-
Posts
10672 -
Joined
-
Last visited
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by Czarodziejka
-
Znajoma chce mi przywieźć setera, bo nie ma co z nim zrobić. Ktoś po coś go nabył i nie wyszło. Nie wiem, nie wnikam. Ja mam hospicjum dla starych onków, a tu pies młody i do oddania. Proszę o priv. W czwartek mają go przywieźć. Ja się nie znam na seterach! :roll:
-
Właśnie dlatego weszłam na wątek - bo chodzi o staruszka, a zaprosił mnie Majku33. Każdy wyniszczony i stary pies po wyjściu ze schronu ma przeboje z trawieniem. Jedne przechodzą to łagodniej, inne w bardzo męczący sposób. Fifi już dość długo jest na wolności, a jednak wciąż się oczyszcza. Co można doradzić po miesiącu? Tylko ten, kto jest przy psie widzi, co się dzieje, a my tu możemy sobie czytać, radzić i wysnuwać wnioski dla siebie. Ja nie zmieniam diety drastycznie. Pies dostaje kaszę z mięsem i warzywami, potem stopniowo mieszam z ryżem, a potem przechodzę na ryż z mięsem i warzywami. Zależnie od stopnia wyniszczenia podaję suplementy, mleko od krowy i jajko od kury ;) Czasem tylko suchą karmę. Na rozwolnienia podaję węgiel lub ryż z marchewką osolony i czekam, czy jest poprawa. Pomijam fakt, że wiszę na słuchawce z zaufanymi dogomankami. Ale generalnie po tygodniu wszystko się normuje. Miałam psy, które miały rozwolnienie, ale ryżu z marchwią na sucho jeść nie chciały. Stosowałam metodę na głoda - tylko ryż z marchwią w misce. Oczywiście marchew utarta i ugotowana. Po dwóch dniach oczyszczającej głodówki zjedzone było wszystko. Zgadzam się z założeniem, że osoba przyjmująca psy stare i wyniszczone powinna oprócz serca posiadać też odrobinę wiedzy i wciąż tę wiedzę poszerzać. I nie chodzi tu o wyłykanie wszystkich rozumów i podważania zdania lekarzy. Nie ma nic gorszego niż egzaltowana babka z pieskiem, która po lekturach w "Moim Psie" zaczyna w gabinecie swoje wywody. Trzeba mieć dystans i szcunek do lekarzy. Jedni się mylą, ale zawsze można skonsultować z innymi. Dla jednego pies jest w stanie agonalnym i pozostaje go uśpić, żeby się nie męczył, inny podejmie akcje, żeby jednak coś zrobić. To nam się wydaje, że lekarz się nie zna. My nie mamy pojęcia o budowie zwierzęcia i zależnościach między narządami przy podaniu danych leków. Oni patrzą całościowo, dla nas jest to chore serce i trzeba tabletkę. Dla nich stary pies, to wyniszczone narządy, które ta tabletka może uszkodzić. Tu na naszym forum jest mnóstwo samozwańczych wetów ;) Na pierwszy rzut oka na lichą fotkę są w stanie ocenić wiek, rodzaj schorzenia i zaordynować leczenie. ;)
-
Ale ja nie wymagam żadnych specjalnych względów dla siebie, żadnych rozliczeń i dokumentów. Czytam sobie o Fifim i staram się utrzymać wasze emocje w ryzach. Jakby nie było tylu nieporozumień, to zadałabym jedno pytanie na kilkanaście stron i tylko w sprawie psa. Jak spora część tu zgromadzonych również nic nie wnoszę w jego życie, ale poczytałabym, jak mu się żyje tu czy tam i byłoby mi miło. Czyli jako klakier :-?
-
Jeżeli warunki pobytu Fifiego u Elmiry są tajne przez poufne i przeznaczone tylko dla darczyńców, a inni pytający nie są mile widziani, to być może i ten wątek mija się z celem? Na forum się dyskutuje, czasem ostro, ale temat jest jawny i każdy może sobie chociaż poczytać jeżeli nie ma co napisać. Na TYM wątku co kilka postów powstaje blok, wokół którego rodzi się ognista dyskusja, a temat przewodni idzie w gwizdek. Jeżeli Elmiro uważasz, że nie wszystkim należą się informacje, których notabene wszyscy łącznie z tobą rządali od Renaty, to nie jest to w porządku. Jeżeli chcesz pisać o Fifim i opiekować się nim na własnych zasadach, to prowadzenie dyskusji na forum nie ma sensu. Bo skoro tylko wybrani będą znać szczegóły, a dla reszty strzępy... Każdy, kto ma pod opieką psa i grupkę ludzi, która go sponsoruje, podnosi nieszczęsne wątki, robi ogłoszenia, przekazuje informacje o potrzebach, gromadzi ludzi wokół sprawy, robi cokolwiek na miarę własnych możliwości, powinien szanować te gesty i tych ludzi. Ktoś co miesiąc przesyła 20 zł, bo tak może pomóc, ale ktoś inny nie może i robi banerki, ogłoszenia albo jest myślami z tobą i podnosi wątek. Każdemu należy się szacunek i informacja. Ja odbieram twoje posty jako ładunki emocjonalne. Może warto ignorować tych, którzy cię irytuja i pisać swoje, a wszystko się powoli uspokoi. Jeżeli nie, to się wytnie ;)
-
Proszę o zaprzestanie bezzasadnego wytykania przewinień i krytykowania siebie nawzajem. Nie mogę usuwać postów jednej strony pozbawiając jej możliwości obrony i pozwalając drugiej stronie na bezgraniczną krytykę. I bez znaczenia teraz która strona jest która. Nie ma sensu teraz roztrząsać przeszłości. Za prowokacje i kłótnie niestety będę punktować. Usunęłam kilkadziesiąt postów, podpis Majku33 i napisałam kilka pw. Jeżeli nadal jest problem z kulturą, to pozostaje mi tylko punktować za łamanie regulaminu.
-
Umierał w schroniskowej budzie-teraz w dt. Za TM
Czarodziejka replied to anett's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Na starość wszyscy dziwaczeją ;) -
Mam fakturkę dla Schroniska w Koninie na kwotę 90,95 PLN, w tym opłata za kastrację, zdjęcie szwów i antybiotyk. Wyślę jutro. Mam też receptę na antydepresant, co prawda bardzo słaby, bo to tylko Hydroxyzyna, ale zdaniem lekarek warto zacząć od czegoś łagodnego. A więc WIGO, czy nadal pragniesz zasponsorować Gromisiowi kurację?
-
Już jesteśmy. Gromiś zawładnął sercami wetek, bo jest taki śliczny "jak owczarek" ;) Trzeba go było uwiązać na bandażu, bo po wybudzeniu włączył mu się szwędacz. Otóż jajek nie ma, ale ma sromik :D Kawałek skóry był silnie ukrwiony, więc go nie wycinały, tylko podszyły, żeby nie krwawił i nie miał jakiś powikłań. Wetka powiedziała, że teraz gdyby nie siusiak, to możnaby go było wziąć za sunię. Na szczęście zabieg całkowicie się udał. Ogólny stan zdrowia Groma - bez zarzutu. Za 10 dni jedziemy zdjąć szwy i się zaszczepić. Grom wyczołgał się z lecznicy starając się wpełznąć pod cokolwiek po drodze, w tym pod mój samochód, ale zorientował się, że to jego kocyki i zapakował się sam w ten oto sposób: [IMG]http://img514.imageshack.us/img514/2531/061410121903.jpg[/IMG] A tak wyglądał po przybyciu do domu. Teraz odpoczywa w cichym i ciepłym miejscu. Kociczka koło niego chodzi, obwąchuje, a jemu wszystko wisi, chociaż czasami ucho podnosi ;) [IMG]http://img171.imageshack.us/img171/9677/061410123619.jpg[/IMG] [IMG]http://img526.imageshack.us/img526/7770/061410123649.jpg[/IMG] [IMG]http://img641.imageshack.us/img641/9350/061410124518.jpg[/IMG] [IMG]http://img822.imageshack.us/img822/6505/061410130150.jpg[/IMG]
-
Zofijo....współczuję...
-
Umierał w schroniskowej budzie-teraz w dt. Za TM
Czarodziejka replied to anett's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Kuba zaanektował pieczołowicie przygotowaną budę dla Maxa, który ma do nas dojechać wkrótce. Jest dwuizbowa, a Kuba zajmuje salon, więc nikt by nie przypuszczał, że akurat jest w środku. Tylko wołanie do stołu jest w stanie wydobyć go ze środka. Budę postawiłam w rejonie Kuby, więc uznał, że dla niego. Jestem w szoku! On nie znosił zamkniętych pomieszczeń klautrofobik, a teraz srrrru i siedzi. I ani mu powieka nie drgnie. -
Gromiś odwieziony... Biedak wczoraj poszedł spać o suchym pysku, więc żeby nie głodować spożył własną qoopę na śniadanie, którą po "głupim jasiu" zwrócił :-? Rano był bardzo żywy - obszczekał samochód z pieczywem, który co drugi dzień do nas przyjeżdża, a potem również mój. Pojechałam odwieźć córeczkę do szkoły i zaparkowałam na wprost kojca, żeby go nie taszczyć przez całe podwórze. Kiedy przygotowałam sobie wszystko - kocyk, prześcieradło, gazety jako podkłady na wszelki wypadek, rękawiczki, gromisiową książeczkę zdrowia oraz siedzenie w samochodzie - z przodu, bo mam trzydrzwiowy i ciężko jest wydobywać psa z tylnego, przebrawszy się w robocze łachy poszłam zapodać zastrzyk. Grom wlazł w swoją norkę za budą, ale tylna łapa, której do zastrzyku potrzebowałam idealnie wystawała. Patrzył mi w oczy tak głęboko, a ja mu igłę...Zastrzyk działa po ok. 10 minutach, więc odeszłam, żeby dać mu chwilkę. Wyczołgał się ze swojej ślepej uliczki i idealnie ułożył przed budą. Patrzył, patrzył, dziwił się, ziewał, zwymiotował treść żołądka i padł. Ja do niego, żeby go przenieść, a on chwiejnym ruchem chciał jeszcze do budy czmychnąć, ale nie udało się. Wzięłam go pod paszki i jazda do samochodu, a wysoki jest na dwóch łapach ;) O ciężarze nie wspomnę. Ułożywszy go wygodnie z sercem bijącym jak dzwon i trzęsącymi się rękoma pstryknęłam jeszcze fotkę dla was i w drogę. Akurat lać zaczęło. Do lecznicy mamy kilka kilometrów, Gromiś majcy już wszystko głęboko gdzieś zaczął sobie odjeżdżać, a ja przedzierałam sie przez ulewę i dziury w drodze modląc się, żeby na którejś mi się nie pożygał. Na miejscu Gromowi przybyło chyba z 10 kilo, więc resztką sił wtaszczyłam go do środka. Wszystko mu już zwiotczało, łącznie z jęzorem, który śmiesznie zwisał bokiem. Jedna z wetek przyszła mi z pomocą i razem położyłyśmy go na stole. Tam nagle Grom podniósł łeb i spojrzał wkoło mętnym wzrokiem, do wiszącego jęzora przykleiło się wszystko, co po drodze napotkał - piórko kurze, mój włos, sierść i nalepka z ceną :D Wetki go oglądały, wypisywały papiery, a ja dysząc resztkami sił odpowiadałam na pytania. Przy okazji mając na wysokości oczu doopsko Groma na stole zauważyłam, że brudne i już wstyd mnie ogarnął. Poaz tym, przez to taszczenie go wyszły mu kłębki sierści - akurat linieje i jakoś z tym oblepionym jęzorem i brudnym tyłkiem (chociaż to normalne) wydał mi się jakiś taki zdziadziały, do tego mokra sierść i zapiaszczone łapy... :-? Ale cóż, zostawiłam go na stole i czekam na telefon po odbiór. Ma być lekko otumaniony, żeby bezstresowo dojechał. Wetki dokładnie go obejrzą, pazurki ma w porządku, nie trzeba ciąć. Kuba, który łazi wszędzie ma je do cięcia co jakiś czas, bo dłuższe niż u wrony. Grom ogólnie prezentuje się zdrowo, ale skoro jest już w klinice, to dobrze go zdiagnozować. A tu przed wyruszeniem do lecznicy. Gromiś wniesiony i ułożony przeze mnie własnoręcznie, bo inicjatywy to on nie wykazywał ;) [IMG]http://img9.imageshack.us/img9/2787/061410100856.jpg[/IMG] [IMG]http://img507.imageshack.us/img507/2055/061410100908.jpg[/IMG] Chciałam jeszcze pstryknąć jak leży na stole operacyjnym, ale jakoś się zawstydziłam...Wetki obok, pies na fazie, a ja z aparatem.
-
Chruślin koło Łowicza, brak wieści o Maxiu:( !
Czarodziejka replied to amica's topic in Już w nowym domu
Podziwiam was za niezmordowanie. Wygląda na to, że Max zdziczał dokumentnie... -
I jeszcze jedna kwestia. Majku33 - pod wpływem chwili, na podstawie jednego zbiorowego linczu można kogoś niepotrzebnie napiętnować i zniszczyć. Powstrzymaj się i poczekaj z czarnymi kwiatkami. Staram się obiektywnie patrzeć na tę sprawę i widzę w tobie dążenie do przewrotnego skrzywdzenia Renaty, bo masz nerwy z Fifiego. Czasem jednak warto się pohamować. Chociaż na chwilę. Ale oczywiście zrobisz, jak uważasz.
-
Ponownie usunęłam bezowocną dyskusję. Rozumiem, że macie sobie wiele do powiedzenia, ale pomyślcie o osobach, które wchodzą tu, aby pomóc! Co widzą? Elmiro - ochłoń trochę, wyłącz komputer i zdystansuj się trochę, bo jesteś w amoku. Współczuję ci, bo bardzo przeżywasz, ale niepotrzebnie dodatkowo wypalasz się tutaj. W tytule "Fifi umiera" , a tu siekiery latają. Komu to służy? Jeżeli nadal będzie trwać ta ostra wymiana zdań i przekonań, to niestety zamknę wątek i otworzę aż ochłoniecie.
-
Jostel5 napisała wzorcowe streszczenie wątku uwzględniając suche fakty, więc pozwoliłam sobie usunąć posty, które wykopują innych pomocnych ludzi z tego wątku. Wiem, że powstała burza emocjonalna i gdzieś się trzeba wypisać, ale nie róbmy tego ze szkodą dla tego starego biedaka. Zanim więc ktoś zacznie klikać coś do kogoś, aby komuś coś uświadomić w sposób inwazyjny niech pamięta, że ja tu jestem i patrzę ;) Czekajmy na relację Elmiry i skupmy się na faktach i pomocy.