To była bardzo ciekawa wyprawa. Okolica piękna z widokiem na Trzy Korony.Przeszliśmy wzdłuż granicy ze Słowacją.Przez całą drogę towarzyszyły nam dwa psiaki, jeden Brodziaty, drugi Suśkowaty- nazwy od naszych piesów. Wypadły z ostatnich domów przy szlaku i pognały przed nami. Całą drogę- 6 godzin, biegły z przodu albo za nami i podchodziły, kiedy zdejmowaliśmy plecaki czyli czas na przekąskę.Tym sposobem zostały nam dwa jajka na twardo, których nie chciały i sałata z kanapek. Najpierw wyjadły z bułek szynkę i wygryzły masło, potem jakoś się jednak przekonały i bułki tez zjadły. No i sernik też im nawet smakował, nie grymasiły. Trasa była okrężna, wyszliśmy z Kacwina i do Kacwina wróciliśmy. Kiedy weszliśmy do wsi, piesy pobiegły przed siebie i nawet się za nami nie obejrzały...