Boże, jak on kocha te spacerki!
Asiu, przyjadę na pewno. Szykuję pakę z ciuchami, obrusami i pościelą.
Na razie dobra rada (od tresera ze szkółki, do której chodziła nasz Betka) - od razu na początku spacerku - pojedyncze, krótkie szarpnięcia z jakąś komendą typu "powoli", "spokojnie", itp. Próbowałam - działa. On jest po prostu niewyżyty i bardzo, ale to bardzo spragniony wybiegania. A co myślisz o tej lince z patykiem na końcu? W przypadku Zulusa musiałaby to być kłoda jakaś, ale jest skuteczne. Na tym poletku jest tyle kęp, zarośli, drzew, krzaków, że w końcu się na czymś zatrzyma. Plus ćwierć kilo kabanosów w kieszeni i pies jest nasz!