Nie można popadać ze skrajności w skrajność. Jeśli na podwórku piesek miałby solidne ogrodzenie, porządną budę i byłby to psiak "nadający się" do bycia na dworze nawet podczas mrozu, to nie ma problemu. Gorzej jak to bida i bez odpowiednich 'przyborów; rzeczywiście siedziałaby na zimnie.
A dowożenie pod dom? Wiesz, nawet ja chciałam z tego korzystać. Mieszkam 550 km od Mielca, na drugim końcu Polski i ciężko było wybrać się w trasę 1100km. Ale Murka namówiła mnie, że najlepiej jakbym sama pojechała. Wtedy nie wiedziałam, o co chodzi. Ale zrozumiałam to dużo dużo później. I oczywiście nie żałuję, chociaż nie dane mi było ani zobaczyć słynnego kierownika, ani obejrzeć psiaków. Karmel został przyprowadzony bezpośrednio na świetlicę ;).