Małpiszonek wczoraj zrobił nam niemiłą niespodziankę i napędził stracha.
Wracam z pracy, otwieram drzwi i już po włożeniu klucza do zamka słyszę Saruśkę, ale "gada" jakoś inaczej. Pomyślałem, że może za długo była sama, bo akurat tak się złożyło, że miałem kilka spraw do załatwienia. Okazało się, że jednak chodziło o co innego.
Saruśka dostała rozstroju żołądka i to tak konkretnie, że po powrocie ze spaceru (z konieczności krótkiego, ze względu na koo na dywanie) zabrałem się za pranie dywanu.
Od razu złapałem stres, że małpiszonek chory :roll:.
Na szczęście na kolejnych spacerach nic już się nie wydarzyło, dla pewności wyszliśmy jeszcze przed samym snem, żeby do rana się nie stresować.
Dzisiaj wygląda, że wszystko wróciło do normy. Po pracy żadnych niespodzianek nie zastałem :evil_lol:
Wytypowaliśmy nawet podejrzanego o stan małpiszonkowego żołądka, dostała w poniedziałek wieczorem inny smakołyk niż zwykle. Na wszelki wypadek tej pyszności już podawać nie będziemy i mam nadzieję, że wszystko będzie OK :)