-
Posts
10410 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
44
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by WiosnaA
-
Dziękuję Anulko.Ciocia elficzkowa i ciocia helli napisały mi żeby spadek przekazać Promyczkowi. Tak więc Elik kochana,przelej spadek na konto Promysia. I chyba przychodzi czas zakupu jedzonka na 80zł i puszki Promyczkowi. Moli,Promykowi tamte puszki smakują?Zamawiać taką suchą dla stada co wcześniej?
-
Nie Elu.W tym pierwszym-Węgrowie,warunki były b.złe (prywatny schron) i zwierzoluby z tych terenów ( m.in.nasza toyota) walczyli,żeby wybudować Gminne schronisko.Udało się i Gmina wybudowała i rok temu zabierali i przewozili część psów z tego prywatnego schronu do Gminnego,w tym Maszę.Wszystkim nie ma miejsca w Gminnym schronisku i część niestety siedzi dalej w tym Węgrowie.
-
Latek,to ona ma więcej Elu, 8-to w samym Węgrowie spędziła a jeszcze później był drugi schron.Ponad 9lat ,a nawet blisko 10 dziewczyny mówiły w obu schronach siedziała,a z tego co wiem nie szczeniakiem trafiła do pierwszego Nieważne ile ma tych lat już za sobą,liczy się życie nowym,dniem teraźniejszym.
-
Asia -toyota pokazała mi ją kilka dni temu i jak powiedziałam,że dam suni dom,to szybko poruszyła niebo i ziemię i załatwiła transport łączony z trzema przesiadkami, pod mój dom dobrzy ludzie przywieźli. Doskonale Cię rozumiem Elu z tym wychodzeniem.Trochę później,jak się ogarnę na działce miałam w planie dać dom jakiejś suni,ale plany sobie,a życie sobie i wyszło teraz. Elu,rok temu została zabrana z Węgrowa (część psów Gmina stamtąd zabrała) i trafiła do schronu w Grudziądzu gdzie jest wolontariat,spacery i psy mają dobrą opiekę.Umiała chodzić na smyczy,dziewczyny tam z nią chodziły.Bardzo lubi ludzi więc jakiś kontakt z człowiekiem przed pierwszym schronem też miała,nie zna natomiast domu,bała się schodów,bała się wchodzić i widać,że dom,to jej nowość.
-
Tymczasem przedstawię Wam nowego członka naszej rodziny od wczoraj.Nazwałam ją Masza. 9 lat w schronie,z czego 8 lat bez możliwości wyjścia z kojca na spacer:( Schron w Węgrowie,w którym 5 lat kiedyś siedział wyciągnięty Dżamalek (niektórzy pewnie pamiętają) ,a także 1rok mój Tinulek [*]-pogryzionego zabraliśmy. Masza trafiła do schronu jeszcze przed nimi,nie wiedzieliśmy o jej istnieniu ...ciągle czekała:( Już u nas, Pierwszy wspólny spacer z chłopakami.
-
Elu,dziękuję. Pracy oczywiście było całe mnóstwo i specjalnej uwagi Moris dalej wymaga, ale móc widzieć na co dzień jaką przemianę ten pies przeszedł/przechodzi jest warte każdej poświęconej mu sekundy, słowo Ci daję! Moris miał trochę farta,że spotkaliśmy się w czasie gdy, mogłam tylko nim się zajmować i nieustannie wspólnie spędzany czas bardzo nam zaprocentował. Ale powiem Wam szczerze, że widząc jego początki oswajania nie wierzyłam,ba, nawet nie marzyłam osiągnąć etapu na którym z Morisem teraz jesteśmy. Trzeci roczek razem,drobnymi kroczkami i jakoś nam idzie powolutku do przodu. Sowo,dziękuję. Za żadne skarby nie wezmę szczeniaka (nie jestem miłośnikiem maluchów), natomiast lubię psy stare i lubię wyzwania .Kiedyś w przyszłości, jeśli mi tylko zdrowie i przede wszystkim czas pozwoli, chciałabym podjąć się znów opieki nad dzikim psem , spróbować jeszcze raz choć kropelkę jakieś Życie odmienić. Takie sobie założenie postawiłam ,..że kiedyś. My się nie nudzimy nigdy :) A Moris?....najbardziej ze wszystkich psów na świecie jest Super Psem!
-
Incydent jaki miał u nas miejsce latem, pozwolił mi bardziej zaufać Moriskowi i przekonać się, że jednak woli mnie i mój dom niż dawną "wolność". Moris wystraszony wystrzałem pewnego dnia wydostał się pod siatką z wybiegu na podwórko,a wzorem za nim i Amik dla rozrywki.(Moris jeśli jest na swoim wybiegu, to zawsze przeskakuje ,albo prześlizguje pod siatką, gdy jest burza albo strzelają (boi się) i leci wtedy do mnie na drugą część podwórka).Tego pechowego dnia na podwórku pracowali obcy zupełnie ludzie, ja byłam przy nich i okazało się,że wchodząc/wychodząc nie zamknęli właściwie bramy.W pewnej chwili ciocia mi krzyczy,że brama uchylona i psy poleciały na ulicę.W szoku wybiegłam , ale śladu po psach już nie było i co gorsza nie wiedziałam w którą stronę poleciały.Pomyślałam, oby tylko nie w kierunku wioski,bo tam mega ruchliwa droga...Zaczęłam się drzeć ile sił w gardle wołając najpierw Amika i po chwili patrzę, z daleka (z 500m) z za zakrętu wyłania się ledwo co widoczny mój mniejszy kundel,.. zaczęłam więc drzeć się ..Moris,Moris.. i po kilku chwilach z za zakrętu wyłania się galopem rudy kundel.Pędził co sił w łapach z jęzorem na brodzie w moim kierunku...ufff, ulżyło od razu jak zobaczyłam tego drugiego.Wiedziałam,że pozwoli mi się złapać jak tylko będzie trochę bliżej.Nauka polecenia "czekaj" i "siad" wałkowana od początku miliony razy pomyślałam,że teraz się przyda jak nigdy wcześniej.Mamy to opanowane dosyć dobrze. Cieszył się jak mnie zobaczył, wykonał polecenia i za fraki grzecznie szedł do domu. Ale na tym nie koniec,bo tego samego dnia, kilka godzin później,historia się powtórzyła z wystrzałem,z bramą panowie nawalili znów ,ale tym razem Moris przeskoczył wybieg i sam wybiegł na ulicę.Nie zdążył jednak odbiec daleko i udało mi się szybko zawrócić. Psy biegły w znajomą im stronę pól i lasów,tam gdzie chodzimy na spacery.Myślę,że bez problemu znalazłyby drogę powrotną do domu,no ale co do Morisa,to miałam obawę.Po tym dniu obawiałam się również,czy on nie zacznie mi robić teraz wędrówek. Ogrodzenie posesji na działce mam z lichej siatki,która Morisowi nie stanowiłaby żadnego problemu ,żeby wyjść w każdej chwili,ale na szczęście nie próbuje,nic nie kombinuje ,żeby wyjść poza posesję.To był jednorazowy wybryk spowodowany strzelaniem ,obecnością obcych panów i brakiem mnie w zasięgu jego wzroku. Z wybiegu co kiedyś samowolnie zaczął wydostawać się na drugą część podwórka ,zaczęłam pilnować i przyłapany kilka razy na gorącym uczynku , słownych upomnieniach,że nie wolno , odpuścił szybko. Bardzo długo i opornie szła nam nauka przywołania.Teraz jest już dosyć dobrze,ale nieustannie ćwiczymy dążąc do (raczej nieosiągalnej nam ) perfekcji :) Nie sądziłam,że kiedykolwiek odważę się puścić Morisa luzem na wolnej przestrzeni,ale po powyżej opisanym zdarzeniu Moris biega teraz na długiej linie swobodnie w rejonach łąk i pól.W lesie nie pozwalam.