Schroniskowe psy mają specyficzne upodobania kulinarne, a właściwie brak upodobań. Zwłaszcza te, które długo siedzą w schronie. Jadąc z pierwszą wizytą do Zulusa, zabrałam cielęce paróweczki. Chciałam się wkupić w jego łaski. Podchodzę do budy, przedstawiam się i wyciągam parówkę. Wziął do pyska i wypluł. Zbaraniałam. Dopiero później, na spacerku, dawałam mu po kawałeczku i w końcu wsunął całe ćwierć kilo. Zresztą z psami jak z ludźmi - coś się lubi, czegoś innego do pyska się nie weźmie. Miewałam psy, które nie tknęły kaczki (nawet pieczonej, z jabłkami!). A te obecne wsuwają az miło. Może Kozak gęsiny nie znosi?
My tu jedzonku, a Bolek pewnie na spacerek by pobiegł!