-
Posts
2181 -
Joined
-
Last visited
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by Kika9004
-
Bardzo mi przykro, trzymaj się cieplutko. Myślę, że pomysł na drugiego psiaka to dobry pomysł, zawsze choć troszkę weselej.
-
Nigdy nie jest łatwo poradzić sobie z utratą przyjaciela. Współczuję bardzo i rozumiem ból po stracie. Moja sunia też ma 12 lat i troszkę boję się, że kiedyś jej zabraknie, a przecież jest "od zawsze". O tych dwóch latach słyszę już nie pierwszy raz, że po tym okresie pies się trochę uspokaja. Mam nadzieje, że tak będzie i w naszym przypadku. Myślę, że ta energiczność daje nam się we znaki własnie szczególnie przez tę zmianę z molosów na teriera :). Jestem jednak zadowolona z mojego małego szatanka, lubię psiaki z charakterem, a miłość do molosów wyniosłam z domu, gdzie zawsze były jakieś bernardyny, czy dogi :D. Mama wraz z ósemką rodzeństwa ma dom :)
-
O cztery dni młodsza od mojego maleństwa :eviltong: Ślicznotka, niech się dobrze chowa :loveu:
-
Gratuluję i po ciuchu troszkę zazdroszczę :)
-
Dziękuje :) Woland faktycznie z wyglądu jest do zjedzenia, lecz charakter iście diabelski. Wczoraj byliśmy u naszej Pani weterynarz na szczepieniach. Wzięła go na stół i chciała przytrzymać, a ten w tango. Kręcił się w kółko podgryzał, skakał, wiercił się niesamowicie. Nigdy tak źle się nie zachowywał. Na nic nie reagował. Wetka wyprosiła mnie z gabinetu i sama zdjęła go na podłogę i przytrzymała nogami, lecz i to nie dawało efektów. Gdy ta wbiła mu igłę to ten znów w taniec i kręcił się z igłą zwisającą ze skóry, nie fajny widok. Tak parę razy. Psiak jest troszeczkę nadaktywny (w końcu terier) i tak właśnie zachowuje się przy obcych. W domu jest OK, wypracowaliśmy pewne zasady. Niestety mamy problem jeśli chodzi o kontakty z obcymi, bo Woland wpada w euforię :shake: i trudno nad nim zapanować.
-
Tak, Sara była w sile wieku :(. Jak rozmawiałam ze swoją wetką to powiedziała, że na naszym terenie panuje taka linia bernardynów u których padaczka występuje bardzo często. Ona sama bardzo często jeździ do takich wypadków i rzadko udaje się wyprowadzić psa z drgawek :-(.
-
[quote name='Bewarka']Śliczny malec :loveu: Sara też była :loveu: mam nadzieję, że już masz się lepiej. Nie jestem pewna czy wszystkie zdjęcia mi się włączają...ale już czekam na nowe, reszty zwierzyńca i dorastającego Wolanda ;)[/QUOTE] Witamy pierwszego gościa :). Już jest lepiej, duużo lepiej. Od kiedy jest Woland to znów zawitała radość do naszego domu. To taki nasz mały terapeuta :loveu:. Zdjęcia powinny się pojawiać w miarę regularnie :p.
-
[IMG]https://lh3.googleusercontent.com/-WkaneWM0uAc/S_bTxBqcQyI/AAAAAAAAAcE/lrivwBromhU/s640/DSCN1805.jpg[/IMG][CENTER] [COLOR=#ff0000][FONT=comic sans ms][SIZE=4][B]Z A P R A S Z A M Y [/B][/SIZE][/FONT][/COLOR]:multi::multi::multi: [SIZE=3][FONT=comic sans ms][I][B]Świta Wolanda zawitała do Polski [/B][/I][/FONT][/SIZE]:loveu:[/CENTER]
-
[IMG]https://lh3.googleusercontent.com/-Mr2bwdAZAmM/T6yyusiw4XI/AAAAAAAAA5k/2NAdhFDSjuc/s640/DSC00716.JPG[/IMG] [IMG]https://lh5.googleusercontent.com/-lPuKHx4DLyo/T6yyv1ChYVI/AAAAAAAAA6E/BkYPF1IrDSE/s512/DSC00717.JPG[/IMG] *** [B]Oprócz ludzkiej rodzinki i Wolanda mieszka razem z nami: cztery kury, królik, chomik, (niepoliczalne) rybki, kot Juliusz i Suńka:[/B] 12-letnia suczka w typie pinczerka (?) [IMG]https://lh5.googleusercontent.com/-htglywaEeJk/SH38F6CQXRI/AAAAAAAAAEg/9VNe0LIB19E/s640/S5002180.JPG[/IMG] [IMG]https://lh6.googleusercontent.com/-QdpeOWaLNrw/SH38ceSH0sI/AAAAAAAAAEo/o4eXxMe7tq0/s640/S5002182.JPG[/IMG] [IMG]https://lh4.googleusercontent.com/-lJGPPwyYy7o/S_bTOjFDE0I/AAAAAAAAAbs/JrIPTbil_ak/s640/DSCN1797.jpg[/IMG]
-
[IMG]https://lh6.googleusercontent.com/-0X0T6TpA11M/T6yyT-TCCQI/AAAAAAAAA44/C6ptnRPfEOo/s640/DSC00709.JPG[/IMG] [IMG]https://lh4.googleusercontent.com/-g7yMaWr-ILA/T6yyb3VUOUI/AAAAAAAAA5E/gn0fQiyJwiw/s640/DSC00710.JPG[/IMG] [IMG]https://lh5.googleusercontent.com/-gRhdY_RIRrA/T6yykUUPLCI/AAAAAAAAA5M/mfQjEqoJoyQ/s640/DSC00713.JPG[/IMG] [IMG]https://lh4.googleusercontent.com/-_-ZJTpGEtL4/T6yymcGqorI/AAAAAAAAA5Y/2FFZPBrE_X4/s640/DSC00714.JPG[/IMG] [IMG]https://lh5.googleusercontent.com/-rTXNchR0nTM/T6yymbwbXeI/AAAAAAAAA5U/t-LhC0kwnkY/s640/DSC00715.JPG[/IMG]
-
[IMG]https://lh6.googleusercontent.com/-ra593iImTP8/T3gagxGaOpI/AAAAAAAAA4Q/6TkpEvqPxao/s640/wolandzik5.jpg[/IMG] *** [B]A tutaj po pierwszej kąpieli w naszym stawie, który jest dopiero w trakcie budowy [/B];) [IMG]https://lh4.googleusercontent.com/-12-Mawlj2SY/T6yyAnsB_MI/AAAAAAAAA4c/uUvt7PQW4IQ/s640/DSC00701.JPG[/IMG] [IMG]https://lh3.googleusercontent.com/-qMU_wMBA9IU/T6yyChfM49I/AAAAAAAAA4k/NrD5oumzip8/s640/DSC00702.JPG[/IMG] [IMG]https://lh5.googleusercontent.com/-FYz85NNIPVw/T6yyCukOqdI/AAAAAAAAA4o/Ecwua0i4bNg/s640/DSC00703.JPG[/IMG][IMG]https://lh6.googleusercontent.com/-aLNBiA-objg/T6yyS82m3uI/AAAAAAAAA40/Yhqzk2TCM94/s640/DSC00708.JPG[/IMG]
-
[B]A teraz moje maleństwo: [/B] Jeszcze w fundacji: [IMG]https://fbcdn-sphotos-a.akamaihd.net/hphotos-ak-snc7/419932_342453109138407_160854910631562_1068059_395200893_n.jpg[/IMG] [B]W tym miejscu chciałabym bardzo podziękować osobom bez których ta adopcja nie doszłaby do skutku. Forumowej MaDi i reszcie kochanego towarzystwa, które zaopiekowało się maleństwami i mamą szczeniaczków. Podziękowania dla Pani, która przywiozła szczylka do Warszawy, skąd mogłam go odebrać. Bardzo, bardzo dziękuję. Dzięki wam w tej chwili leży obok mnie bardzo ważna dla mnie istotka, serduszko u moich stóp :loveu:[/B]. Dostał imię bohatera jednej z moich ulubionych lektur, a mianowicie z MISTRZA I MAŁGORZATY Bułhakowa :loveu: Psiak nazywa się [B]WOLAND[/B]. (dla niewtajemniczonych to imię szatana który przybywa do Moskwy robić rewolucję i jedną wielką imprezkę :lol: ) Po przybycie do mnie: [IMG]https://lh5.googleusercontent.com/-Ja9-zW8Z4Es/T3gaYKaMuyI/AAAAAAAAA3w/MxdVIOruMDA/s640/wolandzik.jpg[/IMG] [IMG]https://lh4.googleusercontent.com/-6ZWxpz2i7no/T3gaYz8kB1I/AAAAAAAAA30/oorKG4P7Emo/s640/wolandzik1.jpg[/IMG] [IMG]https://lh3.googleusercontent.com/-7VyPB78fcFk/T3gaZQDJw4I/AAAAAAAAA38/7J5recAqJ6s/s640/wolandzik3.jpg[/IMG] [IMG]https://lh4.googleusercontent.com/-hlP8QdYSZyY/T3gadJeTRXI/AAAAAAAAA4I/iGbJhpIvE6k/s640/wolandzik4.jpg[/IMG]
-
Tym razem zdecydowaliśmy się na TTB lub jakiegoś molosa. Ewentualnie w grę wchodził kolejny (by był już trzeci) bernardyn. Zdecydowałyśmy się na amstaffa (choć przyznam szczerze, że bardziej zaintrygował nas ich wygląd, była to mało przemyślana decyzja) po przeczytaniu tego ogłoszenia: [B]LUBELSKA STRAŻ OCHRONY ZWIERZĄT:[/B] [QUOTE][COLOR=#000000][FONT=Tahoma]Późnym wieczorem otrzymaliśmy informację o 11 miesięcznej suni i jej 9 szczeniętach, przyniesionych do kliniki w celu podania eutanazji. [/FONT][/COLOR] [COLOR=#000000][FONT=Tahoma]Nieodpowiedzialna, młoda dziewczyna zrzekła się praw do całej gromadki. [/FONT][/COLOR][COLOR=#000000][FONT=Tahoma]Cztery szczenięta zostały pod opieką naszej Fundacji, kolejne cztery wraz z mamą trafiły pod skrzydła Psa Na Zakręcie.[/FONT][/COLOR][/QUOTE] postanowiłyśmy BIERZEMY :multi::multi::multi: [B]A teraz fotki: MAMA - ABI[/B] [IMG]http://lsoz.org/images/Abi.jpg[/IMG] [IMG]https://fbcdn-sphotos-a.akamaihd.net/hphotos-ak-snc7/421833_342446852472366_160854910631562_1068042_1562256608_n.jpg[/IMG] [IMG]https://fbcdn-sphotos-a.akamaihd.net/hphotos-ak-ash4/419791_342448419138876_160854910631562_1068049_31172494_n.jpg[/IMG] [IMG]https://fbcdn-sphotos-a.akamaihd.net/hphotos-ak-snc7/427086_342449805805404_160854910631562_1068053_638210711_n.jpg[/IMG] [IMG]https://fbcdn-sphotos-a.akamaihd.net/hphotos-ak-ash4/426033_342446112472440_160854910631562_1068037_762970199_n.jpg[/IMG]
-
[COLOR=#000000][FONT=Verdana]Dnia 3 marca odeszła moja przyjaciółka. Moja 4-letnia Sara. To tekst opublikowany przeze mnie na swiatchartow.net: [QUOTE]Sara jest, ... była wspaniałą psinką (choć te słowo nie odzwierciedla jej ogromu). Od małego wykazywała silny, dominujący charakter. Podobało mi się to, lubię wyzwania. Systematyczna praca pozwoliła mi wychować bardzo karnego psa. Niestety pracowałam z nią sama, więc słuchała tylko mnie. Charakter miała iście bernardyński: spokojna, miła, kochająca wszystkich ludzi. Znała podstawowe komendy choć wykonywała je tylko gdy byłyśmy same, bo rozpraszała ją obecność innych. Na spacerze zachowywała się idealnie, szła tuż obok mojej nogi lub krok za mną, do czasu, aż nie zauważyła innego człowieka [/QUOTE][/FONT][/COLOR][QUOTE][IMG]http://www.swiatchartow.net/images/smiles/001.gif[/IMG][COLOR=#000000][FONT=Verdana] . Uważała wtedy, że koniecznie musi się z nim przywitać, podejść i wyprosić głaskanie. Część ludzi się jej bała, nie miała w końcu małych gabarytów, a widok wielkiego psa ciągnącego na smyczy swoją ducha winną właścicielkę nie napawał optymizmem. Druga część reagowała uśmiechem i często ochoczo klepali Sarę po barkach i gładzili po pyszczku. Odwdzięczała się rytualnym biciem się (nie rzadko i mnie) ogonem po ciele (przyzwyczaiłam się do częstych siniaków na kolanach). Miała też wady. Dla przykładu polowała na kury. Miałam z tym ogromny problem, gdyż potrafiła otwierać drzwi do kurnika. Jednak jakoś sobie radziłyśmy. Nie tolerowała także innych suk. Psy mogły być, ale suki ... NIE. Jaka pani taki pies, mówią... ja też lepiej dogaduję się z facetami. Psy tolerowała, ale one często nie tolerowały jej. Bardzo ciężko było mi znaleźć dla niej towarzysza zabaw, który choć na dłużej chciał bawić się w przepychanki z 60kilową koleżanką. Gdy nie radziłam sobie z problemami brałam ją na spacery do lasu, puszczałam luzem a sama często siadałam na skraju drużki i płakałam. Zawsze wiedziała czy potrzebuję by w danym momencie podeszła do mnie i się łasiła, czy akurat chcę by zostawiła mnie w spokoju. Złoty pies, choć często klęłam na jej ciężką do pielęgnacji sierść. Mimo to kochałam tego psiaka. Dziś rano posprzątałam jej ładniutko w kojcu, pobawiłam się z nią na podwórku jej ulubioną zabawką (piłka na sznurku; uwielbiała się nią przeciągać). Zdziwiło mnie jedynie że zostawiła na piłce niewielkie ślady krwi. Pomyślałam, że to z braku witamin i zaplanowałam kupić jej jakieś witaminki będąc przy okazji u weterynarza. Nie myślałam, że będę miała okazję odwiedzić to miejsce tak szybko. Po wszystkim zamknęłam ją znów w kojcu by móc wypuścić kury (korzystają z podwórka na zmianę z psami). Po obiedzie przypomniałam sobie, że muszę wyłączyć pompkę od wody, którą włączyłam rano. Automatycznie wyjrzałam przez okno patrząc co Sara porabia. Stała tyłem do mnie, trzęsła się. Pierwsza myśl: kura wpadła do kojca i ta właśnie ją morduje. Zbiegłam najszybciej jak to było możliwe po drodze chwytając buty. Gdy dobiegłam na miejsce, Sara powoli dreptała w moją stronę mając drgawki. Pierwszy raz widziałam drgawki u psa. Nie wiedziałam co mam zrobić. Czułam się cholernie bezsilna. Kazałam jej się położyć, próbowałam uspokoić. Nie pomagało, ale nie wyglądało to jakoś bardzo groźnie. Zostawiłam ją i zadzwoniłam do najbliższego weterynarza (to taki wiejski wet) by poprosić go by przyjechał jak najszybciej. Wet: „Trzeba przenieść psa w ciepłe miejsce i poczekać, drgawki powinny niedługo ustąpić. Proszę podać wody. Za godzinkę, dwie wszystko powinno wrócić do normy. To pewnie nerwowe.” Z pomocą kolegi (sama bym nie dała rady) przeniosłam Sarę do letniej kuchni i położyłam na tapczanie. Czekałam kilka minut, ale jej stan się pogarszał. Padaczka, nic innego jak padaczka. Znów telefon, ale tym razem do „mojej” wetki. „Cholera. To bernardyn, tak? Trzeba jej jak najszybciej podać leki przeciw drgawkowe. Ale trzeba zrobić to jak najszybciej, bo u tych psów takie sprawy zwykle źle się kończą. Ja niestety nie mogę dojechać.” Telefon, tym razem do weta wiejskiego (mieszka ode mnie 3 km): „Padaczka? Cholera, ja nawet nie mam takich leków. Trzeba zgłosić to do weterynarza z miasta.” Do miasta mam 10 km i byłam wtedy akurat bez samochodu. Wet z miasta by nie dojechał, u nas nie ma takich praktyk. Dzwonię do mamy, już na skraju wyczerpania nerwowego, ze stresu sama czuję jak moje mięśnie drgają. [/FONT][/COLOR] [COLOR=#000000][FONT=Verdana]- Mamo, Sara ma atak padaczki, nie wiem co mam robić. Trzeba podać jej leki, a najbliższy wet takich nie ma. Trzeba jechać z nią do miasta. [/FONT][/COLOR] [COLOR=#000000][FONT=Verdana]- Zaraz przyjadę. [/FONT][/COLOR] [COLOR=#000000][FONT=Verdana]Mama wyjeżdża z miejscowości oddalonej o 30 km od domu. Stan Sary pogarsza się, a ja nie mogę nic zrobić. Jestem przy niej i cały czas mówię, że jest silną dziewczynką i da radę. Tak minęła godzina od rozpoczęcia ataku do przywiezienia jej do gabinetu weterynaryjnego w mieście. Szybko dostaje pierwsze leki i kroplówkę. Weterynarz uprzedza nas, że rokowania są złe. Ja jednak wierzę, że się uda. Rozpoznanie. „Czy mogła coś zjeść co by jej zaszkodziło? Farby, czy inne tego typu rzeczy?” „Nie” „Jakiś uraz, wypadek, nikt jej nie uderzył?” „Nie” „Czy zachowywała się dziwnie w ostatnim czasie?” „Nie” „W takim razie jedyne co mi przychodzi na myśl to guz w mózgu, ale trzeba by było zrobić dodatkowe badania.” Sara dostaje kolejne to serie leków, glukozę, kroplówki... Udało się jedynie zbić temperaturę, nadal ma małe drgawki, wszystkie mięśnie napięte. Widzę po lekarce jak przecząco kręci głową i ciągle powtarza „O Boże, o Boże”. Ciągle notuje co podaje i w jakich ilościach, w międzyczasie zakłada też kartę, pyta o moje dane. Sarze poprawia się, ale nieznacznie. „Po takich dawkach leków ta poprawa nie jest satysfakcjonująca” mówi. Siedzę cicho nie spuszczając wzroku z psa, nie mogę już nawet płakać. „To ostatnia dawka leku jaką mogę podać, jeśli to nie pomoże to niestety nic już nie pomoże.” Sara zaczyna mrużyć oczy, to zły znak. Poprawia się troszkę, to znów ma skurcze. Weterynarz odłącza kroplówkę, każe obserwować. Już tylko tyle możemy. Po jakichś dwudziestu minutach moja mama zaczyna rozmowę o uśpieniu psa, wet ją popiera. Wiem, że czekają aż ja o to poproszę, w końcu to mój pies. Waham się, wołam jeszcze Sarę, ale już nie reaguje, jest na wpółprzytomna. „Proszę ją uśpić.” Mówię, choć w gardle mam pełno łez. „Może lepiej by Pani wyszła, to nie będzie przyjemne.” „Chcę zostać”. Dosłownie po wtłoczeniu ostatniej kropelki płynu do jej krwiobiegu zasypia. Odbyło się to wszystko bardzo szybko, czuje, że nie zdążyłam do końca się pożegnać, że przez łzy nie mogłam wydusić z siebie ani słowa by powiedzieć by czekała na mnie po drugiej stronie. Zasnęła na zawsze. [/FONT][/COLOR] [COLOR=#000000][FONT=Verdana]W maju 2008 roku przywiózł mi ją brat Konrad. „Ładnego ci psiaka wybrałem, prawda?” zawsze pytał. „Ładnego” odpowiadałam. I tu zaczynał się śmiać „wziąłem pierwszego z brzegu.” Faktycznie Sara z całego miotu była najładniejsza. Lubiła Konrada bardzo, ze wzajemnością. Nie przeszkadzało jej, gdy przychodził do niej w mundurze, czy pod wpływem alkoholu. Dla niej ważne było, że przychodzi. Konrad zmarł rok temu (1 marca) w wieku 31 lat. Dziś była zaplanowana msza w jego intencji. „Konrad zabrał ją do siebie.” [/FONT][/COLOR] [COLOR=#000000][FONT=Verdana]Przepraszam, że nieskładnie piszę, ale piszę targana emocjami. [/FONT][/COLOR][/QUOTE] [IMG]https://lh5.googleusercontent.com/-AHjSP7JqV-c/S_bTofZV-LI/AAAAAAAAAcA/W-4oabUKEh4/s512/DSCN1803.jpg[/IMG] [IMG]https://lh3.googleusercontent.com/-3tME4L7zTdA/S_bUZozO82I/AAAAAAAAAcY/lkbFSTQTmQw/s512/DSCN1833.jpg[/IMG] [IMG]https://lh3.googleusercontent.com/-aIDTzZGEr1o/S_bTIIgUBII/AAAAAAAAAbo/fmlz9TAla2Y/s640/DSCN1795.jpg[/IMG] [B]SARA - 03.05.2008-03.03.2012 [*] [/B] *** Ciężko `było mi się pozbierać po tej bardzo tragicznej sytuacji. Nie chciałam wziąć nowego psa. Myślałam, że to za wcześnie, ze to nie fair wobec Sary. Jednak stwierdziłyśmy z mamą, że nowy psiak wprowadzi troszkę słońca w nasze ciemne progi. I tak się stało. Wspomniałam tu historię Sary by nie zginęły w natłoku wydarzeń i pracy wspomnienia. To taki jej pomnik. Takie [I]non omnis moriar.[/I]
-
Pytanie laika o charakter amstaffa
Kika9004 replied to Stach's topic in American Staffordshire Terrier
Kojec już mam. Nad budą myślę intensywnie. Nawet nie wyobrażacie sobie co on dziś odwalił :shake:. Pojechaliśmy dziś na szczepienie do wetki. Nigdy tak okropnie się nie zachowywał. Pani weterynarz postawiła go na stole, a ten w taniec, zaczął się kręcić i nie dał się przytrzymać. Wetka nie kazała robić nic na siłę. Wyprosiła mnie z gabinetu i zdjęła go na podłogę by łatwiej było jej go utrzymać. Widziałam wszystko przez szybę w drzwiach. Ciężko jej było go utrzymać, a jak wbiła mu igłę to ten wyrywał się i znów zaczynał się kręcić z wbitą igłą. I tak parę razy. Strasznie to wyglądało. A najgorsze jest to, że jak pies jest tylko ze mną to jest znośny, grzeczny, słucha się, najgorzej gdy jest w obecności obcych. Wetka przyznała, że nie będzie nam łatwo, że nie dość, że to terier to na dodatek bardzo energiczny. Kazała go przyzwyczajać do różnych bodźców, ćwiczyć i trenować, a jak zachowuje się źle podczas obecności gości to mam go zamykać w innym pomieszczeniu, by mnie nie widział, ale słyszał. Ma tam siedzieć , aż się uspokoi. Po tym wszystkim byliśmy na spacerze (ok. 1,5-2 km). Po powrocie on w znów w balet, bawiliśmy się w aport. Teraz znów coś psoci, bo cały czas słyszę z kuchni podniesiony głos mojej mamy i powtarzające się: Woland! Woland! ... :shake: EDIT: Założyłam mu wątek: [URL]http://www.dogomania.pl/forum/threads/227152-Woland-i-reszta-%C5%9Bwity-ZAPRASZA-%29[/URL] ZAPRASZAM :multi: -
Pytanie laika o charakter amstaffa
Kika9004 replied to Stach's topic in American Staffordshire Terrier
Myślę, że na razie w obecnej sytuacji, gdzie psiak nauczył się przebywać na podwórku podczas naszej nieobecności z drugim psem klatka nie jest konieczna. Raczej 8-9 godzin w ciasnocie to nie jest najlepsze wyjście dla młodego psa. Myślę też nad kojcem, by podczas naszej nieobecności tam spędzał czas. Budę na pewno muszę mu zrobić i dobrze ocieplić, bo do póki ciepło to nie ma problemu, ale jesień, zima i zimne deszczowe dni to nie najlepsze wyjście by nie miał gdzie się schować. -
Pytanie laika o charakter amstaffa
Kika9004 replied to Stach's topic in American Staffordshire Terrier
Zwykle zostaje sam na około 8-9 godzin, no niestety tyle pracuję. Choć często dzieciaki brata przychodzą wcześniej to czasami zabierają go do siebie. Klatka kennelowa raczej nie wchodzi w grę bo nie dość, że za długo to i jeszcze on panicznie reaguje na takie sytuacje. Gdy na chwilę wychodzą na zewnątrz a on zostaje w środku to już panika, drapanie i piszczenie. Ostatnio się poprawiło, bo został na dworze z moją sunią, tyle, że ona ma 12 lat i niefajny charakterek. Nie lubi go, ale jako tako toleruje. Oprócz mega porysowanych drzwi balkonowych to nic nie ucierpiało. Jeśli chodzi o kontakty ze znajomymi to też pomyślałam o smyczy i będziemy to ćwiczyć :) Dziękuję :). -
Woland rośnie jak na drożdżach :) Trochę rozrabia, trochę psoci, ale i tak jest kochany :evil_lol: Pierwsza kąpiel w naszym stawie :cool3: zdjęcia nie oddają tego jak wyglądał :) [IMG]https://lh5.googleusercontent.com/-FYz85NNIPVw/T6yyCukOqdI/AAAAAAAAA4o/Ecwua0i4bNg/s640/DSC00703.JPG[/IMG] [IMG]https://lh4.googleusercontent.com/-_-ZJTpGEtL4/T6yymcGqorI/AAAAAAAAA5Y/2FFZPBrE_X4/s640/DSC00714.JPG[/IMG] [IMG]https://lh3.googleusercontent.com/-Mr2bwdAZAmM/T6yyusiw4XI/AAAAAAAAA5k/2NAdhFDSjuc/s640/DSC00716.JPG[/IMG]
-
[quote name='Rafka']Proszę bardzo : [URL]http://www.elsevier.pl/ksiazka/rehabilitacja-psow[/URL][/QUOTE] Dziękuję :) Choć powiem, że cena zwaliła mnie z nóg :roll: Niestety albo biblioteka (choć pewnie ciężko będzie znaleźć) albo muszę poczekać, aż będę mogła sobie na to pozwolić :)
-
Pytanie laika o charakter amstaffa
Kika9004 replied to Stach's topic in American Staffordshire Terrier
Ale ja bym pociągnęła ten wątek!! Mam podobny problem jak poprzedniczka. Mój 3-miesięczny amstaff (z Fundacji, więc mix, matka amstaff, ojciec NN) niszczy wszystko co napotka na swojej drodze, gdy zostaje sam w domu. Nawet nie chce myśleć co mi zniszczył, bo za szybko się denerwuję ;). Dziś został na podwórku. Zamknęliśmy dom, zostawiłam mu na balkonie (z zejściem do ogrodu) jego kocyk, miski, zabawki, kostkę. Jak wróciłam nowo nałożony tynk był cały w czarnych łapach, po całym balkonie porozciągane były kwiaty. Tak kończy się każde zostanie w domu samemu. No niestety ale trafił do zapracowanej rodzinki i nie ma wyjścia, musi zostawać sam :(. Jest bardzo wylewny, energiczny. Troszkę ciężko mi się przestawić, bo wcześniej w domu były głównie bernardyny, dużo mniej energiczne i delikatniejsze w kontaktach międzyludzkich. Aktualnie nie możemy zapanować nad psem gdy przychodzą do nas znajomi, psiak wskakuje im na kolana, liże, całuje, podgryza i co tylko :). Na początku było śmiesznie, ale zaczyna robić się to dość kłopotliwe. Pracujemy nad tym, choć czasem ciężko. Ostatnio przyszła do nas moja siostra cioteczna i zaczęła go drażnić. Zwróciłam jej uwagę wyjaśniając, że pracuję nad tym by psiak nie używał zębów i nie podgryzał. Zdziwiła się twierdząc, że taki psiak to powinien być groźny :shake:. Rozpisałam się... jak zwykle... Poradźcie co zrobić z tym zostawaniem samemu, czy to normalne u tej rasy?? Czy mam szansę nauczyć go by czekał cierpliwie na właścicieli?? -
Ja mam jeszcze numery z 2006 roku ;) ale nie sprzedam :) może kiedyś się przydadzą ;)
-
24 psy, 4 koty i jeden samotny, starszy człowiek- potrzebna pomoc
Kika9004 replied to esperanza's topic in Już w nowym domu
Wygłoszę swoje zdanie. Nie poradzicie sobie sami z osobą z uzależnieniem alkoholowym. Troszkę o tym wiem, bo miałam niestety z tym dużo wspólnego. Jeśli ten Pan nie chce z tym skończyć lub nie będzie miał odpowiednio dużo siły to będzie bardzo, bardzo ciężko. Zajęcia AA odbywają się w jakichś miejscowościach, nawet jeśli Pan zechce tam uczęszczać to niby jak on tam będzie dojeżdżał?? Jeżeli on jest samotny, nie ma nikogo kto mu pomoże choćby rozmową czy spędzaniem razem czasu to będzie ciężko, nie chce na starcie już mówić że się nie uda. Dla mnie to troszkę sytuacja patowa. Jeśli umówiliście się z nim a on nawet na spotkanie nie wstrzymał trzeźwości to cieniutko... Powinniście działać razem z Pomocą Społeczną, oni niech zajmą się pomocą Panu by wyszedł z nałogu i niech spróbują "ogarnąć" dom i obejście. Zapewniają też dla takich osób jedzenie, co jakiś czas organizują takie przydziały. Naprawdę nie mogę uwierzyć w to, że nie widzieli sytuacji wcześniej, że nie zaczęli działać. (jestem optymistką) zawsze myślałam, że w takich organizacjach pracują entuzjaści, pasjonaci, ludzie którzy są wręcz upierdliwi w chęci pomocy innym. Chyba mam troszkę nierzeczywiste patrzenie na świat. Mieszkam na wsi to wiem jak jest, NA WSI NIE MA TAJEMNIC, ludzie wiedzą o innych wszystko, więc nie ma możliwości, że nikt nie wiedział co się dzieje. Rozumiem, że nie każdy od razu poleci z miotłą, czy łopatą i zacznie społecznie pracować, ale powiadomić odpowiednie służby czy stowarzyszenia to żadna łaska. Może skontaktować się z jakąś Fundacją pracującą na rzecz osób uzależnionych od alkoholu?? Oni będą wiedzieli dokładnie co robić. Nie wiem jakie tam w tym Makowie działają ośrodki, ale dla przykładu u nas jest ośrodek JANOCHY. [URL]http://www.osrodek-janochy.pl/[/URL] Może zechcieliby pomóc... Choć to ośrodek prywatny....