O kurcze, ale horrory u Was - ale swoją drogą to szczęśliwe zakończenie, nocą ciężko znaleźć uciekiniera (ja kiedyś miałam też taką przygodę, atrzymałam się na rogu bloku z sąsiadką -chwila- a mojego Karusia nie ma, obleciałam blok dookoła z duszą na ramieniu, ciśnienie 500, stan przedzawałowy a jego sąsiad wpuścił na klatkę....)
Pozdrawiam....