-
Posts
22228 -
Joined
-
Last visited
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by Jasza
-
Mantra- małe kochane dziecko , za teczowym mostem.....
Jasza replied to amikat's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Nie posądzamy! Przynajmniej ja.. Tylko nie wiadomo teraz co zrobić... Żal mi strasznie i Ciebie i Mantry......... Kurcze, ale sytuacja.... -
Bejdula i Tobołki. Dziesięć stóp dookoła Hugobergu.
Jasza replied to Jasza's topic in Już w nowym domu
Oooo! A to ile teraz psów u Ciebie Zerduszko? Ja się boję, bo Misia mnie w mieszkaniu na krok nie odstępuje...wchodzę do łazienki i się zamykam, żeby trochę ode mnie odpoczęła.... Mam nadzieję, że Reksio ją trochę "popilnuje"... Aż mi niedobrze..... -
Mantra- małe kochane dziecko , za teczowym mostem.....
Jasza replied to amikat's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Łobuziątko..nie wiem co powiedzieć.... Strasznie mi przykro...bądź silna dziewczyno i nie poddawaj się! Trzymam kciuki za Ciebie w takim razie i za Mantrunię!!! -
Bejdula i Tobołki. Dziesięć stóp dookoła Hugobergu.
Jasza replied to Jasza's topic in Już w nowym domu
Kurczę, siedzę jak na szpilkach........ -
Mantra- małe kochane dziecko , za teczowym mostem.....
Jasza replied to amikat's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
????????????????????????????? Nic juz nie rozumiem......zostaje u Was???????????? -
Mantra- małe kochane dziecko , za teczowym mostem.....
Jasza replied to amikat's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
??????????????????????????????????? Matko i córko............. Co robić??????????? -
Bejdula i Tobołki. Dziesięć stóp dookoła Hugobergu.
Jasza replied to Jasza's topic in Już w nowym domu
[quote name='maciaszek']Jaszo, trzymam kciuki za spokój i pozytywne rozwiązanie całej sprawy i przytulam MOCNO![/QUOTE] Dziękuję Maciaszku! Wszystkim Wam dziękuję! -
Bejdula i Tobołki. Dziesięć stóp dookoła Hugobergu.
Jasza replied to Jasza's topic in Już w nowym domu
Dzisiaj mąż rano wychodzi ( zawsze wychodzi pięć minut wcześniej ) i pyta: To zapinasz ją? (Misię znaczy się)... A ja na to: Nie, Pan Adam nie przyjeżdża dzisiaj.. No i tyle..mąż fuknął,zamknął drzwi i poszedł. Zostawiłam futrzaki.. Misia popiskiwała.. Teraz siedzę w pracy jak na szpilkach.... Mam nadzieję, że będą spokojne, bo już z Reksiem jak był mały miałam przeboje i skargi do administracji...krzywe spojrzenia i wyzwiska sąsiadki... Modlę się codziennie do Św. Rocha i Św. Roszka... Pomóżcie... Dalej nie wiem jak to bedzie.. Mąż się nie odzywa za bardzo... Rano byliśmy na półtoragodzinnym spacerze - szalały miśki że hej. Śpijcie smyki i cichutko bądźcie. -
Bejdula i Tobołki. Dziesięć stóp dookoła Hugobergu.
Jasza replied to Jasza's topic in Już w nowym domu
Napisałam do Pana Adama, żeby nie przyjeżdżał jutro po Misię. Chyba jest zły trochę na mnie. Ale on jutro ma tylko na noc, więc jak by ja tam przywiózł, to byłaby nie wiadomo z kim. Przepraszam....:oops: -
Historia jakich wiele? Kocha, ale to nie wszytsko... Prosimy o wsparcie!
Jasza replied to BoUnTy's topic in Sterylizacje
To ja też dźwignę troszkę! -
Jamniczkowata malutka słodka Fizia szuka domu - ADOPTOWANA!!!!!!
Jasza replied to malawaszka's topic in Już w nowym domu
Jupiiii!!!!!!!! Strasznie się cieszę!!!!!!!!!!!1 Fiziu - niech Ci tam dobrze będzie! -
Bejdula i Tobołki. Dziesięć stóp dookoła Hugobergu.
Jasza replied to Jasza's topic in Już w nowym domu
Wiem Magdola, ja na wątku Dejzi nic nie piszę, ale wiem o operacji i bardzo mocno trzymam kciuki, żeby było dobrze. Bądźcie silne i Ty i Ona. -
Bejdula i Tobołki. Dziesięć stóp dookoła Hugobergu.
Jasza replied to Jasza's topic in Już w nowym domu
Wróciliśmy ze spaceru....byliśmy oczywiście na kopalni, ale Misia nie chciała wejść do stróżówki. Zajrzała dopiero, kiedy ja tam weszłam. Byli "nowi" Panowie.. Potem poszliśmy na pola, pobiegać w przestrzeni...a tam jest miejsca duuuużo. Futrzaki biegały, ja siedziałam na plecaku, na słomianej trawie i się śmiałam tak, że aż mnie brzuch rozbolał! Szalały do nieprzytomności, rozwaliły się potem kolo mnie w słońcu i dyszały z wywalonymi jęzorami.. Reksio na swoich krotkich, tłustych łapeczkach miał problem za Misią nadążyć, ale w fikołkach nie ma sobie równych! W sumie byliśmy na dworze z trzy godziny, potem wycieranie łapek, dwie michy mięsa, jeszcze niemrawe podskoki, Misia mi porwała skarpetki zwinięte w kulkę i wreszcie poszły spać. Malutka mnie pilnuje strasznie. Chodzi za mną krok w krok. Zostawilam ją więc na pół godziny i poszłam do Lidla.. Popiszczała troszkę po drzwiami, potem był spokój. Mój mąż tematu nie porusza a ja się boję..strasznie.. On myśli, że jutro rano Adas500 po Misię przyjedzie i zabierze na kopalnię...a ja zaraz będę pisała sms-a żeby Pan Adam nie przyjeżdżał.. Boję się reakcji męża, boję się co będzie jutro, jak je rano zostawię, ale chcę spróbować, bo nie wyobrażam sobie, że zaprowadzę Misię na kopalnię, i Panowie będą ją musieli zapiąć na smycz albo zamknąć w stróżówce, żeby za mną i za Reksiem nie pobiegła. Mówię Wam, smutno mi bardzo, ciężko, nie wiem sama jak... Nie mam odwagi zacząć tematu..nie mam odwagi napomknąć mężowi o jutrzejszym dniu...no normalnie jak wariatka.. Ale jak patrzę w oczy Misi , jak patrzę teraz na oba psy, Reksia i księżniczkę, śpiące słodko na wersalce, nie mam siły myśleć że Misia mogłaby wrócić na kopalnię...że mogłoby jej tu nie być... Nie mam już siły myśleć o poniedziałku. Nie mam już siły się nad tym wszystkim zastanawiać.. Chcę po prostu, żeby już było dobrze wszystko..:placz: -
Bejdula i Tobołki. Dziesięć stóp dookoła Hugobergu.
Jasza replied to Jasza's topic in Już w nowym domu
Idziemy do kopalni. -
Bejdula i Tobołki. Dziesięć stóp dookoła Hugobergu.
Jasza replied to Jasza's topic in Już w nowym domu
Mam mętlik w glowie, to prawda.. Muszę sobie wszystko w głowie poukładać, to prawda... Najważniejsze, że ze zdrowiem wszystko ok. - to też prawda... Szarotko - to nie jest tak, że ja Misię polubilam i ją sobie zabieram. Od dnia kiedy ją pierwszy raz zobaczyłam, (wtedy myślałam jeszcze, że to poprostu czyjś pies, który biega niepilnowany, albo uciekł wystraszony petardami, bo to było na drugi dzień po Sylwestrze) no więc, odkąd ją pierwszy raz zobaczyłam, wszystko co robię jest podyktowane tym, żeby Misia była bezpieczna i szczęśliwa. Żeby jej było dobrze. Cała historia toczy się jak się toczy, na początku nie potrafiłam powiedziec nawet, czy ją znajdę na drugi dzień, potem nie wiedziałam, czy uda nam się ją złapać,potem nie wiedziałam jak się będzie zachowywać w czterech ścianach - cała ta opowieść jest od początku do końca ( no, końca jeszcze nie widać...) opowieścią spontaniczną, niezaplanowaną i pisaną na gorąco... Kiedy Mała do mnie trafiła, a decyzja też była podjęta pod wpływem chwili, myślałam, że to będzie dzikuska, która będzie się załatwiała na balkonie, zaszyje się gdzieś w ciemnym kąciku, która nie da podejść do siebie, i ktora szybciutko po zagojeniu rany wróci do siebie... Każdego kolejnego dnia uczyłam się jaka jest.. Minęło niewiele czasu, a ja nadal nie wiem co będzie jutro.. Od samego początku pisałam, że nigdy nie będę malutkiej uszczęśliwiać na siłę, że to ona musi wybrać, jak teraz będzie wyglądało jej życie, gdzie chce mieć swój kawałek miejsca na ziemi. W piątek pierwszy raz znalazłyśmy się w nowej sytuacji. Przyszłam po pracy, z Reksiem weszłam do stróżówki, posiedziałam troszkę, a potem po prostu wstałam i miałam wracać do domu. Do tej pory Misia nie miała wyboru. Była pakowana do auta, jechaliśmy do weta, potem Pan Adam zawoził nas do domu. Teraz jednak sytuacja się zmieniła.. Podeszłam do furtki, Reskio oczywiście za mną, Misia wstała z legowiska, otrzepała się i wyszła z nami, tak jakby to było coś normalnego. Nie zawołałam jej, nie cmoknęłam, nie patrzyłam na nią, nie próbowałam jej telepatycznie nakierowac, ani "zwabić".. Serce miałam ściśnięte i powiem Wam, że raczej byłam pewna, że nas odprowadzi i wróci, tak jak to robiła kiedyś... Nie wróciła, nie obejrzała się za siebie, nie zatrzymała nawet na chwilę.. Wczoraj byliśmy w "jej miejscu" na spacerze, zajrzała, pisałam o tym, ale jak ja się odwróciłam, ona już biegła w stronę wyjścia... Nie wiem co jest dla niej lepsze.. My mamy małe mieszkanko w bloku, nie ma nas dziewięć godzin dziennie... Tam ma wolność, miejsce do biegania, pełne miski... Chyba się powtarzam... Gdyby tam na miejscu, na kopalni, był cały czas Adas500, Pan Krzysztof - nie miałabym może takich wątpliwości. Ale je mam. Gdyby ktoś wziął odpowiedzialność za nią. Był z nią zawsze, martwił się jak nie wraca dwie godziny, pilnował, żeby nie zjadła starej kości, był z nią zawsze, niezależnie od tego, czy straci pracę, czy ją zmieni... nie wiem, czy wiecie o co mi chodzi... Od początku w tej historii cały czas się gubię, błądzę i cały czas o tym tutaj piszę, czytając przy tym dokladnie każde wasze słowo. Jak zawsze - jak dziecko - chciałabym, żeby jakiś grom z jasnego nieba spadł, żeby ktoś dał mi jakiś znak, ktos powiedział: "Chodź, zrób tak, bo tak będzie dobrze.." A słuchać serca...rozumu...co zrobić kiedy one cały czas się kłócą? -
Bejdula i Tobołki. Dziesięć stóp dookoła Hugobergu.
Jasza replied to Jasza's topic in Już w nowym domu
Tylko co.... -
Bejdula i Tobołki. Dziesięć stóp dookoła Hugobergu.
Jasza replied to Jasza's topic in Już w nowym domu
Laro, taka "wersja" była przejściowo, jak Misia jeździła na kropłówki i zastrzyki. Pan Adam rano po nią przyjeżdżał, a ja po południu po nią szłam.. Ale się skończyło.:shake: Dzisiaj byliśmy prawie trzy godziny na spacerze, Najpierw poszliśmy przez las w stronę kopalni. Misia biegła jak na skrzydłach, co chwilkę skakała w trawie, tarzała się, zaczepiała Reksia... Przyszliśmy po bramę, Misia nawet raz pisnęła. Dzisiaj była Pani Strażniczka. Misia się nie za bardzo chciała przywitać, pobiegły z Reksiem szukać starych kości. Pani zaprosiła nas do stróżówki, weszłam do środka, wołałam Misię, weszła tylko na schodki, ale do środka zajrzeć nie chciała. Byliśmy tam w sumie pięć, dziesięć minut. Jak otworzyłam furtkę, Misia przeczołgała się pod ogrodzeniem i pierwsza pobiegła z powrotem... Poszliśmy się jeszcze przejść dalej, w stronę Rudy Śląskiej, tam są takie fajne, wielkie łąki, na których się futrzaki wybiegały za wszystkie czasy... Potem do domciu. Zjadły trochę suchej karmy, którą im rozsypałam na ziemi, jak obierałam ziemniaki, dziobały jak kury..:loveu: No i śpią.. Sobota się kończy, a ja nie myślę nadal o poniedziałku... Co mi tam. -
Mantra- małe kochane dziecko , za teczowym mostem.....
Jasza replied to amikat's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Trzymam kciuki bardzo mocno. Łobuziątko, wiem, że żadne słowa Cię nie pocieszą tak, jak słowa lekarzy, ktorzy stwierdzą, że już jest lepiej... Życzę, żebyś to niedługo usłyszała. -
SUNIA) grzyb,brud i plotki MA DOMEK dziękujemy
Jasza replied to jusstyna85's topic in Już w nowym domu
A kiedy to pierwsze spotkanie? -
Bejdula i Tobołki. Dziesięć stóp dookoła Hugobergu.
Jasza replied to Jasza's topic in Już w nowym domu
Dzisiaj w nocy nie dyszała. Mi się wydaje że to nie z powodu temperatury, tylko stresu, zamknięcia w czterech ścianach. Misia ma legowisko na balkonie, ale nie na zewnątrz, tylko na balkonie zabudowanym, wbudowanym w pokój. Nic tam nie ma tylko półeczki z kwiatami. Są panele na podłodze, ale jest z dwa, trzy stopnie chłodniej niż w pokoju. Drzwi są oczywiście cały czas otwarte, a niecały metr dalej jest już wersalka na ktorej śpimy, więc leżąc, jestem tuż obok niej praktycznie. Obudziła się ok. 4.00 rano, więc tak, jak wstajemy w ciągu tygodnia. Poszliśmy na 10 minut na spacer, potem z powrotem do łóżka. Rano, jak mój mąż wyszedł do łazienki, Misia wskoczyła na łóżko się przywitać.:loveu: Poszliśmy do lasu, biegały jak szalone, Misia się oczywiście wytarzała w śniegu, obszczekały Ramzesa - amstafa, którego mój Reks nienawidzi , Małego szybciutko zapięłam, ale Misia odważna, nie reagowała na moje cmokanie.. Ramzes próbował ją pozaczepiać, bo to jeszcze dzieciak, ale wtedy to już malutka przybiegła za moje kolana...Spacer świetny. Pogoda jak marzenie. W lesie jest pięknie! Potem zjedliśmy śniadanko. Obydwa futrzaki zjadły po pół bułki z masłem i surową polędwicą, Reksio jak zwykle spodeczek Anatola z mlekiem i cukrem - Misia powąchała, ale skosztować nie chciała. Cały czas za mną chodzi, aż myślę, że jej się wreszcie w głowie zaręci... Sprzątałam, więc się krzątałam cały czas po mieszkaniu, a księżniczka za mną! Jak tylko siadam przed komputerem, albo z książką, to leci szybko na wersalkę do drugiego pokoju i się kładzie. Jak wstaję i idę do kuchni - ona za mną. Wycierałam dzisiaj klatkę schodową, chciała koniecznie wyjść ze mną. Powiedziałam ZOSTAŃ i zamnknęłam drzwi. Pisnęła cichutko. Potem był spokój. Potem jeszcze poleciałam do sklepu - zostały z moim mężem ( Misia praktycznie go nie zauważa - czyli stosują oboje tą samą technikę..:shake:) była spokojna i cichutka, ale leżała w przedpokoju i czekała aż przyjdę. Teraz śpią wreszcie, czemu się zresztą wcale nie dziwię, bo tak razem szalały, że jaśki pozlatywały z wersalek... -
Bejdula i Tobołki. Dziesięć stóp dookoła Hugobergu.
Jasza replied to Jasza's topic in Już w nowym domu
Byliśmy na krótkim spacerku, bo Misia sie obudziła i zaczęła dyszeć... Wróciliśmy i od tej pory futrzaki szaleją...ale jak! Mało mi mieszkania nie rozniosą! Nie wiem skąd te dyszenie..czy malutka się tak stresuje... W nocy też, budzi się dwa, albo trzy razy, chodzi, dyszy... To mi nie daje spokoju, bo wydaje mi się, że zamknięte pomieszczenia ja przytłaczają... -
Bejdula i Tobołki. Dziesięć stóp dookoła Hugobergu.
Jasza replied to Jasza's topic in Już w nowym domu
Poszliśmy z Reksiem po pracy szybciutko do Misi. Nie było jej, bo Pan Krzysztof ją zabrał w odwiedziny do siebie. Ale za chwilkę przyjechali. Misia szalała z Reksiem, jak dawno nie. Posiedziałam chwilke i Pan Adam chciał nas odwieźć do domu, ale stwierdziłam, że przejdziemy sie pierwszy raz pieszo, przez las...byłam ciekawa czy Misia nas pójdzie odprowadzić, czy ... Wiecie co, nie wiem, co sobie myślała, co się działo i dzieje w jej skołowanej małej głowie... Poszła za Reksiem nie oglądając się za siebie. Całą drogę biegła z nami, jakby tak było zawsze. Dopiero wchodząc na osiedle zapięłam jej smycz. Wtedy ogonek powędrował nieco w dól. Klatkę schodową poznała. W domu poszalały z Reksiem troszkę, potem ja wzięłam się za sprzątanie, mój mąż się obraził, Reksio poszedł spać, a Misia wszędzie za mną tuptała. W mieszkaniu jest wystraszona troszkę, i ciągle mnie śledzi.. W łazience, w kuchni.. Dopiero jak siadam przed komputerem, kladzie się na swojej wersalce i śpi. Zjadły prawie całą saszetkę Hills"a, teraz śpią. Reks na fotelu, Misia - wiadomo gdzie. Weekend jest nasz. W poniedziałek Pan Adam chce przyjechać rano i zabrać ją do pracy. Z tym, że przez cały dzień nie bedzie tam ani jego, ani Pana Krzysztofa. A ja jak zwykle, nie myślę o poniedziałku. Obserwuję malutką i cały czas staram się wkraść w jej myśli...co czuje...jak jej jest w zamknięciu... Będę jak Scarlett O"Hara.."Pomyślę o tym jutro.." -
Bejdula i Tobołki. Dziesięć stóp dookoła Hugobergu.
Jasza replied to Jasza's topic in Już w nowym domu
Poszliśmy z Reksiem po pracy szybciutko do Misi. Nie było jej, bo Pan Krzysztof ją zabrał w odwiedziny do siebie. Ale za chwilkę przyjechali. Misia szalała z Reksiem, jak dawno nie. Posiedziałam chwilke i Pan Adam chciał nas odwieźć do domu, ale stwierdziłam, że przejdziemy sie pierwszy raz pieszo, przez las...byłam ciekawa czy Misia nas pójdzie odprowadzić, czy ... Wiecie co, nie wiem, co sobie myślała, co się działo i dzieje w jej skołowanej małej głowie... Poszła za Reksiem nie oglądając się za siebie. Całą drogę biegła z nami, jakby tak było zawsze. Dopiero wchodząc na osiedle zapięłam jej smycz. Wtedy ogonek powędrował nieco w dól. Klatkę schodową poznała. W domu poszalały z Reksiem troszkę, potem ja wzięłam się za sprzątanie, mój mąż się obraził, Reksio poszedł spać, a Misia wszędzie za mną tuptała. W mieszkaniu jest wystraszona troszkę, i ciągle mnie śledzi.. W łazience, w kuchni.. Dopiero jak siadam przed komputerem, kladzie się na swojej wersalce i śpi. Zjadły prawie całą saszetkę Hills"a, teraz śpią. Reks na fotelu, Misia - wiadomo gdzie. Weekend jest nasz. W poniedziałek Pan Adam chce przyjechać rano i zabrać ją do pracy. Z tym, że przez cały dzień nie bedzie tam ani jego, ani Pana Krzysztofa. A ja jak zwykle, nie myślę o poniedziałku. Obserwuję malutką i cały czas staram się wkraść w jej myśli...co czuje...jak jej jest w zamknięciu... Będę jak Scarlett O"Hara.."Pomyślę o tym jutro.." -
Bejdula i Tobołki. Dziesięć stóp dookoła Hugobergu.
Jasza replied to Jasza's topic in Już w nowym domu
[quote name='NaamahsChild']Jaszo, a ja chcę Ci od razu bardzo podziękować.. wiesz za co:) Molly przesyła buziaki dla Was wszystkich:)[/QUOTE] ???????????? -
Bejdula i Tobołki. Dziesięć stóp dookoła Hugobergu.
Jasza replied to Jasza's topic in Już w nowym domu
Misiu, ja już kończę pracę i zmykam do domu po Reksia. I idziemy do Ciebie słonko!