-
Posts
36362 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
1
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by majqa
-
Postaram się nie napisać opowieści więc tylko tytułem wstępu - nienawidzę takich wizyt!!! :placz: Czuję się wtedy oookropnie...a do tego jestem upierdliwa...:roll: Może by tak w punktach (sorry za skoki z zagadnienia na zagadnienie ale będę się starała niczego nie pominąć)... :roll:: 1. Spotkałam się tylko z panią, dzieci (młodsza dziewczynka i niemal dorosły syn - z opowieści pani wynika, że dzieci spokojne i odpowiedzialne) oraz mąż byli nieobecni. Nikt z bliskich nie wie, co pani knuje. Po śmierci jedynego psa (boksio), jakiego dotąd mieli nie mogli się pozbierać (swoje przeżył, chorował, walczyli o niego). Pan nie chce słyszeć o psie, sprężyną stały się tu marzenia córki. Z relacji pani, która Primą chce wszystkim zrobić niespodziankę, wynika, że mąż się przestawi z niechęci na jej biegun, a głównie córka oszaleje ze szczęścia. O dziwno, niemal wbrew sobie, naprawdę uwierzyłam w to zapewnienie (w którym była i mowa, że jak już biorą to biorą z całym dobrodziejstwem inwentarza i nie ma bata, suni nie porzucą, nie oddadzą). Mąż pani z racji wykonywanej pracy wraca późno więc pani jest w pełni świadoma, że ciężar opieki nad sunią spadnie na nią. W dni, gdy na 12 godzin (co dzieje się na ogół 2 razy w tygodniu) idzie do pracy, suni będą doglądać dzieci. 2. Po opowieści, nieudawanej, nie wyreżyserowanej o boksiu uważam, że miał się jak pączek w maśle. 3. Pani zdaje sobie sprawę, z czym się wiąże adopcja, w tym i adopcja suni o nieznanej przeszłości, że wymaga zabiegów, by ją do siebie przywiązać, nie spuszczać przedwcześnie, przyuczyć do funkcjonowania w domu i wśród domowników, dbać, leczyć, odrobaczać, szczepić oraz jest to rodzaj inwestycji na lata, a pies to żywe stworzenie, nie rzecz etc...etc... 4. Inne zwierzęta - miałam okazję poznać spokojnego kociaka - nie dość, że obłędnie piękny, to równie obłędnie zadbany i widać, że rozpieszczony (siedział sobie w pokoju córci). 5. Myślę, że córka będzie starała się tak zgrać tych dwoje, by razem z nią śpiuniały w pokoju. Pani jest o tym przekonana. 6. Rozmawiałyśmy o wetach - podpowiedziałam najbliższą pani, a dobrą lecznicę, zasugerowałam tam bezpłatne zaczipowanie. Obgadałyśmy też oczywistość - kwestię adresówki. 7. Inny temat rozmów - żywienie - pytałam, jak i czym był karmiony boksio i nie mam słowa zastrzeżeń. 8. A konto ewentualnych kłopotów (zachowanie suni) powiedziałam, że służę pani pomocą (skontaktowanie z dobrą behawiorystką/ szkoleniowcem). 9. Wyjazdy, wakacje - boksio jeździł z państwem lub zostawał u najbliższej rodziny (gdzie nie było wątpliwości, że nic mu się nie zdarzy) lub u przyjaciółki pani (ta sama bajka co w poprzednim nawiasie). 10. Lokalizacja - rejon OK, za blokami miejsce do wybiegania się psa. Mieszkanko duże, baaardzo przytulne, takie ciepłe, kochane. 11. Aha, ze strony żadnego z dzieci mowy nie ma o zagrożeniu, zapędach z męczeniem stworzenia, nauczone są wrażliwości na zwierzaki. 12. Obgadałyśmy z panią sprawę pielęgnacji sierści - szamponów, wyczesywaczy, psich zabawek, odpchlaczy etc. 13. Jedyna prośba pani, by sunia nie była zapchlona - z troski o to, by pchełek nie załapał kociak o sierści tak gęstej i puszystej, że pierwszy raz z taką się spotkałam. 14. Kolejna prośba pani - by z sunią dopiąć tego co oczywiste i konieczne (np. też odrobaczenie) i jeśli coś się wiąże z kosztami pani je pokryje. 15. Pani przypadkiem trafiła na ogłoszenie Primy, rozważała właśnie danie szansy psu ze schroniska. Jak zobaczyła tak, i tu ją rozumiem, stwierdziła, że to musi być Prima i już. 16. Sama pani - konkretna, rzeczowa, a jednocześnie ciepła, zwłaszcza przy mówieniu o boksiu, kocie i swoich bliskich. Tak mi się zarysował obraz prawdziwej rodziny. [B]Podsumowanie:[/B] Czy ja bym zaryzykowała? Celowo piszę o ryzyku, bo każda bez wyjątku adopcja ma w sobie czynnik ryzyka. Tak, zaryzykowałabym. Biorę pod uwagę to, że moje przeczucie, że powinno być dobrze, może okazać się zawodne i nie jest mi z tym dobrze. :shake: Ot, moja natura przewrażliwieńca/ histeryka. Hm...ze swojej strony zapewniłam panią, że służę jej pomocą, podobnie jak i Wam, osobom wyadoptowującym Primę. Jestem niemal niepocieszona, że nie znalazłam nic "na nie", nie do wiary. Może coś przegapiłam? :-( Co mogę jeszcze dodać? Chwilowa pustka w głowie więc pytajcie.
-
[quote name='malawaszka'] (...) niepotrzebnie piszesz o tym, że jesteś zbędna na wątku itd... do niczego nie zmierzam (...) jak ktoś nie zgadza się ideologicznie czy jakkolwiek inaczej z tym, że chcemy wysterylizować suczkę to chociaż niech nie zniechęca do działania i do pomocy innych (...) [/QUOTE] OK, sprawa zamknięta, opacznie Cię zrozumiałam. - 1 zd. z cytatu. Ideologia to za mocne słowo, po prostu inny, wyrażony pogląd, do którego nikogo nie namawiam (odmienne zdania; niezgodność stanowisk to atrybut forów). Tu również uważam sprawę za zamkniętą. Zbierajcie i niech się Czarnej poszczęści. - 2 zd. z cytatu. [B]A póki co wątek w górę, bo maluchy i ich mamy oczekują pomocy!!![/B]
-
Pije dużo, posypia. Pogadaj z wetem, czy jego zdaniem nie byłoby sensu zbadać jej cukier.
-
Maniutek dostał nową szansę w domku stałym u majqi!!!
majqa replied to Rybka_39's topic in Już w nowym domu
[quote name='Szarotka']Kobieta ma sluszna figure :lol::lol::lol:[/QUOTE] Najsłuszniejszą - opływową... ;) -
Nie rzucę niczym, nie rzucę... :shake: :roll: O rany, przecież ja nie chcę dla niej nie wiadomo czego tylko...normalności, jak...u mnie. :-( Jadziunia :loveu: w obstawie męża nakarmiona przez mamę... z ręki oczywiście, odpompowana, odkooopkana, śpiunia. Wyszłam z łódzkimi psiurkami, a tu zimno i wietrznie, brrr...jak to dobrze, że niunia się już nie pałęta samopas.
-
Cudny Gufik-zostaje juz na zawsze w domu u Kate i Bea.
majqa replied to rytka's topic in Już w nowym domu
Koniecznie. -
Ryciu, ależ ona piękna. :loveu: Koooniecznie dorób jeszcze takich fotek, jak pierwsze dwie (już ściągnęłam na okoliczność ogłoszeń). Aha...wszelkie istotne rzeczy - póki co orientacyjna ocena wieku, charakter etc. wpisuj proszę (uzupełniając o kolejne obserwacje) w 1 post. Łatwiej będzie to znaleźć potem do zrobienia tekstu.
-
[quote name='irenaka'](...) Ale z Ciebie detektyw się zrobił, nic nie ujdzie Twojej uwadze:shake:. Nie dość, że wątki znalazłaś, to w nocy jeszcze teksty piszesz:placz:.[/QUOTE] Dobrze, że już działa wyszukiwareczka. :cool1: Nocką smutno było samemu z Jadzią, spania ni w ząb więc zabiłam mało pożyteczne rozmyślania. :lol:
-
Djobsze, djobsze, see popodglądam, jak idą te ogłoszenia. :multi:
-
Nie idź proszę okrężną drogą (taką zawsze da się nadrobić ;)), zrobiłaś, co w Twojej mocy, by sprawę wyjaśnić polubownie. Nie udało się? Nie Ty na tym stracisz. Dość już wodzono Cię za nos, zbywano, ignorowano, lekceważono. Poza wyjaśnieniem sprawy i własną satysfakcją masz szansę oszczędzić i innych ludzi, którzy kiedyś mogą powielić Twój los.
-
Co z ogłoszeniami Irenuś? Masz do nich kogoś?
-
[quote name='dosia.wil'] (...) Słuchajcie, ja uważam, że sprawy w tym akurat wypadku zaszły tak daleko i poważnie dla Ivette i jej rodziny, (...) Ivette, powinnaś zgłosić sprawę na policję, bo w grę wchodzi zdrowie Twoje i Twojej rodziny. (...).[/QUOTE] Dokładnie tak, ogniwa pośrednie są tu zbędne i odwloką sprawę.
-
...czyli kolejna sunia - cudeńko!!!
-
Mam nadzieję, że jak będziesz tam Kamilko to już będzie po udanej adopcji. :lol:
-
Wróciłam zjechana na max. Że też ja nie potrafię nic robić na pół gwizdka. :-( Wychodząc z domu, tu w Łodzi, czułam się jakbym zdradzała tych, co zostają. Teraz mam to samo w drugą stronę. :-( :roll: Powinnam umieć się zdystansować, przyjmować pewne rzeczy bardziej na zimno, a tu dooopa blada. :shake: Jadziunia została z mężem. Hm...ta cwaniara rzeczywiście musi być karmiona z ręki. Nie odstępowała mnie na krok, na spacerek wychodziła bez problemu, zachęcona lub kiedy pokazywała, że sama chce. Za serce ścisnęło mnie bardzo, gdy zobaczyłam jak szaleje na widok męża, skakała na niego, tuliła się i chciała go zalizać, ja stałam się nagle mniej ważna. Mój Boże, co za istotka...:loveu: :loveu: :loveu: Ranek za to był fajowy, jedno moje słowo i myk, wskoczyła na łóżko ale o dziwno, nie po to, by się panoszyć tylko na buziaczki z języczkiem. :eviltong: Jak już mnie zalizała równo, zrobiła zeskok i fru na swoją kołderkę.
-
Cudny Gufik-zostaje juz na zawsze w domu u Kate i Bea.
majqa replied to rytka's topic in Już w nowym domu
Ja też czuję się uspokojona. -
[quote name='pawelkl']Oczywiście, że można mieć jedno i drugie. Tyle, że w takim układzie gorzej ma zawsze pies.[/QUOTE] Nie wiem, z czego wynika takie Wasze przekonanie. Jasna sprawa, że najcudniej mają psy, które dla swoich właścicieli są pępkiem świata ale tych jest niewielki odsetek. Inne muszą dzielić się ukochanymi osobami z ich bliskimi (w tym i z dziećmi). W pierwszym poście, opisem psa, wystawiliście mu istną laurkę, co piszę bez cienia złośliwości. Nie ma tam ni słowa o tym, by ów pies stwarzał Wam problemy. Piszecie natomiast, że w Waszym odczuciu się męczy (w tę mękę, darujcie, mocno wątpię). Przeżył u Was około 4 lat, przed nim drugie tyle, w porywie, jeśli będzie miał szczęście, plus minus 2-3 lata. Czemu chcecie go ukarać oderwaniem od siebie, ludzi, których ukochał całym sobą? Nowy, nawet najlepszy dom nie zniweluje jego wspomnień i nie zagłuszy dośmiertnej tęsknoty. Są psy, które jeśli miały naprawdę dobrych właścicieli, a potem np. po ich śmierci, dostały w 4 litery, kolejnego właściciela chwytają jak Pana Boga za nogi. Draco jednak nie jest psem, którego da się podpiąć pod opisaną okoliczność. On zostanie nagle, nie rozumiejąc dlaczego, wyrwany z korzeniami ze swojego raju. Żeby nowy właściciel skichał się i uszami zaklaskał nie zastąpi mu Was, co najwyżej nieco umniejszy jego ból rozstania. Ni diabła nie pojmuję również stwierdzenia: " Jeżeli uważa Pani, że pies jest ważniejszy od dziecka, to gratuluję." A któż Wam nakazuje wybierać? Pies nie stanowi zagrożenia dla dziecka i musi się pogodzić tak z jego obecnością jak i z faktem, że swój czas musicie dzielić pomiędzy tych dwoje i już. Za jaką cenę musi? Tą ceną jesteście Wy, najdrożsi mu ludzie. Niewiele wody upłynęło od chwili, gdy pożegnałam kochanego boksia. Nie zawsze miałam dla niego tyle czasu, ile bym sobie życzyła, ba...co ważniejsze, ile on oczekiwał (przyczyn po temu było wiele). Do łba mi jednak nie przyszło, by miał zmienić otoczenie (dom, ludzi wokół) dla jego rzekomego dobra. Kiedy zamykał oczy po raz ostatni wiedziałam, że odchodzi spokojny i, choć nie było mu to dane, chciałby wydrzeć śmierci jeszcze jedną sekundę, by być dłużej po tej stronie. Może z powodu tych właśnie, dla mnie świeżych przeżyć, jestem wstrząśnięta, że ktoś (obojętne kto by to miał być i jakiej rasy/ kundla dotyczyłaby sprawa) mniej, czy bardziej świadomy konsekwencji, rezygnuje ze swojego pupila.