Jump to content
Dogomania

maciaszek

Members
  • Posts

    23614
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    2

Everything posted by maciaszek

  1. To może śpij z nim w łazience? Nie będziesz musiała biegać i sprawdzać ;).
  2. Z tym tapirem na głowie to zdecydowanie Bibi nie do "twarzy". Mam nadzieję, że twórca tej fryzury do takiego samego wniosku doszedł i więcej akcji nie powtórzy ;).
  3. [quote name='Alicja']co do amylazy podwyższonej warto przyjrzeć się też żoładkowi , stany zapalne , nadżerki , wrzody też powodują takie zawirowania ... a ból jak przy zawale serca jeśli dojdzie do perforacji, może zasięgnij przy okazji info od weta w tym temacie[/QUOTE]Zapytam. Dzięki za podpowiedź. [quote name='Alicja']Co do TZta ....wierzę ze Wam się poukłada :calus: :kciuki:[/QUOTE]Dziękuję :loveu:.
  4. [quote name='Jasza']Pani Edyta z Warszawy jest Jaszką zachwycona, ale daje sobie jeszcze do jutra czas na zastanowienie sie, nie chce by adopcja była podyktowana tylko odruchem serca....[/QUOTE]Bardzo rozsądnie. Podoba mi się :). [quote name='Jasza']Czy ktoś może mi pomóc w ogłoszeniach?[/QUOTE]Jaszka ma allegro? Zrobić? Trzymam kciuki za telefony, spotkania, wizyty i to, żeby Jaszka szybko znalazła TEN dom!
  5. [B]Olly[/B], to już nie do mnie pytanie, a do schroniskowego weta. Wiem tylko, że inny schroniskowy pies, który miał nowotwór był zabrany do kliniki i tam miał robione badania. Nie uśpiono go w ciemno. Mam nadzieję, że i tym razem tak było.
  6. To sprawa niestety bardziej skomplikowana i nie chcę tu o tym pisać... Przepraszam (bo trochę Was już wciągnęłam w temat)... Też mam nadzieję, że w końcu jakoś wszystko się ułoży. Chciałabym. Na razie jest tak :(. Przez te wszystkie wspólne lata nigdy nie rozstawaliśmy się na dłużej niż 4 tygodnie... :( [B]Maalwi[/B], TZ będzie pracować koło Olsztyna. ------------ Bazyl ożył zupełnie. Domaga się jedzenia. Pokazuje gdzie jest kuchnia i każe mi tam iść, bo tam kurczak czeka na pokrojenie ;). Macha ogonem, oczy mu się śmieją. Fajnie!
  7. Kurcze, może rzeczywiście założyć wątek na miau, tam zdecydowanie więcej kociakowych ciotek. Trzymam kciuki za pięknotę. Walcz mały!
  8. Jest lepiej, jest lepiej! Przyszedł do mnie sępić jak jadłam ;). Coraz więcej chodzi po mieszkaniu, na balkon, to tu to tam. Myślę, że jeszcze z jakieś 2 dni i będzie zupełnie ok. Cieszę się bardzo :multi:. A jednocześnie smutno mi okropnie. Ale z innego powodu. Mam teraz urlop. Miałam ewentualnie jechać do TZta, do Mrągowa. Bazyla choroba odłożyła wszystkie rozmowy na ten temat i planowania na bok. Ale białas czuje się coraz lepiej i pomyślałam dziś, że może jakoś w niedzielę udało by mi się pojechać, zwłaszcza, że przyszły tydzień mogłabym spędzić z TZtem, bo pracę miał zacząć po początku września. Okazało się jednak, że musi zacząć pracować już w tym tygodniu. I wszystko o kant d... rozbić. TZ byłby cały dzień w rozjazdach, od świtu do wieczora (praca + dojazd do niej/powrót) i tylko tą chwilkę wieczorem mielibyśmy dla siebie :placz:. A miało być tak pięknie - spacery do lasu, nad jezioro, wszyscy razem, cały czas... I dupa. TZ w pracy, ja w domu, z jego rodziną. Absolutnie nic do nich nie mam, ale chciałam być z nim. Z nim! No wiecie... W ogóle wszystko układa się nie tak... Boję się, że tak już zostanie na zawsze - on tam, my tutaj. Jutro miną 4 tygodnie od kiedy wyjechał :placz:. Po raz pierwszy od jego wyjazdu pękłam, po całości :placz: :placz: :placz:.
  9. Dziewczyny, spokojnie. Boksio rzeczywiście został uśpiony. Jak już wiecie miał nowotwór śledziony. W warunkach schroniskowych nikt nie podejmuje się leczenia (operacja czy jakieś inne metody), niestety takie realia :(. Weterynarz ulżył mu w cierpieniu. Skąd miał wiedzieć, że za kilka dni znajdzie się dt? Po prostu nie zdążyliśmy mu pomóc... :(
  10. [quote name='ania shirley']To picie wygląda mi na watrobę. Przy zapaleniu wątroby psy dużo piją. I nie chcą jeść. Coxowi pomógł hepatil (oczywiście był też antybiotyk- długo). Wyniki ma dalej złe , ale objawy ustąpiły.[/QUOTE]Dzisiaj znowu rozmawialiśmy o wątrobie. Wet wyklucza. Wyniki są idealne. [QUOTE]Weci chyba wiedzą co robią.[/QUOTE]Mam nadzieję. Ten do którego chodzimy wygląda na dość sensownego. [quote name='agaga21']maciaszku, czy wet wykluczył nerki? mój lecter(*) tak strasznie dużo pił jak mu nerki wysiadły. pił i słabł w oczach.... :([/QUOTE]Nerki wykluczone na samym początku. [quote name='JOMA']Trzymamy wszyscy za zdrówko Bazylkowe :thumbs: - czekamy na wieści :roll:[/QUOTE] [quote name='Jasza']Odpocznijcie i oby to już był wreszcie koniec sensacji...[/QUOTE] [quote name='Maalwi']ty Bazyla też wyleczysz![/QUOTE] [quote name='soboz4']Trzymaj się Kasiu! Wszyscy jesteśmy z Tobą i z Bazylkiem! Słowa otuchy niewiele dają jak kochany pies choruje, ale myślimy o Was i trzymamy kciuki za szybkie wyzdrowienie![/QUOTE] Dziękuję. Bardzo dziękuje! :loveu: :Rose::Rose::Rose: :loveu: Białas dziś lepiej :)! Spał całą noc, do południa, po południu. W ogóle nie chciał wyjść. Po 14.00 wyciągnęłam go prawie na siłę do weta (na poprzednim spacerze byliśmy o północy). Spałby dalej. Był słabiutki. Szliśmy sobie powolutku, ale i tak się zmęczył mocno. Był jednak bardziej "kontaktowy", zainteresowany tym, co się dzieje naokoło, co wet zauważył od razu jak weszliśmy. Rano nie miał temperatury (zmierzyłam), w lecznicy miał 39,1. Dostał kolejną dawkę antybiotyku i lek przeciwgorączkowy i.... zaczął wodzić wzrokiem za każdym kto się pojawiał, w celu wysępienia smakołyka :multi:. Trochę jest obrażony na lecznicę, bo w końcu zawsze jak tam przychodził to coś dostawał, a teraz kicha :evil_lol:. Wet jest prawie pewien, że to jednak jakaś infekcja bakteryjna (która mogła też zaatakować wątrobę). Antybiotyk ma dostawać do piątku-soboty włącznie, ażeby wyleczył się w pełni i żeby bakteria zdechła. W sobotę badanie krwi, żeby zobaczyć jak jest. Kiedy wracaliśmy z lecznicy to zaparł się (zebrał chyba całą resztkę swoich sił ;)) i uparł, żeby pójść do Spodka. Ale oczywiście nic z tego. Do domu i lulu. Znowu padł. A ja poszłam na zakupy (kurczaczek, ryżyk, marcheweczki) i podlać pomidorki pod Spodkiem. Jakoś tak dziwnie było... Pod Spodkiem, bez białasa? Dziwnie. Tak pusto jakoś i bez sensu. :shake: Po powrocie powitał mnie radosny pies, podskakujący i szczekający. Zaprowadził mnie do kuchni, zażądał chleba :multi:. Potem pognał za mną na korytarz, do zsypu i galopem (!!!) do domu, po nagrodę (że niby tak grzecznie do chałupy wraca, hihi). Wychodził sobie czasami na balkon, obserwował świat. Przyszedł do kuchni jak zaczęłam robić jedzenie. Generalnie jest coraz lepiej :multi:. Męczy się szybko, ale najgorsze już mamy chyba za sobą! :multi::multi::multi: W lecznicy już wszyscy kojarzą białasa i wypytują jak tam jego zdrówko. Wczoraj, kiedy siedzieliśmy na kroplówce (białas na podłodze leżący, ja siedząca obok z jego głową opartą na mej nodze) przyszedł inny wet i rzucił: "na takich zimnych kafelkach? Wilka pani dostanie. Przyniosę koc". I przyniósł. Kiedy przechodził koło nas po jakimś czasie, tylko się uśmiechnął - ja nadal na kafelkach, na kocu białas :evil_lol: :loveu:. Natomiast wet, który Bazyla leczy doszedł dziś do wniosku, że nie ma już do mnie siły. Że doprawdy trudno mi dogodzić ;). Najpierw płakałam, że białas pije jak opętany, dzisiaj, że w ogóle nie pije (bo rzeczywiście nie chciał pić) ;). A jak usłyszał (bo sam pytał jak było wieczorem, no!), że wczoraj Bazylątko miało lodowe okłady w pachwinach, włączony wiatrak i nawilżacz (bo zimna mgiełka) to tylko spojrzał jak na wariatkę jakąś ;), uśmiechnął się i powiedział takim tonem jak do małego dziecka: "no dobrze, dobrze, skoro mu to pomagało, tak tak". No co?! :evil_lol: Ale lubią nas tam chyba. Wczoraj dostaliśmy pojemnik na karmę. Tylko zapytałam czy mają w sprzedaży (bo myślałam o kupnie, żeby porządnie karmę przechowywać), a pan przyszedł i powiedział: "hmmm, jak dla pani to damy za darmo" i dali :). Co prawda taki na jakieś 10 czy 12 kilo, ale zawsze to coś! -------- Taki padnięty był białas dziś koło 13.00: [URL=http://www.fotosik.pl][IMG]http://images8.fotosik.pl/2574/76ddc77515fa81f6.jpg[/IMG][/URL] [URL=http://www.fotosik.pl][IMG]http://images8.fotosik.pl/2574/b5d7a2dad95bd620.jpg[/IMG][/URL] [URL=http://www.fotosik.pl][IMG]http://images8.fotosik.pl/2574/644b7f3029b5189f.jpg[/IMG][/URL] I łapka z wenflonem (zostaje do jutra, na wszelki wypadek): [URL=http://www.fotosik.pl][IMG]http://images8.fotosik.pl/2574/7071cf5a64773227.jpg[/IMG][/URL]
  11. Jestem i ja. Niestety finansowo nie pomogę. Bazyl mi choruje, dziś znowu pół dnia w lecznicy siedziałam, kasa odpływa... Co za świnia z tego pseudowłaściciela. Co za skur... podły. Niech go szlag.
  12. Siemianowice mają (a przynajmniej miały) podpisaną umowę z Chorzowem.
  13. [quote name='Jasza']Gdybym ja mogla glowie i żołądkowi wytłumaczyć.. Gdybym mogla mężowi wytłumaczyć...tacie... Tata się wyprowadzil na ogrodek w formie protestu, a mam została i się przejmuje tak jak ja, bo my obie jesteśmy porąbane..[/QUOTE]Żołądkowi i głowie przetłumacz przy pomocy leków, skoro inaczej nie rozumieją ;). Nie możesz się wykończyć! Pamiętaj o tym! Mężowi i tacie pewnie nie wytłumaczysz, bo to w końcu... chłopy. Uparte, sfochowane, nierozumiejące. Ale przejdzie im. A teraz, skoro nie dociera do nich co razem z mamą robicie i dlaczego, to ich ignorujcie. Pewnie wtedy szybciej im przejdzie ;). [quote name='MALWA']Jasza - nie jestes porąbana, tylko [B][U]serducho masz wielkie[/U][/B]! Tyle, że dla niektórych to jedno i to samo....[/QUOTE]Popieram i podpisuję się pod tymi słowami! [quote name='yunona']Weszłam na wątek Evity i Jaszka jest bardzo w jej typie. Wet, który badał Evitę powiedział, że to jest jamnikoogar i w Polsce jest niewiele egzemplarzy.[/QUOTE]No właśnie! Wiedziałam, że Jaszka mi przypomina jakąś rasę :). Ona jest mniejsza niż jamnikoogar, ale coś w tym pycholu i trochę budowie z jamnikoogara rzeczywiście ma.
  14. [quote name='soboz4']może Bazyl też dostaje jakieś leki, które mogą spowodować takie sensacje?[/QUOTE]Wet również i to brał pod uwagę. Wykluczone. [quote name='Alicja']Maciaszku , kurcze , a może to faktycznie jakieś zatrucie znowu ...wiesz , ludzie mają hopla na pkt ślimaków czy wiesz czy jakiś matoł nie chciał wytruć i poszło ... a psiaki zliżą wszystko , w końcu skąd mają wiedziec że na trawie coś paskudnego się czai ...[/QUOTE]Pod Spodkiem, gdzie chodzimy, nikt takowych truć nie uskutecznia. Nawet trawy nie ścinają ;). We wszystkich innych miejscach Bazyl jest pod ciągłą kontrolą i nawet jak coś liźnie to tylko raz i już jest przeganiany. [quote name='Alicja']Bazylku :kciuki:[/QUOTE]Trzymaj, trzymaj. Przyda się. [quote name='Jasza']Przepraszam[/QUOTE]Nie przepraszaj, przecież w pełni rozumiem! [quote name='Jasza'] i ciesze się, że już jest dobrze.[/QUOTE]No niestety nie jest :(. W nocy Bazyl znowu zaczął pić dużo. O 3.40 wyciągnął mnie na spacer - było siku i kupa. Po porannym spacerze nie chciał zjeść śniadania. Namawiany (może niepotrzebnie?) w końcu zjadł, ale niezbyt chętnie. Potem już było tylko gorzej. Picie, picie, picie. Ziajanie. Kaszlenie. Picie. Ziajanie. I pies coraz słabszy. O 16.00 zabrałam go do weta. Ledwie doszedł :(. 300 metrów pokonywaliśmy przez 10 minut. Białas na trzęsących się nóżkach :(. Do lecznicy wejść nie chciał (ma już chyba złe skojarzenia po wczoraj). Wet jak go zobaczył od razu powiedział, że jest gorzej. Wczoraj temperatury nie było, dziś 40 stopni. Leukocytów jeszcze więcej, granulocytów też i do tego jeszcze monocyty podwyższone (wczoraj były w normie). Powtórzone wszystkie badania krwi (poza powyższymi reszta w normie). Przy okazji okazało się, że krew gęsta mocno i białas jest odwodniony. Poszedł pod kroplówkę. Leżał na ziemi i nawet nie miał siły głowy podnieść :(. Siedziałam koło niego i z wetem, który co chwilę przychodził sprawdzić jak tam z białasem, główkowaliśmy co to może być. Powiedziałam, żeby robił badania i testy na wszystkie choroby jakie mają podobne objawy. Po objawach (a raczej braku niektórych) wykluczył kolejnych kilka chorób. Testami kolejnych pięć. Białas leżał pod kroplówką, dysząc i mając dreszcze, temperatura rosła :(, znowu pojawił się kaszel (w chwilach zwiększonego zmęczenia-dyszenia, na 99,9% od serca), co mnie zmartwiło, bo taki kaszel odsercowy kojarzy mi się z wodą w płucach czy sercu. Został więc białas dokładnie osłuchany (w ciągu całego pobytu w sumie 3 razy), ale żadnych nieprawidłowości wet nie stwierdził. Ani w płucach ani w sercu. Dziś wet analizował znowuż zapalenie trzustki (z nietypowymi objawami, bo bez biegunki, ale zdarza się i tak), odrzucił (choć nie do końca) ze względu na prawidłowy obraz trzustki w USG, za mało podniesiony poziom amylazy i dobry poziom cukru (który wtedy się podnosi czy jakoś tak). Martwił się czy to nie coś z wątrobą związanego, bo raz że powiększona, dwa że tkliwa (obmacywany wczoraj białas zachowywał się tak jakby go coś po tej stronie i w tych okolicach bolało), ale wyniki wątrobowe w normie, więc raczej nie (ale raczej...). Rozważana też była reakcja poszczepienna (białas był szczepiony tydzień temu), ale też została wykluczona (choć też nie na 100%). Na ten moment wet obstawia albo jakąś infekcję żołądka bakteryjną albo wirusową. Na obie mogą wskazywać wyniki krwi. Jeśli to bakteryjna to antybiotyk powinien pomóc (dziś była druga dawka, wczoraj wieczorem, po pierwszej Bazyl czuł się lepiej). Jeśli wirusowa to białas musi przechorować... Najgorsza jest ta niewiedza. Nie wiadomo co leczyć... Na razie tylko leczenie objawowe. Cholera, jakiś dr House by się przydał! Mamy przyjść jutro. Jeśli będzie ok to spokojnie w ciągu dnia, jeśli ok nie będzie to z rana. Białas dostał też zalecenie pt. głodówka. Nie cierpi zbytnio z tego powodu, bo jeść nie chce ani ani. O to by połknął Vetmedin, ukryty w serku białym, musiałam błagać prawie na kolanach. Ale połknął. Bazyl dostał też zastrzyk przeciwgorączkowy, po którym temperatura spadła mu zaledwie o 4 kreski (na koniec pobytu w lecznicy miał 39,8 ) i receptę na Pyralginę w czopkach, gdyby w nocy było źle. I po 4 godzinach spędzonych w lecznicy, lżejsi o kolejne ponad 100 zł, udaliśmy się niespiesznie do domu. Tato podrzucił mi samochód, żebym pewniej i spokojniej się czuła (gdyby - tfu tfu tfu - w nocy się coś działo), wykorzystałam go od razu i podjechałam do apteki. A tam dowiedziałam się, że pyralginy w czopkach już nie produkują. Pani dała mi Paracetamol. W zasadzie na nic mi się nie przyda, bo siostra przypomniała mi, że psom paracetamolu podawać nie wolno. Nie mam więc nic na obniżenie temperatury, gdyby ta znowu się podniosła za bardzo... Ech. Jak wróciłam to białas leżał pod drzwiami wejściowymi i nawet się nie ruszył kiedy je otwierałam. Dopiero jak zaczęłam go przepychać, żeby móc wejść do mieszkania to wtedy wstał... Poszedł położyć się na łóżko. W ruch poszedł wiatrak, nawilżacz powietrza (==> chłodna mgiełka), zimne lodowe okłady (kark i pachwiny). Chyba mu ulżyło nieco, bo zasnął. Mocno. Przespał z godzinkę i poszliśmy na spacer. Jest bardzo słaby :(. Z mieszkania do windy mamy zaledwie kawalątek, ale ten kawalątek zmęczył go tak, że stał i ział, i ział, i ział. Siku robi jak suka, nie ma siły podnieść nogi. Jak tylko się wysikał to pokazał, że chce wracać. Po powrocie od razu wlazł na łóżko, pod wiatrak i nawilżacz. Zasnął. Ma dreszcze. Nie wiem od czego, bo temperatura spada. Było 38,8. Teraz jest 38,4 czyli ok. Oby tak już zostało. W aptece kupiłam elektrolity, bo zapewne stracił ich sporo wymiotując i serce dodatkowo jest przez to osłabione. Niestety był tylko smak malinowy, który nie przypadł białasowi do gustu. Nawet rozcieńczony. Spróbuję rozcieńczyć jeszcze. Nawet jeśli przez to mało ich wypije to zawsze coś. Żal mi go. Jest tak biedny. Zmęczony. To straszne patrzeć na to jaki jest słaby, jak się chwieje na nogach. :( Tak bym chciała, żeby było lepiej! ----------- Tak padł rano. [URL="http://www.fotosik.pl"][IMG]http://images8.fotosik.pl/2571/fa0baaeada7ff8fa.jpg[/IMG][/URL] Spał jak zabity. Nawet jak przyszłam ze śniadaniem (ze śniadaniem!) to się nie obudził. Nawet jak przesuwałam mu łapy, żeby się zmieścić obok. Tak było teraz, wieczorem. [URL="http://www.fotosik.pl"][IMG]http://images8.fotosik.pl/2571/68e69d2c10411b5c.jpg[/IMG][/URL] A tak wygląda wygolony białas (wygolony do USG). [URL="http://www.fotosik.pl"][IMG]http://images8.fotosik.pl/2571/eb9876c43dcd0406.jpg[/IMG][/URL] Zawsze mówiłam, że jakby go całego ogolić to byłby różowy w czarne plamki ;). [URL="http://www.fotosik.pl"][IMG]http://images8.fotosik.pl/2571/5d5ce52938cc7370.jpg[/IMG][/URL] Widać na tym zdjęciu jaka skóra jest czerwona, rozgrzana... Trzymajcie kciuki dalej. Jutro się odezwę. A teraz idę się położyć, padam...
  15. Po powrocie do domu powitał mnie wyspany i młodszy o 10 lat ;) pies. Radosny i skoczny. Prawie się poryczałam z radości... Poszliśmy na spacer, nawet taki dłuższy, bo białas chciał pochodzić. Zmęczył się jednak troszkę i szuraczkował tylnymi nóżkami, biedaczek mój. Jak wróciliśmy to zjadł kolację i poszedł spać. I śpi, odpoczywa, odzyskuje siły. I bąki straszniste puszcza :diabloti:, więc może to jednak jakieś zatrucie/wirus było/był? Ja też już padam na pysk. Zmykam do łóżka. Mam zamiar spać twardo i dobrze. I długo! ;)
  16. Niestety to dość częste... Miejmy nadzieję, że wyciągną wnioski z tego zdarzenia!
  17. Co przeskrobał, że w kagańcu? [url]http://img709.imageshack.us/img709/295/p8182224.jpg[/url]
  18. [quote name='__Lara']Kasiu, a co z nim jest? :( Czemu ma takie przeboje z tą wodą? [/QUOTE]Nie wiem, sama chciałabym wiedzieć. Nikt nie wie... Podejrzewali dziś cukrzycę, problemy z osierdziem i zbieraniem się tam wody, choroby odkleszczowe, zatrucie, niedrożność jelit, zapalenie na tle wirusowym, zapalenie na tle bakteryjnym, zwyrodnienie stawów, zarobaczenie. Poza zwyrodnieniem stawów wszystko wykluczone. [quote name='Alicja']Może to anginka ??[/QUOTE]Nie. [quote name='JOMA']p.s. weci są na urlopie od wczoraj do 05.09. :oops:[/QUOTE]Tak pomyślałam (bo dr Szymański zawsze odbiera) i już ich potem nie ścigałam ;). Dziękuję za kciukanie, jest lepiej! :smile: A przynajmniej było przed moim wyjściem do pracy... Mam nadzieję, że teraz białas sobie odpoczywa spokojnie i że czuje się ok. [quote name='agaga21']maciaszku, jak miał te objawy poprzednim razem, to co weci wtedy stwierdzili?[/QUOTE]Wtedy rozmawiałam z wetem tylko przez telefon, bo wszystko zaczęło się późnym wieczorem, a rano było po sprawie, Bazyl był zmęczony, ale cały i zdrów. Wtedy wet mówił, że albo zatrucie albo coś w rodzaju wirusa żołądkowo-jelitowego. Zasnęłam po 7 rano. Bazyl nie spał praktycznie w ogóle. Tylko tyle, co mu łeb ze zmęczenia opadł i drzemkę minutową zaliczył :-(. Cały czas ślęczał w kuchni albo przychodził do mnie i prosił o wodę. Co 45 minut wstawałam i nalewałam mu po pół szklanki, czasem nieco więcej. Już nie wymiotował, ale bałam mu się dać większą ilość, żeby nie zaczęło się od nowa. Vetmedin udało mi się podać dopiero o 11.00. Zaraz potem ubraliśmy się i poszliśmy do weta. Spędziliśmy w lecznicy półtorej godziny. Białas przebadany wzdłuż i wszerz. Zrobili mu badania krwi. Ma podwyższone leukocyty (górna granica to 17.0 Bazyl ma 26.4), granulocyty (górna granica to 6.8 Bazyl ma 24.2...) i amylazę (górna granica to 1289, Bazyl ma 1570). Zrobili mu USG. Jelit, wątroby, trzustki, nerek, serca (było podejrzenie, że ma wodę w osierdziu, ale na szczęście nie). Wątroba nieco powiększona, ale nie ma paniki. Należałoby jednak podawać osłonowo jakiś Hepatil albo co innego. Wypytali chyba o wszystko o co mogli. Wywiad był naprawdę bardzo dokładny. I co? I nic nie wiadomo... :shake: Może to być zatrucie jakoweś. Może być coś na tle wirusowym. Może coś bakteryjnego. Może zaburzenia trawienia związane z wiekiem. Może (i to najbardziej zadziwiająca hipoteza) problemy ze stawami. Ponoć nie tak mało psów reaguje na silny ból stawów piciem hektolitrów wody. A jak napełnią żołądek to wymiotują (naturalna kolej rzeczy). Rzeczywiście wyczytałam dziś, że przy chorobie zwyrodnieniowej stawów (a białas takową ma) psy piją więcej wody, głównie w nocy (Bazyl od kilku miesięcy poi się w nocy częściej niż dawniej), ale jakoś nie przekonuje mnie ta wersja. Choć nie ulega wątpliwości, że białasa stawy są w coraz gorszym stanie, co wet zauważył ledwie przyszliśmy :-(. Wkleję sobie tu 2 linki na temat stawów, żeby mi nie umknęły... [url]http://pies.onet.pl/19399,14,19,zwyrodnienie_stawow,artykul.html?drukuj=1[/url] [url]http://www.vetopedia.pl/article83-1-Zwyrodnienie_stawow.html[/url] Białas dostał 4 zastrzyki: przeciwbólowy, przeciwwymiotny, przeciwzapalny i bombę witaminową. Po USG wyraźnie odżył (wymasowali mu jelitka ;-)), choć i tak słabiutki był. Po przyjściu do domu napoił się, po czym padł i zasnął snem kamiennym. Na jakieś 40 minut. Potem wstał, zjadł śniadanie, znowu się położył. Ale już nie spał, tylko obserwował co robię (a robiłam śniadanie nieco opóźnione ;-)). Zgłosił się do kuchni po kubeczek do wylizania (apetyt wraca :multi:), poszedł się położyć. Zaliczyliśmy krótki spacer, bo Bazylątko jest bardzo bardzo osłabione. A potem musiałam go zostawić :-(. Z bólem serca, bo wolałabym przy nim być. On też był bardzo smutny jak wychodziłam, nie zajął się kongiem (tym razem wypchanym kulkami Brita, żeby nie mieszać jedzenia), tylko patrzył smętnie... Pod tym względem białas jest jak dziecko - gdy coś mu się dzieje to lubi być blisko "mamusi" ;). Trochę się martwię czy wszystko tam z nim w porządku. I czy z pragnienia nie cierpi, bo pewnie wypił całą wodę po moim wyjściu i siedzie kilka godzin o suchym gardle... Jeszcze 2 godziny i będę w domu. Rozmawiałam z jedną na forumowiczek, technikiem weterynaryjnym. Zasugerowała (profilaktyka) częstsze karmienie w mniejszych ilościach (już na stałe), zmianę karmy na delikatniejszą (prześledziłam już w necie różne opcje - najtańsza 190 zł na miesiąc :shake: wiem, że to może nie jest dużo jak na psa o tych gabarytach, ale przy wydawaniu 270 zł na miesiąc na same leki - a zaraz ta kwota się zwiększy o jakieś 70 zł), regularne podawanie probiotyków, wyeliminowanie dodatków typu prasowane kości i inne (zastąpić np. surową marchewką). To chyba tyle. Ciężko mi się skupić. Jestem nieco pływająca... Jutro mamy pójść na kontrolę. Będę dociekać i drążyć temat. No i o tych stawach porozmawiam, bo sama widzę zmianę w chodzie Bazyla. Aaa, jeśli chodzi o wzrok to wet powiedział, że to oczywiście mogą być zmiany związane z wiekiem. I teraz to już chyba wszystko. Maleńki mój kochany :loveu: :-(.
  19. [quote name='Jasza']Nie wiem co mam o tym myśleć.[/QUOTE]Nie myśl, szkoda nerwów i czasu na padalców... Mam nadzieję, że nie wezmą już żadnego psa. No chyba, że pluszaka... Papierowe ogłoszenia to jest dobry pomysł. [B]Soboz[/B], mogłabyś zrobić Jaszce taką piękną firmóweczkę, jakie robisz schroniskowym psiakom? Dt u Ingi jest płatne? Potrzebna jest jakaś kasa? Przywróciłam Jaszkę na schroniskową stronę. Napisałam, że jest w dt, podałam namiary na Ciebie Jaszo. Mam nadzieję, że schronisko jej nie usunie.
  20. Koło 4.00 wydawało się, że jest lepiej. Bazyl poszedł na balkon, prowadził obserwacje. [URL="http://www.fotosik.pl"][IMG]http://images8.fotosik.pl/2558/3f1e67aa340379e8.jpg[/IMG][/URL] Niestety nie trwało to długo. Wrócił do domu i cały czas się kręcił. Jęczał. Prosił o wodę. Słaniał się ze zmęczenia, ale zasnąć nie mógł :(. Postękiwał. Ja kończyłam porządki (mycie łazienki, itp.), a on się męczył. Brzuch wzdęty, ale nie powiększony mocno (oczywiście podejrzewałam skręcenie żołądka, ale wtedy brzuch jest jak balon i pies próbuje wymiotować, ale nie może). Podałam mu Espumisan, ale nie zdążył go chyba "przetrawić" :shake:. Ciągle chciał pić. Dawkowałam po łyżeczce raz na pół godziny, bo 3 wetów powiedziało, że nie dawać. W końcu położył się na łóżku (gąbka się suszy...). Ale wciąż niespokojny. [URL="http://www.fotosik.pl"][IMG]http://images8.fotosik.pl/2558/e760713477be6950.jpg[/IMG][/URL] Zrobiłam sobie herbatę, siadłam do kompa. I wtedy nastąpił kolejny rzyg. Ogromny (skąd tyle tej wody?! bo przecież nie z tych kilku łyżeczek). I znowu sprzątanie... I tak to zrobiło się po 5.00. Bazyl leży w kuchni i czeka na wodę. Nie śpi. Ledwie się trzyma, ale nie śpi. Martwię się ogromnie, bo nie dość, że wszystko to jest samo w sobie dla niego wykańczające to jeszcze żadnego z 3 leków nasercowych nie dostał. Próbowałam w międzyczasie kilka razy mu je podać, ale nic z tego. Na dodatek znów będę musiała zostawić go jutro samego, bo idę do roboty :shake:. Nie podoba mi się to, że nic mu nie przechodzi. Poprzednio szybciej się to skończyło. Do tego zaczyna jakoś dziwnie pokasływać. Tak jakby coś go drażniło w gardle (może to wymiotowanie podrażniło przełyk?). "Nasz" wet nie odbiera telefonu. Na Brynowie wetka powiedziała, że to najpewniej zatrucie jakieś i że jeśli jutro mu nie przejdzie to żeby przyjechać. Lecznicę obok nas otwierają o 11.00. Tak bym chciała, żeby poczuł się już lepiej... Jeśli tak nie będzie to przed pracą zabiorę go do weta. Siedzę i ryczę :placz:. Z tej bezsilności (jak mu pomóc? serce mi się kraje jak patrzę na te prośby o wodę, zamykające się oczy ze zmęczenia, trzesące się słabe nóżki). Ze zmęczenia. Z samotności (dobrze, że TZ nie zadzwonił, bo by mu się pewnie oberwało za to, że go tu nie ma, bo jego miejsce jest tu, obok nas...). Ze strachu, że to jednak coś poważnego. Z niepokoju, że powtórzyło się to w tak krótkim czasie i na dodatek trwa dłużej. :( Trzymajcie kciuki za to, żeby mu przeszło, żeby było dobrze...
  21. Mam serdecznie dość... Ponieważ Bazyl zostać miał dziś sam na prawie 9 godzin to bardzo się sprężałam, żeby wszystko w pracy zrobić migiem i być gotową do wyjścia jak najwcześniej się da. Na jakieś 30 minut przed godziną o której miałam wyjść przyszli koledzy z kawiarni (na parterze, na sali kinowej, mamy kafejkę) i powiedzieli, że zalewa im bar, kawałek sali i wlewa się na kuchnię. Szefowa na urlopie, a koledze, który ją zastępuje nie chciało się przyjechać i tylko mnie wkurzył, bo musiałam zostać dłużej w pracy. Na szczęście udało się potop jako tako opanować, dojść do tego skąd cieknie i zabezpieczyć sprawę do jutra. Wyszłam godzinę później niż miałam... Jechałam do białasa jak szalona (bo on tam biedny z pękającym pęcherzem), to chyba było najszybsze me dotarcie do domu. Wpadłam do mieszkania i... powalił mnie smród. A białas, jakiś taki zmieszany, zaprowadził mnie do kuchni, ale chleb, który mu dałam wypluł. Zaprowadził mnie do miski i pokazał, że chce pić. Więc nalałam mu wody. Wypił migiem. Zauważyłam, że w łazience jest narzygane. Pomyślałam, że się tym heftem odwodnił nieco, więc nalałam mu znów. I jeszcze raz. A ponieważ piciu nie było końca to już wiedziałam, że czeka mnie powtórka z rozrywki, sprzed kilku miesięcy (kiedy to było?) i nie dostał już ani kropli. Oczywiście nie trzeba było długo czekać aż woda wróciła. Na wykładzinę w dużym pokoju. Przy okazji zauważyłam, że było tam już narzygane w 2 miejscach, tylko przeschło. Następny paw zahaczył o gąbkę na mym łóżku (białas nie zdążył zejść), reszta wylądowała na wykładzinie. Rzuciłam się czym prędzej ratować gąbkę, żeby nie wsiąkło za głęboko (no bo wiadomo...), ciesząc się, że ma zdejmowany pokrowiec. Taaaa, zdejmowany... Tylko żeby go zdjąć to trzeba chyba z 3 osób. W pojedynkę, szarpiąc się z 20-kilogramową gąbką na pewno się tego nie zrobi. Próbowałam, ale efekt był tylko jeden - zrzucona lampka i rozwalona żarówka... Musiałam zatem zataszczyć gąbkę do łazienki, wkomponować ją jakoś w wannę i tam przeprać obrzygany fragment. Nie powiem, że lekko było. Do tego czułam się wstrętnie, bo wszystkie moje czynności związane były z wodą, o którą Bazyl tak bardzo i tak mocno prosił, patrząc na mnie tak, że serce pękało :-(. A gdy nie patrzył na mnie to patrzył na swoją pustą miskę... [URL="http://www.fotosik.pl"][IMG]http://images8.fotosik.pl/2558/de63d7dce6eac19a.jpg[/IMG][/URL] Ja biegałam ze szmatami, a on tak cały czas leżał :-(. Ponieważ godzina zrobiła się późna próbowałam mu podać Vetmedin. Ale nic z tego. Konsekwentnie odmawiał przyjęcia jakiekolwiek "pokarmu". Zadzwoniłam do weta, żeby się dowiedzieć czy nic mu nie będzie, jeśli nie zażyje i pani powiedziała, żeby nie tylko nie dawać mu wody (absolutnie!, co najwyżej po łyżeczce), ale i leków. Że jutro może się gorzej czuć, ale i tak nic nie zdziałam, bo nawet jeśli uda mi się mu jakoś ten Vetmedin wcisnąć to i tak go za chwilę "odda". Nalałam więc białasowi łyżeczkę wody i wróciłam do walki z gąbką. Musiałam ją przetaszczyć do pokoju, żeby zwolnić wannę na pranie... Jako że już zrobiło się po północy to wyciągnęłam Bazyla na spacer. Poszedł nawet chętnie. Zrobił siku (nieduże) i kupalona też. Ale bardzo szybko się zmęczył i ledwie szedł :(. Wróciliśmy więc szybko i zaliczyliśmy pawia w windzie (na szczęście przezornie zabrałam ze sobą duży ręcznik). Potem, po jakimś czasie, był jeszcze paw na legowisko i wykładzinę obok. :shake: O pierwszej w nocy mieszkanie wyglądało tak: mały pokój [URL="http://www.fotosik.pl"][IMG]http://images8.fotosik.pl/2558/d7b2e0edc925bf4f.jpg[/IMG][/URL] duży pokój (białas cierpiący... :-() [URL="http://www.fotosik.pl"][IMG]http://images8.fotosik.pl/2558/d69079a48dca5ccc.jpg[/IMG][/URL] Robiąc zdjęcia odkryłam, że obrzygana również jest skóra z barana. A chwilę później paw wylądował na legowisku balkonowym... O 1.30 łazienka wyglądała tak: [URL="http://www.fotosik.pl"][IMG]http://images8.fotosik.pl/2558/0bfae45a8b3d51ec.jpg[/IMG][/URL] O 3.30 tak (+ pralka pełna obrzyganych rzeczy) tak: [URL="http://www.fotosik.pl"][IMG]http://images8.fotosik.pl/2558/f2fd2aa4f7a2339f.jpg[/IMG][/URL] W sumie między 23.00 a 3.30 wyprałam/wyczyściłam/umyłam: - 6 fragmentów wykładzin (tarcie, szorowanie, szamponowanie i tak w kółko, żeby smród zabić...) - kawałek gąbki do spania - kawałek gąbki-legowiska Bazyla - koc - narzutę - skórę z barana - dywaniki łazienkowe - podłogę w przedpokoju (tam też był paw...), w łazience, na balkonie i w kuchni (obśliniona) - flokati białasa - maskotkę białasa (bo też jej się oberwało) Resztę (lżejsze rzeczy), czyli narzutę, ręcznik, prześcieradło wrzuciłam do pralki, zamknęłam porządnie i jutro się wypiorą.
  22. Dodałam go na katowicki wątek. No i na schroniskowej stronie ma nową kartę :).
  23. Hotel Korkus kojarzę tylko z opowiadań. Niewiele potrafię o nim powiedzieć. Napiszę jeszcze do Bounty.
  24. [quote name='Jasza']- spina się - czyli ma takie zachłyśnięcia jak wychodzi na spacer - wet nie stwierdził że to zapalenie oskrzeli, może to na tle emocjonalnym, a może z powodu obroży, bo ja ją zawsze prowadziłam na szelkach.[/QUOTE] To może być też coś z krtanią. Jamnik mojej siostry miał ( i zresztą miewa do dziś) czasami takie "zachłyśnięcia" właśnie i to jakiś problem z nieprawidłową budową krtani jest. Dlatego na obroży Jaszka może się "zachłystywać" a na szelkach nie. Powodów oddania Jaszki nie będę komentować. Żaden nie jest przekonujący. Ech... A na ile niby lat ocenił ją wet, u którego byli tamci ludzie? Cholera... Jaszo, jak Ci pomóc? Może hotelik jakiś? Tylko czy hotelik weźmie sukę z cieczką? Może Emiś miałaby u siebie miejsce? Na katowickim koncie są jakieś pieniądze, a Jaszka jest z katowickiego schronu, więc...
  25. Szczerze mówiąc wątpię, żeby ktokolwiek wziął Afrę z takim "nadbagażem" :(. A rozmawialiście w schronie o sterylce aborcyjnej? Czy dadzą jej urodzić a potem uśpią ślepy miot? Ech...
×
×
  • Create New...