Jump to content
Dogomania

marako

Members
  • Posts

    2783
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by marako

  1. Ta Pani, która wczoraj dzwoniła (ta, która miała sznaucerka 14 lat), dziś przysłała maila. Wygląda to na dobry dom, oczywiście wizytę trzeba będzie zrobić, jak sprawy zajdą do tego etapu. Ale ona chce Bravę, samą. Na razie zadała kilka pytań szczegółowych przybliżających charakter suni, co jada, czy daje podejść do miski, ale też i o stan zdrowia (np. o kamień nazębny też). Jak sądzicie, czy Costa nie przeżyje rozłąki z córką tak, że gorzej będzie jej znieść operacje? Czy czekać, aż Costa będzie po wszystkim, a wtedy dopiero oddawać Bravę? Czy oddać jak tylko dobry dom się dla niej znajdzie?
  2. Dziewczyny zaczynają pomalutku odrastać, Costa będzie miała bardziej sznaucerową okrywę, włos okrywowy rośnie konkretniejszy, a Bravie odrasta taki lichutki puszek. Jak biegunki się skończą to odetchnę, bo jednak w nocy są dwie kupki w domu, w dzień też się zdarza. Smrodek niemiłosierny panuje, więcej czasu potrzebuję do ogarnięcia wszystkiego przed pracą, a muszę już o 6:54 być w pociągu, do którego 15-20 minut trzeba jechać. Dobrze, że syn zdał egzamin (a odsiew był znaczny), bo teraz tylko obrona mu została i ma więcej czasu, to może zadba o całą piątkę pod moją nieobecność w domu, bo teraz u nas mieszka. Przez miesiąc będzie na pewno, a później może już Costa będzie po zabiegach mogła być ogłaszana i znajdzie dom. Jak radzicie, zostawić na razie obie i nie szukać domków dla Bravy, a później spróbować znaleźć dla obu? Czy są szanse na znalezienie domów dla dwupaków? Czy jednak wyadoptować Bravę samą? Żal mi jednak je rozdzielać, jak z każdym dniem dochodzą nowe przejawy ich wzajemnych ciepłych relacji.
  3. [IMG]http://img839.imageshack.us/img839/7034/miniob2.jpg[/IMG] [IMG]http://img839.imageshack.us/img839/5925/miniob3.jpg[/IMG] [IMG]http://img193.imageshack.us/img193/8297/miniob4.jpg[/IMG]
  4. [IMG]http://img221.imageshack.us/img221/4929/minicos1.jpg[/IMG] [IMG]http://img580.imageshack.us/img580/4986/minicos2.jpg[/IMG] [IMG]http://img210.imageshack.us/img210/6885/minicos3.jpg[/IMG] Grace dziś chyba zaprzyjaźniła się z Costą - chodziły wokół siebie, wąchały się, ocierały - wyglądało to jak taniec godowy. Fotek mam więcej z tej akcji, ale nie załadowałam ich jeszcze. A to obie: [IMG]http://img851.imageshack.us/img851/992/miniob1.jpg[/IMG]
  5. Nareszcie ogarnęłam się ze wszystkim, u weta zeszły 2 godz., bo lekarz operował, a był sam. Spacer, zabawa ze zdjęciami i zrobił się wieczór. Niestety złe wieści - Costa ma gruczolaki i to całkiem sporo. Wet nie wierzy, że ich nie było widać tydzień temu, może obrzęk był po sterylce i wetka nie zauważyła. Ale mówi, że na pewno gruczolaki były podczas sterylki i można było jedna stronę wyciąć, a tak niestety dwie narkozy dodatkowe, bo potrzebna jest obustronna całkowita mastektomia, a robi się to stronami. Jestem załamana. Biedna sunia, taka jest kochana i łagodna. Wyniki kału jutro. Dostały obie zastrzyk na tę biegunkę (bo mała od wczoraj (może dłużej) też ma, a dziś nawet też podbarwiona krwią). Uszy już czyste. Brava ma zgrubienie pod szwem, gdzieś w brzuchu. Może to być otorbiony ropień, bo nie jest to związane z listwą mleczną. Jutro wet popatrzy na USG, bo jutro jedziemy z obiema znowu. Dziś miał okropną kolejkę ze wzgędu na to, że 1,5 godziny operował, a ludzie czekali. Dlatego zostawił to na jutro. Załamana jestem też tym, że one jednak pokazują, jak bardzo się lubią - od czasu do czasu się bawią ze sobą, a młoda choć jest zaborcza i skacze do dużych suk i im zabiera zabawki, to matce podtyka zabawki, żeby się z nią poprzeciągać i okazuje jej wyraźną sympatię. Tak bardzo bym chciała, żeby mogły znaleźć dom razem. Ale to długa droga, bo jak dwie operacje czekają Costę, to nie tak szybko będzie gotowa. W sumie nawet nie przeraża mnie czekanie - ja te maluchy lubię, moje suki jakoś na razie nie uszkodziły żadnej i dajemy radę. Ale niestety kosztów leczenia nie dam rady ponieść. Dlatego, jak można, to proszę, malawaszko oceń, na ile mogę liczyć tu na wsparcie. Oczywiście faktury będą. Coscie przy okazji mastektomii można usunąć kamień z zębów. Oto dzisiejsze foty: [IMG]http://img35.imageshack.us/img35/7339/minibr1.jpg[/IMG] [IMG]http://img823.imageshack.us/img823/9081/minibr2.jpg[/IMG] [IMG]http://img802.imageshack.us/img802/5585/minibr3.jpg[/IMG] To oczywiście Brava. Costa w kolejnym poście.
  6. W sumie nie wiem, może nie zauważyłam (ale wetka też oglądała brzuch i ja patrzyłam). Jutro zobaczymy. W poradniku niczego nie znalazłam podobnego. Bo skórka jest śliczna, ma kolor wzędzie taki sam. Ten "kamyczek" jest pod skórką. Zaraz cyknę fotkę.
  7. Ale czemu ich nie było tydzień temu (tych guzków?) One są i przy sutkach i daleko od nich. Oczywiście na brzuchu malutkim wszystko jest względnie blisko. Poczytałam o lambliozie - nie ma w niej krwi w kale. A ten pasożyt właśnie, o którym wet mówiła powoduje, że od czasu do czasu w kale jest śluzowaty dodatek z krwią. Zaraz zajrze do poradnika weterynaryjnego, bo sobie o nim przypomniałam.
  8. Chyba nie, tę nazwę bym zapamiętała, bo jak bywałam w Indiach, to trzeba było na nie uważać, więc nazwę dobrze znam. A tamtej nie zapamiętałam, a brzmiała jakoś egzotycznie. jutro będę wiedziala. Badanie jest nie takie zwyczajnie standardowe, w każdym razie nie będzie to tylko mikroskop w lecznicy, ale chyba gdzieś to będzie oddawać do innego laboratorium. Kamyczki takie wielkości ziarenek grochu. Okrągłe, ale nie gładkie, ale takie troszkę kanciaste. I chyba jak popatrzyłam drugi raz, to jakby w innych miejscach były dwa (albo źle zapamiętałam). Jutro zobaczymy. Przychodnia jest jutro czynna od 10 do 14, chcę być na początku. Szkoda, że one takie małe są. Hondzie wet usuwał kamień mechanicznie, bez znieczulania czy usypiania. Chwila, koszt żaden, a później już pasta pomagała na płytkę (ostatnio się zaniedbałam w czyszczeniu jej zębów i znów kamień będzie trzeba chyba usunąć). Ale duży pies raz, że jest za co go potrzymać, dwa, że jednak cierpliwszy od małego przy takich zabiegach, a trzy, że rozmowa z psem, którego ma się parę lat jest łatwiejsza.
  9. Niestety dziś za dnia jeździłam do miasta, jak wróciłam to tylko pędem poszliśmy na spacer z piątką psów, we dwójkę, nawet nie myślałam o wzięciu aparatu. W soboty też mmy ścinki drzew niedaleko i trzeba być czujnym nawet wobec dużych. Zdjęcia zaplanowałam na jutro, porządnie chcę się zabrać, wziąć tylko maluchy razem z tz i cyknąć ze sto, bo wtedy może kilka będzie OK. Ona są tak ruchliwe, że inaczej trudno coś wybrać, jak się zrobi mniej. Jak może to poczekać, to jutro dam nowe fotki koło wczesnego popołudnia (rano jadę do weta, na 10:00). Na razie ewentualnie może któraś ze starych się nada. Miałam telefon od baaardzo miłej pani (o Heidi), ale jej zależy bardziej na mniejszej niż Heidi (nie wiedziała, że tamta taka wysoka). Miała sznaucerka 14 lat (chyba z rodo). Kocha rasę, ale chce tym razem przygarnąć sunię w potrzebie, która choćby troszkę będzie przypominać sznupka, a opis Heidi bardzo jej przypasował (energiczna, chętna do aportów, szkolenia, radosna), Porozmawiałyśmy dłużej, dowiedziała się, że mam dwie, małe, sznaucerkowate sunie, ale jeszcze przez jakiś czas troszkę chcę je przygotować do ogłaszania, bo są wystrzyżone byle jak z dredów i niedawno po sterylce. I tak sobie mysle, że kto wie, czy ona nie wzięłaby obu. Bardzo ciepła osoba, z sercem, już tak na pierwsze odczucia. Mam jej wysłać info, mailem, ale wciąż miałam wrażenie, że to ja jej robię wielką przysługę i w ogóle, jakaś fajna atmosfera zapanowała w rozmowie (a zwykle jak zawierzam intuicji, to wychodzi to na dobre). Dziś pooglądałam sobie za dnia obie dziewczyny. Niepokoi mnie brzuch Costy - ma jakieś podejrzane guzki, których 4-5 dni temu nie było. Jest ich 7 - 10. Wyglądają tak, jakby malutkie kamyczki siedziały tuż pod skórką. Nie pamiętam, kiedy zaglądałam na jej brzuch ostatnio, ale wtedy wszystko było OK poza tym, że strasznie ponaciągany ten brzuchol po ciążach i z chudości. Czy to mogą być jakieś pasożyty? Ja im kupiłam odrobaczanie, ale wetka chciała, żebym pooglądała kupy po zaaplikowaniu, a w tygodniu nie miałam szans, więc zostawiłam to na wekend. Ale że jutro zanoszę kupkę, to w czwartek powiedziała mi, żeby wstrzymać się z odrobaczaniem, bo jak wyjdzie na to, że ma (i tu padła jakaś nazwa, której zapomniałam), to trzeba będzie zastosować inny rodzaj odrobaczania, bo ten na to nie pomoże. Dziś w kupie na spacerze była też jakaś taka maź lekko podbarwiona na różowo (mazią o kolorze rozrzedzonej krwi), a wetka mówiła mi , że kupy przy tym pasożycie nie są najgorsze, czasem dobre, czasem rzadsze, a czasem bywają podbarwione właśnie taką krwistą mazią. Zleciłam jej badanie pod kątem też tego pasożyta. Jutro napiszę nazwę tego dziadostwa (bo podejrzewam, że to ma). Co do kamienia, to mam różne preparaty i pasty i spray, bo moja Honda ma skłonności do kamienia. Spróbuję zaaplikować, ale to może być trudne, bo one jeszcze nie są ufne tak, by nie wpaść w panikę przy czymś takim.
  10. Kamień mają paskudny. Obie mają zęby właściwie niestarte, dość młode z wyglądu ale okropnie zakamienione. Nie wiem, ale wydaje mi się, że młodszej brakuje 2 siekaczy (cęgów) górnych. Jutro sprawdzę za dnia. W sztucznym świetle jestem ślepa. Nie chcę maluchów stresować, ale chętnie umyłabym im zęby, jak to robię Hondzie, bo ona ma tendencje do osadzania płytki i tworzenia kamienia. Może nie cuchnęłyby tak, że muszę wtrzymywać oddech, jak mnie liżą.
  11. Bardzo są miłe dla każdego. Costa ufniejsza i spokojniejsza. Ale też potrafi okazać wielką radość i nieco wtedy traci swój spokój i opanowanie. Brava w schronisku ujadała, bo tak naprawdę to boi się trochę ludzi, jest bardzo uległa, więc na wszelki wypadek ze strachu woli poszczekać. Teraz, po pierwszej chwilce strachu (kiedy kurczy się i chciałaby się schować), zaczyna szaleć z radości, jak ktoś ją głaszcze lub do niej przemawia. Aż piszczy, tak się cieszy, nawet jak wykłada się na plecy, to macha ogonkiem i piszczy z przejęcia i radości. Dziś Costa w dużo lepszej formie. Nie było w domu w nocy kup, jadła posiłki z chęcią i jakaś weselsza i ruchliwsza. Mamy dziś gościa - pieski nie mają oporów przed obcą osobą. Jedyne, co trudne jest do zniesienia to smrodek bijący z pyszczków. I boję się, że może to zrazić każdego zainteresowanego adopcją, który tego wcześniej nie przerabiał.
  12. Nic im nie było, więc chyba dobrze obupólnie - jak wróciłam z pracy wczoraj, to Franek już spał w najlepsze, a rano jeszcze spał, jak wyjeżdżałam. Jutro zaobserwuję. Ale mała zadziera z Hondą (atakuje, jak Honda podejdzie za blisko bez żadnych zamiarów), trochęsię boję, że Honda jej odda kiedyś - na razie się wycofuje.
  13. A to nie jest tak, że oznakowuje, że lodówka jest jego - w końcu to jeden z ulubionych sprzętów wszelkich głodomorów /nie tylko psowatych/.
  14. No i dopiero zauważyłam, ja slepak. Poker, wielkie dzięki za bazarek!!! Mój wnuk niestety za mały chyba mocno jeszcze. Fajne ciuchy. Zmierzę go dziś, jak wrócę do domu (jak nie będzie już spał).
  15. Niestety u mnie w pracy szaleńczy tydzień - wczoraj RP, dziś jakieś szkolenie i siedzę znów do nocy, od samego ranka. Maluchy ogarnę w weekendzie, w niedzielę moja zmiana wetów ma dyżur, więc podjadę z kupą i sprawdzimy krew starszej suni, no i uszy. A jutro nareszcie pozbawię je resztek smrodku - pokapię, poprzebieram legowiska (tj. wymoszczenie miednic, w których je ulokowałam) i poszyję coś cieplejszego w miejsce tego, co teraz im zakładam na spacerki (krótkie z konieczności). Porobię nowe fotki, bo troszkę zaczęły porastać, na razie nieznacznie, ale zawsze to lepiej niż tuż po obciachaniu. A wtedy coś konkretnego nareszcie będę mogła tu napisać. Na razie dzięki, że tu zaglądacie.
  16. No, niestety, dziś też w nocy była kupa niezbyt gęsta na podłodze. Wychodziłam z nimi około 1:00, a wstałam około 5:00, więc niewiele czasu upłynęło pomiędzy wyprowadzeniami. Ona moim zdaniem wcale się nie regeneruje. Ale śniadanie dziś zdjadła z apetytem, a już się bałam po wczorajszym wieczornym poszczeniu, że osłabnie nic nie jedząc. Jest wzruszająca, ma przytulaśny charakter, a jak zarośnie będzie śliczna z tymi wielkimi ślepiami, więc domek na pewno znajdzie. Ale myślę, że najpierw trzeba jej troszkę odbudować ciałko i wzmocnić. No i usunąć do końca świerzbowiec, przekonać się, co ze słuchem. Dlatego na razie jakoś nie mam sumienia ich ogłaszać, zewzględu na Costę, której zdrowia nie jestem pewna.
  17. W ogóle wszystkie Twoje foty psów, jak też wnętrza chaty wydają mi się jakieś takie tajemnicze, jakby z jakiejś baśni. Zupełnie nie przyziemnie, jak np. u mnie. Czy to sprawa talentu do focenia, czy po prostu tam u Ciebie jest tak baśniowo?
  18. Dziś po przyjściu z pracy (przed chwilą), dowiedziałam się, że nie było już kup w domu, za to moja Grace wymiotowała. Po chwili znalazłam na podłodze przyczynę wymiotów: siateczkę plastikową po słoninie (łoju?) dla ptaków, takiej z ziarnami, do zawieszania. Rano zawiesiłam dwie takie, jedną wysoko na brzozie, a drugą ciut niżej, na korzeniu, na którym mamy karmnik. Te moje kundle są niemożliwe - jedzą wszystko! Nie wiem, jak ona tam się wspięła po to. Nie wiem też, czy Costa nie pożywiła się resztkami tego, albo czymś innym, bo nie chciała jeść kolacji. Martwi mnie jej wygląd, który się nie polepszył przez ten tydzień u nas. Nadal jest chuda, jakaś taka rachityczna, dziwnie chodzi - niby porusza się, a nawet biega troszkę, ale jak starowinka, którą przecież nie jest. Skórkę ma cieniutką jak papier. Na wygląd dałabym jej co najmniej 5 lat więcej, niż jej córce, a może nawet i 10 lat więcej. W dodatku chyba jest głucha. Nie wiem na pewno, ale tak się nam wszystkim wydaje. Jak to sprawdzić tak na 100%? Dla kontrastu - Brava z dnia na dzień coraz lepiej wygląda, humor dopisuje, apetyt też, skóra elastyczna i o odpowiedniej grubości. Nawet włosy jej szybciej odrastają. Ale chyba musiała być nie całkiem dobrze traktowana przez ludzi, bo boi się w pierwszy odruchu wyciągniętej ręki, czy zbliżającej się nogi, kuli się, a nawet skowyczy. Ale głaskana mruszy pięknie, liże i jest rozanielona. Za to na psy warczy, nie pozwala się zbliżyć, przechwytuje zabawki i warczy, nie dopuszcza do siebie. Costa jest o wiele ufniejsza, spokojniejsza i odważniejsza w stosunku do ludzi, w stosunku do psów też spokojna i niekonfliktowa. Też uwielbia głaskanie. Wciąż wpatruje się wielkimi oczyskami i czeka na pieszczoty. Jutro też wracam b. poźno. Ale jak zdążę, to podjadę ją przebadać, a jak nie, to pojedziemy w piątek i wtedy zbadamy też krew.
  19. Myślałam, że jest to o wiele wyższe, niż do siedzenia, takie np. na metr co najmniej i o średnicy z 80 cm. A to okno chyba jest bardzo nisko, zgredek malutki i pień wygląda monstrualnie w zestawieniu z nim.
  20. [quote name='malawaszka'][URL="http://img809.imageshack.us/i/dsc0023gh.jpg/"][IMG]http://img809.imageshack.us/img809/1895/dsc0023gh.jpg[/IMG][/URL] [/QUOTE] Fotki piękne, ale ja w prozaicznej sprawie: czy tam tuż przy oknie rosło stare drzewo, po którym został pień, czy to coś innego?
  21. [quote name='Ziutka']Podpisuję sie pod tym...ja również bym nie brała tego domku pod uwagę :shake:[/QUOTE] Też skończyłam z podawaniem tej pani ofert adopcyjnych. Zresztą pieski małem młode, ładne znajdują domy, więc Maciek na pewno znajdzie swoich ludzi bardzo szybko.
  22. Bo ładują mi się godzinę, tj. zmniejszają itp. (taki mam wolny net).
  23. Jak ogłaszałam moją tymczasowiczkę, zgłosiła się do mnie pani emerytka, zadbana, zdrowa niestara (z Trzebnicy pod Wrocławiem), która chciała jak najmniejszego ratlerka czarnego podpalanego. Szukałam jej, ale nic jej nie pasowało, bo wszystkie były za ciężkie, albo jak się trafił mały, to biszkoptowy, a koniecznie chciała czarnego podpalanego, żeby jej przypominała zmarłą sunię. (5 kg to za dużo dla niej! Bo jej piesek też ważył 5, a teraz waży 10, tak utył. Karmi głównie węglowodanami, gotowane jedzenie, mięsa 0, a jej pies ma mało ruchu, bo na takich cienkich nóżkach nie daje rady dźwigać grubego tułowia. Ale jak tak bardzo prosi, to jak żałować choćby chleba? - takie były nasze rozmowy. Dlatego przestałam się nią interesować, choć zapewne w jej mniemaniu jest osobą kochającą zwierzaki i dbałaby bardzo, kanapa, mizianko itp. Zraziło mnie to, że takie ma wymagania co do wagi, bo zamierza przekarmić zwierzaka i od razu wie, że podwoi wagę, a docelowo piesek nie ma przekroczyć 4-5 kg.). Może jednak warto ją sprawdzić i wyedukować? Jak nic lepszego się nie znajdzie. Czy pokazać jej Maćka?
  24. Właśnie też wpadłam na to , żeby marchwiankę z ryżem ugotować. Będzie niedługo gotowa. Węgla nie mam. Ale na razie nie było już kup, więc w porządku. Mam wrażenie, że ona też odkryła kompostownik, jako bogate zaplecze jedzonka, a że jest mała, wślizgnęła się przez szparę i pojadła (zagrodziłam siatką, żeby Heidi nie wsuwała nadgniłych resztek, ale zauważyłam dziś mikroszparę, a te maluchy przeciskają się i między prętami furtki i wszędzie, gdzie mają choć kilka cm luzu). W okolicach kompostownika mają toaletę, więc nie bronię chodzenia w tamtym kierunku, ale czasem muszę wołać i wołać, żeby się któraś wychyliła z gąszcza gałęzi daglezji i wracała, a to podejrzane, że tak jej się tam podoba.
  25. Jakieś śmierdzące wiatry puszcza Costa i kupa taka jakaś ciemniejsza i nie do końca gęsta od wczoraj. Dwie kupy były w mieszkaniu, też jakieś nieszczególnie ciekawe. Jak przez godzinę jeszcze jakaś taka się pojawi, to pojadę z nią jeszcze dziś do weta. Na razie obserwuję. Dziś i jutro jestem zawalona pracą i tak do czwartku wieczorem, wracam jutro i pojutrze dopiero o 21:00, a wet do 22:00, więc tylko na styk mam szansę zdążyć przekraczając w dodatku prędkość. Mam nadzieję, że dotrwamy do czwartku, bo od 17:00 w czwartek już w razie czego dyspozycyjny będzie mój syn.
×
×
  • Create New...