-
Posts
52083 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
376
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by Tola
-
Dostałam zdjęcia Rubika z amputowanym ogonkiem z warszawskiego DS, kocio wymarzł się w okresie bezdomności, teraz nadrabia;)
-
On ma ogłoszenia jako szpic i cisza. Ogłasza go tez schronisko na swoim profilu.
-
NIestety, w tej chwili nie ma miejsca u Hani, bo ma właścicielkie psy na czas świątecznych wyjazdów, do rozmowy mamy wrócić po nowym Roku. Mam nadzieję, że do tego czasu chociaż szczeniaki pojadą do swoich domów, bo jak nie to dojdą mi jeszcze prawdopodobnie opłaty za hotelikowanie maluchów, lada dzień tracą DT. Bardzo szkoda mi Cynki, w niej było tyle radości, jak bardzo została powtórnie skrzywdzona.
-
Bardzo dziękuję za Wasze wypowiedzi, lepiej się czuję, jak wiem, że mamy podobne zdanie na temat tego, co przydarzyło się suni. Ja też widziałam na zdjęciach i filmikach z DS radosną Cynkę, szczęśliwą, że ma wreszcie swoich ludzi dla siebie, bo dla niej człowiek jest bardzo ważny, a ludzie nie zgłaszali problemów. Nie wiem co zadziało się wraz z upływem czasu, może w domu stało się zbyt nerwowo ? Bardzo byłabym Ci wdzięczna Poker, jak zajrzałabyś do ludzi, porozmawiała i przede wszystkim zobaczyła, w jakim stanie jest Cynka. Rozmawiałam z Hanią i była bardzo zaskoczona, bo Cynka nie miała problemów z czystością ani z psimi relacjami.
-
Pies jest teraz w jedynce wolontariackiej, jest wyprowadzany na spacery. Wcześniej mieszkał w domu, miał psich przyjaciół i nagle stracił wszystko; a jak trafił do boksów ogólnych, to posypał się całkowicie. On bardzo potrzebuje kontaktu z człowiekiem. Jeśli znajdziesz czas, dasz radę zająć się nim jak własnym, to na pewno będzie różnica. Straszne, jak potem normalnie żyć:(
-
Zima to ciężki czas dla bezdomniaków i dla tych biedaków w schroniskach, zwłaszcza tam, gdzie nie ma szansy na kawałek ciepłego miejsca. Wiele z nich nie doczeka wiosny, to bardzo przygnębiające, a ten widok faktyczne zostaje przed oczami i w sercu na długo. Nie uratujemy wszystkich, bo tych porzuconych psów wszędzie przybywa, a pomagających wciąż za mało, ale jeśli jest minimalna szansa na pomoc chociaż jednemu, to warto jednoczyć siły, bo dla tego wybrańca to życie. Wczoraj zajrzałam tylko do pierwszego boksu suk, dalej nie byłam w stanie podejść, bo wiem, że zastałabym te, dla których nie ma nadziei - duże, mniej urodziwe, wycofane.
-
Dzień dobry, Z przykrością informujemy, że nie chcemy się już zajmować Cynką. Po tych kilku miesiącach razem nie rozwinęliśmy do niej miłości i przywiązania. Z powodu choroby nowotworowej jednego z nas, problemów osobistych i psychoterapii nie jesteśmy w stanie poświęcić jej problemom behawioralnym i jej samej tyle czasu ile zasługuje i potrzebuje. Chcemy prosić Państwa o pomoc w znalezieniu jej nowego domu - oczywiście do czasu jego znalezienia chcemy, żeby pozostała pod naszą opieką. Cynka często załatwia się w domu i ma problemy z kontaktami z psami. Byliśmy na kilkukrotnych spotkaniach z psimi behawiorystami i pomimo stosowania się do zaleceń widzimy na przemian progres i regres. Co do załatwiania się w domu - wykluczyliśmy problem z pokarmem i problemy zdrowotne. Pies jest wyprowadzany regularnie minimum 3 razy dziennie o stałych porach. Polecano nam stosowanie zapachów w poplamionych miejscach, oduczanie przez ograniczenie dostępu, ale znajduje sobie inne miejsce. Nie daje nam żadnych sygnałów kiedy chce się załatwić. Drugim problemem są inne psy. Największym problemem jest jej żywiołowość - do innych psów zawsze podbiega sprintem jeśli nie jest na smyczy - na smyczy ciągnie do nich i szczeka wywołując nieraz agresywne reakcje. Chodziliśmy z nią na spacery socjalizacyjne i stosowaliśmy różne techniki rozpraszania i oduczania pieska agresji wobec innych. Udało nam się doprowadzić do tego, że bawiła się czasem z innymi pieskami w parku, ale jest to raczej rzadkość i zachowujemy dużą ostrożność w kontaktach. Jej problemy mimo, że nie zachęcają, nie są głównym powodem. Tak naprawdę chodzi o nas - mimo, że staraliśmy się przez te kilka miesięcy, nie potrafimy się do niej tak przywiązać, a przez ilość problemów, które się u nas pojawiły nie jesteśmy w stanie poświęcić się mocno jej treningom i pracy z behawiorystami, aby pomóc jej rozwiązać jej problemy. Dodatkowo przez wykrycie raka dostaliśmy wiadomość, że po nowym roku czeka nas długi pobyt w klinice, co dodatkowo komplikuje sprawy. Jej problemy przejawiały się już jakiś czas, ale długo wierzyliśmy i walczyliśmy, żeby rozwinąć nasze uczucie do niej i jakoś tę sytuację polepszyć Pobyt w klinice jest dopiero w maju. Dołożymy starań i zaopiekujemy się nią najlepiej jak będziemy mogli i tyle, ile będzie trzeba. Długo nosiliśmy się z tą decyzją i czujemy się z tym fatalnie - ale między innymi dzięki wspólnej terapii wiemy, że nie czujemy do Cynki szczerej miłości. Dlatego uważamy, że powinna mieć lepszy dom, gdzie będzie się czuła dobrze. Jesteśmy przygotowani na to, że szukanie jej nowego domu może zająć kilka miesięcy.
-
Dzisiaj miałam bardzo ciężki dzień i niestety wieczorem wiadomość z domu Cynki dobiła mnie całkowicie. Mam 7 suczek pod opieką, w tym 2 szczeniaki, które już powinny mieć swoje domy, a tu tragedia suni, która w hoteliku nie wykazywała zadnych problemów. Nie chcę przekazywać tutaj swoich emocji, aby łatwiej było zachować obiektywizm, dlatego skopiowałam całość wiadomości, którą dostałam.
-
Myślę, że to ostateczna data. Pani Ania przyjęła szczeniaki tylko dlatego, ze szukałam im miejsca na 2 tyg - 3 tyg, bo w rozmowie z Jagną zrozumiałam, że to jest ten bezpieczny czas i ze będą mogły wrócić. Potem okazało się, że Tola i Stefcia nie mogą wrócić ze względu na pozostałe szczeniaki u Jagny, które nie są jeszcze szczepione. Bardzo dziękuję! Jeśli to dla szczeniaków, to tak, będzie łatwiej elik zbiera na dorosłe suczki - Beę i Kofi.
-
Był dzisiaj telefon w sprawie Brawurki z Rudy ŚL. Rodzina 2 + 3 (w tym dorosła córka i nastoletni syn), mieszkanie w bloku. Niedawno stracili sunię adoptowana 5 lat temu ze schroniska, odeszła z powodu raka. Charakterem bardzo przypominała Brawurkę. Na razie rozmawiam z panią, zobaczymy, co z tego się wykluje.
-
Rozi, napiszę to, co powiedziałam Ci w rozmowie telefonicznej: pies jest w schronisku w boksie z innymi samcami i z tego co mówi pracownik, nie ma z nim problemu. Ale ten sam pracownik powiedział, że nie jest w stanie ocenić, jak pies zareaguje poza schroniskiem na inne psy, jak wpłynie na niego stres, jak sobie z nim poradzi. Tak jest z każdym zabieranym ze schroniska psem - musimy przewidzieć różne sytuacje.
-
Wyciszcie proszę emocje, bo w ten sposób Miśkowi nie pomożemy, ani żadnemu innemu psu. Już niejeden wątek na dogomanii zniknął, bo ktoś napisał o jedno słowo za dużo, a ktoś inny żle to przyjął i było po psie i po wspólnej pomocy. Przecież wszystkie jesteśmy tutaj, aby pomagać - tyle, ile możemy, ile jesteśmy w stanie wziąć na siebie.
-
No i jeszcze ten psiak, którego właścicielka oddała do schroniska wraz z dwoma innymi psami. Ktoś tu o niego pytał, robione były ogłoszenia, schronisko też pokazywało go na FB - i nic:( Gdy jego towarzyszka znalazła dom, bardzo posmutniał, zmienił się, parę razy próbował sforsować siatkę i wylądował w boksie ogólnym, ale tam posypał się zupełnie:( Dzięki wolontariuszce trafił do boksu wolontariackiego, DS lub DT potrzebny na już:( To ten psiak:(
-
Chudzielec z boksów ogólnych, który już ledwo chodził i o którego tak martwiłyśmy się tutaj. Przeniesiony na wybieg otwarty wygląda lepiej, boki już nie takie zapadnięte; jest teraz tylko z małym, czarnym, niewidomym staruszkiem.
-
Tego psiaka pamiętam jeszcze z boksów ogólnych, ktoś tutaj był nim zainteresowany, ale potem nic z tego nie wyszło. Został zabrany do boksów wolontariackich, jest reklamowany na profilu schroniska, nie ma chętnych. Już 3 razy przyjeżdżały do niego rodziny, ale podobno "na żywo" przestaje się podobać:( A psiak naprawdę uroczy, radosny, z taka nadzieją skakał dzisiaj na powitanie:(