-
Posts
18511 -
Joined
-
Last visited
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by mestudio
-
Jakby tak miało być to może kocyk elektryczny jej damy. Nie wiem, może to głupi pomysł.
-
[quote name='esperanza']mestudio opisz proszę zachowanie Rupiego wobec psów i kotów. Czy on, albo jakikolwiek inny psiak u Was kaszle, albo ma objawy jakieś wirusówki? [B]Pytam, bo Rupi, o ile dobrze pamiętam, nie był szczepiony przeciwko wirusówkom. Jeśli ma trafić gdzieś na terapię do kogoś do domu, musimy zadbać, by czymś innych zwierzaków nie zaraził.[/B][/QUOTE] Przyznam, że jestem zdumiony. Rozumiem, że to nowe zwyczaje, ale my na wsi jeszcze ich nie znamy. Przepraszam, już będziemy wiedzieć ( i się nie dziwić). TZmestudio
-
Każdego dnia przekazuję mnóstwo informacji o Rupim, ale powtórzę. W naszym domu żadne zwierzę nie jest chore i nie wiem co to jest kaszlący pies. Nie miałam takiego nigdy. Ciekawe dlaczego trzeba zadbać o zwierzaki innych gdyby gdzieś trafił, a o moje nie trzeba było zadbać? Pytanie za 1000 punktów:-). Rupi wobec zwierząt jest obojętny - pisałam o tym. Jada z jednej miski z kotami jak podejdą. Nie lubi jednak jeśli któreś zwierzę zbliża się do jego legowiska - warczy zaraz. Chwilami denerwują go bawiące się koty - kiedy biegają i wskakują gdzieś na górę, wtedy potrafi szczekać na nie bez sensu przez dłuższy czas. Jest bardzo zmienny jeśli chodzi o koty. Przed kastracją czepiał się ciągle Jordana, teraz trochę przystopował. Dziś jednak zaczął warczeć na Jordana kiedy tamten sobie stał przy miskach i trzeba było fuknąć na panicza aby przestał. Generalnie nie życzy sobie aby jakiś zwierz przechodził obok jego legowiska czy próbował się przytulić, ale to nie problem. Ze zwierzakami nie jest źle i w tej chwili lepiej niż na początku. Zastanawiam się tylko czy jak trafi w nowe miejsce to znowu się nie pogubi w tej układance, oby nie cofnął się już nawet o krok. Bardzo dobrze cofa się sikanie - znaczenie. Jak wyszliśmy na spacer do lasu z większymi psami to został z córką na 2 godziny i znalazłam tylko jedno miejsce oznaczone. To jest ogromny sukces. TZ bierze go na kolana na siłę, nie podoba się mu, ale po chwili warczenia ustępuje i jest zadowolony. Ja oczywiście go nie wezmę na kolana, ale jak siedzę gdzieś na kanapie to on chętnie wskakuje i kładzie się obok, a nawet jakby przytula się i mogę go głaskać. Mam wrażenie, że odrobinę się wycisza, co nie zmienia faktu, że musi znaleźć inne miejsce bo ja mu raczej nie zaufam jeśli chodzi o malucha.
-
Nie mamy roku ani pół roku, nie widzę tu też osób, które powinny coś zadziałać bo pisać to sobie możemy w nieskończoność. Chciałabym zobaczyć minę Jamora kiedy by Rupi do niego przyjechał na to szkolenie:-). Jamor nie wpuszcza psów do domu o ile pamiętam, psiaki mieszkają w kojcach z budami, chyba że coś przeoczyłam na jego forum. Tasman zdecydowanie nie nadaje się do budy.
-
[quote name='sylwija']jak psiak zabezpieczony, to wątpię, żeby ktoś dał złotówkę :( jakoś nie mam złudzeń..[/QUOTE] Właśnie tu jakoś jest tak dziwnie, jak pies na ulicy to wtedy i pieniądze się znajdują, a jak ktoś szybko zadziała i znajdzie mu miejsce - nieważne czy za karmę, czy za pieniądze to już niech sobie radzi bo tragedii żadnej przecież nie ma. A tragedia jest bo każdy z nas ma ograniczone fundusze i jak pomaga to liczy na to, że inni pomogą mu.
-
No to tak jak u nas, zero miejsca o kasie na dziwne przypadki nie wspomnę. Może trochę pozbierać deklaracji?
-
Piękny pies. Sylwija, czy Ty go zgarnęłaś do siebie?
-
Dziś Tasman zażyczył sobie wyjść o 4:00 w nocy (wyraźne chrumkanie świnki). Po wypuszczeniu niezwłocznie zrobił kooopę. Szybki powrót i dalej śpi. Rano kafelki nie zostały przyozdobione w żadnym miejscu. W kilku miejscach (dwa na pewno) było nasikane. Ale ze względu na siedem nocujących psów w domu, nie można stwierdzić czy to Rupi. Nadal zakrapianie oczu to sceny z horroru. Na szczęście wyczerpały się baterie w aparacie i nie można tego nakamerować. Nadal problemem jest przymuszenie go do czegokolwiek. Rupi już nie brudzi tyłkiem tak jak wcześniej. Niestety nadal problemem jest sikanie w domu. Wprawdzie jest tego mniej ale jeżdżenie na mopie kilka razy dziennie do przyjemności nie należy. Szczególnie jak naszczy na rzeczy, które później trzeba czyścić. Ogon już się zagoił. Ochraniacz (kołnierz) ma już zdjęty - niestety nie był w stanie jeść ani pić. Dla takiej twarzy powinni wymyślić inny kształt. Dziwię się trochę lecznicy że tego nie widzieli i niepotrzebny to był wydatek. TZmestudio
-
Dwupak - Meggi i Peggi - Pilne - wizyta poadopcyjna - Wrocław
mestudio replied to Olena84's topic in Już w nowym domu
Też obserwuję wątek i czekam na wiadomości. -
Ma suchą słomę i buda jest osłonięta z każdej strony pełnym ogrodzeniem więc jej nie wieje, w budzie sucho więc mam nadzieję, że nie jest jej zimno, gdybym tylko miała odrobinę więcej miejsca.
-
Brinkę chwalę ja:-). Kochana sunia. Byłam u niej z ciepłą wodą ze dwie godziny temu i tak mocno spała w głębi budy, że musiałam zajrzeć czy aby żyje. Wcale mnie nie słyszała. Szkoda, że nie mam dla niej miejsca w domu na takie zimne dni, pozostałe pieski są razem w domu i na werandzie, a ona niestety nie chce się z nimi zgodzić, ale mam nadzieję, że to jej futro chroni ją.
-
Zaglądam do pieska, ale co z tego skoro nie mogę pomóc w żaden sposób:shake:
-
Konik vel Vito tak długo czeka na swój domek... Gdzie on jest???
mestudio replied to dreag's topic in Już w nowym domu
Zaglądam znowu do pieska. Naprawdę super, że dostał szansę i nie musi marznąć w tym lesie. -
Tasman to nie jest przypadek beznadziejny. Niestety stanowi zagrożenie dla małego dziecka i dla mestudio. To nie jest tak, że jest to potwór. Niemniej napiszę jeszcze raz to co jakiś czas temu: to będzie adopcyjny pies za jakieś dwa miesiące, o ile ktoś będzie nad nim dalej pracował. My w tej chwili takiej możliwości nie mamy. To nie jest tak, że chcemy się go pozbyć - my to [B]musimy[/B] zrobić. Najgorszym rozwiązaniem byłby powrót do schroniska. On musi mieć kontakt ze stanowczym człowiekiem. Nie musi być silny, ale świadomy i przewidujący. Koniecznie bez małych dzieci i najlepiej z niewielką ilością zwierząt. Trzeba mu poświęcić dość sporo pracy. Ale jest szansa. Jeśli nawet trafi do PDT to nie do kojca. W jego przypadku mogą się cofnąć te dobre zmiany które w nim zaszły. Nie wydaje mi się że na tym etapie konieczny jest bechawiorysta, czy też szaman, egzorcysta.... Powoli następują zmiany, ale to jest długi proces. TZmestudio
-
Jordan wstydzioch. [img]http://img210.imageshack.us/img210/1690/img2323bh.jpg[/img]
- 1607 replies
-
- basset
- bezimienny
-
(and 3 more)
Tagged with:
-
Jestem przekonana, że taki był bo też miałam takiego psa i ja sobie z nim nie radziłam. Starsza pani ustępowała psu na każdym kroku i tyle. Był jej pupilem, ale nie mógł już być pupilem rodziny tak samo jak u nas, bo nikt inny nie chciał tolerować jego zachowań - warczenia, gryzienia, brudzenia, sikania. Ja tego psa mieć nie mogę bo się go obawiam, a już z pewnością obawiam się o malucha, córka też go nie chce i się go boi. Tasman ma szansę wg mnie, ale musi zmienić miejsce pobytu - dom bez dzieci. Ja np.nie wezmę go absolutnie na ręce, TZ weźmie. Ja mu nie zakropię oczu, a TZ tak. Z sikaniem coś się zmienia, wg mnie dość szybka to zmiana. Ilość zasikanych po nocy miejsc jest dużo mniejsza. Ze spacerami trzeba go pilnować, a wręcz zmuszać do wyjścia, nie reaguje jak się go woła, cmoka itd. Gapi się jak sroka w gnat i ani drgnie. Dopiero jak sam łazi po domu to trzeba mu otworzyć drzwi i wychodzi, jak TZ jest to go bierze pod pachę i idą.
-
[quote name='wiosenka']Wielkim nieszczęściem dla tego psa był fakt, że skoro taki był to właściciel powinien mieć świadomość, że nie jest adopcyjny i poprosić o eutanazje.[/QUOTE] Wiosenka, nie przesadzajmy ;-) Podzielmy problemy z Tasmanem na kilka działów: 1. Sikanie i sranie: mam wrażenie że problem się z każdym dniem zmniejsza. Dziś nasikał może dwa razy w domu. Kupa była jedna, bo wieczorem nie dostał kolacji. Nocował ze względu na mróz w domu. Teraz też jest w domu. Niestety ze względu na zimno nie bardzo chce wychodzić, leży zwinięty w kłębek. 2. Agresja: agresja objawia się kiedy zostaje do czegokolwiek przymuszany. Jeśli coś trzeba zrobić wbrew jego woli należy wsadzić palec pod ubrożę i chwycić. Wówczas nawet jak się rzuca, nie będzie się wił. Można wtedy, np. podnieść go do góry drugą ręką od spodu i wynieść kruszynkę na siusiu. Tak samo możemy zrobić jak trzeba mu zakropić oczy, tyle, że na wszelki wypadek należy zakrapiać "z odległości" (oczywiście w celu dodania sobie nowych wrażeń, można spróbować z bliska). Po okiełzaniu pierwszego niezadowolenia możliwe są nawet pieszczoty. Ale trzymanie za obrożę to konieczność. [IMG]http://img267.imageshack.us/img267/2192/img2339j.jpg[/IMG][IMG]http://img210.imageshack.us/img210/9950/img2338tb.jpg[/IMG][IMG]http://img16.imageshack.us/img16/7431/img2336ly.jpg[/IMG][IMG]http://img252.imageshack.us/img252/5994/img2333q.jpg[/IMG][IMG]http://img191.imageshack.us/img191/8769/img2334la.jpg[/IMG] TZmestudio
-
Nie mam na to czasu ani żadnych możliwości dowozu psa. Jestem tu z małym dzieckiem, a córka musi chodzić do szkoły. Nie wyobrażam też sobie aby ktoś przyjeżdżał do mnie i był tu przez kilka godzin. Dojazd do nas to 2 godziny w jedną stronę. TZ także nie ma możliwości zajmowania się takimi sprawami. Wychodzi z domu około 11 jednego dnia, a wraca na drugi dzień około 19. Może też tak być, że zabiorą nam zaraz firmowy samochód i nie będziemy mieli żadnego sensownego środka transportu. To moje wstępne przemyślenia.