Tami w ostatnim tygodniu robi niesamowite postępy.Coraz częściej podbiega na zawołanie, radośnie nas wita, ogonek mało nie odpadnie. Mała pokochała męża, to jej pańcio, a on ją też uwielbia.Wczoraj powiedział,że jej nie odda.
Z jedzeniem ciut lepiej ,ale linię modelki zachowała.
Tami ,a właściwie ja , pakujemy manatki.
Dałam jej trochę podgryźć pluszaka, żeby mogła go zabrać ze sobą.Dostanie też w posagu poszewkę na poduszkę ze swoimi zapachami i porcję gotowanego jedzonka.
Już serce mi pika, gdy myślę o jutrzejszym rozstaniu :-(
Muszę przyznać, że jak na razie Tami to najtrudniejszy przypadek do socjalizacji z człowiekiem.