Jestem, oj, dostałam w 4litery i pewno jeszcze dostanę.
Zabieg poszedł po myśli. Najpierw przyziemne rzeczy, czyli koszt (to oczywiście wrzucę w 1 post) 250zł (sterylka, usunięcie guzów, leki, zaopatrzenie w leki do domu, kubraczek) - rachunek na FNiZ (po uprzednim uzgodnieniu). Na siebie wzięłam osobno 50zł - histopatologia (wynik za jakiś czas), 12zł kapelinder (w drodze powrotnej do Jadzi mąż wziął go z lecznicy, bo zaczęła kombinować z wylizywaniem kubraczka, a nie daj Bóg złapie go zębami razem ze szwem lub zmemła i...).
Operacja była konieczna. Wybaczcie mi teraz brak fachowości określeń ale postaram się oddać właściwie to, co powiedział doktor. Sunia nie miała ciąży urojonej ale za to na bank ma zaburzenia hormonalne i stan zap. sutków, z których po mocniejszym naciśnięciu (na co można było sobie pozwolić w narkozie) leciało mleko i wydzielina (jak zrozumiałam bakteryjna). Sterylka powinna wojnę hormonów uspokoić, z kolei na stan zap. poszedł w większej dawce antybiotyk. Na wszelki wypadek (gdyby "cóś" wyszło w trakcie) ma założony wenflon (jeśli nie będzie potrzebny do zdjęcia w środę lub czwartek).
13.10 wyszłam z lecznicy, zostawiając Jadzię, 14.40 odebrałam sunię, która już łapała kontakt.
Pojechałam do swojego mieszkanka/ izby piwnicznej i tam czekałam na męża, który mnie zmienił. Jadziolek co jakiś czas podnosił główkę, po czym zasypiał. Dzwoniłam parę min. temu, Jadzia śpi. Mąż był z nią na dworze ale nie zrobiła siku. Za jakiś czas wyjdzie z nią znowu. Na noc założy jej kapelusik. Jeśli dostanę cynk, że Jadzia zdrowo cuduje (a mama jest na kiepskim chodzie) to pojadę do niej rano, by być z nią do pogranicza powrotu męża z pracy.
Picie dostanie Jadzia, kiedy wejdzie na obroty. Jedzonko jutro. Zdjęcia zrobiłam, wstawię.