Może moje doświadczenia coś pomogą.
Dolara adoptowaliśmy po jego 2.letniej odsiadce w schronie.Bał sie wszystkiego,obroży, drzewa, słupa, schodów, własnego cienia. Nie chciał wyjść z domu w obroży,więc załozyliśmy mu szelki.
Na początku kilka razy wynosiliśmy go z domu na rękach.Ale nie chciał się załatwiać,siadał i koniec,ciągnęłam go kawałek siłą i robił po parę kroczków za co był bardzo mocno chwalony.Zaczęłam wychodzić z oboma psami. Liczyłam na to,że zobaczy jak siusia Poker i pójdzie w jego ślady.Pierwszy raz podciagnęłam Dolara prawie pod strumień siusiek Pokera,żeby poczuł o co chodzi. I natychmiast zalapał, nasiusiał na siuśki Pokera ,a potem juz poszło z górki.Długo jeszcze bał się z domu wychodzić,przemykał sie pod murkami dosłownie przyklejony do nich.
Niestety jeszcze nie byłam na dogo i nie zastosowałam metody na smaczka, a u niego byłaby wybitnie skuteczna, bo był przeokrutnym żarłokiem.