Jump to content
Dogomania

wawer

Members
  • Posts

    3716
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    1

Everything posted by wawer

  1. Ładny psiaczek i na zdjęciach na takiego strachliwego nie wygląda. Przynajmniej nie z mordki, bo że się wcisnął, to fakt. A może Bobikiem go nazwać dla odmiany?
  2. No tak, nie odzywam się ;). Ale śledzę to i owo z ukrycia. Nawet próbowałam Waszą nową psinę "sprzedać", ale się nie udało, bo chętni są, tylko dopiero się wprowadzają, kończą lokum i jeszcze nie są gotowi na zwierzaczka, bo całymi dniami nie ma ich w domu. A u nas, jak wszędzie. Grunt, że psiaki zdrowe. Karuś ma zdjęcia, ale w zasadzie takie same jak poprzednie, bo uwielbia spać w jednym koszyczku z Pikusiem, więc duplikatów nie zamieszczam. No i Twój poprzedni wpis był taki akurat na wyciszenie wątku ;). Koparki wciąż się starają, jeśli tylko znajdą kawałek wolnej ziemi. Utwardzamy stopniowo kratkami, a one łapeczką, łapeczką, chociaż małą dziureczkę w tej kratce muszą podkopać. Karusek przytył sobie na zimę i w ogóle, bo uwielbia jeść, a raczej wciągać na bezdechu wszystko, co jadalne. Dupinkę ma niczym prosiaczek, ale nawet mu do pyszczka z tą dupinką (o ile jedno może być do drugiego ;)). Mizia się, przytula, najchętniej nie wychodziłby z domu, głównie z kuchni, bo tam jest tyle dobrego i zawsze coś do pyszczka wpadnie. Kocha wylizywać różne pudełeczka po serkach, jogurtach i cokolwiek po czymkolwiek. Wciąż jedzenie jest priorytetem i wciąż trzeba izolować inne psy przy jedzeniu, bo bez pardonu wpycha pyszczydło "na dzierżawę" do cudzej miski po wciągnięciu swojego. Ale uczy się już rozumieć, dlaczego ta izolacja i nawet zdarza mu się zachować dystans. Dzielnie broni terytorium przed intruzami zza płotu, ale na ogół wtedy, gdy Laseczka to robi. Sam się raczej nie wychyla, spokojnie czeka na hasło do boju. No, chyba, że to ukochany przez Laseczkę listonosz czy kurier, którzy jej rzucają podany patyk. A Karuś też by chciał i nie dostaje, więc się wkurza. No i tyle, dzień za dniem...
  3. No, do budy to ta "rasa" mało się nadaje. Na siłę, to i mrówkę pewnie by uwiązał, ale te "Pikusie grójeckie mazowieckie", jak ja je nazywam, to psy-podróżnicy, biegające, tropiące i raczej ucieczkowe. Muszą mieć swobodę biegania nawet po mniejszej przestrzeni, inaczej chyba szybko więdną :(. Tak mi się wydaje. Uwiązać takiego Pikusia czy Karusia to po prostu sadyzm.
  4. Oj, to, to! Inspekcja i to przelotna. Bo gdyby mu się zachciało jakąś dokładną zrobić, to nie wiadomo, do jakich wniosków by doszedł ;). Jak zdążyłam przez lata zauważyć, kopania przyczyn tyle, co typów psów i nigdy do końca nie wiadomo, co to za typy, czemu i po co kopią ;). W dodatku dół dołkowi nierówny, bo cele różne ;). Wcześniejsze, już za TM, nasze pieski, podkopywały drzewa i krzaki. Niewiele większy od Karusia Pet tak skutecznie podkopał nam wielki świerk, że drzewo się przechyliło i dopiero po paru latach górą rosło prosto, ale dół pozostał krzywy. Dopiero położenie opon pod świerkiem pomogło. Laska kopie doły głębokości połowy dorosłego mężczyzny i szerokości leja po bombie. Trzeba było podjazd utwardzić betonem, nic nie pomagało, bo kratki betonowe też podkopywała. Dzielnie pomagał jej w tym Pikuś, dopóki czuł się bezpieczny na głębokość, potem wychodził i kopał obok mniejszy dół. Niestety, nie widzę, kiedy one kopią, bo z wysokiego okna domu nie widać połowy ogrodu, a i ja nie spędzam czasu przy psach, tylko w domu albo w tej części ogrodu, w której psów nie widzę i nie mają do niej dostępu. Po wielu różnych zabezpieczeniach, po których mój mały, kręty i wąski ogródek wygląda jak pole bitwy w zasiekach, koparki kopią chyba z chęci poznawczej dostania się do tego, co zakazane. Gdy im się uda, od razu sadzą wielkie kupy (nie wiem, skąd one biorą tyle zapasów :)) i kopią kolejne doły. Żeby wychować koparkę metodą zakazów, jak radzi słusznie konfirm, trzeba być z nią cały czas i reagować na bieżąco. U mnie to niewykonalne, a i tak zakazany owoc kusi ;). Pozostaje więc tylko cierpliwe zakopywanie i kolejne zabezpieczanie gleby ;).
  5. Ten nowy bardzo podobny do mojego Pikusia... i innych jemu podobnych ;).
  6. Nasz medalista był wczoraj na kolejnych szczepieniach i czyszczeniu podogonia. Nabył też drogą kupna swoją, pewnie pierwszą w życiu, obrożę na insekty, drogą, ale na cały sezon. Okazało się, że przyjmujący go w tym dniu, wcześniej nieznany mi, pan doktor Tadeusz Bagan, jest kolegą z grupy Tomka malagos. Jaki ten świat jest mały :)! A w nim, jeszcze mniejszy, kochany Karusek. Piesek ma już zaliczoną pierwszą wycieczkę-ucieczkę. Mignął mi między nogami, kiedy otwierałam furtkę, chociaż robiłam to bardzo uważnie. Celowo nie reagował na wołanie, tylko machał ogonkiem i radośnie podsikując kolejne krzaczki osiedlowe, podążył dalej, nad bliski kanał. Wawer to lasy i wieś, tu nie ma sensu gonić psa, a ja i tak biegać nie mogę, nawet chodzić szybciej. Pies albo się gubi, albo sam wraca po wycieczce. Byłam załamana. Karuś od początku reaguje na swoje imię, może ma takie od początku. Chętnie i radośnie przybiega za każdym razem, z zawadiackim uśmiechem na pysku i w oczkach. Tym razem olał mnie zupełnie, pobiegł sobie i już. Jedyną pociechą i nadzieją, że się odnajdzie, były te jego medaliki z czipem i z adresem. Ale on nie zna okolic i jest tak miły, że ktoś może go sobie po prostu wziąć! To ostatnie akurat nie byłoby najgorszym rozwiązaniem, o ile nie byłby to jakiś sadysta, bo piesek jest naprawdę uległy. Ale nic, to były przemyślenia załamanej pani. Schowałam Pikusia w domu, bo też ma skłonności do ucieczek i już raz go nam straż miejska przywiozła z całkiem odległego Międzylesia (kto zna miasto, ten wie, że to kilka wsi wawerskich dalej, w dodatku z drugiej strony torów kolejowych!) i po kilku minutach wróciłam za furtkę z nadzieją, że Karuś nie jest daleko i może usłyszy wołanie, że zareaguje. Patrzę, a on jest obok, przy posesji sąsiadki, która go zagaduje i w naszą stronę prowadzi, a Karuś, cały szczęśliwy, wywija do niej ogonkiem! Zawołałam, przybiegł galopem i bardzo się cieszył, że jest w domu. To znaczy, że zrobił sobie tylko bliską wycieczkę obok osiedla i zaraz wrócił. Jest nadzieja, że nowe stado więcej dla niego znaczy od wcześniejszej wolności, ale dobrze, że nie poszedł dalej, na ruchliwy trakt przelotowy, że nie wpadł pod samochód, bo tu inny ruch, niż ten mu znany i można się zgubić. A co do koleżeństwa, to już się poukładał, tzn. dalej chce być pierwszy i najmilejszy, podgryza Laskę i wylizuje Pikusia, gdy chcą się pomiziać, ale też bawi się z nimi. Laska jest układowa, nie niszczy maluchów, woli ustąpić. Tylko gdy za mocno kolega ją potraktuje, to używa głosu albo kłapnie w jego stronę, nie robiąc krzywdy. Pikuś jest niegroźny, wycofał się na korzyść kolegi, ale tylko trochę, dalej razem sypiają i bawią się zgodnie. Minus (dla nas) taki, że wszystkie trzy są koparami, że Karuś razem z koleżeństwem kopie doły i dołki i znów musimy zainwestować w zabezpieczenia ogrodzenia i ogrodu, który chyba nie ma szans być skończony, bo kolejne inwestycje zabezpieczające psy i przed psami pochłaniają budżet przeznaczony na sam ogród. Ale cóż, kto ma dzieci, ten ma miód, a kto ma koparki, musi sam stać się zakopywarką...;), czyli widziały gały, co brały, a w każdym razie mogły się tego spodziewać ;). Przed chwilą piesek miał pierwszą u nas kąpiel. Chyba pierwszą w życiu, bo spanikowany wybiegł z łazienki, tupiąc przy tym jak koń. Chyba myślał, że pan chce go utopić ;). Dostał smaczek na pociechę i dalej urządza gonitwy po całym domu. Jak szczeniak, nawet pan doktor sądzi, że on nie ma jeszcze czterech lat. Moim zdaniem też jest na to zbyt żywiołowy i ma typowo szczeniackie zapędy. Ale z kolei jest naprawdę mądrym kundelkiem, w lot chwyta nowe zwyczaje i tylko ta wycieczka... No to mamy już Karusia w pełni. Wyposażony, zaopiekowany medycznie, domowy, nasz. Zwykłe psie życie, jakich wiele, więc i karuskowe opowieści będą już rzadkie, bo nie brak potrzebujących na tym forum i to im trzeba poświęcić czas na czytanie. Oby tylko dobrze się chował i nie uciekał więcej!
  7. Już idziemy wspólną drogą zgodnie, łapa w nogę i noga w łapę, a na końcu ogon ;). Karuś ma już własne medaliki i nikt nie ma prawa go ich pozbawić!
  8. No i super! Jak widać, warszawiak nie taki straszny, a zwierzaki lubi nawet wiejskie i nawet na wsi :). Co przygarnięte, nasze jest i kochane. Tinek też może znaleźć domek, Małgosia ma dobrą łapkę do adopcji, tylko może jeszcze jego człowiek nie wie o nim albo myśli i się nie odzywa. Ale jak już się odezwie, to będzie bomba atomowa!
  9. Byliśmy w sobotę u weta. Na przywitanie młody nasiusiał trochę na podłogę. Został zaczipowany i obejrzany. Uszy czyste, zęby w porządku, nadziąślaków nie ma, ale ma takie wargi, które zawijają się między zęby i z daleka wyglądają jak nadziąślaki. Gruczoły oczyszczone. W kwietniu powtórka i przy okazji szczepienia. Pan doktor powiedział pieskowi, że jest ładny. Karuś był bardzo uległy i grzeczny, ale radośnie opuścił miejsce "kaźni". Pooglądał okolice, pomachał ogonkiem i nie miał nic przeciwko chodzeniu w szelkach. Nawet spokojnie chodzi, trochę przebiega drogę z prawa na lewo, ale to normalne. Przecież musi wszystko posprawdzać, a świat zaczyna się na końcu nosa. Poza tym, co złego jest w takim nieszkodliwym plątaniu się panu pod nogami? Niech uważa, jak chodzi, nie!
  10. A zdjątko jest, świeżutkie i na dowód! Tak sobie z Pikusiem komarujemy... Na czarno, bo dzisiaj Czarny Protest. Wprawdzie ten protest to wbrew naszym interesom byłby, ale niech tam! Pies czarny, drugi pies czarny i posłanko czarne... więc my sobie protestujemy na czarno przeciw czarnej, psiej bezdomności! A co! I kto zgaduj-zgadula, który z nas jest który, ha!
  11. Bo mam zimno w domu (gaz drogi) i baterie w aparacie się wyczerpują ;). Wiesz, człowiek i pies wytrzyma, ale bateria niekoniecznie ;).
  12. Buda i kojec... jak sobie przypomnę moją Laskę, kiedy wyszła na nas z lasu... a teraz! Przytulanka taka, kochana. I żadnej budy ani kojca sobie dla niej nie wyobrażam! Wiem, taki los wiejskich "burków". Ale ta jasna psina bardzo mi przypomina naszego Astro, też przyszedł sam do nas pod dom i został... 12 lat. Też był taki jasny z ciemnym pyszczydłem, kochany taki... A co do sanatorium... przemyśl, czy aby nie chciałabyś tam zabrać Tomka, psy i koty :). Co Ty tam będziesz bez nich robić, kobieto!
  13. Bedzie dla kogoś słodką przytulanką, oby tylko wydobrzał!
  14. Karuś to bardzo mądry piesek, tylko wygląda na to, że nikt go niczego wcześniej nie uczył albo niewiele. W każdym razie kocha dom i bardzo chce w nim pozostać, więc się stara. Uczeń z niego pilny i pojętny. Przetestował już wszystkie chyba dostępne mu wersje "skok do łóżka" i zrozumiał, że ma przecież własne, bo tylko z niego nikt go nie wypędza i nie wyprasza. No, może tylko Pikuś, ale są dwa legowiska na wymianę, więc zawsze jedno jest wolne ;). Wprawdzie bardziej mu pasowała duża miednica ze swetrami młodej pani przeznaczonymi do prania, bo to wymarzone legowisko z zapachami, a że stało na podłodze, to samo zapraszało do zajęcia. No ale niestety, okazało się, że pan sobie nie życzy, żeby Karuś tam się wylegiwał, więc pewnie sam postanowił je zająć. I tak piesek wrócił na swoje. Stara się towarzyszyć mi wszędzie i bacznie obserwuje, co robię. Jeśli mówię: "Wyjdź!", grzecznie wychodzi. Rozumie już wołanie "Chodź" i wie, że Karuś, to on. Jedzenie wciąż jest u niego priorytetem i trzeba go wręcz odpychać od miski, żeby pozwolił nasypać do niej chrupek. Jak tylko może, poluje na jedzenie koleżeństwa, więc najpierw to on dostaje jedzenie, a potem staramy się go wypuścić na dwór albo zamknąć w pokoju, gdy przyśnie (szybko zasypia) i dopiero karmimy pozostałe psy. Na dwór wychodzi, gdy czuje potrzebę, razem z innymi psami, a te są wypuszczane często w ciągu dnia. Nie za każdym razem jednak Karuś chce wyjść, ciągle chyba obawia się, że już go na dworze zostawią, no i wciąż u nas zimno. Szczególnie wieczorem sobie nie życzy żadnego wychodzenia i pan przysłowiowymi wołami, czyli na rękach, wystawia go na ostatnie siusiu, bo pewnie wstawałby z kurami i nie dał spać albo załatwiłby się w domu rano. Zdarzyło mu się to tylko raz, nawet nie wiemy, w którym momencie. Poza pierwszym znaczeniem terenu i tym jednym siusiu nie załatwił się w domu. Na dworze bawi się z koleżeństwem i zaczął już z nimi szczekać. Ładny ma szczek, nie jazgocze. U weta jeszcze nie był, czekamy na całkowite ocieplenie i rozpuszczenie śniegu, bo po ulicy chodzę z chodzikiem i nie chce mi się brnąć przez zlodowaciałą bryłę (u nas śniegu na ogół miasto nie sprząta). Na wycieczkę samochodem za blisko, tylko kilka minut drogi. Niemniej nie chodzi już w kapturku, szew się zrósł i wreszcie piesek może się domyć, co czyni często i chętnie. Wciąż jednak saneczkuje, a jest odrobaczony drugą serią aniprazolu, więc widocznie potrzebuje czyszczenia gruczołów. Tymczasem staramy się nie wpuszczać go na dywany albo wypraszamy, gdy zaczyna się jakaś akcja. Karo jest karny i od razu się słucha. Gdy się go za coś karci, przywiera do podłogi albo pokazuje brzuszek, ale od razu przyswaja, o co chodzi i stara się nie powtarzać błędów. Zwyczajnie, uczy się domu i jego zwyczajów, już kocha ten dom (także jako możliwość przebywania pod dachem) i swoje stado, więc robi, co może, by się dostosować. Nawet swój niemyty zapach prawie od razu stracił i spokojnie można z kąpielą czekać, aż się całkiem ociepli. No to się napisałam :). Czas do roboty, a piesek będzie "robił" ze mną, zwłaszcza w kuchni. Oj, jak on lubi tę kuchenną robotę :)!
  15. Strasznie chuligani ten misio. Myśli, że mu wszystko wolno. Jest taki malutki i zawadiacki, że chociaż się na niego krzyczy, a on wtedy pokazuje brzuszek albo rozpłaszcza się na podłodze, to więcej się z tego śmiejemy, niż przyjdzie nam do głowy się gniewać. Wie, że na parterze, pod okiem pani, nie za bardzo może narozrabiać (ale stara się ciągle rozbić puszkę z chrupkami), to biegnie na piętro. Wczoraj zarządził koszem na śmieci w pokoju córki. Było co zbierać, ale najbardziej baliśmy się, czy nie zjadł przy okazji jakiejś folii czy innego plastiku, bo łapie wszystko, co zalatuje jedzeniem. Na szczęście nic takiego się nie stało, w każdym razie nie było objawów. Dzisiaj, w innym pokoju, narobił takiego rumoru, że prawie wbiegłam po schodach, co nie przychodzi mi wcale łatwo. Małe wskoczyło po krześle na stół zawalony różnymi rupieciami i buszowało w torebkach, próbując dostać się do jednej z zapomnianymi słodyczami. Zdążyłam w porę, bo tym razem nie obyłoby się bez zjedzenia przyklejonej folii, także aluminiowej. Próbował też swoich sił w kuchni, sięgając do talerzyka z kanapkami na blacie. Za mały, żeby dosięgnąć, ale udało mu się liznąć tu i tam. Cieszy się, że ma tyle wspaniałości dokoła, pewnie nigdy na raz tyle nie widział. Umie zdobyć jedzenie, więc raczej często zdarzało mu się życie na jakimś śmietniku albo w odpadkach, gdzie nikt go nie ścigał, bo nie ma żadnego oporu przed kradziejstwem. On chyba uważa, że skoro jedzonko leży i nikt się do niego nie przyznaje, to można brać do woli. Nie widzi w tym nic złego i w pewnym sensie ma rację. Poza tym ludzie jakoś go karmili, bo dobrze wygląda, więc też może przyjmować za dobrą monetę dostęp do jedzenia. Jeszcze minie trochę czasu zanim nauczy się, że nie ma potrzeby kraść, że głód nie grozi, a jedzenie na pewno, ale się dostanie, a nie bierze samemu z miejsc niedostępnych i zakazanych psu. Tymczasem rozumie na pewno karcenie i szybko przyswaja, kiedy gniew, a kiedy można dokazywać. Zaczyna też reagować na swoje imię, ale tylko, gdy sam tego chce ;). Kiedy jest buszmenem, niczego słyszeć sobie nie życzy :). Koledzy nie robią mu krzywdy, ustępują miejsca i bacznie obserwują poczynania przybysza. Muszą uważać, bo Karuś rozbija się swoim kołnierzem, a to dość bolesne spotkanie trzeciego stopnia i można nawet oczy stracić. Bez kołnierza, na podwórku, mały zaczepia do zabawy, szczególnie Pikusia. Napadało śniegu i zimno, więc wizytę u weta chyba odłożymy do poniedziałku po pracy albo na później. Do tego czasu szwy się już powinny zrosnąć i będzie można zdjąć kapturek. Na chorego piesek nie wygląda, ale chyba ma nadziąślaka, bo mu jakiś mocno różowy guz sterczy w dolnej szczęce między zębami. To chyba nic groźnego, nie przeszkadza w obżeraniu się, ale od czasu do czasu psiak pociera pyskiem o ziemię i dlatego przyuważyłam ciało obce. Sprawdzimy na wizycie.
  16. Z Karusia zaczyna wyłazić niezły agresor. Dzisiaj już dwa razy użył zębów, jak to mawia nasz ulubiony wet w Nowym Dworze Maz. Najpierw pokazał je w pełnym rynsztunku Laseczce, wzbudzając jej głębokie zdziwienie. Rzucała mi ogryzkiem patyczka (Pikuś-mściciel, który nie umie się w ogóle bawić, ma zwyczaj rozgryzać jej patyki na czynniki pierwsze i bidula potem zbiera tylko drzazgi) w celu "aportuj mi, proszę pani". Patyczek upadł przed Karo. Kiedy chciała ten ogryzek złapać, Karo, pewnie przestraszony nagłym widokiem wielkiego pyska przed nosem, wystawił zęby i zawarczał w proteście. Psina się odsunęła, bo ona nie lubi takich widoków, a wtedy Karuś złapał ten wymęczony patyczek i dogryzł go z całą złością. Laseczka była niepocieszona - bo czym ona ma się teraz z panią bawić, gdy dwa małe popierdułki niszczą jej ukochane zabawki! Drugi raz agresor użył zębów na Pikusia, próbując mu wyjąć z pyska smaczny kąsek, który akurat Pikusiowi dałam. Dałam po kawałku wszystkim psom, ale Karo chce być pierwszy i jeść za trzech. Nie udało się, zęby kłapnęły w powietrze, agresor został mocno zbesztany i... czekał na kolejny kąsek :). Coś mi się zdaje, że trzeba będzie do niego zastosować metodę gleby, czyli pokazywania mu przez pewien czas, że jest ostatni w kolejce w tym domu. Nie wiem tylko, czy on się na to zgodzi, bo szybszy jest od własnych myśli i bardzo skoczny. Ale spróbujemy, bo żadnego używania zębów na domowników i kolegów w tym domu nigdy nie było i nie będzie. Coś za szybko mu idzie to udomowianie ;).
  17. Tinku, Karuś cię pozdrawia i życzy dobrego domku, szybko!
  18. Tak w praktyce Karusia wygląda zakaz wchodzenia na kanapy i do łóżek. Pani poszła sobie z remontowcami, drzwi do pokoju z koszyczkiem były zamknięte, a Karusek wcześniej nie dał się zamknąć i został sam. No to sobie poszedł na piętro i wpakował w jakąś pościel. Nie posprzątał człowiek legowiska, to niech ma! I nie chce piesek zejść na dół, mości się tylko i za grosz wstydu nie ma! Nie miałam sumienia go wyrzucać, choć brudny niemożebnie ;). A to piękna panna Lasencja w całej krasie:
  19. Karuś ma się domowo dobrze. Nie pasuje mu tylko kołnierz, ale już z nim tak nie walczy. Na dwór ma zdejmowany, w domu na krótko, bo jednak zaraz bierze się za lizanie szwów. Gdy mu zakładamy z powrotem, pokazuje brzuszek i prosi, by jednak nie ;). No i pracujemy nad przestawieniem mu godzin porannych i nocnych. Przyzwyczaił się do funkcjonowania ze słońcem i chodzi spać z kurami, czyli zaraz po jedzonku idzie w kimę. Kiedy pora na wieczorne wyjście, protestuje: stawia opór, rozpłaszcza się itp. Wyciągamy go siłą, bo inaczej pewnie nie dałby spać nad ranem. Musi się przyzwyczaić po naszemu. Apetyt mu dopisuje, zjada szybko i wszystko. Na razie tylko wieczorem je chrupki i dobrze mu to idzie. W ciągu dnia dostaje kilka smaczków zbożowych (tzw. jaśki - bardzo mu podchodzą), ale sam po nie drepcze do kuchni, bo my staramy się nie dokarmiać psów w ciągu dnia, tylko symbolicznie. Prawdopodobnie w sobotę wybierzemy się do weta, żeby go zaczipować i sprawdzić, czy już można zdjąć kapturek. Przy okazji niech mu sprawdzi uszy (a może już miał oglądane? Nie rozmawialiśmy akurat o tym) no i zarejestruje nowego pacjenta ;). Piesek bardzo przyjazny. Łasi się do każdego. Zdobył już serce zapsionej sąsiadki, chociaż widziała go tylko z daleka. Polubił od razu pana, który będzie u nas robił remont. Nie szczeka wcale, ale chyba nie ma takiej potrzeby. Jest zbyt pogodny, by okazywać agresję, a od pilnowania domu są przecież inni ;). Z Pikusiem prawie już nie śpi, szybko przyzwyczaił się do zajmowania tego legowiska, które akurat jest wolne. Lubi też spać na podłodze, może mu za gorąco? Fajny piesek.
  20. Od rana było dużo wyjść na dwór, bo ciepło, a od południa było tarasowanie, czyli byczymy się z Laską na tarasie, bo pan zajmuje się w ogrodzie niebezpiecznymi narzędziami i nie wolno się narażać. Z wysokości 1,5 m świat wygląda z góry i tarasowanie zostało wpisane w dzienny program zajęć.
  21. Pierwsza noc minęła mniej więcej tak, czyli na waleta. Były jakieś zrywania się i trzepanie kołnierzem, tudzież różne próby dewastacji ścian i puszki z chrupkami, ale to też w celu zdjęcia kołnierza. Potem z powrotem do koszyczka: walet Pik(uś) i walet Karo ;).
  22. Wreszcie i psiaki dostały jeść, każde w innym kątku. Karusek w kuchni. Swoje chrupki zjadł z szybkością błyskawicy, po czym ruszył jak torpeda do misek kolegów. Laska była totalnie skonsternowana, a Pikuś uciekł na swoje posłanie, kiedy dosłownie wydzierałam małemu kolejne miski z kołnierza, bo wciągnąłby wszystko. "Walka" była tak - nomen omen :) -"zażarta", że wyszłam z nim na podwórko, żeby reszta towarzystwa mogła spokojnie się najeść. Były w szoku, więc tylko dziabnęły i po powrocie małemu znów trzeba było łapać miski sprzed pyska. Podwórko mu się spodobało, tylko małe było, więc próbował kołnierzem stratować płoty odgradzające ogródek od części wolnej (Laska i Pikuś to kopary przemysłowe, ich doły sięgają do pasa dorosłemu mężczyźnie, więc musiałam wygrodzić ogród od reszty i niewiele psom zostało). Po podwórku znów było pićku, próba znaczenia, którą od razu skrzyczałam tak, że psiak uciekł na półpiętro (chciał wyżej, tylko chyba bał się ciemnych schodów). Ale zaraz zszedł i poszedł na posłanie obok Pikusia (Karusek jest w kołnierzu, na dalszym planie). Nota bene, było to akurat posłanie Pikusia, ale ten zwyczajowo i po psiemu zamienia się z kolegami legowiskiem i uwalił się w koszyku podróżnym imigranta, żeby mu pokazać, kto tu rządzi. Co w niczym nie przeszkodziło w krótkiej drzemce, po której Karusek z łomotem rzucił ciałkiem o podłogę i rozwalił się - już u siebie! Teraz śpi jeszcze kawałek dalej, pod moim krzesłem. Musiałam zmienić Karusiowi kołnierz na większy, bo ten jego był jednak za krótki i pies bez problemu wylizywał sobie szwy i co tylko chciał. Na razie mu to nie przeszkadza, ale na spacer może będziemy mu zmieniać, żeby nie zaczepiał o wszystko po drodze, bo uwielbia wtykać nos, gdzie tylko się da. Na dziś tyle. Zdjęcia wieczorne u mnie w domu kiepsko wychodzą, bo światła mało i aparat jest, jaki jest. Ale widać chyba wszystko, co trzeba. Dobrej nocy!
×
×
  • Create New...