Jump to content
Dogomania

Czarodziejka

Moderators
  • Posts

    10672
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Czarodziejka

  1. [B]Fundacja Niechciane i Zapomniane w całości sfinansuje jutrzejszą operację Rafiego!!!!![/B] [B]Pieniążki, które zbiera Nika mogą być więc wykorzystane na jego inne potrzeby :)[/B]
  2. Byłoby cudownie. Trzeba tylko uprzedzić nowy dom, że Paris jest wybitnie żywiołowa ;)
  3. Moje najstarsze egzemplarze to Szafirek, mój głuchy Aron i głucha Daszeńka. Kiedy wyszłam dziś na werandę z michą pełną obgotowanych dużych gnatów przyleciały wszystkie oprócz Miśki uwiązanej przy budzie i Groma, który za niszczenie drzewek siedzi w kojcu. Nie było też Daszki, Arona i Szafira mimo mojego wołania. Poszłam więc do garażu, a tam na kołderkach i kocykach śpią i pochrapują nasze staruszki. Wszystkie w głębokim starczym śnie....Podeszłam do Daszeńki, podkładam jej kostkę ciepłą pod nos - nic, uderzam ją w nos lekko - nic, w końcu potrząsam sunią i dopiero rozwiera wystarszone oczyska i zrywa się nieprzytomna nie wiedząc, o co chodzi i w którym kierunku uciekać...Zanim wyczuła kosteczkę i spokojnie się ułożyła minęło troszkę czasu. Potem Szafir - śpi tak głęboko, że przy wydechu cały drży. Podkładam gnacik - nic, poklepuję go po głowie, mówię do niego - nic. Nagle jak się nie zerwie, nieprzytomny, skołowany i też trwa zanim się zorientuje, że ja tu smakołyk mu przyniosłam. Aron - pod stołem na miejscu Daszki. Głuchy jak pień śpi bardzo głęboko i też muszę nim szarpnąć, żeby się zbudził i też nieprzytomnie zrywa się, a że ma kłopoty ze stawami, to przy okazji przewraca się zanim zdąży się podnieść...Takie oto przebudzenie traumatyczne funduję dziadkom biednym, żeby im zrobić przyjemność... Jest to bardzo wzruszające, że własnie staruszki najstarsze zawsze są blisko siebie i zawsze w głębokim śnie, często na bezdechu.... Inne psy są bardzo czujne, zrywają się i szczekają przy każdym cichym dźwięku. Stąd rozpoznaję, które są faktycznie stare i wymęczone poniewierką, a które po prostu tylko wyniszczone
  4. Moje najstarsze egzemplarze to Szafirek, mój głuchy Aron i głucha Daszeńka. Kiedy wyszłam dziś na werandę z michą pełną obgotowanych dużych gnatów przyleciały wszystkie oprócz Miśki uwiązanej przy budzie i Groma, który za niszczenie drzewek siedzi w kojcu. Nie było też Daszki, Arona i Szafira mimo mojego wołania. Poszłam więc do garażu, a tam na kołderkach i kocykach śpią i pochrapują nasze staruszki. Wszystkie w głębokim starczym śnie....Podeszłam do Daszeńki, podkładam jej kostkę ciepłą pod nos - nic, uderzam ją w nos lekko - nic, w końcu potrząsam sunią i dopiero rozwiera wystarszone oczyska i zrywa się nieprzytomna nie wiedząc, o co chodzi i w którym kierunku uciekać...Zanim wyczuła kosteczkę i spokojnie się ułożyła minęło troszkę czasu. Potem Szafir - śpi tak głęboko, że przy wydechu cały drży. Podkładam gnacik - nic, poklepuję go po głowie, mówię do niego - nic. Nagle jak się nie zerwie, nieprzytomny, skołowany i też trwa zanim się zorientuje, że ja tu smakołyk mu przyniosłam. Aron - pod stołem na miejscu Daszki. Głuchy jak pień śpi bardzo głęboko i też muszę nim szarpnąć, żeby się zbudził i też nieprzytomnie zrywa się, a że ma kłopoty ze stawami, to przy okazji przewraca się zanim zdąży się podnieść...:( Takie oto przebudzenie traumatyczne funduję dziadkom biednym, żeby im zrobić przyjemność... Jest to bardzo wzruszające, że własnie staruszki najstarsze zawsze są blisko siebie i zawsze w głębokim śnie, często na bezdechu.... Inne psy są bardzo czujne, zrywają się i szczekają przy każdym cichym dźwięku. Stąd rozpoznaję, które są faktycznie stare i wymęczone poniewierką, a które po prostu tylko wyniszczone.
  5. Absolutnie nie! Paris jest bardzo ugodowa i przyjazna w stosunku do psów i ludzi. Potrafi jednak pogomić kota :-?
  6. Dziś dokładnie się przyjrzałam naszemu Bejowi. I muszę przyznać, że brzuchol to ona ma dyrektorski, a bary jak bokser wagi ciężkiej. Od brzucha do ziemi jest może z 6 cm....Okrągły się zrobił i puszysty. A jak pędzi po śniegu, to nigdy nie wyhamuje w zamierzonym punkcie ;) Byliśmy na spacerku i Bej tarzał się w śniegu szczęśliwy i z uśmiechniętym pyskiem. Z tyłu wygląda jak kula z uszami. Mam tu wielką masywną onkę, smoczycę prawie, która jest smoczyście żarłoczna, a Bej jest najmniejszy. Ostatnio nawet dziewczyny z Palucha się z niego uśmiały, bo taki nieprzystający do stada, a rządzi jak sam ojciec dyrektor ;) Otóż dziś przy podziale kości do obgryzania, Bej zjadł swoją i chodził za mną zaglądając czule w oczy. Mamy tu też Kaję po sterylce, która dostaje zastrzyki, tabletki i nieco bardziej wykwintne jedzonko. Tak więc niosłam jej pół kurczaka z rosołkiem i makaronem, Bej przy mnie depcząc mi po piętach, robiąc oczy i ciągnąc swego tłustego macieja prawie po ziemi. Kaja troszkę zjadła - to lepsze mięsko, na resztę zmarszczyła nos, więc włożyłam tę część z kuperkiem ;) w pierwszy lepszy pysk (Bejowy oczywiście). Nagle zatętniło, huk, łomot i smoczysko Paris staranowało naszego biedaka łapiąc w locie kurczaka z kuperkiem. Jak żałosna i rozpaczliwa była walka sił niewyrównanych możecie sie tylko domyślać. Zwłaszcza, że Paris jest tak masywna i tak osierściona, że żadne kły nie są w stanie naruszyć jej smoczego spokoju. Szarpało ją nasze biedactwo za bok, za brodę wyjąc z rozpaczy za straconym skarbem. Tak mnie wzruszył, że dałam mu bonusowego gnacika, którego wspaniałomyślnie odmówiła Kaja ;) A potem się dziwię, że on się w kulkę zamienia :D
  7. Paris zamieniła się w masywną wszędobylską smoczycę. Szaleje z Rafim i małym Bejkiem a tętent ich kopyt budzi mnie co rano, bo gonią się na około domu. Przewracają się, tarmoszą, podgryzają i obszczekują. Paris ma też konkurencję w postaci miniaturowej Carmen, która twardo siedzi pod drzwiami domu i ani jej sie śni użyczyć miejsca żałośnie interweniującej smoczycy ;) Twarda jest nasza Carmisia. Paris, kiedy akurat dokądś zmierza taranuje wszystek drobiazg pod łapami. Przewraca, przydepnie, buchnie, ale jakoś bez większych kolizji. A kiedy ma słodki depresyjny dołek stoi przy oknie z łapami na parapecie i żałośnie zagląda do środka. A kiedy wyjrzę i się odezwę stoją już wszystkie i kto może to łapy w górę, a kto nie (Bej) podgryza i szarpie ile wlezie, bo z góry i tak nie widać, kto to ;)
  8. Dobrze betko, wyślij mi nr kom na pw. Zrobię mu zbliżenie łapki chociaż jutro wszystko może ulec zmianie, bo Rafi może już jej nie mieć.
  9. Wg papierów to one mają nawet po 12 latek ;) Ja nie wzięłam pod uwagę, że nie ma całej sumy pieniędzy na sterylkę i w dodatku ten zabieg usunięcia guzów doszedł. Mam nadzieję, że jakoś damy radę i Misior zostanie wycięty. Kaja ma już doskonały apetyt i wczoraj wieczorkiem biegała już z resztą stadka. Podwija jedynie nieco grzbiet pod siebie, ale może to szwy ją trochę ciągną. Zjada wszystko, dużo pije i ma się chyba dobrze.
  10. Szafir zupełnie się już zadomowił ;) Warczy i broni swojego gara przed żarłoczną piękną smoczycą Paris, śpi zwinięty w kłębek w wielkiej kupie poplątanych owczarków. Gromadzą się w umówionym miejscu i wtulają w siebie przeplatając łapami, ogonami, pyskami. Gdzie niegdzie słychać warczenie i kłapie pysk torując sobie drogę tudzież uwalniając zgniot, czy też splot. Najśmieszniej jest, kiedy wyjdę i zawołam :D Wtedy jest problem z błyskawicznym rozplątaniem się ;) Ale praktyka czyni mistrzów.
  11. Belu, na Kaję pieniążki są. Fona przeleje, a Soema może zrefunduje część, a Misia ma 15 zł tylko. Wiem, że potem coś wpłynie po czasie, ale ja nie mogę długu robić. Mam stado schorowanych staruchów i muszę mieć zaufanie wetek.
  12. Najpierw trzeba zapłacić, a potem można oddawać, a my nie mamy pieniędzy :(
  13. Może jakaś skarpeta sterylkowa nas wspomoże?
  14. Zgłosiłam sunie na wątku Soemy, ale być może ktoś je już tam zgłaszał? [URL]http://www.dogomania.pl/threads/184498-Akcja-STERYLIZACJA-(by-bezdomniaków-było-mniej)?p=16161880#post16161880[/URL] Anja, czy mamy pieniążki na Misię? Fona - może przelej tylko za Kaję, żeby nie było bałaganu.
  15. Kaja nic na wieczór nie zjadła, chociaż czekała na mnie z podniesionymi uszmi stojąc przy drzwiach. Zaniosłam samo mięsko z warzywami, ale nie ruszyła. Wypiła tylko sporo wody. Wepchnęłam jej tableteczkę przeciwbólową i poszła się położyć. Dziś zwymiotowała to, co zjadła w nocy ze swojego garnuszka, a zjadła niewiele. Wetki powiedziały, żeby się nie niepokoić, jeśli przez kolejne 2 - 3 dni nie będzie chciała jeść, bo to jest w normie. Ogólnie sunia wygląda dobrze. Widzę, że stara się nawet "uśmiechać" swoim siwym pyszczkiem, żeby pokazać, że wszystko w porządku. Martwią mnie finanse Misi, bo wygląda na to, że mamy tylko 15 zł na sterylkę? Potrzebne 150 - 160 zł...:(
  16. Boże, jaka bieduchna! :( Pewnie wszyscy zajmowali się jej panią, a ona cichutko z boku...
  17. Na pewno są siostrami. Widać i czuć. Poza tym APSA z Morisową z Palucha były u mnie i powiedziały, że psie rodzeństwo zawsze terroryzuje stado. I to się tu potwierdza. Obie są poza tym w podobnych barwach, obie siwe, w tym samym wieku, obu tak samo z oczu patrzy i obie za sobą szaleją.
  18. Kaja to jedna z dwóch sióstr z Tomaszowa. Guza przy uchu miała jej siostra Misia. Kaja wydawała się wulkanem energii i okazem zdrowia, a tu taka historia....
  19. Wetki powiedziały, że Kaja ma bardzo delikatną budowę, że jest ładnie umięśniona i taka krucha, że bardzo ciężko ją się operowało. Taka psia arystkoratka. Z siwym pyszczkiem. Brzydulka i zrakowaciała w środku...Do tego wulkan energii i agresorka. Tak grzecznie i ufnie z nami pojechała i tak smutno wracała. Zwymiotowała w drodze powrotnej Julce między nogi wpychając tam na siłę pysk ;) Na szczęście miałyśmy podłożone prześcieradło. Taka z niej porządna sucz.
  20. Ja też zaglądam, kiedy mogę się chłopaka spodziewać. Dziś przywiozłam ze sterylki Kaję, która jak się okazało, jest w środku cała zrakowaciała :( Wycięto jej macicę wraz z guzami i guzki z listwy mlecznej. Są złośliwe. Sunia ma całkowicie zmienioną śledzionę i prawdopodobnie przerzuty do płuc. Biedulka. W poniedziałek jadę z Rafim na operację bądź amputację łapki, a w środę na sterylkę siostry Kajki - Misi i mam nadzieję, że ona jest w środku czysta.
  21. Kaja już w domku. Sunia czuje sie dość dobrze. Wracała wtulona w kolana Julki. Kupiłam jej w lumpeksie kołderkę, żeby miała miękko. Okazuje się, że Kaja ma bardzo zmienioną śledzionę - całą oplecioną siateczką jakiejś błony i być może w przyszłości konieczne będzie jej usunięcie, ale może być i tak, że sobie spokojnie dożyje swych dni z tą zmienioną śledzioną. Nie jest to na razie bolesne. Natomiast widziałam usuniete guzki nowotworowe z listwy. Jeden wielkości paznokcia kciuka, drugi wielkości paznokcia małego palca. Ponadto usunięto jej macicę wraz z guzami, które na niej były. Guzy wykazują znamiona złośliwych i zdaniem lekarek w krótkim czasie sporo mogłyby urosnąć. Nie wiadomo, czy nie pojawią się nowe...:( Pozostała więc biednej Kai ta zmieniona śledziona i czego obawiają się wetki -możliwe, że jakieś przerzuty na innych narządach, w tym najbardziej prawdopodobne - na płucach. Nie można jednak było tego sprawdzić podczas otwarcia brzucha. Teraz trzeba ją obserwować i sprawdzać listwę.... Kaja dostała silne tabletki przeciwbólowe i antybiotyk w zastrzykach. Koszt operacji 195 zł. 160zł sterylizacja wraz z usunięciem guzów na listwie + tabletki Dolagis 10 sztuk po 3,50 zł. Jeżeli Kaja nie wykorzysta wszystkich tabletek, zostaną dla Miśki, która jedzie w środę. W poniedziałek jadę do Łasku z Rafim, któremu wet postara się uratować łapkę, albo amputuje...:( Przy okazji zostanie wykastrowany. Wtorek mam więc na zajęcie się Rafim. Umówiłam się z wetką, że fakturka będzie zbiorcza i wystawi ją po sterylce Misi, natomiast pieniążki można już na adres lecznicy przelać. Potem będziemy się starać o refundację. Fona, wysyłam dane lecznicy na pw. Kaja teraz cichutko sobie leży na kołderce.
  22. Dzwoniły wetki. Kaja już się wybudza. Wycięły jej guzki wraz z macicą, kilka z listwy mlecznej i jeszcze to, co można było w zasięgu noża. Ok 16.00 jadę po nią. Już mie zgroza ogarnia, co może mieć Miśka w brzuchu.
  23. Dzięki dziewczyny! Rafiego wspomoże też Fundacja Niechciane i Zapomniane. Zaraz napiszę podanie. Po operacji na pewno trzeba będzie jeszcze jeździć z nim na przeglądy, więc każdy grosz się przyda. Dziś zawiozłam na sterylizację jedną z suń tymczasowych. Po otwarciu okazało się, że sunia ma nowotwór śledziony i przerzuty dosłownie wszędzie...:( W przyszłym tygodniu na sterylkę jedzie jej siostra i już się boję, że może być to samo...I Rafi ze swoją łapką....
  24. Kaja już na stole....Po otwarciu dostałam telefon z lecznicy, że sunia ma nowotwór z przerzutami w całej jamie brzusznej.... Przede wszystkim ma bardzo powiększoną przez guz śledzionę, a przerzuty są wszędzie... Cała listwa mleczna, macica...Wetki pytały, czy ją sterylizować, bo w obliczu nowej diagnozy nie wiadomo, ile sunia pożyje. Zdecydowałyśmy jednak, że ją wytną usuwając przy okazji guzy, które są na macicy. Reszta jest nie do usunięcia :( Ta radosna, nadpobudliwa sunia jest jednym chodzącym nowotworem, który może w każdej chwili ją zabić. Prawdopodobnie jeszcze ją nic nie boli, albo tylko troszkę, bo nigdy nie widziałam cierpienia na jej wiecznie szczekającym i warczącym pysku. Wciąż czymś zainteresowana, wciąż w ruchu, wciąż czujna. Wetki powiedziały,że może żyć z tymi guzami i kilka lat, ale może też zejść w ciągu kilku miesięcy....
×
×
  • Create New...