Jump to content
Dogomania

Ewa Marta

Members
  • Posts

    29282
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    31

Everything posted by Ewa Marta

  1. Bardzo Wam wszyscy dziękuję za tyle ciepłych słów u Idolku. Nie tak miala wyglądac setna strona tego wątku... Miałam nadzieję, że będę Wam na niej relacjonować postępy w rekonwalescencji Idolka. Mam wielka prośbę... Nie umiem w tej chwili złożyć tego w słowa i nie potrafię rozwiązac graficznie, ale bardzo chciałabym przygotowac dla doktora Czajki taki dyplomik ze zdjęciem Idolka z podziękowaniami za jego wielkie serce i walkę o Idolka do końca. Mam dużo zdjęć uśmiechniętego Idolka, które mogłabym komus przesłać, gdyby zechcial mi pomóc. Ja bym to wydrukowała i oprawiła w antyramę. Chętnie podziękowalabym też Pani Eulalii za jej troskę. Widziałam sie z nią dzisiaj, jest smutna, ale mimo wszystko starała się jeszcze mnie pocieszać. Pokochała tego psiaka jak ja, obie go kochałyśmy i chciałyśmy jak najlepiej dla niego. Napisałam do doktora smsa, że dzisiaj jeszcze nie jestem w stannie, ale przyjdę jutro porozmawiać, podziękować. Dzisiaj znowu bym ryczała, tak jak teraz, kiedy czytam Wasze wpisy, piękny wiersz..... Zasadzimy Idolkowi jakieś roślinki z ogródka Pani Eulalii. Podlewał je do tej pory obficie, teraz będą rosły nad nim.
  2. [quote name='Ewa Marta'] Mam nadzieję, że właśnie tak spogląda teraz na nas. Jezu.. ja nie mogę się z tym pogodzić:-( Przepraszam, ale nie mam się tym z kim podzielić. Nie mogę przestac płakać po tym cudownym psiaku, taki, godnym, mającym włąsne zdanie, a jednocześnie tak potrzebującym kontaktu z człowiekiem.... Patrze na paznokieć, na którym mam fioletowy krwiak po żębach Idolka. jego juz nie ma, a ten krwiak pozostanie ze mną jeszcze długo. Nie jestem w stanie tak mocno angażówac się dalej w pomoc. Będę zdobywać pieniądze, fanty na bazarek, będe odwiedzać najwspanialszy hotelik pod słońcem u Ronji, bo tam psy sa szczęśliwe, ale nie umiem poradzić sobie z uczuiciami, jakie mam w tej chwili po śmierci mojegop podopiecznego. Myślę, analizuję co zrobiłam nie tak. Pytam mojego Jacka, czy on zrobiłby to samo co ja.... Bardzo Was przepraszam za to co dzisiaj wypisuję, powinnam zamknąć się i nic nie pisać, bo to pytania do mnie samej, a nie do Was, ale nie mogę. Siedzę, ryczę i myśłę i cholera nic mi z tego nie wychodzi. NIe pójdę na tą cholerną górkę, bo ona już nie będzie taka sama jak z Idolkiem, któego można było tulić, nosić, czesać, kochac po prostu.... Moje psy nie mają wyjścia - muszą żyć po 20 lat. Ja jestem jak się okazało cienki Bolek, nie radzę sobie z tym wszystkim. NIe piszcie, że nie jestem, ja to czuję w środku strasznie mi ze świadomością że tak przy nim rano beczałam, że pokazałam mu strach, może dlatego przestał walczyć? Przecież miałam się nim opiekować
  3. Nie wszystkie jego zdjęcia tu wgrywałam, bo nie starczyłoby miejsca. Ale choć kilka jeszcze chciałabym zamieścić na wątku Idolka... Tak się potrafil wypuszczać, kiedy jeszcze widział na jedno oczko Kochał trawkę... A tak ma teraz, ale pojadę tam i obstawię płotkiem i zrobię trwalszą tabliczkę Nie wyszło tak, jak jest tam naprawdę
  4. [FONT=Calibri]Myślałam, że dzisiaj nie dam rady nic napisać, ale i tak myślę o nim stale i może jak będę pisać, to będzie mi lżej. Nie wiem od czego mam zacząć, co napisać, bo wszystko mi się miesza w głowie i nic mi nie przychodzi do głowy poza tym, że Idolka już nie ma z nami[/FONT][FONT=Wingdings][FONT=Wingdings]L[/FONT][/FONT][FONT=Calibri] Nie dał rady, nie chciał już walczyć i o 19:15 w spokoju, bez bólu, bez świadomości samoistnie zasnął na zawsze. [/FONT] [FONT=Calibri]Ja leciałam w tym czasie do Pani Eulalii z nowymi podkładami dla Maluszka, z wypraną kołderką, na której miałyśmy go położyć, bo w końcu miałyśmy obie być u Pani Eulalii, żeby nie denerwować Idolka nowym miejscem i nieznanymi zapachami mojego domu. Wpadłam do niej i wołam, że tu są podkłady i kołderka, zabieram jej psy na spacer i pędzę po Maluszka kochanego do kliniki. A ona jakoś mnie objęła i powiedziała „Pani Ewo, Idolek nie żyje” Koszmarny moment, nogi się pode mną ugięły i klapnęłam na podłogę klatki schodowej. Nie wiem, jak ona mnie stamtąd podniosła taka zaryczaną, ale jakoś wciągnęła mnie do domu. Powiedziała, że doktor Maciek zadzwonił do niej, bo nie jest w stanie powiedzieć tego przez telefon mnie. On zrobił dla niego wszystko, od rana był w klinice, mimo, że miał nie pracować i został z Maluszkiem do samego końca, a potem czekał aż ja przyjadę po niego. Nie był w stanie ze mną rozmawiać, powiedział, że dzisiaj to za trudne, może jutro porozmawiamy, dzisiaj żadne nie było w stanie. Zawinęliśmy Idolka w kocyk i wzięłam go na ręce. Zaniosłam do samochodu, w którym tak bardzo lubił jeździć i położyłam na jego ulubionym miejscu…. Jacek cudem załatwił, żeby na cmentarzyku w Koniku Małym ktoś nas o tej porze przyjął i od razu pochował Idolka. Nie mogłam go tak oddać bez pożegnania. Odkryłam kocyk i pocałowałam piękny łepek, który przyjmował setki moich pocałunków wcześniej. Pogłaskałam i wytuliłam ostatni raz i oddałam Maluszka Jackowi, który ułożył go w grobie, bo ja nie byłam w stanie.[/FONT] [FONT=Calibri]Idolek leży w pięknym miejscu, wśród wysokich drzew i masy pomniczków stawianych swoim pupilom przez ich ludzi. Pięknie tam jest i jakoś łatwiej było mi tam z nim się pożegnać. [/FONT] [FONT=Calibri]Po drodze tam jeszcze irracjonalnie sprawdzałam, czy może nie zaczął oddychać, nie rusza się…. Jakoś kompletnie nie mogło do mnie dotrzeć, że nie ma na to szansy. Wyglądał na spokojnego, umarł we śnie będąc na środkach przeciwbólowych, a więc na pewno nie cierpiał…. Zostawił parę serc, które go bardzo pokochały. [/FONT] [FONT=Calibri]Jutro, może pojutrze dowiem się dokładnie o wszystko w klinice, teraz nie jestem w stanie. Odbiorę wszystkie rzeczy Idolka od Pani Eulalii, pomyślimy, któremu psiaczkowi będą potrzebne… Dzisiaj nic już nie zrobię poza obejrzeniem wszystkich zdjęć mojego kochanego białego Maluszka. Nie przypuszczałam, że to będzie tak ciężkie, myślałam, że łatwiej to zniosę, a tymczasem wszystko mi w środku krzyczy z żalu za nim. Nie dam rady iść jutro na górkę, walkowerem oddam Pani Eulalii poinformowanie wszystkich o śmierci Idolka, ich ulubieńca. [/FONT] [FONT=Calibri]Mam ostatnie zdjęcie Idolka z rana, kiedy leży i czeka przed operacją, ale zostawię je dla siebie jeśli pozwolicie. Mam też zdjęcie cmentarzyka, które chcę wgrać, ale nie mam siły robić tego w tej chwili. Mogę o nim myśleć, oglądać zdjęcia, masę zdjęć, które pstrykałam mu w domu i na spacerach. [/FONT] [FONT=Calibri]Przeżył wspaniale równo 5 miesięcy u Pani Eulalii, otoczony miłością, troską, innymi zwierzętami i w swoim domu, w którym wybrał sobie swoje ukochane miejsce i na nim się kładł. Nie udało się nam tego przedłużyć, z czym się nie mogę w tej chwili pogodzić, ale wiem, że teraz nie cierpi, że nie jest mu potrzebny wzrok i super sprawność fizyczna. Teraz już to się nie liczy… Teraz biega jak łania za TM i mam nadzieję, że wie, że chcieliśmy dla niego jak najlepiej. Pisać nie mogę, bo mi się zamazują litery na klawiaturze. Nie chce już tak się przywiązywać do psiaków, to za bardzo boli…..[/FONT] [FONT=Calibri]Ciągle go czuję, mimo kąpieli, mam na skórze jego intensywny zapach z rana, kiedy znowu mnie obsiusiał. To pewnie złudzenie, ale dobrze się z tym zapachem czuję. [/FONT]
  5. Już po operacji.... narazie maluszek żyje, choć nadal jest na granicy życia i śmierci. Okazało się, że złogi były znacznie rozleglejsze, niż się można było spodziewać. Ja aż się boję pisać żeby czegos nie popierniczyć, a dopiero potem dostane od doktora Czajki pełaen opis tego wszystkiego. Narazie powtarzam i mam nadzieję, że z tych nerwów nie pokręciłam, że trzeba było maluszkowi oczyścić jelita z tego zatoru żółciowego, oczyścili mu wątrobę, zrobili wszystko, co sie dało. Udrożnili jelita i Idolek ma dreny, którymi jest przepłukiwany. narazie wylatuje z niego cos brązowo-żółtego i jedyna nadzieja, że do wieczora oczyści sie i zacznie lecieć coś jasnego. W przeciwnym razie nie ma zupełnie sensu męczyć go dalej i trzeba pozwolić mu odejść. Ja wierzę, że to się oczyści, Idolek ma po co i dla kogo żyć. Narazie nie mogę z nim być, bo jest słabiutki, cały czas płukany i pod kroplówką i pod dobrą opieką. Ja bym mu tylko przeszkadzała z tym płaczem i nerwami. Najwcześniej wieczorem będę go mogła zobaczyć i zabrac do domu. Chcę go wziąć do siebie, żeby móc siedziec przy nim całą noc albo zanocuję u Pani Eulalii, żeby nie zmieniac mu miejsca. Żeby tylko się udało, żeby tylko dało rade się oczyścić.... Nie pytajcie mnie o sszczegóły, bo do mnie niewiele dociera z tego co mówil wet. Pani Eulalia starała mi sie na własnym przykładzie wyjaśnić dlaczego to nie wyszło przy pierwszej operacji i że nikt nie ponosi za to winy. Absolutnie nie winie nikogo, ufam mojemu lekarzowi w 100%, wiem, że zrobil dla niego wszystko, co się dało. Dzisiejsza operacje robi całkowicie bezplatnie, ale ja uparłam się, że zapłacę za leki użyte przy operacji. To będzie mój koszt, nie obciążę tym konta Maluszka, bo jeśli z nami zostanie, leczenie potrwa jakis czas. Nie wiem, co Wam pisać. Jestem tak potwornie załamana, zaryczana i nie mogę się pozbierać. Z jednej strony wiem, że pewne rzeczy są nieuniknione, że wiedzieliśmy, że może byc różnie, ale zostawienie go w takim bólu nie miało sensu i operacja była konieczna. Z drugiej nie dociera do mnie, że ta ukochana pokraczka może za moment odejść. Cholera, znowu beczę i wszystko mi się przekręca w żołądku... Idolku najdroższy, walcz Skarbie................ Jeśli dowiem sie czegokolwiek, dam znać, jeśli nie sama, to wyproszę Elunię, która Wam napisze co z Maluszkiem. Najważniejsze, że nerki podjęły pracę, mocznik 80 jest podobno niezły. Siusia na ciemno i śmierdząco, ale siusia dużo. Inna sprawa, że od soboty rano nic innego nie robiłyśmy, tylko go nawadnialyśmy z Panią Eulelią. Ona też to przeżywa bardzo, musiała się teraz położyć i wziąć leki. Nieprawdopodobne jest to, jak to małe białe stworzonko powoduje, że człowiek kocha go bardzo. Jest starutki, nieporadny, ślepaczek i niemal głuchy, ale tak fantastycznie potrafi się komunikowac z człowiekiem, tak genialnie pokazuje, co jest mu potrzebne... Idę już, chociaż jak tu jestem, to troche jakbym była z Idolkiem. Chcialabym być obok niego, ale on teraz potrzebuje spokoju i ciszy, a nie chlipania i dotykania co chwila. Wydawało mi się, że jestem przygotowana na różne scenariusze, okazuje się, że nie, że nie umiem pogodzic sie z tym, że jest z nim tak źle... Jezu, wszystko bym dla niego zrobiła, a nie moge nic, jestem tak bezsilna, że aż mi sie chce gryźć palce...
  6. Idolek odchodzi..... ma znikome szanse na przeżycie, ale wet walczy o niego. W tej chwili jest operowany, bo prawdopodobnie doszło do niedrożności jelit. Przestały pracowac nerki, wątroba, do tego Idolek ma silną żółtaczkę. Na szczęście mocznik spadl do 80 i dlatego lekarz powiedział, że być może jest dla niego szansa, jeśłi udrożnimy jelita. jeśli po otwarciu okaże się, że wszystko jest drożne, to nie ma już ratunku dla maluszka.... Ja nie mam siły, ryczę od 3 godzin. Byłam z nim do chwili zaśńięcia, głaskałam przytulony łepek do moich piersi. Był spokojny, mam wrażenie, że on sie już poddał:-( Za moment wracam do kliniki. Przyjechałam, bo mnie Jacek siął wyciągnął stamtąd, żebym sie przebrała, bo jestem zasiusiana od góry do dołu. Zaraz tam jadę i będe sie modlić, żeby mu się udało. Jest zamówiona krew, ale gdyby nie przyjeżdżała za szybko, natychmiast mój Sem będzie dawcą
  7. MUSI być dobrze! Zresztą jak ma być, skoro jest u Ronji? Strasznie biedniutka jest:-(
  8. On w czwartek i w piątek czul sie dużo lepiej. Dreptał, sam pił wodę, jadł kawałki kurczaczka samodzielnie .... nawet z lekiem na serduszko:-(, co widać na zdjęciu wgranym wcześniej przez Ellig. Miałyśmy mu w sobotę rano zdjąć wenflon. I nagle wczoraj w południe nastąpiło załamanie . Walczymy o niego od wczoraj od 12-tej:-) Teraz to już kontaktuje, wczoraj wyglądal strasznie, był na granicy życia i śmierci. Potwornie się o niego balam Figa.... Teraz też się boję, ale jakaś nadzieja we mnie wstąpiła, że jednak zawalczy, że wie, że warto. Bo ma dom, ludzi, którzy go kochają i on to czuje, jestem pewna! Nawet wczoraj w klinice, w czasie prawie 4 godzin bycia tam, uspokajal się i zamykał oczka, kiedy czuł pod pyszczkiem moją rękę. On wie, że o niego walczymy, bardzo chcę w to wierzyć. Nadrabiam pracę i tak tu zaglądam. W ostatnim tygodniu zawaliłam parę spraw. Miałam nadgonić w weekend i nie było jak, bo Idolek był ważniejszy. Mam dzisiejszą noc na nadgonienie:-)
  9. [quote name='ronja']powitanie Bartka z Sonią - szkoda, że nie mogę tego nagrać:)[/QUOTE] To chociaż napisz jak wygląda:-) U Was wszystko jest możłiwe Ronja. Stwarzacie tym biedom dom bezpieczny i wszystkie się otwierają... Nawet Kair - dzikus lata po kanapach w mieszkaniu:-)
  10. Są przecudne!!!!! I jak dobrze, że już wszystkie poza schroniskiem!!!! Jaka błyskawiczna metamorfoza:-) To zdjęcie z budy w schronisku porażało ich strachem. Teraz to może jeszcze bojaźłiwe, ale żywe i szczęśłiwe sunieczki!!!!! PIĘKNE ZDJĘCIA!
  11. Mysza dzięki wielkie, też mam poduszkę ale już nie jest potrzebna, bo Idolek dyszy leżąc na niej i robi się niespokojny. Poza tym ma doskonałą temperaturę w tej chwili, więc wystarczy ten kocyk. Nie jestem niesamowita, ja po prostu kocham tego psa i zrobię dla niego ile tylko mogę... Niesamowita to jesteś Ty, która co chwila zgarniasz jakiegoś psa z drogi. Widziałam Emi.... szok po prostu i w głowie się nie mieści jakim cudem ona żyje i jeszcze merda ogonkiem:-( Pani Eulalia cały czas koło niego siedzi, żeby czuł się bezpiecznie. On niewiarygodnie się uspokaja, kiedy czuje delikatny dotyk ręki, czy głaskanie. To pies tak bardzo potrzebujący człowieka. Jeszcze jeden pycholek najdroższy
  12. Słabiutki jest jeszcze Idolek... Kiedy poszłam wieczorem do niego, akurat spompowal się na podkład i miał zamoczony cały bok. Umyłam Malucha i powolutku wysuszyłam ręcznikiem, robiąc przy okazji masaż całego boku, na którym leżał kilka godzin. Kiedy go podniosłam i podtrzymywałam, usiłował stać, ale kiepsko mu to wychodziło. W jednym momencie coś go jednak wkurzyło i ruszyl do mnie z ząbkami, co mnie ucieszyło niesamowicie, bo oznacza, że odbiera bodćce i ma siłę na reakcję!!! Masowałam Idolka ponad pół godziny na wszystkie strony, łepeczek przekrzywiany w bok też. Potem byla porcja przytulania, które dobrze działaja na Idolka. Przytulił się do mnie, położył kochany pyszczek na mojej ręce i poszedl spać:-) Nosek zimny i mokry. Mimo prawie godziny leżenia bez przykrycia, po podłączeniu go do kroplówki i przykryciu kocykiem temperaturę mial 38,3!!! Kiedy leżal na drugim boczku na kocyku, nakarmiłyśmy go strzykawką zmiksowanego kurczaka ze sporą ilością wywaru z niego (było to sodyć rzadkie) i do tego kolejną strzykawką wody. Strzykawka 2 ml, ale napompowana do końca, więc jakieś 2,5 ml. W sumie dzisiaj przyjął i nie zwrócil 100 ml wody i 100 ml tego wywaru z odrobiną kurczaka. To nieźle moim zdaniem. Sami zobaczcie jaka z niego bida kochana. Pani Eulalia robiła za fotografa, bo ja nie chciałam sie ruszac od maluszka. Tu jeszcze mokry i żółty Po masażu porcja przytulań i całusów:-) Tu jeszcze czekamy na podgrzanie sie kroplówki, więc dla gimnastyki zmiana pozycji:-) A tu już pod kroplówką i pod świeżym kocykiem na świeżym podkładzie...
  13. [quote name='Doda_']Ewo nie ma sprawy - bede czekac, spokojnie, niech zdrowie psiaka sie polepszy.[/QUOTE] Dzięki wielkie!!! A Idolek kolejny raz wprawił mnie w zdumienie swoją wolą życia, aż się boję chwalić żeby nie zapeszyć:-) Udało sie wcisnąć w niego 2 strzykawki wody i 2 strzykawki zmiksowanego kurczaka!!!! Stać jeszcze nie stoi, ale ma już 38,5 stopni temperatury, a więc modelowo! No i podnosi łepeczek ukochany i nasłuchuje:-) Kupiłam mu jeszcze 5 podkładów, bo tamte się kończą. Kupiłam też 2 słoiczki dla niemowląt z kurczakiem i ryżem i drugi z cielęcinką i ryżem. To na wypadek, gdyby w nocy poczuł się lepiej i gdyby trzeba byo szybko podgrzać i dać mu papkę. W dimu ma jeszcze 2 słoiczki parówek gerbera, 3 piersi z kurczaka, któe pewnie zamrozimy, bo nie zje ich tak szybko. Cały czas jest pod kroplówką, ale chyba jest juz nawodniony:-) Moje zakupy dla Maluszka, to słoiczki z jedzeniem, kleik ryżówy, 2 tacki piersi i ostatnie podkłady, to mój prezent dla Idolka. Wrzucę to w rozliczenia tylko dla porządku. Po podliczeniu rachunków wyszło, że wydałam na to 58,64 złote. Zaraz jadę do maluszka jeszcze raz, na kolejną próbe psotawienia go na trawie i na wymasowanie boczków:-)
  14. [quote name='Doda_']Ewo pytałam się o ten lek, bo mam taki w domu. Zostało 83 tabletek, data ważności 01-2013. Moja sunia nie może już go brać bo ma chorą trzustkę.[/QUOTE] Doda, bardzo dziękujemy za propozycję i za to, że Ci się chciało poszukac psiaka w potrzebie . Bardzo chętnie przejmiemy od Ciebie ten lek, gdybyśmy jednak mogły wstrzymać się kilka dni z wysłaniem.... Na dniach Idolek będzie mial powtórzone badania i wtedy okaże się czy na pewno wrócimy do leku. On jest drogi, za 125 tabletek płaciłam ponad stówę, dlatego byłaby to wielka pomoc dla nas, zwłaszcza, kiedy Idolek musi przejść jeszcze dużo badań. Nie chciałabym jednak zabierać go, gdyby okazało się, że jednak nie będzie potrzebny. Dzwonił do mnie doktor Czajka z wyrzutem, że nie dzwonię i nie mówię co z Idolkiem, a on sie o niego bardzo martwi. Powiedział, że chce do niego wpaść po południu i zbadać go. Bardzo się cieszę będę spokojniejsza, jak on go zobaczy. Potwierdził, że dobrze zrobiłam ruszając go i masując, mimo, że po tym spadla mu temperatura do 37,7. Potem jednak zostal przykryty ciepłym kocykiem, więc powinno byc lepiej. Niedługo znowu do niego biegnę, żeby go podnieść, pomasować i dac mu zrobić siusiu na podłogę, a nie pod siebie
  15. Wróciłam od Idolka. Słaby jest bardzo. Wyniosłam go na dwór na trawę, żeby poczuł, że warto żyć. Oczywiście obsiusial mi kolejne spodnie, ale potem, keidy postawiłam go na trawę, podtrzymywany przeze mnie, chwilkę postał. Wymasowałam całe ciałko, bo on sie zupełnie nie rusza na swoim posłanku. Po powrocie do domu umyłam maluszka, bo cały jest obsiusiany i podłaczyłam do kroplówki. Idolek bardzo się tym wszystkim zmęczył i leżał kompletnie bez ruchu. Dał się wycałować. Na rękach jeszcze wtulił się mocno i czułam, że mu dobrze. Teraz leży pod kroplówką potem znowu przerwa i kolejna butla. Jeść oczywiście narazie kompletnie nie chce:-( Cały czas jest na granicy niestety. Dostaje wszystko, co może dostawać. Dzisiaj znowu wapno i potas. Leków przeciwbólowych nie potrzebuje, chyba go juz nie boli, zresztą szew goi się znakomicie. Jest suchutki, żadnych zaczerwienień, wszystko piękne. Tylko sił mu trzeba niestety:-(
  16. [quote name='Doda_']trzymam mocno kciukasy!!! pytalam powyzej o leku ursocam - bierze go piesek??[/QUOTE] Przepraszam, nie zauważyłam.... W tej chwili ma krótka przerwę w braniu, ale za tydzień - dwa zacznie brać ponownie. Do tej pory wziął 125 tabletek. Nie wiem, dlaczego pytasz, czy chcesz wiedziec, jak na niego reagował? Na tyle nieźle, że wet powiedział, że znowu do niego wrócimy [quote name='ronja']Ewa, co z Idolkiem?[/QUOTE] Marta... jest z nami nadal i to jest chyba najważniejsze, bo wczoraj Jacek staral sie przygotować mnie na najgorsze, jak go zobaczył wieczorem. Do 1 w nocy miał podawaną kroplówkę, a rano już od 7 znowu. Nie ma już tężyczki i tej trzęsionki, leży sobie spokojnie, nadal siusia pod siebie na podkłady, bo nie ma siły wstać, ale wygląda lepiej i utrzymuje temperaturę 38,2 stopnie. Zaraz do niego jadę, żeby spróbować postawić maluszka na łapki, a potem podłączyć nową kroplówkę. Musi jednak odpocząć od niej z godzinę. Poza tym chciałabym go pomasować i przełożyć na drugi boczek, żeby mu się żadne odleżyny nie zrobiły. Prawdopodobnie jutro zrobimy kolejne badanie krwi. Przed nami dzisiaj bojowe zadanie nakarmienia Idolka i podania mu płynu do pyszczka.
  17. Idolek nie ma siły, żeby stanąć na łapki. Chciałam wynieść go na nocny spacer, ale skończyło sie na tym, że położyl się a trawie. Nie ma siły na jakikolwiek opór, można go nosić przekładać, przykrywać... nie reaguje-:( Położyłam Maluszka kochanego na drugim boczku, ma nadal podłączoną kroplówkę myślę że co najmniej do północy. Zarówno doktor Czajka, jak i ja jesteśy całą noc do dyspozycji Pani Eulalii, może do nas zadzwonić o każdej porze, żebyśmy przyjechali. Ta noc będzie długa i raczej bezsenna. Oby Idolek dał radę.....
  18. Jestem..... Idolek dzisiaj rano zasłabł mocno:shake: Bardzo dużo siusial w nocy, prawdopodobnie nie pił i doszło u niego do poważnego odwodnienia. Miałam być u niego o 14, żeby zabrac go na spacer. Pojechałam o 12:00 i zobaczyłam sierotke leżącą bez sił na posłanku. Wzięłam szkraba na ręce i zaczęłam wynosić na dwór. W tym momencie obsiusiał mnie kompletnie, co mnie już zmartwiło, bo nigdy tak nie robił. Kiedy chciałam posdtawić dgo na trawie, Idolek nagle upadł, zrobil się sztywny, łepeczek zaczął mu się mocno wykręcać i dostał drgawek:-( Złapałam go na ręce i ruszyłam samochodem do kliniki. Wpadłam i od wejścia zaczęłam krzyczec żeby go natychmiast zbadali i ratowali. Wybiegla Pani doktor, jeden rzut oka na Idolka i od razu telefon do dr Czajki, żeby natychmiast przyjechał. Doktor Maciek był w 10 minut. Idolek był bardzo odwodniony, skóra nie chciala wracac na swoje miejsce po wzięciu jej w palce, oczka kompletnie suche, śluzówki biało - zółte. Natychmiast zaczęłi pogrzewac kroplówkę, pobierac mu bardzo gęstą krew, a przede wszystkim położyli malucha na kocyk elektryczny, ja poleciałam po kocyk z samochodu i przykryliśmy Maluszka. Miał 37 stopni temperatury:-( Wyglądało to kiepsko bardzo. Ale cały czas ktoś przy nim z lekarzy był, sprawdzali bicie serduszka, puls. No byli przy nim non stop. Ja siedziałam obok na podłodze i trzymałam kochany pyszczek w rękach. Maleńki dostawał do kroplówki potas, wapno koloidalne, no-spę, leki wzmacniające. Po jakiejś godzinie Idolek miał już 37.6 i zaczął się poruszać. W tym czasie zaczęły spływać pierwsze wyniki krwi, robione w klinice. Pozostała próbkę krwi została zawieziona przez kuriera do laboratorium. Każdy wynik był konsultowany przez dwóch lekarzy i nie wskazywał na żadne powikłania pooperacyjne. Kiedy Idolek w końcu po 3,5 godzinach mial w sobie butlę kroplówki, doktor Czajka zrobil mu usg calej jamy brzusznej. Idolek strasznie sapal, widac było, że bardzo mu się to nie podoba, chociaz położyliśmy go na moich kolanach, bo on nienawidzi kładzenia na stole. panicznie się wtedy wyrywa, na kolanach jest spokojniejszy. Tym razem nie byl w stanie z powodu tego stężenia potasowego (bo dlatego byl taki wyprężony) sie ruszyć. Tuliłam maluszka kochanego, a on znowu nasiusial mi na spodnie. Najważniejsze jednak, że siusiał po kroplówce. Do domu dostal jeszcze kroplówkę, 3 butle na jutro, do dzisiejszej i jutrzejszej kroplówki potas, wapno i no spę tylko na dzisiaj. Kiedy go zabierałam, tak bardzo się wtulił w szyję, że ciężko go było oderwać. Na koniec wizyty miał 38,4 stopnie. Wet powiedział, że musimy utrzymac mu temperaturę minimum 38,3. W domu poszedl spać, mial półtorej godziny odpoczynku przed kolejną kroplówką, a potem podłączyłam mu ją z tymi lekami, które dostał. Po pół godzinie zrobil sie mniej sztywny, ael nadal śpi. Tepmeratura 38,3 stopnie... Nie mam siły pisać, jak się czuję, jak potwornie się o niego bałam, kiedy pędziłam do kliniki, kiedy krzyczałam, żeby go ratowali. najważniejsze, że doszedł do siebie, że kolejny raz pokazał, że twardy z niego gość i że jest nadzieja, że jednak bęzie lepiej. USG nie wykazało nic, poza typowymi sytuacjami pooperacyjnymi, szew goi się przepięknie. Idoliś ma lekką anemię, wskaźniki wątrobowe i dróg żółciowych nadal złe, ale jest za krótko po operacji, żeby spodziewac się ich gwałtownego spadku. Ma troszkę płynu w jamie brzusznej, ale powinien się wchłonąć za jakis czas. Będziemy to monitorować. Finanse..... za całość, leki, prawie 4 godzinną opiekę i walkę o niego właściwie, za badanie krwi zlecone do laboratotium i to robione na miejscu, za kroplówki, kolejną baterie zastrzyków i płynów na wynos zapłaciłam 70 zł..... Doktor Czajka powiedział, że nie będzie na Idolku zarabiał, że jemu tak jak nam bardzio na tym psie zależy. On wie i ja wiem, jak bardzo jestem mu wdzieczna, nie tylko za zaniżanie rachunków, ale za całe serce, które wkłada z leczenie idolka, w troskę o niego, w czas poświęcony na uspokojenie psa przed badaniem.... Teraz Pani Eulalia pilnuje kroplówki, a ja pójdę ją zdjąć i zobaczyć jak sie czuje wieczorem.... Proszę Was z całego serca o dobre myśli dla niego...
  19. [quote name='ronja']Miś na pewno kogoś zauroczy. Dziś przyjechał do nas znajomy, nie psiarz (wręcz oganiający się od psów;) ) i z całej latającej trójki podobał mu się właśnie Miś. w naszej lecznicy wetki uwielbiają Misia, ja uwielbiam Misia i każdy kto go pozna również:)[/QUOTE] Ja też uwielbiam Misia:-)
  20. Ech Idolku, szczęściarzu:-) Dostałeś właśnie od zadłużonej po uszy w swoich psiakach Myszy1 20 złotych:-) Mysza..... dzięki za to, że mimo tylu kosztów Idolek też dostał kasę!!!!! Zaraz lecę dopisać!
  21. Dzięi Nutusiu, czuje sie pomiziana;-) Nigdy nie myślałam, że małe gówienko leżące na chodniku sprawi mi taką radość:-) Ale ponieważ wyszło z Idolka, to radość była ogromna:-) Dziwnie sie patrzył na mnie gość z wózkiem, kiedy skałałam z radości i całowałam psa za to, że wywalił koopala na chodniku:-) Oczywiście sprzątnęłam, sprawdzając przy tym przez torebkę konsystencję jej zawartości;-) Wszystko idealne!!! Idole z apetytem zjadl 2 paróweczki Gerbera, na kurczaka z marchewką odwrócił pyszczek, ale na samego kurczaka z wywarem chętnie wrócil do jedzenia. Dzisiaj poszukam dla niego jagnięciny i ugotuję mu ją za rada Eluni. Bo kurczaka to on nie powinien jeść jako danie główne... Ale jedno trzeba ogłosić wszem i wobec:-) Idolek pospacerowal sobie powoli z 10 minut ze mną:-) i wrócił do żywych!!!!! A ja musze pezez weekend nadrobić zaległości w pracy i wszystko znowu będzie super:-)
  22. [quote name='Nutusia']Bardzo przepraszam - ja w kwestii formalnej: czy Ciocia Ewa się dziś wyspała i czy zjadła porządne śniadanie?... Idol to bohater jest po prostu! Załapał, że lepiej wsuwać mięsko niż być podłączonym do kroplówki i teraz już będzie tylko lepiej! A koopala zrobi, jak tylko będzie miał... z czego! :) Miziajki dla Rekonwalescenta![/QUOTE] Ciocia ewa wyspala sie i obżarła tak, że ledwie się za biurkiem w pracy mieści;-) A Idol jest niewiarygodnym psiakiem:-) Ta jego wola życia jest godna naśladowania! Pomiziam go za pół godziny Nutusiu, dzięki:-)
  23. [quote name='Kociabanda2']może do picia dajcie mu wodę (rosołek) spod tego kurczaczka i marchewek. Myślę, że chętniej niż wodę wypije i nie będzie trzeba go namawiać ani podłączać do kroplówki :)[/QUOTE] Tak dostawał, ja to nazwałam "wywar":-) Ale kilka minut temu dostałam wiadomość że Idolek sam podszedł do miski z wodą i dwa razy napił się z niej!!!! Hurrraaa:-) Za godzinę jadę go wynieść na dwór, bo w domu siusia, ale nic więcej kooopala nie chce zrobić. Może trawnik jakos go lepiej nastroi;-)
  24. Wczoraj późno wieczorem, Idolek skończył jeść cała połówkę piersi z kurczaka, polanej obficie wywarem z gotowania:-) Potem położył się na swoim miejscu w kuchni, pani Eulalia przyktyła gokocykiem i wyszła na króko z kuchi. Kiedy wróciła, Idolka i kocyka nie było, zaczęła go więc nerwowo szukać i znalazła Malucha...... obok wyłożonych gazet, na które zrobił siusiu, a potem usiłował wykręcić i wrócic na miejsce:-) Ponieważ wstał sierotka malutka rtazem z kocykiem na plecach i tak doszedl do gazet, odwracając się zaplątał sie w kocyk i tak go zastała leżącego bezradnie Pani Eulalia. Mówi, że zalała ją fala współczucia dla tej nieporadności, przeciągnnęła go na tym kocyku do uchni i tam przeniosła na podusię:-) W nocy Idolek zrobił się w końcu ciepły!!!! Jedzenie pobudziło narządy do pracy, to i krew zaczęła lepiej płynąć:-) Dzisiaj rano ugotowała mu kurczaczka z marchewką ja dałam jej kleik i te paróweczki Gerbera. Zobaczymy, ile uda mu się wypić wywaru i ile uda się wlać wody do pyszczka. jeśłi dużó, to być może nie bęzie już dostawal kroplówki:-) Tak bardzo się cieszę z tej ogromnej poprawy jego stanu!!!!!!!
  25. [quote name='RenW']Dorzucę dla 'dziewczynek' jednorazowo 200,- bo widzę, że sprawa pilna (przelew puszczę w poniedziałek) będzie na coś.. niestety, tylko tak mogę poratować 'dziewczynki'.[/QUOTE] Niestety? Daj tym suniom losie więcej takich "niestetów" :-) Bardzo dziękujemy!!!!!
×
×
  • Create New...