Jump to content
Dogomania

majqa

Members
  • Posts

    36362
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    1

Everything posted by majqa

  1. [quote name='Asior']no powiem szczerze, ze kot brzmiał straszliwie...[/QUOTE] Ten dźwięk będzie mnie prześladował jeszcze długo... :-( [quote name='Obama']Wszystkiego Najlepszego w Nowym Roku dla całej brygady! Mniej strasznych przygód![/QUOTE] Dziękujemy! Niech się tylko to spełni! :-)
  2. [quote name='Havanka'](...) ogłoszeniami na innych portalach zajmę się tak jak obiecałam.[/QUOTE] :iloveyou::iloveyou::iloveyou:
  3. [quote name='Fides79']a wiecie może jak to się stało, że Ares uciekł?[/QUOTE] Też jestem ciekawa, co się dokładnie wydarzyło. Rejon parszywy, miejsc do zaszycia się masa, miejsc niebezpiecznych również. :-( Brak obroży, adresówki, chipa (a szkoda, bo w wielu lecznicach jest bezpłatna akcja chipowania), eh... :-( Czy został dodany na stronę schroniska?
  4. Dzień dobry Wszystkim Szanso - Zależnym! ;-)
  5. Mądre psiaki, boskie stado. :-)
  6. Nic się nie stało Asieńko, domyśliłam się, że zablokowały Cię problemy z synkiem. Kot, tak, moje kochanie przeżyło. Opisałam wsio na wątku Cacka, baner w podpisie, bo atak był jego autorstwa. :angryy: A ja się postarzałam o dobrą dychę po tej akcji. :-(
  7. 1 dzionek nowego roku mieliśmy, że szkoda gadać... Ze świadomością, że inni odpoczywają po baletach remontowaliśmy rurę kanalizacyjną. Szczegóły tego pachnącego przedsięwzięcia pominę. Żyć nie umierać.
  8. Tłumy Cię odwiedziły Zoranku. ;-) Nic to, pchamy ten wózek dalej. Ogłoszenia masz znów podciągnięte, a tel. aż robi się czerwony z gotowości do rozdzwonienia...
  9. Tak, takie dla niego katusze przewidziałam. ;-)
  10. W ramach kary śpi... wtulony w męża i w Jolę. :eviltong:
  11. Myślę, że pewno tak, jeśli nie ma obostrzeń regulaminowych na fb, a w to się jeszcze nie wgryzłam.
  12. Również zaglądam choć nadzieja moja nieco jest słabsza.
  13. Cudna jesteś Szanso... pychol przesłodki. A postęp w zachowaniu, że hoho!!! Jutro siadam to tekstu, zrobię, wrzucę na wątek, a właściwie rozważę i pewno etapami popełnię dwa: - pierwszy: allegro pod kątem DS, BDT, kasy - drugi: ogłoszenia na innych portalach. Tolu, czy może orientowałaś się, która z dziewczyn władna będzie pomóc w allegro? Aha, poproszę jeszcze o nazwę kliniki, gdzie będzie Szansa operowana. Tu trzeba "pojechać" pełną nazwą (allegro - uwiarygodnienie historii Szansy).
  14. Oj, Dziewczyny, dziękuję za ciepłe słowa. :Rose: Anuśka chodzi nieco wolniej i nerwowo się rozgląda jak chodzi, zwłaszcza w rejonie, gdzie to się stało. Jakaś nadzieja we mnie wstąpiła, bo kiedy się położyłam na godzinkę, początkowo z oporami ale później już śmielej Anuśka do mnie podeszła. Wzruszyłam się, bo za chwilę podreptała do mojej twarzy, zaczęła się o nią ocierać więc natychmiast jej dałam serię buziaków (taki nasz rytuał) i Ania "zagrała", rozmruczała się. Swoim zwyczajem wpakowała się pod kołdrę i powydeptywała mnie, a potem poszła tulić się do Remisia... Robiła to jednak z pewną rezerwą, jakby się bała, że i on zechce ją skrzywdzić. :-( Mój Boże, jak ona się musiała wtedy bać... :-( Oczywiście Cacuś zostanie odjajczony. Doktor sugerował tylko poczekanie ok. 3 tyg. od szczepień. Jednakże 15.01 - 16.01 jest weekend, ja mam wyjazd szkoleniowy i nie przeżyłabym z kolei, że zostawiam pociętego Cacusia w kapeluszu pod opieką li tylko męża i z doskoku mamy. Tak więc natychmiast po powrocie, jeśli tylko doktor się zgodzi choćby i w poniedziałek dogrywam zabieg. Bardziej jednak zrobię to z rozsądku, zabezpieczenia Cacunia przed ewentualnymi zakusami nieuczciwych chętnych, uwolnienia go od zewu natury niż z liczenia na uspokojenie się. Przyglądam się swoim zwierzakom, które przeszły taki zabieg i... Zazdroszczę tym, którzy twierdzą, że ich sunia/ pies się uspokoiły, że charakterek się utemperował. Qrczę, może ja mam po prostu takie egzemplarze, jeden w drugiego, jedna w drugą ŚWIRY, choć kochane? Jakie były przed takie i są latami po. Wspomniany tu na wątku Remiś to już kuriozum. Stopień pobudliwości nie do opisania. Trudno mi sobie wyobrazić więc statecznego Cacka. :evil_lol:
  15. Bardzo współczuję Awit. Wyobrażam sobie, jak Cię ta sytuacja dręczy, a teraz... tym bardziej. :-(
  16. Musi być dobrze, nie dopuszczam innej myśli. Anusia wydobrzeje, daj Bóg, zapomni, a Cacuś znajdzie super domek lub... pokocha kaganiec.
  17. Z instynktem i genami przegram, zawsze przegram. :-( Przecież nie będę sprawiała Cackowi łomotu idąc tropem - złamać psa. Ta wersja odpada. :shake: Parę min. temu dostał jedzonko, nie daję mu odczuć, że sobie nagrabił, bo na dobrą sprawę nie nagrabił, taki jest i już i takiego trzeba go kochać. Jak jeszcze ze mnie zejdzie powietrze biorę się za przymiarki kagańców i dalszą obserwację Ani, bo póki co nie jest sobą. :-( Franka jej nie odstępuje, pilnuje jej, wywąchuje, wylizuje. Albo to moje przewrażliwienie albo Ania utyka troszkę. No nic, zobaczymy, jeśli to odczucie przestanie być odczuciem, a stanie pewnikiem, kierunek wet... Szlag niech to... :angryy:
  18. Jeszcze się trzęsę. :-( Usiłował mi zagryźć, i to już nie było sobie [I]takie tam,[/I] kocie dziecię Anusię. Mąż sądził, że Ania jest w pokoiku, w którym z nią śpię. Wypuścił Cacka. Miałam go cały czas na oku, w trakcie wykręciłam numer do Asior, chciałam z nią zamienić parę słów. Reszta to już był moment. Ania spała w budce pod schodami. Cacek wpełzł do budki i zaczął ją gryźć. Był jak w amoku. Zareagowałam natychmiast ale nie szło go wyciągnąć i to przeraźliwe miauczenie Ani, która jedyne, co mogła to wcisnąć się w koniec małej budki. Znikąd nie miałam pomocy, złapałam za tył Cacka, podniosłam do góry, w dół wisiała Ania w budce wciąż trzymana przez Cacka. W końcu puścił. Dawno nie widziałam tak zestresowanego kociaka. :-( Gdyby trafiło na któregoś z dorosłych, może za wyjątkiem Franki, poradziłyby sobie znacznie lepiej niż Anusia. Ona natomiast nie czuje zagrożenia, lgnie do psiaków, nie łapie, że mogą ją skrzywdzić. Obejrzałam bidę, zapluta, zamemlana, ran ciętych, aż dziw, nie zauważyłam. Jeszcze ją obserwuję, czy dobrze się porusza, czy nie ma jakiegoś stawu naciągniętego. Wciąż jest przerażona, nawet mnie się boi. Kropla przepełniła dzban. Będę się bawić z Cackiem w pokoiku, w którym śpi (tam nie ma kotów) lub na dworze. Po reszcie mieszkania będzie urzędował w kagańcu, czego chciałam mu oszczędzić. Nie mam wyboru. Chęć zabicia kota, a nie tylko gonitwy jest w nim silniejsza niż cokolwiek innego. Dostał klapsa przez tyłek (nic mu się nie stało, zapewniam), schował się więc w kuchni pod czarną kanapę i... nie do wiary, jedno miauknięcie innego kota natychmiast go uaktywniło, pędził jak oszalały dokończyć, w jego mniemaniu, co zaczął. No to nieźle zaczął mi się nowy roczek. :roll:
  19. I bardzo o taką pomoc prosimy Havanko! :modla::modla::modla:
  20. Moje serce złamane jest odejściem nie tylko Baszy, nie tylko innych psów, których losy śledziłam na dogo. Ubiegły rok zabrał mi kilkoro z moich domowych skarbów. Wiem jednak, to oczywiście mój punkt widzenia, że rozdział rozpaczy (nie mylić z pamięcią) trzeba zamknąć, by nic z troski o te, które pozostały, z codzienności nie umknęło. To był dla mnie najgorszy z wielu przyczyn rok. Dobrze, że już minął. Teraz chcę się skupić na tym, na co mam wpływ, na teraźniejszości i na niedalekiej przyszłości, czego nam tu wszystkim życzę. Waldi, nie ma dnia żebym nie myślała o Baszy. Obecnie, po przeprowadzce, śpię w pokoju, który, gdyby DS Baszy się rozmyślił, gdyby np. siadły mu bardziej stawy, a DS czułby, że nie podoła, słowem w pokoju, który miał być ewentualnym, powrotnym dla Baszy. Do głowy mi nie przyszło, że odejdzie przez "olanie", "niedopatrzenie", "zaniechanie", wypięcie się na moje błagania o wszelkie informacje, o puszczenie sygnału, choćby w środku nocy. Oddzwoniłabym natychmiast. Z racji dobrych układów z dziewczynami z W-wy pomoc przyszłaby od ręki, ba... ja sama wsadziłabym tyłek w auto i byłabym po niego w góra 3h. Niestety, stało się coś, czego nie przewidziałam. Deklarowane podejście do tematu wielce różniło się od prawdziwego oblicza DS. Jeśli ktoś twierdzi, że drugiego człowieka da się rozgryźć, przewidzieć, jest durniem. Nie da się, co potwierdza nie tylko adopcja Baszy. I... to ja muszę żyć ze świadomością, że chcąc dla Baszy lepiej zawiozłam go na śmierć. [COLOR=red][B]Jeśli więc mogę o coś Waldi prosić to nie przytłaczaj mnie wspomnieniami o Baszy na wątku Zorana.[/B] [/COLOR] [B]Basza nie żyje, nic tego nie zmieni. Zoran żyje i to kolejny pies, o którego los drżę. [/B]Podobnie ma się rzecz z Niunią z mojego podpisu, z Cackiem, który jest u mnie. Zresztą, takich psów niemniej ważnych niż wymienione jest więcej. Dzień w dzień zachodzę w głowę jak je uchronić od losu Baszy. Tyle w kwestii tego tematu.
  21. Jaszko, nie zabij ale podzielę się z Tobą/ Wami pewnym przemyśleniem, które pojawiło się po wpisie, że wszystko jest u Kuby OK, że byłaś u panów etc. Otóż... Nie wiem, czy regularnymi wizytami, adoracją psiaka, choćby przez siatkę, smakołykami itd... itd... nie robisz mu, mimowolnie oczywiście, krzywdy. Pies wpadnie w rytm czekania. Zacznie żyć od - do. Zacznie się do Ciebie przywiązywać, tęsknić. Zacznie mieć dodatkową panią tyle, że przez siatkę. Kiedy nagle, z jakiegoś powodu znikniesz choć na parę dni będzie tęsknił bardziej. Co więcej, za jakiś moment, obym była złym prorokiem, sami panowie mogą mieć tego dość. Postaw się, proszę w sytuacji tych ludzi. Masz psa, a niemal dzień w dzień ktoś do niego przychodzi, podkarmia go, dopieszcza głaskami, pieszczotą słowa. Dla mnie ale tylko przez krótki moment cudze zainteresowanie tak wyrażone byłoby miłe. Po jakimś czasie byłoby męczące, a po jeszcze dłuższym sądzę, że nie zdzierżyłabym. Czy nie lepiej, dla dobra psa, dla nie stania się w oczach tych ludzi intruzem, trzymać rękę na pulsie nieco dyskretniej? Jaszko, Boże broń nie chciałam Ci swoim wpisem sprawić przykrości. Ba... zakładam, że mogę się mylić ale nie byłabym sobą, gdybym tego nie napisała i to nie po to, by się powymądrzać ale ze względu i na Ciebie i na Kubę.
  22. Płatność z Sylwią wyjaśniona. Wszystko dobrze przelałam.
×
×
  • Create New...