Świetnie... Danka z TZetem pojechali nad jezioro. A ja ze względu na Carmen zostałam w domu. jej rana przed chwilą zmieniana, nadal ma żywą krew i sądzę że spacery nie są dziś i przez najbliższe dni dla niej. Jednak musiałam je wyprowadzić i to najlepiej osobno, aby wszystko odbyło się ze spokojem. Więc zabrałam Olcie i poszłam na krótkie..bardzo krótkie siki-kupę. Carmen zamknęłam w dużym pokoju. Oczywiście w momencie wychodzenia słysząłam jej donosne wycie. Ale twardo wyszłam. Wróciłam po może 10 min..i co widzę? carmen z pokoju sobie wyszła. A na jego środku wieeelllka kupa i duuużże siu...a Carmen bardzo szczęśliwa że wróciliśmy.