Ale Sara ma węch:) Dzisiaj się umówiłem z moją mamą, że przyjedzie do nas tramwajem a ja z Saruśką przyjdę na przystanek. Mama przyjechała trochę wcześniej i spotkaliśmy się w drodze. Idziemy z małpiszonkiem w stronę przystanku i zawiał wiatr od tamtej strony. Suczydło zaczęło wąchać powietrze i zaczyna szybko biec w stronę przystanku, biegnę za Sarą i co się okazuje? Za zakrętem (tak że nie było widać bo są krzaki) idzie moja mama. Poczuła zapach zanim zobaczyliśmy:)
A radości było co niemiara, a za chwilę siad na chodniku i łapa w górze w pozycji "daj ciastko". Oczywiście co nieco wpadło do pyszczydła i można było skierować się w stronę domu.