-
Posts
2783 -
Joined
-
Last visited
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by marako
-
Olo z mamusią to wygląda jak tatuś z córeczką - ogromny jest! A Marzyciel co ma na uchu? (zaciął się przy goleniu? czy może brat mu rozciął?)
-
[quote name='kora78']mam nadzieje,ze moze ten ktos z rodziny sie zgodzi na coste, dziewczyny mialbyby kontakt ze soba, super by bylo! [/QUOTE] Ja też mam taką nadzieję. My nie rozmawialiśmy wprost o opcjach "obie sunie u nich", itp., bo z kontekstu było jasne, że wezmą jedną. Powodów kilka (1. to zabita wieś, oni liczą się też ze zdaniem innych, a dwa psy, z zabawkami, spacerami itp. to społecznie już jest jakieś przegięcie, 2. akcja szukania w necie psa do adpocji /Heidi/ była szykowana trochę w tajemnicy przed mężem, on oczywiście pozytywny bardzo, ale na dwa to już niekoniecznie, 3. koszt leczenia tego sznupka, który chorował przeaz kilka lat, a na koniec jakiś czas żył na kroplówkach chyba był ogromnym obciązeniem, a jednak gdyby 2 psy wymagały takich nakładów, to klapa, a rozmowa o tym, że my pomożemy w sytuacji ciężkiej nie była w tym momencie możliwa). Otrzymaliśmy przed chwilą maila, bardzo dokładny opis, jak idzie im z Polą. W każdym słowie widać, że to dom z tych najlepszych. Zresztą jutro Costa idzie pod nóż, trochę czasu upłynie, zanim będzie gotowa do adopcji. Może sytuacja ulegnie zmianie, najważniejsze, że ją widzieli i dobrze zapamiętali. Jak znajomość się zacieśni, a zacieśnia się, to może będzie możliwe rozmawienie na innych falach. Ten ktoś z rodziny, to ludzie bardzo psiolubni, ale niemłodzi i dlatego po śmierci swojego psa już nie chcą brać nowego, bo liczą się z możliwością, że mógłby ich przeżyć (15-20 lat to dla nich zbyt długi okres, liczą się z tym, że tyle mogą nie dożyć, choć są sprawni na ten moment). Jedynie wspominali, że jakiegoś starszego, nawet i bez łapki, ślepego itp to może by wzięli, ale żeby nie był agresywny (ich był!). Jakby zobaczyliby oczyska Costy, jak się wpatruje i wyciąga łapkę, żeby ją głaskać, to wymiękliby i właśnie jej wiek i niedosłuch byłyby atutem.
-
Sznupkowy Oddział Psychiatryczny vs Geriatria i koty... no i ja
marako replied to malawaszka's topic in Foto Blogi
[quote name='malawaszka']Mrówka to będzie male diablę :lol: dziś warkoliła na Dropsa bo chciałsię obok niej na kapanie położyć! :mad:[/QUOTE] Małe są najgorsze - u nas Certa - mikrusowata yorczka zawsze jak chcę ją zatrzymać, żeby nie wychodziła za mną na zewnątrz, to mnie probuje dziabnąć (każdego, nie tylko mnie). Listonoszowi się uczepiła kiedyś do nogawki (przecisnęła się przez szparę między sztachetami). Zadziera z moimi dużymi sukami, ale jak na nią ostrzej któraś w końcu spojrzy, to chowa się i wrzeszczy.- 49449 replies
-
- czarcie kopytko
- malawaszka
- (and 5 more)
-
No i już mamy tylko jedną sunię. Brava/Pola trafiła bardzo dobrze - będą dbały o nią aż trzy osoby, w tym dwie niepracujące. Miałam już telefon o tym, że trochę popłakiwała przez pierwszą godzinę, ale później poszła na spacer, pobawiła się, pojadła i zasnęła. Przysłali też zdjęcie, jak się bawi z nimi piszczącą świnką. Ludzie nic na siłę nie próbują, dają jej czas, żeby sama się ośmieliła i już po paru godzinach zaczęła podchodzić, układać się w nogach do spania, nastawiać do głaskania. Początek był taki, że biegała i poszczekiwała przez kilkanaście minut. Bardzo była zaniepokojona i poruszona. Natomiast Costa od razu oczyska skierowała na nową panią, usiadła i łapką prosiła o głaskanie. Chodziła za nią krok w krok. Gdyby nie fakt, że już umówione było, że zostaje Brava, to chyba woleliby Costę. Niestety dwa psy nie wchodzą w rachubę (jak przypuszczałam, chyba boją się, że w przypadku jakichś zawirowań, chorób nie podołaliby udźwignąć - ich sznaucerek bardzo chorował przez ostatnie lata i długo leciał na kroplówkach, zanim odszedł). Na pewno Pola będzie miała dobrze, dobra karma, zabawki, opieka, miłość, długie spacery, w razie chorób leczenie. Ludzie odpowiedzialni i ciepli. Mają w rodzinie kogoś bardzo psiolubnego, kto stracił niedawno psa (oni też pół roku temu stracili 15-letniego sznaucerka mini) i przypuszczają, że gdyby ta osoba zobaczyła Costę, to ona ujęłaby ją tym swoim miłym i spokojnym charakterem i potrzebą kontaktu z człowiekiem i jakimś takim trochę żałosnym spojrzeniem. Wiedzą, że niedosłyszy i że nie jest młoda, a powiedzieli, że tym bardziej tamtą osobę by to skłoniło do jej wzięcia. Kto wie, może jak wydobrzeje, to będzie dla niej już wtedy domek... Ale teraz jednak boję się o nią, co będzie z jej zdrowiem, czy zdążymy powycinać wszystko na czas, jak zniesie kolejne narkozy. Teraz wygląda o wiele lepiej niż miesiąc temu, lepiej chodzi, jest silniejsza i żwawa. Apetyt jej dopisuje. Mamy więc nadzieję, że poradzi sobie i wszystko przebiegnie pomyślnie.
-
I co z Dżordżem, tj. ropniem robiliście?
-
Te 3 zgrubienia na szwie zewnętrznym są takie mikroskopijne - kilka mm średnicy, że nawet, jakby coś wychodziło (tj. ropa), to symbolicznie, jak z małego strupeczka i nie ze środka jamy brzusznej. Nawet wet powiedział, że jakby to pękło, może być widać nitkę, wtedy żeby delikatnie ją wyjąć i zdezynfekować, to się zasklepi, bo tę nitkę właśnie chce (skóra?) wyrzucić na zewnątrz.
-
Wpłynęło 70 zł od Poker, z bazarku i dalsze 20 zł od Nikaragui, też z bazarku. Dziękuję za wsparcie. (czekam na decyzję modów, i pewne ustalenia u mnie w pracy - może będę miała trochę fantów na bazarek - na pewno kilka kudłaczy by skorzystało, bo fantów byłoby trochę...) Dzięki, stonka za tę informację. Z przyjemnością skorzystam kiedyś z wizyty poadopcyjnej. Może ludzie dojrzeją do Costy... Byłam dziś u weta z Grace (pazur najechany krzesłem) i Bravą (ten niby-guz, a właściwie tak naprawdę twarde wybrzuszenia w okolicy szwów). Chciałam zawieźć tam sunię zdiagnozowaną, o której wszystko wiadomo, żeby nie było niespodzianek. Po kolejnych dokładnych oględzinach i kolejnym usg lekarz stwierdził, że na 99% wygląda to jednak na odczyn na szwy, ale nie te, które szyły skórkę, ale te, które zszywały powłokę brzuszną lub nawet te najgłębsze, bo są tam 3 warstwy szwów! Powiedział, że tak niektóre psy mają, że są wrażliwsze i dopiero po 2 miesiącach, kiedy następuje całkowite rozpuszczenie szwów tych wewnętrznych to znika. Nawet być może w kilku miejscach tych szwów zewnętrznych nastapi w ciągu kilku dni wyciek, a może i kawałeczek szwa wyjdzie, bo tak są jakby wybrzuszone w 3 miejscach, jakby miało coś pęknąć i wydostać się na zewnątrz. No i decyzja bardzo ważna - przełożyliśmy operację Costy na poniedziałek, żeby się z nią przejechać do domku dla Bravy. Nie będzie mnie wtedy męczyło, że tego nie zrobiłam i z tego powodu zmarnowała się jakaś szansa na wspólny dla nich domek.
-
Ach napisałam przedwczoraj w mailu, że jesli nawet nie uda się wolontariuszce z Jarocina znaleźć czasu na wizytę, to nie jest to konieczne, jesli ja sama odwożę psa i mogę sama naocznie stwierdzić w jakich warunkach będzie. Tak czy owak, umówiłam się na przywiezienie psa w najbliższą sobotę. Nie sądziłam, że Pani pomyśli, że wizyta jest nieaktualna, pisałam, że w tej sytuacji nie jest konieczna. Inaczej byłoby, gdyby to pies był odbierany z dt i wizyta ma potwierdzić, że dane o domku są wiarygodne. Wczoraj przez wiele godzin, prawie do dziś nasza wieś była pozbawiona prądu, nie zaglądałam ani tu, ani do poczty. Nie wiem więc na czym stanęło.
-
Byliśmy z Grace u weta z tym pazurem, bo niestety dziś przez cały dzień kuleje i jest nieswoja. Znów kolejny antybiotyk, opatrunek i uważać, żeby nie zamokło i żeby nie zdjęła i nie lizała. A co do Bravy/Poli, to już zdecydowanie odwozimy ją w sobotę. I serce mi pęka, bo Pani całkiem szczerze napisała, że gdyby nie warunki mieszkaniowe, to by ich nie rozdzielała, bo jej żal bardzo Costy i rozstania suniek. Chyba miałam dobre przeczucia, że trzeba pokazać jej obie sunie, jakie są fajne i niekłopotliwe, a Costa to przytulaśna, spokojna i kochana WYJĄTKOWO. No, ale dzień po operacji nie będę biedaczki męczyć. Myślę, że nie do końca o warunki mieszkaniowe chodzi, o czym niezręcznie się mówi. I też mi ciężko na duszy, a nawet główkuję, jak to delikatnie zrobić, żeby jednak one tam razem były. Costy nie sposób nie pokochać. (Brava też milutka, ale taka jak szczeniaczek, rozbrykana, trochę dzika i nieobliczalna, jak wpada w amok to nie można być niczego pewnym, rzuca się np. do dużych psów). Poker, wysyłam pw.
-
Nika , wrocławianka z konińskiego schroniska za Tęczowym Mostem
marako replied to NikaEla's topic in Już w nowym domu
Nie wygląda na niezadowoloną w tej wannie. A podczas suszenia (zwłaszcza tarzania się i wycierania w dywan) nawet pełnia szczęścia. -
[quote name='farmerka63'] Marako - a pazur zagoi się Grace i nie będzie śladu ?[/QUOTE] Niestety nie wiemy tego, czy nie będzie śladu, ale na pewno będziemy tego pilnować. Już miała jeden palec amputowany po tym, jak trafiłam na niedoświadczonego lekarza, który przez miesiąc powtarzał, że to nic takiego, że wygląda coraz lepiej, jeszcze poczekajmy i dajmy kolejny antybiotyk. Nasz wet uratował jej już 2 razy kolejne palce, bo ona ma tendencje do rozwarstwiania pazurów, pękania i łamania. Teraz będzie może lepiej, bo to ten boczny z przedniej łapy, a na nim nie chodzi.
-
Sznaucery w schroniskach - informacje bieżące - ZAJRZYJ i pomóż!!!
marako replied to malawaszka's topic in Sznaucer
Od początku rozglądam się za domem dla niej - wysyłam chętnym na Heidi namiary na nią, ale jednak ludzie wolą psa z dt, sprawdzonego, po wielu mailach z opisami itp.. Skoro nadal jest, to żaden z kilku domków do którego jej fotkę podawałam jej nie wziął. -
Jednak nie damy rady jutro pojechać (choć tz nawet zgodził się wcześniej pojechać do pracy i wcześniej z niej wyjść). Nie chcę ludziom tak znienacka robić najazdu, do późna nie wiedziałam, czy z naszej strony to będzie możliwe, a teraz za mało czasu na dogranie tego z tamtymi ludźmi. Zobaczymy, czy sprawy tak się potoczą, że będziemy mogli pojechać tam z Costą, czy jednak pojedziemy w sobotę, ale wtedy bez niej (bo będzie tuż po operacji). W dodatku dziś pechowy dzień (w końcu 13 dzień miesiąca). Mąż najechał Grace krzesłem na palec - wyrwał jej pazur, cały rdzeń na wierzchu. Chciałam jej zdezynfekować i zawinąć, ale ona schowała się w najdalszy kąt i nie chciała podejść do światła. Więc zabrzęczałam smakołykami i żarłok przybiegł, a z nim wszystkie inne. Dawałam po kolei każdej, ale jeden smaczek Grace wypadł na podłogę, Brava oczywiście wystartowała do niego, Grace też i niestety skończyło się bijatyką. Gdyby Grace nie była rozdrażniona tym bólem palca, poszłoby to łagodnie, a tak niestety powalczyły ostro o ten kąsek i zanim ją złapaliśmy mała już miała zranione ucho. Nie wygląda to jakoś źle, ale ślad zostanie. (Mąż w dodatku przy cofaniu na parkingu przygrzał w latarnię, a moje dziewczyny wznieciły w domu mały pożar).
-
Nikaragua, sprawdziłam, że na konto wpłynęło mi 50 zł. Dzięki.
-
[quote name='malawaszka']no to tak bo jak na nogach to kojarzą ze spacerem, ale chodziło mi o to, że nie oceniają warunków w jakich zostawisz jednego psa[/QUOTE] To jasne. Costę chciałam wziąć głównie z powodów już opisanych (spróbować, żeby ją chcieli też). Ostatnio rodzinka brała jedną sunię z dwupaku z wrocławskiego schronu, pytani, czy nie wzięliby drugiej stanowczo odmówili, a później po nią przyjechali. (Obie zostały zwrócone, ale to już inna historia.)
-
Jakoś jednak rozumują, bo jak wytłumaczysz fakt, że jak wyjeżdżam autem, to siedzą spokojnie, a jak wychodzę pieszo, to rozpaczają jakbym szła na szafot.
-
[quote name='kora78'] ja wole, zeby ds do mnie przyjechal po psa i go zabral. [/QUOTE] U mnie jest to okropnie utrudnione - nie zapominaj, że ja mam 7 psów!!! One stwarzają specyficzną atmosferę niezbyt sprzyjającą wydawaniu jednejgo z nich komukolwiek.
-
[quote name='Poker']a też bym nie czekała na wizytę tylko pojechała sama,ale nie wiem czy brałabym Costę , bo brava przeżyje nagłe rozstanie i z Tobą i jeszcze dodatkowo z Costą.[/QUOTE] Myslę tak samo, jak Ty, ale jednocześnie kalkuluję, że może za jakiś czas ludzie dojrzeją do wzięcia też Costy. Jak będą mieć jej żywy obraz przed oczami, to jest bardziej prawdopodobne. Brava jest bardzo energiczna, przytulaśna, otwarta, ona szybko się przystosuje. Bardziej żal mi Costy, jak ona będzie wiedziała, że jej córka gdzieś została, w dobrym miejscu, a nie po prostu zaginęła, może będzie lepiej. Z nich dwóch to Costa bardziej potrzebuje Bravy, niż na odwrót.
-
[quote name='kora78']musisz potem zadzwonic do schronu i powiedziec, ze sunia z nr tym i tym, idzie do czipa na dane: i te dane podac. nr dowodu, nr tel, adres, itp. jak sie zgubi, zeby do nich dzwoniono, nie do Ciebie. [/QUOTE] Wiem, rozmawiałam z Panią w schronie, ona wie, że podam jej dane właścicieli po wydaniu suni na ds.
-
Suczka zakopana żywcem za tęczowym mostem
marako replied to ULKA12's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Biorę pod uwagę zdrowie Wilczurka, w ogóle mam o Nim bardzo dobre zdanie, jako o człowieku o wielkim serduchu, ale myślę, że ponosi go czasem i traci kontakt z rzeczywistością z bliżej niewiadomych mi powodów (być może mocno związanych ze zdrowiem, jakkolwiek to rozumieć). -
Dzięki, że odpisałaś, ja akurat pisałam do Ciebie pw. Na różne tematy, m.in. ten.
-
Suczka zakopana żywcem za tęczowym mostem
marako replied to ULKA12's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Obawiam się, że żadnych konkretów po prostu nie ma, a zawiłość wypowiedzi świadczy o takim stanie "zainfekowania" umysłu autora, że już chyba nie ma co czekać na cokolwiek sensownego na tym wątku. Odi odeszła, a wątek stał się niestety żałosny, po jednej ze stron "dialogu". (wpadam tu od początku, ale rzadko, więc może z dystansu to lepiej widzę i się nie łudzę, że jest inaczej). -
Z tymi gruczolakami Costy nie ma co czekać (zdecydował wet), bo im szybciej, tym mniejsze prawdopodobieństwo przerzutów. Wyniki wątrobowe, nerek i innych parametrów krwi ma nienajgorsze, ładnie już się przez te 3 tygodnie dobrego żywienia zregenerowała. Pierwsza listwa idzie więc pod nóż w najbliższy piątek (o 9:00). Póki co mam do pomocy syna, ale to się niedługo skończy, więc obie operacje wolałabym zdążyć jak on jest. Trochę to komplikuje oddanie Bravy, bo chciałam, żeby kilka dni przed zabiegiem była już sama i się ogarnęła (nie tęskniła). Stonka nie odpisuje (w czwartek wysłałam jej dane tego domku). Wolałabym odwieźć Bravę przed zabiegiem, żeby pojechać tam z obiema, ale staje się to coraz bardziej problematyczne. (jeśli chodzi o mnie mogłabym nawet jutro po pracy, ale co z wizytą pa, skoro nie mam odpowiedzi z Jarocina?) Waham się nawet, czy nie pojechać jednak (w końcu jak byłabym tam osobiście, to można to potraktować jako wizytę, a jakby coś nie tak, to zabrać psa do domu).
-
Twoje pieprzaczki (choć przecież też lubią zabawy na śniegu) wyglądają na niektórych fotach na nieco zdumione szaleństwem Furli. Jakby zgłaszały votum separatum. One szaleją bardziej dystyngowanie.
-
Jutro idę do weta z maluchami, tak przy okazji (bo po fakturę i receptę dla Grace). Wydaje mi się, że ten guz /zgrubienie przy szwie/ u Bravy albo się mocno zmniejszyło, albo nawet zniknęło. Ale niech zobaczy wprawne oko. Jakoś Stonka 1125 od kilku dni milczy, może wyjechała (w czwartek wysłałam dane do wizyty pa). Mam nadzieję, że zajrzy na dogo, odczyta pw i do wizyty dojdzie na dniach. Jak tylko otrzymam potwierdzenie, że domek sprawdzony, zawieziemy tam małą. Najchętniej pojechalibyśmy w najbliższą sobotę, bo wtedy może mnie zawieźć tz i nie muszę jechać moim bardzo już rozklekotanym autem. Zresztą zamierzam wziąć też Costę, tak po prostu, dla pokazania jak fajny jest kontakt z dwoma niekłopotliwymi, małymi psami. Bo jak nie wezmę to w myśl powiedzenia "czego oczy nie widzą ..." na pewno przez myśl im nie przemknie, że mogliby ją też jednak wziąć, a tak, to choćby 0,01% szansy będzie. Oczywiście i tak Costę zatrzymam, dopóki nie wytniemy jej tych listw, ale pokazać zawsze można.