytać co się stało z kotami z Fundacji Kochamy Kotki. Można jedynie wysyłać BLIK-i i wspierać zrzutki. A jak raz na ruski rok okaże się, że ktoś kota wysmarował sokiem pomidorowym, żeby wyciągać od Was kasę, sukę ze szczeniakami przywiązał do drzewa w lesie, żeby wzbudzić w Was współczucie, a kochane pieski obejrzeć można co najwyżej w zamrażalce, w postaci pół tony padliny, to wiecie... rozejdzie się po kościach. W końcu jedyna konsekwencja tego będzie taka, że jakiś gość z Internetu napisze sobie posta. W porywach TV zrobi o tym kilka minut materiału, albo jakiś Jotuber podchwyci temat. I tyle. Rutynowej kontroli i nadzorowi powinny podlegać wszystkie miejsca masowo gromadzące zwierzęta. Schroniska, przytuliska, azyle, sanktuaria, punkty przetrzymań, hodowle, przechowalnie, hotele i tak dalej. To jest oczywiste dla każdego, kto choć trochę lubi zwierzęta. Rozejrzyjcie się komu te hipotetyczne i łatwe do zrealizowania wymagania przeszkadzają. I wycofajcie swoje stałe przelewy z tych miejsc. Bo to właśnie jest Petbiznes, a wspieranie petbiznesu jest głupie. --- Po wyjaśnienia samych przepisów odsyłam na stronę Pracownik Inspekcji Weterynaryjnej, gdzie dziewczyna w pocie czoła, po godzinach faktycznej pracy, użera się z wyznawcami zjednoczonej koalicji fanów petbiznesu. I jeszcze w komentarzu link, gdzie jakaś Pani rozbija na czynniki pierwsze obecną dezinformację. Nie będę powtarzał tego samego, bo i po co. Tutaj można wesprzeć kawą moje syzyfowe próby wyjaśniania jak oszukuje się na zwierzętach: https://suppi.pl/czarnalistapro Po latach defensywy, kiedy to każda projektowana zmiana prawa miała służyć tylko i wyłącznie nabijaniu kabzy pseudo-aktywistów, otworzyło się okienko na odrobinę ofensywy. Warto przypilnować tego tematu. I zwrócić uwagę kto najbardziej boi się kontroli. Dziwnym trafem wiele organizacji nie czuje potrzeby jednoczenia się z żadnym DIOZ-em, WIOZ-em czy innym SROZ-em.
-