A ja nie. Dopiro wróciłam ze swojego bajora między boksami. Wydziobałam tonę zmarzniętego śniegu, wylałam wodę z kaloszków i wracając zostałam kilka razy obryzgana błotną mazią, ale ogólnie jest fajnie. Wreszcie nie musiałam topić śniegu by nalać wody psiakom. psom też nie przeszkadzało że pod skorupą śnieżną jest woda - ganiały jak szalone z buteleczkami od mleczka, które mi się rozsypały gdy Bella okazała mi swoją radość i wywaliła mnie w błotko. Banda rzuciła się mnie ratować, część wdeptała mnie w breję, a reszta zajęła się śmieciami, które bezczelnie ropizgły się po śniegu.
Ale było fajnie.