-
Posts
2783 -
Joined
-
Last visited
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by marako
-
[quote name='AnkaG']Mały rudasek faktycznie struś pędziwiatr :) Spanielek fajniutki :) marako trzymamy za Gracielkę dalej kciukasy :) A my dzisiaj do neurologa na kontrolę . Kajcia fizycznie już okejos ale dalej nie widzi bidulka. I ogólnie to główka juz nie ta ...[/QUOTE] Aniu, cieszy każdy postęp, choć niektórych zmian się już nie udaje wycofać. Dobrze, że choć fizycznie OK. Grace dziś odstawia kroplówki, bo może już pić i jeść płynne papki. Antybiotyk ciągniemy, ale idzie ku dobremu - są kupale (wczoraj i dziś), nie wymiotuje.
-
Ale się u Was porobiło. Staruszek olkuski bardzo sympatyczny, jak go ogarniecie, będzie całkiem ładny. To łzawienie Rudej rzuca się w oczy - dziwne by było, że wyłupiaste tak mają, znam parę wyłupiastych, które nie łzawią. Decyzja Twojej siostry zaszokowała mnie (w ogóle o adopcji, bo jak już, to raczej też obstawiałabym, że nie będzie to sznaucer, prędzej jakiś duży jak Kenzo albo nawet choćby Ruda). Spanielek ładniusi jest
-
[quote name='mesala']Trzymamy kciuki za wszystkich rozpakowanych i oczekujących. Od dziś dołączamy się do grona tych drugich. Dzisiejsze usg pokazało bąble w brzuchu mojej Bestusi. Czekamy za ten na nasze małe briardziki. Termin w okolicach Sylwestra.[/QUOTE] My robimy USG we wtorek (dziś 21 dni od krycia), więc wtedy się okaże, czy tu trafimy. Trzymam kciuki, Martens (choć już pewnie macie stresy za sobą).
-
[quote name='Margi']Może Grace dostaje jakieś leki z tą kroplówką np antybiotyk,leki leczące żołądek. Trzymajcie się dziewczyny.[/QUOTE] Właśnie tak jest - osłonowe na żołądek (redukcja wydzielania kwasu, żeby nie zeżarł rany po szyciu), antybiotyk na zapalenie otrzewnej, aminokwasy, przeciwbólowe środki, wszystko, bo nie może brać doustnie nic. Właśnie wróciliśmy od weta. Podskórne dostawała przed zabiegiem, ale tylko nawadniające - szybkie są, ale nie wszystko da się tak podać. Ale dziś tylna noga wytrzymała 2,5 litra, z przerwą na pojechanie do domu, więc może nawet i jutrota sama żyła będzie drożna. A idzie ku dobremu - USG dziś bardzo korzystne, Grace pełna energii, zrobiła dziś już drugiego kupala po operacji, i od teraz mogę dawać jej po troszkę wody do polizania. Mamy nadzieję, że po weekendzie liczba kroplówek mocno się zmniejszy, bo zacznie już pić i jeść - na razie oczywiście pastę. Nie dotrzymałam terminów w pracy, będzie afera, ale Grace chyba już jest na prostej. Dzięki za wsparcie, dziewczyny.
-
[quote name='AnkaG']No tak kaprawe oczka i płacz jest nie do przejścia... marako jak Grace?[/QUOTE] Kłopot z wenflonami - dziś okazało się, że 2 żyły już zarośnięte od tego ciągłego wkłuwania. Ona już tydzień na kroplówkach leci. Przednie łapy już się nie nadają, a w tylnych słabo się mocują, bo wystarczy ruszyć łapą i pracuje ścięgno Achillesa wypychając rurkę. Jeszcze musi minimum trzy doby nie licząc dzisiejszego dnia lecieć wyłącznie na kroplówkach, a wkłuwanie to tragedia i pilnowanie przez 5-6 godzin za każdym razem, żeby nie drgnęła (ona jest aniołem, ale tak co godzinę cierpnie jej noga i chce zmienić pozycję). Nadal ma temperaturę, dziś będzie USG. Dziś wieczorem ma pierwszy raz dostać do polizania wodę, żeby zwilżyć się, ale do żołądka ma nic nie dojść. Jestem w pracy i do dziś mam termin oddania ważnego etapu systemu, a wiem, że nie zdążę, zresztą i tak nie mogę zebrać myśli, taka jestem niespokojna. Oberwie mi się, ale trudno, biorę na klatę.
-
[quote name='Evita*']Ponawiam .Szukam dobrej hodowli miniaturek pieprz i sól .Czy ktoś może mi napisać cokolwiek o hodowli Sovello?Pozdrawiam[/QUOTE] Hodowli Sovello akurat nie znam, ale wiele o hodowlach i wszystkim, co dotyczy sznaucerów możesz dowiedzieć się ze sznaucerowego forum. [URL]http://www.forum.e-sznaucery.pl/[/URL] lub wchodzisz przez stronę główną e-sznaucery.pl Jest oddzielny wątek o hodowlach, oddzielny o wystawach, wiele innych. Jak poczytasz, to zorientujesz się, jakie są dobre hodowle w pobliżu Twojego miejsca zamieszkania, bo jest ich w Polsce trochę. Ania15, a co to za sznaucerek na Twoim avatarku?
-
[quote name='AnkaG']Marako jesteśmy z wami i dalej trzymamy kciuki za zdrówko Graculki. :) Kajcia (...) zaczyna pokazywaćswój cudny charakterek, znaczy ząbki jak coś nie pasi. :)[/QUOTE] Miło czytać, że Kajcia dochodzi do siebie, nawet pokazując ząbki. Grace dziś oszczekała lekarza, który też zachwycił się jej donośnym głosem i reakcją (nigdy na niego nie warknęła nawet, ale dziś wszedł szybko do naszego pomieszczenia, w "cywilkach", a takiego go nie widziała). Niestety nadal trwa zapalenie i temperatury o wiele za wysokie, ale inne symptomy świadczą o poprawie jej stanu.
-
Oż kurcze, rudzielec wraca! No to współczuję wrażeń z Viką, z Furiatką, a jakbyś miała mało to jeszcze i z rudą małpką. Póki to szczyl, to chyba trzeba ją parę razy ustawić (raczej nie klapsami, ale np. jakimś przytrzymaniem w parterze itp. zabiegami pokazującymi jej, że to nie ona rządzi - przydałby się rzeczywiście behawiorysta).
-
Hej! Dziś byłyśmy 5,5 godzin w gabinecie na kroplówkach itp. A po powrocie... Grace ustawiła się pod łazienką do picia, mimo nawodnienia 1,5 litrami w żyłę, a jak dałam karmę Hondzie i Tajdze, a ją zamknęłam, to zrobiła sceny żałości i zaraz po wypuszczeniu pobiegła w miejsce, gdzie zawsze daję jeść i się załamała, że nie dostanie. Biedna - aż 3 doby nie może nawet pić. Ale daje nam to nadzieję, ze idzie ku dobremu. Temperatura nadal jest wysoka - to jest wciąż niepokojący objaw, ale wlaliśmy w nią dziś tyle antybiotyku, że może zwalczy to zapalenie. Dopiero co dałam śniadanie psom i sama zjadłam (wróciłyśmy o 15:00), a za pół godziny znów jedziemy NA POCZTĘ PO PRZESYŁKĘ, no i do weta na kolejne kroplówki. W nocy oporządzę fiołki i zabieram się za okropną robotę, którą szacuję na 20-30 godzin i nie wiem jak wyrobię, bo termin do piątku, a jeszcze i jeżdżenia wiele i inne obowiązki w pracy, a nie tylko ta rzecz. Na czwartek mam chłopaka córki, który mnie zmieni rano u weta i zawiezie Grace po kroplówkach do domu, wyprowadzi psy, a później odwiezie mi auto do pracy (on jeszcze o niczym nie wie, co prawda). Wieczorem wspomoże mnie mąż. A w piątek - nadal nie wiem, ale będę coś organizować. Najwyżej zostawię ją im w przychodni z córką (ona ma piątek wolny, ale nie ma prawa jazdy, więc niech tam czeka na mnie do wieczora, aż skończę pracę). Najważniejsze zadbać porządnie o Grace (niestety nie mam zaufania takiego na 100% do innych osób niż córka - mąż jest obowiązkowy, ale gapa i może czegoś nie zauważyć, a chłopak Agi bardzo nie bardzo ogarnia tematy medyczno-psie).
-
Jesteśmy. Dziura w żołądku była okrągła i duża. Wet pokazywał nam fotę żołądka Grace po otwarciu brzucha. Dziura wypadła dziś podczas wymiotów ok. południa, tuż po moim poście. Natychmiast po tych wymiotach Grace w jednym momencie straciła siły. Ledwie dojechałyśmy do weta. Tam USG - płyn poza żołądkiem. Pobranie tego płynu. Identyczny na wygląd jak to, co wymiotowała. Wysoka temperatura. Szybka decyzja - operować, bo bez tego ma dzień-dwa i koniec. Operacja bardzo poważna i ryzykowna z uwagi na wycieńczenie (od tygodnia utrata 8 kg) i już zaczęty proces zapalny w otrzewnej. Dziura albo od wrzodów, które zostały podrażnione jakimś ostrym, żrącym przyjętym pokarmem. Albo nowotwór, który utworzył martwicę, więc przy mechanicznym podrażnieniu podczas wymiotów wypadła dziura. Tak czy owak operację przeżyła, ale niestety teraz tylko trzeba czekać, czy nie wda się sepsa. Była płukana bardzo starannie, jest zabezpieczona dużą ilością antybiotyku, ale jednak sytuacja jest poważna. Dopiero jak włączymy po 3 dobach wodę, a następnie jedzenie i zacznie trawić, to będzie można mówić o powodzeniu. (o ile to nie nowotwór oczywiście, ale mam nadzieję, że to tylko wrzody - Grace ma świetne wyniki, tydzień temu naprawdę to był inny pies, choć od czasu do czasu wymiotowała pianką świadczącą o nadkwasocie). Wszyscy - mąż, syn, córka czuwaliśmy przez ten czas przy niej, przed operacją, podczas wybudzania, kroplówek. Bardzo ją kochamy, to nasz pierwszy pies i jak Aron Jambi wyjątkowy charakter sznaucera starego typu, nie do powtórzenia już u nowych olbrzymów. Dobrze, że nie poszłam dziś do pracy, bo już byłoby po Grace. Jutro też jeszcze nie idę. Niestety w czwartek i piątek kicha, bo muszę jechać na 10 h do roboty i będzie kłopot z zawiezieniem jej na zabiegi, mąż w delegacji. No i wciąż stres, czy wenflon wytrzyma kolejną kroplówkę (już czwarty, bo wcześniejsze się wykończyły).
-
Ja już dziś się załamałam po kolejnej nocy nad Grace (znów wymiotuje krwią i glutami- uciekła w niedzielę wieczorem i coś znalazła do żarcia). Nie poszłam do pracy i będę musiała żebrać o zwolnienie ukrywając historię z psem. Jestem rzeczywiście na skraju jakiegoś zawału itp., sypiam po 2-3 godziny od tygodnia i stres zżera mi mózg i serce, ale jak to przekazać lekarzowi. W pracy młyn, szkolenie goni szkolenie, terminy napięte na różne większe prace dla WE, nie nadążam z niczym i dodatkowo to rozkłada. Wczoraj wenflon się zbiesił i wlewy poszły co ciała, łapa jak bania, bo od razu nie zauważyłam - ja pracuję, jak lecą kroplówki i nogą trzymam Grace, żeby nie wstawała. Nienawodniona, wymiotowała, leciała a pysk. Rano pędem do weta, dlatego nie do pracy, nowy wenflon. Teraz w domu ten nowy okazuje się też niedobry się zrobił (w tylnej łapie, bo przednie już wymęczone). Lecę znów do weta z nią (jak nie zasnę kierując to będzie dobrze, bo mi się zdarza w sytuacjach niedospania). Ale muszę, bo ona od wielu dni dożywia i nawadnia się tylko kroplówkami i jest słaba jak jesienna mucha. I stres, że szefowa będzie dzwonić (nie odbieram i tak, bo nie wiem, jak z nią gadać). Temat psów jest b. nie na miejscu. A czy lekarz da mi L-4 to zagadka, bo zawsze w gabinecie, nawet jak jestem mocno chora, jakaś adrenalina, czy cóś mnie stawia i jestem w formie na maxa.
-
[quote name='nirek']A my po przygodach z kryciem i progesteronem jesteśmy tydzień od krycia...a czy w ciąży to nie wiemy....ale dziś jak rano wstałam....ide do kuchni...a za mna idzie tylko jeden pies...(..) ....czyżby czyżby????[/QUOTE] Ja też widzę jakieś zmiany u mojej czarnuli, jakaś bardziej spragniona pieszczot, mniej szalona (ale to też może być przejaw zazdrości o jej chorą mamę, którą zajmuję się bardzo dużo). Za tydzień i parę dni idziemy na USG, bo w piątek minęły dopiero 2 tygodnie od krycia. Życzę Wam tego samego co i nam...
-
[quote name='wilczy zew']Jeśli piszesz o tym co ja myslę,to zabila go płaszczka podczas nurkowania.[/QUOTE] Chyba o tym samym, ale ja to znam "z drugiej ręki", bo nie oglądałam filmu, no może raz czy dwa jak akurat byłam u kogoś z wizytą to przypadkiem trafiłam na emisję tego filmu.
-
Wow, niegdy nie widziałam krokodyla po tym, jak upolował ofiarę i obracał się wokół własnej osi. (ale nie mam TV, stąd braki w wykształceniu, wiem, że kiedyś był film o facecie/faceta, który obserwował krokodyle /i chyba na koniec od tego stracił życie/).
-
[quote name='malawaszka'] wczoraj Viki nie chciała za bardzo chodzić ze mną - upierała się i robiła krokodyla...[/QUOTE] Co to "robić krokodyla"? (mam 2 pomysły na to, ale chyba żaden dobry)
-
I ja trzymam kciuki za Kajcię, biedna, niech się odtruje i staje na nogi. My też na kroplówkach - nawet pić mam nie dawać, Grace codziennie bierze po kilka zastrzyków i kilka wlewów dożylnych różnych leków, ale już nie ma 2 doby wymiotów. W wekendzie nie jest źle, bo mamy czas siedzieć przy kroplówkach i pilnować, czy nie gryzie przy wenflonie, ale poniedziałek widzę czarno, bo wracam po 21:00. Aż się boje, jakie będą wyniki biopsji, czy to tylko wrzody i nadżerka, czy coś gorszego.
-
[quote name='wilczy zew']Marako,jak Grece?[/QUOTE] Wszystko wskazuje na to, że ma krwotoczne zapalenie żołądka - przyczyna niewyjaśniona. Jutro będziemy może robić jakieś badania (USG, endoskopię?). Wyniki krwi ma bardzo dobre jak na jej stan (hemoglobina, hematokryt i krwinki cz. poniżej normy, glukoza też, ale straciła dużo krwi i nic nie je, to normalne, reszta super). Dziś była dość odwodniona (w nocy mocno wymiotowała, ostatni raz już dość świeżą krwią). Picie przyjmowała tylko strzykawką do pyśka, ale musiałam się siłować z nią, żeby jej wlewać choć po cm3. Bałam się, że nie dożyje do rana, mąż chyba też, bo jak nigdy schodził na dół do nas kilka razy i nie mógł spać. U weta dostała kroplówkę, sporo zastrzyków p/zapalnych i nie wiem sama jakich (jutro się dowiem). Teraz poczuła się nieźle - nawet wystartowała do jedzenia (ale mam nie dawać) i chodzi już pewnym krokiem, bo w nocy nogi jej się plątały. Całkiem inny pies! Zobaczymy co noc przyniesie. Ja jutro tuż po 6:00 wyjeżdżam do pracy, nie wiem, jak wytrzymam psychicznie wyobrażając sobie co się dzieje w domu. A po południu jadę z nią do mojego weta. Vikunia całkiem inna, niż na początku, dobrze sobie radzi(cie). Pysiu, trzymam kciuki za zdrówko Perły.
-
Jak masz u siebie reproduktora, to pewnie, że można zdać się na naturalne popędy psa i suki. Większość jednak (np. z tego wątku) kryje samcem, do którego jedzie i to zwykle dość daleko. Więc to żadne fanaberie i nabijanie kasy wetom, takie badania, tylko konieczność. Trudno jechać kilkaset km (i więcej) i tam przez tydzień siedzieć i czekać na właściwy moment podsuwając sukę co jakiś czas reproduktorowi. Nie każdy ma na to czas i kasę (żeby z kolei nabijać kiesę hotelarzom).
-
[quote name='zerduszko']Ale się porobiło :shake: Oby się tylko nie odwodniła.[/QUOTE] Tego się boję właśnie. Ale troszkę pije (niewiele, jak na to, ile wydala).
-
Dzięki, Margi, pewnie podjadę, jak się nie polepszy. Trwała tylko do 14:00 (też mają USG itp.), w dodatku nie mam pojęcia, kto ma dyżur, więc dobrze mieć na oku coś sensownego.
-
[quote name='malawaszka']marako a wyniki krwi kiedy? we wtorek dopiero?[/QUOTE] Wyniki były w sobotę, ale 2 razy jak dzwoniłam, ratował jakiegoś kota. Miałam zadzwonić w przerwie koncertu (Aga - moja córka znowu wygrała wejściówki i mnie zabrała), ale nie zrobili przerwy i dopiero we wtorek dowiem się, jak pojadę z Grace.
-
Dzięki, dziewczyny za słowa wsparcia - jest nam potrzebne. Zaraz daję kolejną tabletkę, a z jakim skutkiem, nie wiem. Za 1,5 godziny pasta do pychola, którą też pluje, a jak nie ma apetytu, to zagryzanie smaczkiem odpada. Do tego stopnia unika jedzenia, że jak wstałam od stołu z miseczką w ręku, żeby odłożyć do zlewu, to zeskoczyła z kanapy i zwiała do innego pokoju, bo myślała, że to kolejna próba z jedzeniem dla niej (wcześniej podchodziłam z talerzykiem, to odwracała się, a jak grzecznie nalegałam, żeby skosztowała, podsuwałam pod nos na palcu, to też sobie poszła.
-
Dziś po południu jest b. źle - kilka razy wymiotowała, na jedzenie nie chce patrzeć nawet najbardziej ulubione. Gorzej, bo nie kontroluję, czy leki są przyswajane, czy zwracane. Żałuję, że jednak nie zdecydowałam się na jeżdżenie codziennie na zastrzyk, ale to żeby jej nie stresować, bo nie znosi jeździć. Jutro chyba pojadę, choć mój doktor jest dopiero we wtorek po południu, a jutrzejszy dyżur sama nie wiem, kto tam ma i czy cokolwiek pomoże. Ale ona coraz słabsza, może chociaż ją trzeba dożywić jakąś kroplówką. Serce mi pęka na 100 kawałków, jak na nią patrzę taką smutną i przygaszoną, no i wychudzoną - gdyby nie futro, to same żebra jak kaloryfer.
-
Dziś myjąc podłogę i podnosząc legowiska znalazłam na podłodze wczorajszą tabletkę. A wetknęłam jej głęboko w przełyk, pilnowałam, żeby nie wypluła. Ona to chyba z żołądka by umiała odessać tabletkę z powrotem, żeby wypluć, menda. Ale w nocy już nie wymiotowała i rano cokolwiek zjadła, 2 łyżki, ale dobre i to. Suchego nie tyka, ale mimo sprzeciwów rodziny kupiłam znów pierś z kurczaka i daję z ryżem i warzywami, bo to ciamka. Trzeba wierzyć, że będzie lepiej, starać się - Vikunia i Kajcia też może pomalutku się z tych chorób polepszą. Tajga jakoś wczoraj już chodziła, ale w piątek po badaniu rtg, noszeniu, naciąganiu miała duże problemy, żeby zrobić choć dwa kroki, a mnie nie było, żeby podać jej lek przeciwbólowy, mąż sam nie zdecydował o podaniu leku.
-
Też trzymam kciuki za Mikusia. Ja jestem pod wrażeniem dr Sekuli. Co prawda starowince, z którą przyjechałyśmy nie dało się już pomóc (była zbyt długo sparaliżowana i starunia), ale byłam pod wrażeniem jego pracy i efektów, jakie osiągał z wieloma psami, które stawiał na nogi z całkowitego bezruchu.